3320
post-template-default,single,single-post,postid-3320,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-7.1,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_menu_

Panna młoda – Alessandro Baricco | Konkurs!

Nigdy jeszcze nie czytałam książki, w której tak specyficznie mieszałyby się dwa światy: ten przedstawiony w powieści, fikcyjny oraz rzeczywisty. Panna młoda Alessandro Baricco to literackie pudełko pralinek, pełne niespodzianek, nietypowych rozwiązań, pięknych zdań i fragmentów, obwiązanych niewidzialną wstążką.

Początek ubiegłego wieku. W umówionym terminie do Rodziny przyjeżdża Panna młoda. Ma poślubić Syna, okazuje się jednak, że od kilku miesięcy przebywa on za granicą w interesach. Dziewczyna musi zatem poczekać na jego powrót. Zostaje powitana bez większego entuzjazmu, lecz uprzejmie. W dość naturalny sposób wtapia się w strukturę Rodziny, przyjmując ich zwyczaje i rytuały. A tych nie brakuje! Ta mała społeczność, dla której czas był zjawiskiem nieokreślonym, które pobrzmiewa w życiu jak język obcy, w nocy kuli się ze strachu (nie zdradzę dlaczego), a w dzień celebruje życie w dość… specyficzny sposób.

Każdy członek Rodziny to prawdziwe indywiduum: Matka, która uczy przyjemności, Ojciec, który, kiedy życie go przytłacza, wykonuje w głowie zabieg przeglądu pewników, piękna Córka, co ze wszystkiego zrezygnowała, Wuj, który nie jest prawdziwym wujem, i który gotuje śpiąc, a wreszcie Modest, majordomus. Jest to postać szczególna, trzymająca pieczę nad wszystkimi domownikami. Człowiek o wielkiej przenikliwości, mądrości i sprycie. Zdecydowanie mój ulubiony bohater całego dramatu.

 Modeście.
Tak?
Nie ciąży panu taka perfekcyjność?
Nie, wręcz przeciwnie. Uwalnia mnie od szukania innego sensu dla moich czynności.
Czyli?
Nie muszę się codziennie zastanawiać, po co żyję.

panna młoda

Panna młoda to niesztampowa, nieco surrealistyczna, historia o miłości oraz o odkrywaniu swojej cielesności. O tym, że kierują nami zwierzęce, pierwotne potrzeby, i że to one są pierwsze, a dopiero później następuje ich intelektualne opracowanie i przypisanie znaczenia. Dla mnie jednak najważniejszym motywem całej książki jest przekazywanie strachu i to, jak on wpływa na nasze życie, kiedy się już wygodnie umości pod skórą. W powieści jest on oczywiście przerysowany, ukazany pod postacią tajemniczej legendy, która wiąże ręce członkom całej Rodziny. Kiedy spojrzymy uważnie na samych siebie to zobaczymy, że my cali również utkani jesteśmy ze strachów, tylko może mniej jaskrawych. Strachów i rytuałów, którymi staramy się je wyrzucić ze świadomości.

Wyjaśnił mi, że odbywa się to bardzo subtelnie, i pokazał, że ojcowie i matki w każdym swoim geście, w każdym słowie “przekazują strach”. Nawet wtedy, kiedy z pozoru uczą, jak być silnym i rezolutnym, a właściwie przede wszystkim wtedy, kiedy uczą siły i rezolutności, w rzeczywistości przekazują strach, bo wszystko, co według nich mocne i rezolutne, jest niczym innym jak lekarstwem na strach, często na pewien szczególny, określony strach. Dlatego gdy rodziny z pozoru uczą, jak być szczęśliwym, zarażają je strachem. I robią to w każdej godzinie przez niezliczoną ilość dni, bez ustanku, w absolutnej bezkarności, przerażająco skutecznie i tak, że w żaden sposób nie da się przerwać tego błędnego koła.

Dziwna ta samotność pośrodku zabawy

Jest jeszcze jeden dodatkowy bohater, a mianowicie autor książki we własnej osobie. Włoski pisarz nie tylko często zmienia narratora, raz oddając głos tej, a raz innej postaci, ale także sam często wychodzi na scenę. Nie zwraca się do czytelnika bezpośrednio (tak jak to robi Gospodinow w Fizyce smutku), ale opisuje swój nastrój, proces tworzenia czytanej przez nas właśnie powieści, a nawet życie prywatne, aby chwilę później wrócić na właściwe tory opowiadanej historii. W ten sposób mamy wrażenie tworzenia dzieła na bieżąco, tu i teraz, jak gdyby autor pisał kolejne strony siedząc tuż obok nas.
Są to absolutnie wyjątkowe zabiegi sprawdzające czujność czytelnika i ożywiające narrację. Baricco nie pozwala czytelnikowi na ani chwilę nieuwagi czy senności.

Odszedł powoli, zgarbiony, od razu daleki

Panna młoda pełna jest esencjonalnych, pięknych zdań. Swoje umiejętności pisarskie autor prezentuje nam, tworząc wypowiedzi, które bez kropki ciągną się przez półtorej strony albo na odwrót – w 6 słowach zamykając ogrom treści i znaczeń. Widać, że z przyjemnością bawi się językiem, narracją, tym opisanym wyżej wchodzeniem i wychodzeniem z historii. Myślę, że w takim eksponowaniu siebie jako twórcy, zaznaczaniu wyraźnie swojej obecności, jest spora doza narcyzmu, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś jest naprawdę wirtuozem w swoim fachu, z lekkim uśmiechem przymykam na to oko.

Opowiadanie polega na wybieraniu

Czytałam tę książkę z wielką, niekłamaną satysfakcją. To lektura, którą można się naprawdę cieszyć. Nie nurzałam się w smutku, w trudnych emocjach, w przemocy. Ostatnio nie mam siły na takie lektury i z premedytacją ich unikam. Zamiast tego dostałam świetnie opowiedzianą historię, napisaną z lekkością charakterystyczną dla doświadczonych mistrzów pióra. Uwielbiam czuć, że autor mnie, jako czytelnika, szanuje. Że mówi do mnie jak do równej sobie, niczego mi nie narzuca, zostawia pole do własnych interpretacji. Po skończeniu lektury pomyślałam, że będę ją polecać osobom, które pytają mnie o coś lekkiego (to sformułowanie zawsze mnie nieco konsternuje). Będę polecać i jednym okiem sprawdzać, co się wydarzy.

Oczywiście tego rodzaju ustępy wydadzą się redaktorowi, który za kilka miesięcy zajmie się nimi, całkowicie bezużyteczne i mało przystające do głównej opowieści. Z wrodzoną uprzejmością doradzi mi, bym je usunął. Wiem, że tego nie zrobię, muszę jednak przyznać, że do tej pory nie odkryłem, kto ma więcej racji, ja czy on. Faktem jest, że jedni piszą książki, a inni je czytają: Bóg jeden wie, kto jest na lepszej pozycji i widzi lepiej. 

Dawno nie czytałam nic tak sensualnego, intelektualnie odświeżającego, nowatorskiego w formie. To pierwsze spotkanie z Baricco i mam apetyt na więcej.

panna młoda

Razem z wydawnictwem Sonia Draga mamy dla Was jeden egzemplarz Panny młodej Alessandro Baricco! 🙂

Modest, trzymający w dłoniach cały porządek świata Rodziny, powiedział, że powtarzając określone czynności, zatrzymujemy świat; to tak, jakbyśmy trzymali dziecko za rękę, żeby się nie zgubiło.

Aby wziąć udział w rozdaniu napiszcie w komentarzu, jakie są wasze rytuały, które pozwalają przetrwać, utrzymać Waszą rzeczywistość w ryzach. Ja mam ich całkiem sporo, ale to chyba materiał na zupełnie inny tekst. Na wasze komentarze czekam do 23 grudnia. Następnego dnia wybiorę moim zdaniem najciekawszy komentarz i jego autorka/autorkę nagrodzę książką. Powodzenia!

A. 


Panna młoda, Alessandro Baricco, tłum. Lucyna Rodziewicz-Doktór, wyd. Sonia Draga, 2018

Wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Sonia Draga.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
27 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments
Justyna Dabrowska
Justyna Dabrowska
2 lat temu

Mnie pomaga słowo. Najlepiej, żebym zapisała dzień i powiązane z nim myśli i skojarzenia. Jesli samej jest mi trudno odpowiednie dać rzeczy słowo, szukam w literaturze, w poezji. Świadomość, ze ktoś inny musiał przebrnąć, przeprawić się przez to samo – bardzo pomaga przekroczyć samotność. Jeśli nie zapisuję, to rozmawiam. Dobra rozmowa pozwala wyjść z mroku.
Pozdrawiam

parapetliteracki
2 lat temu

Pani Justyno, jak miło tutaj Panią widzieć. Ja chyba uczę się tego, o czym Pani napisała. Podczytuję teraz Maraiego (Dzienniki) i często znajduję adekwatne zdania, które w jakimś stopniu mi pomagają. Samotność, taka w środku w sercu, to coś, co dręczy mnie od 3 lat i im dłużej to trwa tym bardziej się zamykam na rozmowy z innymi. Mam poczucie, że ostatecznie tylko ich głosy mam w głowie, porady i opinie co powinnam zrobić. A mój głos się jakoś w tym wszystkim tak dawno zagubił, że sama nie wiem czego chcę i co jest właściwe.

Alex
Alex
2 lat temu

Codziennie staram się spełniać jakiś dobry uczynek, świadomość tego, że drobnym komplementem, miłym gestem czy pomocą mogę poprawić komuś sprawia, że czuje się wspaniale.
Codzienna staram się patrzeć pozytywnie na to co mnie otacza i doceniać to co już mam.
Codziennie staram się być lepszą wersją siebie i akceptować to co we mnie niedoskonałe, bo wiem, że takie jest życie, nie zawsze idzie po naszej myśli, a często wręcz odwrotnie, więc staram się być przygotowana na każdą ewentualność, a i tak za każdym razem daję się zaskoczyć.

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  Alex

To miłe. 🙂 Mi często to umyka w codziennym pędzie niestety.

Anna Fuhrmann
Anna Fuhrmann
1 rok temu

Rytuały, które pozwalają przetrwać, utrzymać rzeczywistość w ryzach.
– dobry sen, kiedy się wyśpię to jakoś bardziej optymistycznie patrzę na wszystkie wyzwania i problemy, które się pojawiają
– kawa z rana, co łączy się ze wstaniem 15 minut wcześniej, ale dobra kawa i śniadanie stawiają na nogi szybciej ni z cokolwiek innego
– krótka spowiedź przed samym sobą, czyli co mam zrobić, co muszę zrobić, A co mogę odłożyć na kolejny dzień. Wiem, że odkładanie nie jest bardzo wskazane ale czasem sama świadomość, że mogę to zrobić jest bardzo zbawienna, ale oczywiście staram się, żeby wszystko co ma być do zrobienia, zrobić od razu.
– pozytywne nastawienie, bo wiem, że kiedy będę o czymś pozytywnie myślała, to nie będzie mi spędzał snu z powiek i przystąpię to wszystkiego z większą energią, a pozytywne nastawienie pomoże mi w wygraniu każdego starcia.
– uśmiech, bo on zmienia każdą chmurę w słońce

Iwona
Iwona
1 rok temu

Moje nawyki to z pewnością słuchanie muzyki. Może brzmi to banalnie, ale ona naprawdę pomaga mi ukoić nerwy, przenieść się na chwilę gdzie indziej żebym potem miała siłę wrócić do mojej rzeczywistosci.
Drugim moim powiedzmy nawykiem jest modlitwa. Czas kiedy siadam przed moim Bogiem i opowiadam Mu co mi leży na sercu. O tym co mi nie wyszło, czego się boję, ale też i to co było piękne czy śmieszne 😀 To bardzo mi pomaga 🙂

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  Iwona

Nie ma banałów w tych sprawach. Jeśli coś jest dla człowieka ważne, to to robi, choćby to miała byc najbardziej zwykła rzecz dla kogoś innego. 🙂 Grunt to znaleźć te czynności, które przynoszą nam ukojenie. 🙂

magdalencca
magdalencca
1 rok temu

ze snu i pożywienia korzystam właściwie tyle, ile nakazuje mi matka natura, bo nie cieszę się, gdy pośpię do dwunastej albo zjem całą pizzę. czuję, że moje życie ma więcej sensu, że trzymam rzeczywistość w ryzach, gdy piszę. nie wyobrażam sobie wieczoru bez sklecenia choćby paru zdań; niezależnie, czy jest to wiersz, recenzja książki na bloga, krótkie opowiadanie czy po prostu opis minionego dnia. mogę wtedy zapanować nad emocjami, przelać złość czy smutek do innego wymiaru. nie muszę myśleć o irytujących znajomych czy z minuty na minutę wydłużającej się liście zadań do zrobienia następnego dnia. gdy piszę, przenoszę siebie i swoje uczucia do innej rzeczywistości, co sprawia, że mogę panować nad tą codzienną.

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  magdalencca

Pięknie napisane. Napisane, ha! 🙂
Dla mnie pisanie to jednak zawsze wysiłek, nie umiem odnaleźć w tym takiego ukojenia, jak Ty.

Pozdrawiam ciepło 🙂

Patrycja D
Patrycja D
1 rok temu

Mój najsmaczniejszy, najlepiej pachnący, najbardziej wartościowy, w kolorze hebanu, z dodatkiem 2 łyżeczek cukru i 5 kropli mleka, w porcelanowej filiżance na porcelanowym spodeczku, w towarzystwie radia i jakiegokolwiek światła- słonecznego albo żarówkowego rytuał to oczywiście codzienna kawa, kawusia, kaweńka.
Jak byłam w ciąży to piłam Inke i udawałam, celebrowałam i zachwycałam się tak samo jak świeżo mieloną, parzoną kawusią z kofeinką.

Dominika Witkowska
Dominika Witkowska
1 rok temu

Mam kilka rytuałów codziennych, ale zdecydowanie najważniejszym jest samoutulenie z rana. To moment przygotowujący mnie do wyzwań nadchodzącego dnia. Krótki ale bardzo esencjonalny czas przytomnego spojrzenia w głąb siebie – w to, co we mnie najbardziej kruche i podatne na zranienia – i przyjęcia każdej części siebie z prawdziwie kochającym, dogłębnie doceniającym przytulasem. Pewnie część z nas otrzymała taką ilość tego typu gestów w dzieciństwie, że nie potrzebuje dawać ich sobie w ten sposób. Jak zapewne większość, nie należę do tych szczęśliwców. Świadomie wybieram dawać je samej sobie, by ustrzec siebie i świat przed byciem roszczeniową w tym aspekcie. Gdy jednak utulenia przychodzą czasem z zewnętrznego świata, przyjmuję je z dziecięcą radością, wiedząc jednocześnie, jak się od nich nie uzależnić. Pozostać wolną od docenienia i uśmiechu świata, dając je sobie samej codziennie szczerym, prawdziwym, płynącym prosto z serca, porannym samoutuleniem.

kasia
kasia
1 rok temu

Od kiedy jestem mamą jedyny pewnik w moim życiu to zmiany, ciężko o codzienne rytuały, ale cotygodniowe kawki z innymi zaprzyjaźnionymi mamami i wspólne „ojojanie” nad losem naszym i naszych pociech to punkt obowiązkowy każdego tygodnia 🙂
Pozdrawiam

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  kasia

Kasiu, takie spotkania brzmią wspaniale. Trochę jak balsam na codzienność. Uwielbiam takie babskie spotkania. Mysle, ze świetnie bym się odnalazła na jakiś kółkach gospodyń wiejskich (ew. miejskich) 🙂
Pozdrawiam ciepło :))

inesoksiazkach
inesoksiazkach
1 rok temu

Mój rytuał to czytanie. Parę stron dziennie, prawie zawsze przed zaśnięciem. Pomaga mi to oswoić lęki, zapomnieć o problemach, zatracić się w książkowej rzeczywistości. Łatwiej mi później ogarniać rzeczywistość, kiedy wiem, że mogę się z niej w każdej chwili wylogować. 😉

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  inesoksiazkach

Bardzo dobry rytuał. Mi też się dużo lepiej śpi, kiedy chociaż na parę chwil oderwę się od swoich spraw. 🙂

Niekoniecznie papierowa

Zastanawiając się co mogłabym tu wpisać, doszłam do wniosku, że jestem potwornie nieromantyczna. Za to rozważna do bólu zębów. Moim rytuałem są listy. W różnej postaci: książek do przeczytania, do kupienia, do wypożyczenia z biblioteki, koncertów na których byłam, rachunków do zapłacenia, maili do wysłania, telefonów do wykonania, etc. etc. W pracy i w domu, na papierze, na komputerze (w excelu!) i na telefonie (do wszystkiego są apki), wszędzie robię listy. Mogę nie pić kawy przez tydzień, ale spis zakupów robię zawsze. 😀

parapetliteracki
2 lat temu

Karolina! To znaczy, że robisz dokładnie jak ja i…. Alessandro Baricco. 😀
Ja podobnie robię niekończące się listy, najczęściej zadań, ale też książek (do kupienia, do wypożyczenia i w podziale np. na tematykę), seriali do obejrzenia, prezentów, które sprawiłyby mi radość, etc. I pisze je w planerze, w google keepie, w excelu. Teraz robię listę wszystkich posiadanych książek.
Czasem się zastanawiam czemu to służy. Chyba jakiemuś uporządkowaniu rzeczywistości, jak
A jeśli chodzi o Baricco, to tutaj proszę cytacik z “Panny młodej” 🙂

“Czy zdarza się panu powtarzać pewne ruchy? Zapytał mnie Doktor. Nie, w życiu, odparłem. Zdarza mi się, kiedy piszę, wyjaśniłem. Lubię tworzyć listy, spisy, wyliczenia, dodałem. Uznał, że to ciekawe. Stwierdził, że dobrze by było, gdyby, dał mu do przeczytania to, co piszę.
Oczywiście wykluczam taką ewentualność.”

Karolina Bohr
Karolina Bohr
1 rok temu

A to trudne pytanie, moje codzienne rytuały… Na codzień wszyscy jesteśmy zabiegani, praca, obowiązki, ale jednym ze stałych punktów dnia jest popołudniowa kawa z moimi rodzicami (mieszkamy razem jak to “drzewiej bywało” w wielopokoleniowym domu, gdzie każdy wspiera się i pomaga sobie nawzajem). Także kiedy już zjadą się wszyscy po pracy, staramy się choć na chwilę zatrzymać przed pędem do nastepnych obowiązków (a w domu na wsi jest ich nie mało) i wypić wspólnie pachnącą kawę, pośmiać się z głupot i pożartować dla rozładowania całodziennych stresów. Wieczorem czytam dzieciom i leżę z nimi, póki nie usną spokojnie, lubię te chwile, kiedy można wyciszyć się, wytulić i łapać uciekający czas, przecież one rosną tak szybko, kiedy być przy nich, jak nie teraz? A późną nocą, kiedy śpią dzieci i cały dom cichnie, obowiązkowo wanna piany, mąż i ja ❤️ to jedyne chwile w ciągu dnia, kiedy możemy być sami, porozmawiać od serca albo po prostu trwać… Bez tych trzech rzeczy nie wyobrażam sobie mojego dnia …

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  Karolina Bohr

Karolino, egzemplarz “Panny młodej” Baricco poleci właśnie do Ciebie! Czekam na Twoje dane adresowe do weekendu. Napisz do mnie na kontakt@parapetliteracki.pl

A tak na marginesie, jakoś mnie w środku wzruszył Twój komentarz. Może podskórnie czuję, że to jest dobre życie, które opisałaś (choć z pewnością jak każde, ma swoje cienie) i że ja też chciałabym takie mieć. Może kiedyś się spełni. Pozdrawiam świątecznie!
A.

Monika Janiszewska
Monika Janiszewska
1 rok temu

Dwa lata temu moje rytuały zniszczyły wstrząsy i zmiany w życiu, teraz muszę odnaleźć się w codzienności, gdzie rutyną jest nieprzewidywalność. Staram się nie planować za mocno i liczyć z nieprzewidzianym. Uczę się radzenia z frustracją, cierpliwości wobec niespodzianek i wybryków dnia codziennego. Znalazłam swoje metody na rozładowanie stresu i uspokojenie i choć nie stosuję ich systematycznie, to jednak są swoistą tabletką na niespodziewajki 🙂 Telefon, audiobook, słuchawki i wygodne buty. Kiedy piekiełko jest opanowane, godzina (czasem 3-4) spaceru do lasu, nad rzekę albo na łąki idealnie rozładowuje stres. Wypędza go z krwiobiegu i pomaga zdystansować do szczytów zniecierpliwienia i zdenerwowania. Czasem słucham książki cały czas, czasem tylko do granicy lasu. Latem średnia kilometrów ustabilizowała się na 5 km dziennie, choć czasem to 2 km a niekiedy 10 czy 12 km. Znalazłam kilka pięknych miejsc, starych kapliczek, okopy w pierwszej wojny światowej, strumyki czy łąki w oprawie zmieniającej się niemal co tydzień. Spotkałam sarny, zające, lisy i podsłuchiwałam żurawie. Sporą przyjemność daje mi obserwacja tych samych miejsc w różnych porach dnia, w zmieniającym się świetle.

parapetliteracki
2 lat temu

Moniko, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczenie. Ja mam poczucie, że od wielu, wielu miesięcy jestem wewnetrznym kłębkiem nerwów. I zamiast chodzić, to powoli osiadłam, zapadłam się. Dużo śpię, a mało mam siły. Dziś już jestem późno, ale może i tak mogę wyjść na 15 minut na spacer?

Anna Kehl
Anna Kehl
1 rok temu

1. Raz dziennie, codziennie, spacerować z psem (niezależnie od pogody).
2. Codziennie (może być więcej niż raz dziennie) zrobić coś pożytecznego dla domu/ogrodu, a co za tym idzie, mojego dobrego samopoczucia w nich (np. wyjąć naczynia ze zmywarki, zetrzeć kurze, wyprasować bluzkę, skosić trawę).
3. Codziennie, obowiązkowo, niezależnie od zmęczenia, które czasami sięga zenitu, przeczytać chociaż kilka stron książki/artykuł.
4. Pić dużo zimowych herbat z cynamonem i imbirem.
5. Zjeść coś słodkiego.
Pocieszające jest to, że nie tylko ja mam problemy z trzymaniem w ryzach rzeczywistości.

A

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  Anna Kehl

Szczególnie punkt 2 jest jakoś zgody również ze mną. Jeśli coś takiego zrobię, wykreślę z listy rzeczy do zrobienia, to jakoś lepiej się czuję. To pewnie kwestia tego, że nie lubię czuć, że jestem zupełnie nieproduktywna. 😉

Qbuś pożera książki

Na sam początek dodam, że sama powieść mnie zaciekawiła. Zwłaszcza pod kątem tych odautorskich wtrętów.

Rytuały… Chyba też muszę nieco wykręcić się od dosłowności, bo rytuałów raczej nie mam albo też nie wiem, co mógłbym tym określić. Ale na pewno cele te osiągam na dość proste sposoby… Czas z dziećmi i małżonką i książki. Ale cięższe emocje najlepiej usuwa mi się za pomocą wysiłku fizycznego – od czasów trenowania jeszcze w liceum odkryłem, że to najlepszy sposób na katharsis.

parapetliteracki
2 lat temu

Bo ona jest bardzo ciekawa! 🙂
Chyba tak naprawdę najlepiej ogarniać w ten sposób właśnie rzeczywistość. mam poczucie, że jesli mamy wokół siebie kochanych ludzi to to robi całą robotę.

Ania
Ania
1 rok temu

Mój rytuał, zaklęcie to ciągłe zapewnianie bliskich mi osób o moim do nich uczuciu. Mam wrażenie, że zakończenie rozmowy z Mamą bez “Kocham Cię”, będzie skutkować śmiertelnym wypadkiem samochodowym i wtedy ostatnie moje słowa do Mamy to będzie “Muszę lecieć, bo mi makaron kipi”. Muszę wyznać miłość mojemu Ukochanemu przed snem, bo się nie obudzimy. A zwłaszcza często i wylewnie okazywać uczucia Dziadkom, bo już tylko dwoje mi zostało. Ogólnie upierdliwość dość nieszkodliwa i miła dla otoczenia, ale na podłożu silnej paranoi 😀
Swoją drogą, tak mnie zachęciłaś recenzją “Panny Młodej”, że jeśli nie wygram to i tak przeczytam, więc w sumie cel osiągnięty 😉 Wspaniałych, ciepłych, leniwych i zaczytanych Świąt życzę – Ania.

parapetliteracki
2 lat temu
Reply to  Ania

Aniu, to skoro tak Cie zachęciłam do “Panny młodej” i i tak ją przeczytasz, to poleci do innej parapetowej czytelniczki, a Ty dostaniesz ode mnie książkę niespodziankę.
Twój komentarz był tak uroczy i szczery, że postanowiłam go (a właściwie Ciebie) w ten sposób wyróżnić. Czekam na Twoje dane adresowe. Napisz do mnie na kontakt@parapetliteracki.pl albo na Facebooku.
Pozdrawiam świątecznie,
A.

27
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x