917
post-template-default,single,single-post,postid-917,single-format-standard,stockholm-core-2.1.4,select-theme-ver-8.10,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_menu_

Piąta łódź – Monika Kompanikova

źródło: unsplash.com

„Zastanawiałam się, czy oni też strzepywali z siebie samotność jak kurz po długiej podróży.”  [s.69]

Świat widziany oczami dziecka zawsze mnie zaskakuje. Nigdy nie wiem czego się spodziewać, czy ckliwej i szarpiącej od środka opowieści, czy raczej naiwnej i infantylnej. Jest jeszcze trzecia ewentualność – historia może być opowiadana w pewnego dystansu, z jednej strony z pozycji dziecka, lecz momentami już z perspektywy osoby dorosłej. A może to są dwa spojrzenia połączone w jedno, może doświadczenia życiowe, tak bardzo nieprzystające do wieku dziecięcego sprawiają, że na naszych oczach zachodzi proces dojrzewania. Ekspresowy.
Chociaż jednak nie. Jarka jest dorosłym dzieckiem już wtedy, kiedy ją poznajemy. Nie ma złudzeń, że jej świat będzie inny. Czasami nawet nie wie, czy mógłby być. Co to właściwie znaczy, że coś jest normalne?
Czy to normalne, że nie może mówić do mamy „mamo”, tylko „Lucia”, że w lodówce wiecznie nie ma nic poza jogurtem, a Jarka chodzi przez wiele dni w tym samym ubraniu? Czy to normalne, że jej mama czasem kilka godzin nie pozwala jej wejść do domu? Albo to, że potem znika na całe noce i ciągle jest zmęczona? A to, że prawie codziennie jest w domu ktoś obcy? Używa jej małego ręczniczka, przekłada jej rzeczy, wchodzi do jej dziecięcego łóżka?  A czy normalne jest to, że kiedy już ten ktoś znajdzie się w jej łóżku ona musi szybko zniknąć ze swojego ciała i otworzyć usta, żeby dusza mogła się ulotnić? Jarka nie wie. Lecz ja jako czytelnik, wiem. Cały problem z powieścią Kompanikovej polega na tym, że dostajemy dokładny, obrazowy opis zdarzeń, lecz bez ocen i interpretacji. Tych dokonać musimy już sami i szybko przekonujemy się, że będzie to trudne.

Autorka dokonała pewnego niesamowitego zabiegu, który spowodował, że czytając historię Jarki, byłam tak samo zdystansowana jak ona. Miałam świadomość, że to, co czytam powinno budzić mój gniew i sprzeciw, i na poziomie racjonalnym tak było. Na poziomie emocjonalnym natomiast, byłam tak samo odcięta od uczuć, jak ta dwunastoletnia dziewczynka. W psychologii nazywa się to odizolowaniem afektu. W sytuacjach trudnych, zwłaszcza przewlekłych, człowiek używa takiego mechanizmu obronnego. Tylko dzięki niemu, temu „uwalnianiu duszy” mogłyśmy z Jarką przetrwać.

„Chciałabym się obudzić w innej dorosłości niż ta, która stała się moim udziałem. Chciałabym skosztować innego życia. Ocknęłabym się w swoim domku na działce, w migotliwym świetle poranka, otoczona drobiazgami, które przywodzą skojarzenia z krótkimi okresami radości. Wysokie źdźbła ostrej, przez lata niekoszonej trawy chroniłyby mnie niczym wojsko. Chroniłby mnie żywopłot najeżony cienkimi szpikulcami gałązek wycelowanych we wszystkie strony świata, bi przecież zagrożenie nie zawsze nadchodzi z lądu. Chroniłby mnie, dopóki bym sama nie pokosiła i nie przycięła, dopóki nie potrafiłabym się obronić.” [s.106]

„Piąta łódź” to, można powiedzieć, opowieść o trzech pokoleniach kobiet, które nie chcą i nie potrafią być razem. Wszystkie trzy – babka, matka i córka – są potwornie samotne, i choć mogłyby być dla siebie wsparciem, jedyne co robią, to nawzajem się krzywdzą. To również opowieść o okrutnej obojętności i nieczułości miejskiego blokowiska skazującego na (znowu) samotność. To w końcu opowieść o dojrzewaniu do kobiecości w totalnym zagubieniu i pozostawieniu samemu sobie.

Mam poczucie, że Kompanikova w tych położonych przed nami scenach, każe przyjąć na siebie coś w rodzaju odpowiedzialności za to, że takie historie dzieją się obok nas. Krytycy uznali „Piątą łódź” za rzadki przykład współczesnej prozy społecznie zaangażowanej i trudno się z tym nie zgodzić. Dokładając do tego plastyczny, pełen obrazów język, otrzymujemy powieść, w którą bardzo łatwo się zanurzyć, lecz trudniej wyjść pod koniec na brzeg.

Kot w worku od Wydawnictwa Książkowe Klimaty okazał się być bardzo, bardzo dobry. Pewne obrazy z tej historii chodzą za mną od wielu dni, a tekst który piszę, jest dla mnie najtrudniejszym do tej pory. Mam poczucie, że nie umiem tej książki odpowiednio nazwać ani opisać. Pomimo swego rodzaju dobrego zakończenia, ja pozostałam z uczuciem bezradności i cichego smutku. Wciąż tonę w basenie pełnym opadłych liści i szukam drogi do swojej łodzi, choć przecież Jarce już udało się przybić do brzegu.

Przeczytajcie „Piątą łódź”, to naprawdę dobra rzecz.

A.


Piąta łódź

Monika Kompaníková

tłum. Izabela Zając

wyd. Książkowe Klimaty

2016 r.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty.

 

59 komentarzy

Post a Comment