2931
post-template-default,single,single-post,postid-2931,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Wydawnictwa niszowe, które warto znać #5

Moje ukochane niszowe wydawnictwa wracają na Parapet po ponad rocznej przerwie. Opublikowałam wtedy 4 wpisy, w których podzieliłam się z Wami moimi (aktualnymi na tamten czas) odkryciami wydawniczymi. Od tamtego czasu poznałam wiele kolejnych, zasługujących na uwagę oficyn wydawniczych. Dlatego wracam z cyklem i przez kolejne 4 tygodnie będę Wam o nich opowiadać.

Tym z Was, którzy nie czytali jeszcze Parapetu w drugiej połowie 2016 polecam zajrzeć do tekstów z kategorii Niszowe wydawnictwa. Szczególnie w pierwszym z nich piszę o tym, dlaczego w ogóle tymi małymi oficynami się interesuję. Powodów jest wiele, ale zasadniczo dlatego że często wydają one tytuły nieoczywiste, nieuniwersalne, a więc JAKIEŚ. Z moich dwuletnich obserwacji wynika, że mały wydawca daje mi do ręki to, co sam chciałby czytać, wydaje 5 tytułów w ciągu roku, ale naprawdę tego wartych.
Moją przypadłością jest to, że wciąż szukam. Poza tym, całe dorosłe życie utwierdzam się w przekonaniu, że jeśli coś ma być dla każdego, podobać się Twojej cioci, panu z kiosku i sąsiadce z dołu, to jest to produkt niewiele wart. Sztuka z gruntu nie jest dla mnie czymś uniwersalnym, dlatego książkowe i filmowe bestsellery tak rzadko do mnie trafiają. Podejmuję próby, ale zbyt często wychodzę rozczarowana.* Potem jednak wyciągam na odtrutkę jakąś czeską, izraelską albo albańską, wydaną w niskim nakładzie książkę, i mam to. Głowa mi płonie.

No to raz, dwa, trzy.

Wydawnictwo Amaltea

Amaltea to bardzo tajemnicze wydawnictwo. Niewiele o nim wiem, poza tym, ze zlokalizowane jest we Wrocławiu. Do tej pory wydali 7 tytułów, ograniczając się do prozy czeskiej i rumuńskiej. Ty co jako pierwsze rzuca się w oczy kiedy przeglądamy wydane przez Amalteę książki, to okładki. Są tak wyjątkowe, że jeśli traficie na nie w księgarni (co nie jest łatwe, ale o tym zaraz), to od razu rzucą Wam się w oczy. Niestety wydawca na stronie nie podaje kto jest odpowiedzialny za projekty (poza dwoma tytułami – Paulina Zielińska).
Myślę, że na dwa tytuły wydane przez wrocławską oficynę chciałabym zwrócić uwagę. Pierwszym jest Przyczynek do historii radości Radki Denemarkovej. Poruszająca, bardzo metaforyczna opowieść o cierpieniu, o męskiej agresji, o skrzywdzonym ciele. A jaskółki? Jaskółki walczą o sprawiedliwość. Książka została zakwalifikowana w tym roku do Nagrody Angelusa i mocno trzymam za nią kciuki.

Drugim tytułem jest O dziewczynce, która bawiła się w Boga, rumuńskiego pisarza Dana Lungu, o trudnej relacji matki i córki żyjących w innych krajach, czyli tzw. eurosieroctwie.

Książki Amaltei nie są jakoś powszechnie dostępne. Poza sklepem internetowym kupicie je w 5 księgarniach 9: w Krakowie, we Wrocławiu i w Poznaniu.

Wydawnictwo Lokator

Wydawnictwo powstało w 2001 roku razem z krakowskim klubem Lokator. Początkowo działało jako malutka, nieoficjalna oficyna wydająca  debiutanckie książki w niskim nakładzie, katalogi wystawowe. Szerzej zakrojoną działalność Lokator rozpoczął w 2006 roku wydając pierwsze tytuły z numerami ISBN, a w 2011 powołano do życia również patronacką księgarnię w Krakowie pod tą samą nazwą. Szef wydawnictwa, Piotr Kaliński, z doświadczeniem edytorskim oraz graficznym, najpierw wykorzystał Lokatora do wydania własnych książek, z czasem publikując młodych krakowskich poetów i prozaików.

Dzisiaj wydawnictwo Lokator ma dla nas dużo szerszą ofertę. Znajdują się w niej poezja, eseje, powieści graficzne i proza autorów polskich i zagranicznych. Myślę, że każdy ciekawy czytelnik znajdzie w Lokatorze coś dla siebie. Ja zwracam uwagę przede wszystkim na książki Idy Linde – szwedzkiej pisarki i poetki – o bardzo poruszających tytułach: Na północ jedzie się by umrzeć Jeśli o Tobie zapomnę, stanę się kimś innym i Poleciały w kosmos. Linde to z pewnością autorka nietuzinkowa, operująca surowym lecz sugestywnym językiem, jej proza jest bardzo niepokojąca i symboliczna. Wyciąga emocje na światło dzienne. Pisze o relacjach, bo cóż innego może nas tak naprawdę poruszyć.

Tytułem, który również szczególnie zwrócił moją uwagę (i czaję się na niego od dwóch miesięcy) jest Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa. O tej książce o wyjątkowo długim tytule Richard Zenith mówi: “To, co mamy przed sobą, nie jest książką, lecz jej odwrotnością i zaprzeczeniem; jest książką potencjalną, książką, w całkowitej ruinie, książką-marzeniem, książką-rozpaczą, anty-książką, poza jakąkolwiek literaturą. To, co znajdujemy na tych stronach, to geniusz Pessoi w szczytowej formie.
Brzmi jak coś w sam raz dla mnie. 😉

Jeśli będziecie w Krakowie wpadnijcie koniecznie do księgarni Lokator. Znajdziecie tam nie tylko książki tego wydawnictwa, ale także innych niszowych oficyn, a przez regały poprowadzi Was kompetentny księgarz. 🙂

Aha, wydawnictwo ma jeden minus – strona internetowa należy do jednej z bardziej nieczytelnych jakie w życiu widziałam. Podejmijcie jednak wyzwanie i przejrzyjcie jego ofertę.

Wydawnictwo Austeria

Austeria  to krakowska oficyna, skupiająca się na literaturze żydowskiej. Również to wydawnictwo kładzie nacisk na dopracownie edytorskie i graficzne swoich książek. Dobór tytułów jest bardzo celowy i konkretny. Znajdziemy w Austerii opowieści chasydzkie, bajki żydowskie, poezję, dramaty do wystawienia na deskach teatru, całą serię (pięknie wydanych) książek Josepha Rotha i oczywiście dużo prozy. Moją uwagę zwraca wiele tytułów, nie sposób wymienić je tutaj wszystkie. Przede wszystkim jednak cała seria literatury jidysz: Opowiadania z zabitego miasteczka, czyli historie osnute na tęsknocie za “przestrzenią żydowską”, która przeminęła bezpowrotnie, napisane przez Kalmana Segala to dawka melancholii i słodko-gorzkich wspomnień. Inną pozycją z tej serii są Notatki komiwojażera, czyli opowiadania osadzone w… wagonie kolejnowym trzeciej klasy. Notatki… powstały na samym początku XX wieku, a wstęp do ich drugiego wydania z 1925 napisał Jarosław Iwaszkiewicz:

Mieszkaliśmy z tym narodem przez wiele wieków pod jednym dachem, znaliśmy go tak mało i widywaliśmy go w bardzo wypaczonych zwierciadłach. Notatki komiwojażera tę przede wszystkim mają wartość, że przy całym swoim prostym i bezpretensjonalnym artyzmie są zawsze prawdziwe. 

Na Waszym miejscu zwróciłabym też uwagę na opowieści chasydzkie Oskubana papuga Rebego (napisane przez węgierskiego poetę i rockmana Gézę Röhriga, który zanim wyjechał na nowojorski Bronx odegrał m.in. główną rolę w oskarowym filmie z 2015 roku Syn Szawła; taka ciekawostka), a także na Dziennik z getta łódzkiegopisany przez 14-letnią Rywkę Lipszyc.  Odnaleziony w 1945 roku w Auschwitz­‑Birkenau wydany został po raz pierwszy w 2014 roku w angielskim przekładzie.

I to tyle na dzisiaj. Kolejne trzy niszowe wydawnictwa w następnym odcinku! 🙂 Dajcie znać czy znacie Lokatora, Austerię albo Amalteę. A może wy mi coś polecicie ciekawego?

A.

11
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
parapetliterackiPasjonatka ŻyciaskursywieniLena WaderaAnna Potuczko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lena Wadera
Gość

Czasami muszę czytać takie teksty, żeby przypomnieć sobie, za co lubię Kraków <3 A od Lokatora mieszkam rzut beretem przez most. Mam taką obawę, że w końcu tam zamieszkam.

skursywieni
Gość

Żadnego z nich nie znałam, a teraz do mojej mapy miast, w których chciałabym pracować, dołączył Wrocław. Bo że Kraków to na pewno. Dobija mnie przypuszczenie, że po studiach będę pracować w jakimś popularnym, kiepskim wydawnictwie i męczyć się z poradnikami o zdrowym odżywianiu i romansami :c Chciałabym pracować w takim niszowym wydawnictwie, tylko wtedy te lata studiów i specjalizacji, którą nie zawsze lubię, miałyby jakiś sens.
Spróbuję dorwać którąś z książek z Amaltea w Poznaniu i zobaczymy, jak wejdzie 😀

parapetliteracki
Gość

A powiedz więcej o tych Twoich studiach bo mnie ogromnie zaciekawiłaś? Z pracą z niszowym wydawnictwie jest o tyle problem (zgodnie z moją wiedzą), że najczęściej prowadzą je założyciele i ogarniają wszystko sami. Zatrudniają oczywiście zewnętrznych korektorów, tłumaczy (chyba że mają sami taki zdolnosci, jak na przykład Julia Różewicz, która tłumaczy z czeskiego i wydaje we własnych wydawnictwie Afera). Koniec końców ciężko tam dostac pracę. Podobnie z resztą jest często z kameralnymi księgarniami :).
Książki Amaltei w Poznaniu można kupić w księgarni Bookowski na Zamku 🙂

Anna Potuczko
Gość
Anna Potuczko

Widzę tu tylu cudowności, że pierwsze zakupy do mojego własnego mieszkania poczynię z listą, która powstanie z tego wpisu. 😱💙

parapetliteracki
Gość

Przede wszystkim w takim razie gratuluję własnego mieszkania?! 😀
I już zazdroszczę przyjemności komponowania biblioteczki, mniam :))

Qbuś pożera książki
Gość

♥ Ach i och. Bardzo lubię te wpisy i nie bez kozery – o żadnym z tych wydawnictw świadomie nie słyszałem, ale niektóre z pozycji napotykałem nie tylko u Ciebie, ale i na listach zapowiedzi. Dziękuję też pięknie za przypomnienie o konieczności odwiedzenia poznańskiego Bookowskiego. Poznań ma kilka ciekawych, niedużych księgarni, na szczęście.

A Pessoa też brzmi dla mnie w sam raz.

Magdalena Stachańczyk-Folga
Gość
Magdalena Stachańczyk-Folga

Znam wszystkie i obecnie zgłębiam uroki literatury rumuńskiej z wydawnictwem Amaltea. Niedawno skończyłam “Medgidię”, zaczęłam “Dni króla”. Książki są wspaniale wydane, klasa!
Bardzo jestem wdzieczna za ten cykl. Warto zaglądać do małych oficyn, najczęściej mają w ofercie literaturę pełniejszą i ciekawszą od mainstreamowych wydawnictw.

parapetliteracki
Gość

Ja właśnie czekam na swoją przesyłkę z Amaltei i przebieram nóżkami z niecierpliwości. Przyznam, że z oferty wydawnictwa to właśnie te rumuńskie książki mnie najbardziej ciekawią. Siedzę i myślę i jest szansa, że nic do tej pory rumuńskiego nie czytałam.
O zdecydowanie mają ciekawszą ofertę 🙂 Troszkę przysnęłam w kwietniu, ale w tym tygodniu nadrabiam z pisaniem i po majówce wskoczy kolejny tekst z tego cyklu, a więc kolejne ciekawe oficyny 🙂

Pozdrawiam ciepło!
A.

Monika
Gość
Monika

Chyba pierwszy raz coś piszę, więc warto się przywitać – blog podczytuję od dłuższego czasu, choć sama piszę o książkach sporadycznie:) Ilość niszowej literatury spoza kręgu anglosaskiego przyciąga mnie tu jednak skutecznie.

Tak sobie myślę, że do tych wspomnianych wydawnictw warto dorzucić wydawnictwo Kojro, specjalizujące się w fińskiej literaturze oraz Kwiaty Orientu – wydające literaturę azjatycką. Wydają rzadko i z doskoku ale obydwa są warte polecenia.

Pasjonatka Życia
Gość

Z tych trzech znam tylko Lokatora, ale muszę przyznać, że bardzo zaciekawiłaś mnie Wydawnictwem Amaltea. Myślę, że w najbliższej przyszłości skuszę się na coś od nich 🙂
Przeczytałam każdy post z Twojego cyklu i była to dla mnie świetna dawka nowych informacji. Kilka znałam, ale znalazłam też dla siebie kilka perełek do spróbowania 🙂

parapetliteracki
Gość

To super! Bardzo mnie cieszy, że odkryłaś coś nowego 🙂 Mam nadzieję, że czytelniczo Cię nie rozczarują.
Uściski,
A.