2980
post-template-default,single,single-post,postid-2980,single-format-standard,stockholm-core-1.0.8,select-theme-ver-5.1.4,ajax_fade,page_not_loaded

Patrick Melrose – Edward St Aubyn

Za Patricka Melrose zabrałam się motywowana falą pozytywnych opinii, ba, wręcz zachwytów nad kunsztem pisarskim Edwarda St Aubyna. Po zakończonej lekturze z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że to jedna z najgorszych powieści, jakie zdarzyło mi się czytać w ostatnich latach. Gdyby przyznawano literackie Złote Maliny, jak to się ma w przypadku filmowych gniotów, Patrickowi Melrose należałoby się miejsce na podium.

Edward St Aubyn to autor cyklu 5 minipowieści o zepsuciu wśród brytyjskiej wyższej klasy, które w Polsce wydano w dwóch tomach: trzy w pierwszej części i dwie w drugiej. Z informacji o autorze dowiaduję się, że jest to cykl „mocno autobiograficzny”, że jego ojciec był angielskim arystokratą, a matka – dziedziczką amerykańskiej fortuny.

Patrick Melrose – nuda w trzech aktach

Pierwszy tom w polskim tłumaczeniu obejmuje dzieciństwo tytułowego Patricka oraz dwa, oddalone od siebie o około 10 lat, okresy z dorosłego życia. Poznajemy bohatera jako 5 letniego chłopca, tyranizowanego przez ojca sadystę, a także plejadę trzecioplanowych postaci mających nam unaocznić pustotę wspomnianej wcześniej arystokracji. W drugiej części Patrick jest już dorosły i jedzie do Nowego Yorku po prochy zmarłego ojca. Tam, w ciągu dwóch dni, daje popis swoich zdolności w zdobywaniu hurtowych ilości narkotyków oraz naturalnie, w konsekwencji, popis ćpania. W ostatniej części, której akcja toczy się kilka lat później, dochodzi do pozornego katharsis naszego nieszczęsnego bohatera, który jest już po odwyku i próbuje przepracować swoją traumę z dzieciństwa. Tytułowej nadziei nie ma*, jest za to powrót do plejady smutnych, pustych postaci i ich równie puste dyskusje. Podobno ta ostatnia część jest zgrabną satyrą na brytyjską klasę średnią. Cóż, moim zdaniem ta satyra jest dosyć płaska i nijaka, przejawia się w napuszonych dialogach i łopatologicznym pokazaniu, że nadmiar psuje człowieka.

Koniec.

Rzecz o niczym

Książka Patrick Melrose jest przede wszystkim (i to jej podstawowa i niewybaczalna wada) śmiertelnie nudna.  Jest to być może dla Was zaskakujące, zważywszy na to, że opisuje okropieństwa najróżniejsze – główny bohater w wieku 5 lat zostaje zgwałcony przez ojca, więc 20 lat później stoi przed nami jako narkoman i socjopata, który nie radzi sobie ze sobą i z otaczająca go rzeczywistością. Poza tym zdrady, oszustwa, pomówienia.

A jednak, nuda niepomierna.

Autor uznał, że jeśli będzie epatował okrucieństwem i opisami balansowania głównego bohatera na krawędzi, to uzyska efekt szokowy. Tyle, że przegiął. Nie ma w tej powieści grama subtelności, wszystko jest dosłowne i w tej dosłowności nużące i przewidywalne.

W recenzjach Patricka Melrose powtarza się opinia, jakoby powieść przedstawiała obraz głębokiej, rodzinnej patologii. Cóż, patologia jest tam z pewnością, jednak pokazana w sposób iście prostacki, ciosana siekierką.  Nie wspominając już o tym, że warstwa językowa jest po prostu żadna. Nie ma się tam na czym zaczepić, przez słowa się płynie, nie mają one w zasadzie żadnej innej funkcji poza opowiadaniem fabuły.

I bez wzruszeń

Z nudy przechodziłam stopniowo do narastającej złości i frustracji. Autor wyrzucił z siebie setki zdań totalnego bełkotu, nie zrobił nawet kroku w kierunku jakiejkolwiek diagnozy społecznej. Ograniczył się do przytaczania dziesiątek bezsensownych dialogów o niczym oraz naturalnie rozbudowanych opisów ćpania**. Rozumiem, że St Aubyn  chciał mi powiedzieć, że nadmiar pieniędzy i bezczynność prowadzą do zwyrodnień psychicznych i rodzinnych, ale raz, że prawda ta jest daleka od objawionej, a dwa, że nawet to mu nie wyszło.

Dobrnęłam do końca tej powieści tylko dlatego, że mam tę nieprawdopodobnie irytującą potrzebę kończenia lektur, choćby nie wiem co. Książka jest dla mnie totalnym nieporozumieniem i stratą czasu. Machina marketingowa wokół tej powieści jest natomiast godna podziwu.

Należę do wrażliwych czytelników, doceniam małe i oszczędne sceny, przy nich się wzruszam. Nie wzruszyłam się przy Patricku ani przez nanosekundę.

A.

Patrick Melrose, Edward St Aubyn, tłum. Łukasz Witczak, wyd. WAB, 2017

 

* Trzecia mini-powieść z 1 tomu nosi tytuł „Jakaś nadzieja”.

** Mogę powiedzieć, że po lekturze tej wątpliwej jakości książki, jestem teoretycznym specem od wbijania igły w żyłę pod odpowiednim kątem, wiem, dlaczego kokainy nie można rozpuszczać w kranówce oraz dlaczego powinno się brać rzeczoną kokainę łącznie z heroiną.

 

12
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Ania || SlowReading.plDominika ŁawickaAnna Kotlińska-BubałaLekkość PióraLena Wadera Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania || SlowReading.pl
Gość

Kto wie, do czego ta ostatnia wiedza może się kiedyś przydać 😉 Rozumiem, że słuchałaś audiobooka? Nie ma to jak rozciągać tortury w czasie 😉

parapetliteracki
Gość

Ha ha no oby się jednak nie przydała 😛
Tak, próbowałam czytać, ale nie miałam cierpliwości. U mnie to działa na odwrót – kiedy nie mam cierpliwości do książki łatwiej jest mi jej słuchać, przynajmniej jednocześnie zmywam naczynia i sprzątam (mam mniejsze poczucie straty czasu ). Ale słuchałam na przyśpieszeniu x1,25 😀

Anna Kotlińska-Bubała
Gość
Anna Kotlińska-Bubała

Hahahaha, bardzo mi się podoba, Ola na ostro, kto by się spodziewał 😀 A nawiasem mówiąc przeczytaj “Skórę” Toni Morrison albo “Symfonię w bieli” Adriany Lisoboi, jeśli chcesz subtelności w opisie cierpień dzieci.

parapetliteracki
Gość

Ej ale to nie pierwszy raz! 😀 Ostatnio krytykowałam polski debiut: https://www.parapetliteracki.pl/po-trochu-weronika-gogola/
O to fajne propozycje mi dałaś, Morrison bardzo chcę czytać po “Jazzie”, może właśnie czas na “Skórę” 🙂

Dominika Ławicka
Gość
Dominika Ławicka

Dobrze, że nie dałaś sobie w żyłę podczas tej lektury 🙂 A chciałam przeczytać, teraz nie mam najmniejszej ochoty na poradnik ćpania. Uściski!

parapetliteracki
Gość

Moim zdaniem mega strata czasu, ale z drugiej strony ciekawie jest przeczytać książkę, która budzi tak skrajne opinie 🙂

Lekkość Pióra
Gość

Przyznam się, że a) nie wiedziałam, iż mamy polski przekład tej powieści, b) nie spodziewałam się, że są to powieści (byłam święcie przekonana o jednym, jedniuteńkim tomie), no i c) nie widziałam jeszcze reklam tej pozycji (o dziwo). W każdym razie jest to moja pierwsza recenzja tej pozycji i jak zawsze muszę przeczytać kilka wpisów na temat książki, aby podjąć decyzję, tak w tym przypadku, wystarczy mi chyba tylko ten post, bo lekturę mam zamiar sobie odpuścić i będę po prostu trzymać kciuki, żeby serial był dobry. Notabene pewnie nadziałabym się na całą tę machinę marketingową, no bo serial na… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Ha, widzisz ile nowych wiadomości w takim razie 🙂

Powiem Ci, że ja też mam zamiar obejrzeć serial, oczywiście głównie ze względu na Cumberbatcha. Ciekawa też jestem realizacji, w sumie to jest szansa, że to będzie dobre 😀 Serdeczności! A.

Lena Wadera
Gość

Z jednej strony pewnie umrę, jak nie przetestuję tego Patryka na własnych oczach, a z drugiej strony po Twoich wielokrotnych (!) zniechęceniach czuję, że prawie na pewno umrę, jeśli rzeczywiście się na to zdecyduję 😀 Ech, a myślałam, że po Ferrante już żadna książka nie będzie miała nade mną nerwicowej władzy.

parapetliteracki
Gość

Ja już Ci mówiłam, że czytając Melrose’a tęskniłam za Ferrante 😀
Ja głosuję za tym, żebyś testowała na własnych oczach! 🙂

Malgo F | Migawki M.
Gość

az jestem ciekawa czy oryginal tez jest taki slaby czy tylko tlumaczenie nieporadne? zaintrygowalas mnie ! chociaz jesli jest az tak brutalna i graficzna w swoich opisach to pewnie nie ksiazka dla mnie, do tej pory mam w glowie cale akapity z “Innego Świata” na przyklad. myslisz ze to nie ksiazka dla wrazliwych?

parapetliteracki
Gość

Wiesz co Małgosiu, trudno mi powiedzieć dla kogo jest to książka. Pomyślałam sobie, że może dla osób, które lubią współczesne amerykańskie powieści (pomimo, że autor tej jest anglikiem). Brutalny opis jest w sumie jeden, więc bez przesady. Może spróbuj, chociaż ja nadal nie rozumiem co się ludziom w tej książce podoba 😉