2868
post-template-default,single,single-post,postid-2868,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Wydawnictwo [ze słownikiem]

Od czasów studiów dziennych nie czytałam po angielsku. A nawet wtedy przyswajałam jedynie artykuły z badań psychologicznych, a wiec napisanych specyficznym słownictwem, operujących na podobnych frazach i strukturach gramatycznych. Jako takiej książki po angielsku nie przeczytałam nigdy. Za sprawą motywacji ze strony innych blogerek zapragnęłam w tym roku w końcu to zmienić. Nie chciałam jednak rzucać się na głęboką wodę, by się nie zniechęcić na starcie. Z pomocą przyszło mi wydawnictwo [ze słownikiem].

Kilka miesięcy temu zaczęłam na nowo uczyć się angielskiego. Próbuję przypomnieć sobie słownictwo, odkurzyć gramatykę, a przede wszystkim przełamać barierę w mówieniu. Raz w tygodniu chodzę na lekcje języka, ale to za mało. Zaczęłam oglądać serial z angielskimi napisami zamiast polskich, ściągnęłam sobie aplikację radiową BBC. Wciąż za mało. Zachciało mi się czytać powieści ale w taki sposób, aby mieć z tego również przyjemność.

 

Wydawnictwo [ze słownikiem] – idea

Ile razy zrezygnowaliście z czytania książki w oryginale przez poczucie, że będziecie musieli wciąż sprawdzać coś w słowniku, googlować zwroty w Internecie, a tym samym wybijać się z lektury i czerpać z niej zerową przyjemność? Ja wiele razy. Wizja siedzenia w książką w jednym, a telefonem z włączonym słownikiem w drugim ręku, skutecznie mnie zniechęcała.

Aż dziw bierze, że do tej pory na rynku polskim nie było takiego pomysłu na wydawanie literatury w oryginale, jaki mają założyciele [ze słownikiem]. Idea jest prosta – potraktowanie powieści jak tekstu w podręczniku do nauki języka, poprzez umieszczenie na marginesach podręcznego słownika. Poza tym, na samym początku książki, tuż po spisie treści, znajdziemy zbiorczy słowniczek najczęściej występujących w danym tytule słów i zwrotów. Dodajmy do tego podział książek na poziomy zaawansowania (jak na kursach, od A1 do C2) i mamy całą filozofię [ze słownikiem]. Proste? Proste. A jakie fajne!

Wydawnictwo [ze słownikiem] – książki

Wydawnictwo postawiło na klasykę literatury jak Duma i uprzedzenie, Wenus w futrze, Studium w szkarłacie czy Frankenstein, a także książki dla dzieci (w tym moją ukochaną Pollyannę czy Czarnoksiężnika z Krainy Oz). Całą listę książek po angielsku wydanych do tej pory przez [ze słownikiem] znajdziecie TUTAJ.

Każdy tytuł jest przyporządkowany do poziomu zaawansowania czytelnika, od najłatwiejszych (A1) po najbardziej zaawansowane (C2). To bardzo ułatwia wybór lektury, gdyż znając jedynie polski przekład trudno czasem powiedzieć, która książka będzie dla nas na dany moment odpowiednia.

Okładki książek wydawnictwa [ze słownikiem] są tak charakterystyczne, że trudno pomylić je na półce z jakimikolwiek innymi. Na białym tle znajdziemy jedynie tytuł, wspomniany poziom językowy książki oraz gatunek. To minimalistyczne wydanie kojarzy mi się z nowoczesnymi podręcznikami i w moim poczuciu to bardzo pozytywna konotacja. Przecież czytanie książek [ze słownikiem] jest swojego rodzaju łączeniem przyjemności czytania z nauką.

 

W tym momencie w domu mam dwie książki wydawnictwa: Anne of Green Gables i The Picture of Dorian Gray. Tę pierwszą naturalnie czytałam w tłumaczeniu, w przeszłości (ale wieki temu) i w związku z tym od niej właśnie zaczęłam. Jest ona naturalnie prostsza, na poziomie A2/B1. Musze przyznać, że czyta się bardzo przyjemnie. Słówka na marginesie w zupełności wystarczają mi do pełnego zrozumienia tekstu. Dodatkowo kilka razy sięgałam do słownika na początku książki. Póki co, ani razu nie był mi potrzebny translator w telefonie.

To czego może brakować, a czego na razie nie czuję przy Ani… to tłumaczenie całych fraz, idiomów. Niestety, jak w każdym języku,  w angielskim często nie wystarczy znać znaczenie poszczególnych słów, aby zrozumieć sens logiczny całego wyrażenia, zdania.

Wydawnictwo [ze słownikiem] – dlaczego to dobry pomysł

Pierwszą motywacją do czytania książek w oryginale była nauka języka. Zupełnie inaczej czyta się takie długie teksty, można obserwować wszystkie możliwe “czasy” w wielu konfiguracjach, idiomy i metafory w szerszym kontekście. Do tego doszła ciekawość związana ze sztuką przekładu. Od dawna kusiło mnie, aby kilka razy w roku przeczytać daną książkę w oryginale i zaraz potem w tłumaczeniu, aby analizować różnice w języku.

Poza tymi dwoma motywami chodzi też o samo obcowanie z językiem ojczystym pisarza. Ciekawa rzecz – książka czytana w innym języku, nawet jeśli fabuła jest nam znana z przekładu, jest jednak jakby zupełnie nową książka. Trudno mi to wyjaśnić, ale inaczej ją obieramy, smakujemy słowa, znowu jesteśmy ciekawi użytych rozwiązań literackich, zakończenia.
To doświadczenie potwierdza moją tezę, że tłumaczenie książki, jest w pewnym sensie tworzeniem jej na nowo. Dla mnie to właśnie język, a nie fabuła, jest w tekście najważniejszy.

Na ten moment w ofercie wydawniczej [ze słownikiem] poza książkami po angielsku znajdziemy także tytuły po hiszpańsku, niemiecku i francusku, a w zapowiedziach na stronie zobaczyć można, że w planach na ten rok są także książki po rosyjsku! To świetny pomysł, a ja trzymam kciuki za szybki rozwój [ze słownikiem] i wypatruję kolejnych ciekawych tytułów w ofercie.

A.

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Lena WaderaparapetliterackiAnia || SlowReading.plnaiaMalgo F | Migawki M. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania || SlowReading.pl
Gość

Pomysł może i ok, ale ja jestem daleka od zachwytów. Przeglądałam książkę Leo Babauty w tej serii i to, co od razu rzuciło mi się w oczy, to nie najlepszy poziom części słownikowej. Jak gdyby słowa do tłumaczenia wybierał i przekładał automat. I wyszły takie kwiatki, jak słowa przetłumaczone bez związku z kontekstem, rozbite idiomy, podawanie pierwszego od góry znaczenia słowa, co nijak się miało do treści. „Najlepsze” było tłumaczenie imion dzieci Babauty – z nazw własnych zrobiły się dziwne nazwy jakichś przedmiotów. Nie wiem, czy ktoś to weryfikował, bo te same błędy powtarzały się w kilku miejscach. Przydałoby się… Czytaj więcej »

naia
Gość

Masz rację z idiomami, i tak, jak pisze Ania ze Slow Reading – też zauważyłam, że czasem na marginesie podawane jest zupełnie inne znaczenie danego słowa niż to pasujące w konkretnym miejscu. Przydałoby się, żeby ktoś przed publikacją weryfikował jeszcze całość pod kątem tego, czy podane są odpowiednie znaczenia. Sam pomysł jest jednak rzeczywiście bardzo dobry. Polecam też to czytanie równolegle z przekładem, oczywiście wymaga to więcej czasu i skupienia, ale czytałam w ten sposób “Doktora Jekylla i pana Hyde’a”, właśnie wydanie [ze słownikiem], i taki duet sprawdził się świetnie. Nawet jeśli znaczenia podane na marginesie akurat nie były zbyt… Czytaj więcej »

Malgo F | Migawki M.
Gość

Jak wrócę do hiszpańskiego chętnie sięgnę po jakaś pozycje z tej serii. A po angielsku bardzo polecam podkasty. Bo tam jest żywy język mówiony ktory jednak bardzo się różni od pisanego i tego którego uczymy się z podręczników.

parapetliteracki
Gość

Małgosiu, a polecisz mi jakieś miłe podcasty, najchętniej na tematy wokół kultury, które nie są zbyt zawiłe i które ogarnę? 😀

Qbuś pożera książki
Gość

Mi trudno się wypowiadać, bo zacząłem czytać po angielsku w liceum, ale wtedy już miałem ciągły kontakt z językiem. Chodziłem do klasy prawie dwujęzycznej i miałem 6 godzin angielskiego w tygodniu i część przedmiotów też prowadzonych in English. Nie pamiętam co było pierwsze – na pewno czytałem wtedy Pottera pożyczanego od kolegi, ale sam sobie kupiłem od razu Toma Clancy’ego 😀 Też czytałem ze słownikiem, ale papierowym 😉

parapetliteracki
Gość

Powiem tylko tyle – jedno wielkie zazdro Jakub 🙂 ja do dziś żałuję, że za mało się stałam jeśli chodzi o naukę języka i że nie poszłam do klasy dwujęzycznej 🙂

skursywieni
Gość

Słyszałam o tym wydawnictwie, ale nie miałam pomysłu, jakąś książkę wybrać, bo poziom musiałby być niski a treść taka, żebym nie musiała jej analizować ani za bardzo nad nią myśleć 😛 Teraz podrzuciłaś mi cudowny pomysł – przecież jest Ania 😀 Właśnie skończyłam oglądać jej Netflixową wersję, plus jako młoda osóbka byłam wielką fanką całej tej serii. I zawsze wkurzały mnie różnice w tłumaczeniach. A czytanie w oryginale to najprostszy sposób na pozbycie się tej niedogodności. Stanowczo zacznę się za nią rozglądać. Pierwszą (i na razie jedyną) rzeczą, którą przeczytałam po angielsku, jest manga “Scott Pilgrim vs. world”. Mimo mowy… Czytaj więcej »

Lena Wadera
Gość

Uwielbiam tę serię, chociaż obiecałam sobie, że dopóki nie skończę moich aktualnych pomagaczy książkowych do nauki języków, dopóty nowych nie kupię 😀 A mam tego całe mnóstwo.

Podczas mojej ostatniej eskapady do Empiku, odkryłam, że pojawiły się już książki Wydawnictwa [ze słownikiem] po hiszpańsku. No i jakoś tak nie mogę się doczekać, aż zgarnę na półkę wszystkie <3

Świetny tekst! I w całości oddaje też moje podejście do smakowania książek w oryginale 🙂

parapetliteracki
Gość

A podziel się tymi swoimi pomagaczami! Ja w zasadzie poza normalnymi podręcznikami nic nie posiadam i nie znam.
Co do hiszpańskiego – planuję zacząć naukę od lata tego roku! 😀 Przez najbliższe miesiące skupię się jeszcze na angielskim. I tak tak, są w zapowiedziach hiszpańskie książki, to już są tez od kupienia?

Lena Wadera
Gość

Podzieliłam się wszystkimi grzeszkami na Fb 😀

Co do hiszpańskiego – tu też polecam wspomnianą na fb serię “…w tłumaczeniach” 🙂 Jest 5 książek z gramatyki, ale materiał wcale do samej gramatyki się nie ogranicza 🙂

I tak, widziałam w Empiku kilka tytułów hiszpańskich [ze słownikiem], a przed chwilą sprawdzałam na Bonito i też są – tym razem w żółtej okładce 🙂 Już się zastanawiam, czy nie kupić 😀