370
post-template-default,single,single-post,postid-370,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Miniaturzystka – Jessie Burton

 

“Co tylko człek widzi, zabawką mu się mieni. I tak dzieckiem zostaje na wieczne czasy.” *

No i ja mam jednak wątpliwość czy to jest tak “nieprawdopodobnie wciągająca powieść”. Jak się mam zachwycać, kiedy mnie nie zachwyca. Powiedziałam sobie – okej, to debiut, ale to rozczarowanie nałożyło mi się na inną angielską powieść czytaną na czytniku ebooków, jakże promowanej Sarah Waters. Przeczytałam “Za ścianą”, przeczytałam “Ktoś we mnie”, a teraz kończę “Złodziejkę”. I nie mam nic do powiedzenia poza tym, że powieść jak powieść, fabuła poprawnie skonstruowana, wyraźnie zarysowane postaci, wątki trzymają się przysłowiowej kupy, ale…. nic mi po nich nie zostaje. Przewracam ostatnią kartkę, klikam na lubimyczytać “przeczytane” i tyle. Następny do golenia. Ze “Szczygłem” pani Tartt to samo – dużo hałasu o nic. No i wniosek mam taki, że współczesna (podkreślam – współczesna, bo klasyka powieści amerykańskiej to moje domowe poletko, z którego wyrosłam i nic tego nie zmieni) powieść angielska i amerykańska to dla mnie na dzień dzisiejszy wyczerpana formuła, że ja oczekuję czegoś więcej od literatury, niż tylko akcji i dialogów. A jak myślę “więcej” to od razu przed oczami mam powieść skandynawską (nie, nie kryminał, nie, ja krwi nie lubię, trupów nie potrzebuję, dramaty rodzinne za to chętnie poprzytulam i straumatyzowane dusze także) i literaturę żydowską. I postanawiam sobie właśnie, że osobny wpis zrobię z przeglądem polecanych przeze mnie autorów skandynawskich, niektórych bardziej, innych mniej w Polsce znanych.

Aha, o “Miniaturzystce” w końcu. Akcja opowieści dzieje się w drugiej połowie XVII wieku w Amsterdamie i pokazuje nam w zarysie życie rodziny kupieckiej w tamtych, złotych czasach dla handlu. Poznajemy młodą kobietę z prowincji – Nellę, która przeprowadza się do stolicy żeby zamieszkać u boku świeżo poślubionego małżonka. Dostaje od niego w prezencie ślubnym domek dla lalek – miniaturę ich kamienicy i zadanie jej umeblowania. W ten sposób Nella dociera do miniaturzystki, równocześnie poznając sekrety swojego nowego domu. Jak łatwo się domyślić, potem rozpoczyna się spirala tajemniczych, a nawet dramatycznych wydarzeń, których epicentrum zdaje się być tytułowa Miniaturzystka.

W zasadzie wszystko w tej książce jest “w zarysie”. Bo tak: realia społeczne i gospodarcze XVII-wiecznej Holandii poznamy odrobinę, trochę dowiemy się o roli kościoła, co nieco o pozycji kobiet w Amsterdamie, jest tam niby i wątek dyskryminacji rasowej i na tle orientacji seksualnej… ale tak naprawdę nie dowiemy się niczego. Podobnie jest z postaciami w “Miniaturzystce”. Poznajemy je powierzchownie, niejasne są motywy ich działania, a sama tytułowa miniaturzystka pozostanie do końca postacią enigmatyczną i niestety nie tajemniczą, ale nijaką. Na plus jest to, że powieść czyta się szybko, jest dobra do autobusu, bo łatwo jest wciągnąć się w akcję i nie wymaga od czytelnika dużego skupienia.

Skończyłam tą książkę z poczuciem żalu. Ale nie dlatego, że się skończyła, tylko dlatego, że z niej jednak wydmuszka. Za ciekawym pomysłem autorki niestety nie poszła efektywna realizacja. Miałam poczucie, że nie wiem co to miało właściwie być – opowieść z wątkiem magicznym i bohaterką o zdolnościach nadprzyrodzonych, historia o przeznaczeniu i nieuchronności losu,  czy może o dziewczątku, które musi szybko z kaczątka stać się nie, nie łabędziem nawet, ale dorosłą kaczka?  Jak ktoś wie – niech mi powie! 🙂

“- Marin mówiła, że w tym domu jest sucho. I że pochodzenie nic nie znaczy. Otto się uśmiecha. – Wobec tego ona i ja się nie zgadzamy.”*

Na pożegnanie powiem wam, że z jednym zdaniem się zgadzam i jedno zdanie jakoś fizycznie we mnie wybrzmiało, zwłaszcza w kontekście ostatnich moich tygodni pracy/życia/pracy, otóż że “Petronella od dawna pragnęła żyć poza granicami odmierzanego czasu”. O jak ja tego pragnę bardzo, gdybym jedno życzenie do złotej rybki mieć mogła, to bym sobie zażyczyła żeby czas kółka zaczął kręcić i serpentyny, do tyłu czasem zrobił parę kroków, a czasem się zatrzymał w zadumie. Ja bym z nim wtedy mogła… bo jednocześnie czasu by nie było i na wszystko czas by był.

o takie tam mrzonki.

 

Ps.  że mam też coś do powiedzenia bardzo pochlebnego i wręcz entuzjastycznego okaże się już niedługo, ale na temat innej książki :), mianowicie “Białych zębów” Z. Smith. Żeby nie było, że krytyką się nadmiernie upajam. Co to, to nie.

A.

*wszystkie użyte w tekście cytaty pochodzą z omawianej książki.


tytuł: Miniaturzystka (The Miniaturist)

autor: Jessie Burton

tłumaczenie: Anna Sak

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

rok wydania: 2014

Ilość stron: 464

Miniaturzystka [Jessie Burton] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o