22054
post-template-default,single,single-post,postid-22054,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded
paryż

Mentalna ucieczka: Paryż

Paryż. 

Wielkie oczekiwania i wielki syf. Wrześniowe słońce i najdłuższa w życiu podróż autobusem. Słodycze. Chodzenie w deszczu mostem Aleksandra III. Czarny golf i czerwona szminka. Spotkanie z człowiekiem, który nauczył mnie patrzeć na gołebie i medytować nad istnieniem. Francuskie kino erotyczne. Poczucie, że oto jestem w centrum wszelkich ruchów, rozrób, buntów i nie wiem jak na to odpowiedzieć, przeciw czemu się dziś buntować, przeciw wszystkiemu? Akuratność. Wiele hałasu o nic. Długie wieczory z winem i jeszcze dłuższe poranki nad kawą i świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym. Jean-Pierre Cassel. Brud. Najpiękniejsza sztuka w Europie. Ucieczka.

Paryż.

A metro? Czynaprawdę nikomu Paryż nie kojarzy się z metrem? Bo na przykład Zazi, tytułowa bohaterka Zazi w metrze Raymoda Queneau, o niczym innym nie myśli, tylko o przejażdżce tym podzienym pociągiem. Niestety – pech chciał, że w czasie jej dwudniowej wizyty w stolicy obsługa metra strajkuje – z atrakcji nici! Od tego zaczyna się jakże barwna historia przygód 12-letniej dziewczynki, w które poniekąd wplątują ją dorośli – katalog idywiduułów o przejaskrawionych, komicznych cechach. Sama Zazi to skrzyżowanie Alicji z Krainy Czarów i Lolity Nabokova – jest wyszczekana, bezczelna i nie sposób jej nie lubić. 

Zazwi w metrze Raymond Queneau

Autor obśmiewa przywary Francuzów – ich zadufanie w sobie, sposób mówienia, nieznajomość Paryża przez paryżan, megalomanię. Wszystko to w totalnych oparach absurdu, surrealizmu i zabawy językiem, o którym ani na chwilę nie można tutaj zapomnieć. Maryna Ochab z pewnością starała się oddać te językowe szarady w polskim tłumaczeniu, lecz specjaliści od literatury francuskiej mówią, że nie sposób w pełni przetłumaczyć tego, co Queneau robi z francuszczyzną. Tak czy inaczej, czytając powieść w polskim przekładzie, czytelnik ubawi się świetnie.

Ta krótka powieść, o bardzo ciekawej kompozycji, może być czytana na wielu płaszczyznach. Poza byciem źródłem rozrywki książka mówi nam wiele o języku i jego wielorakich funkcjach – o posługiwaniu się w mowie kliszami, komunałami, wreszcie o pisaniu jako takim (przy użyciu tego samego języka przecież).
 
Sam Queneau wplątał się w przygodę z surrealizmem jako początkujący twórca. Od obecnych już w latach 30. i 40. praktyków tego nurtu w literaturze nauczył się wolności twórczej, ale ostatecznie rozmiał ją inaczej niż oni. Dla niego pisanie to zawsze była uporządkowana struktura, rygor niemalże matematyczny. Fabułę swoich książek najpierw planował z rzadko spotykakaną precyzją, planował wszystkie sceny, ich układ, a potem sztywno się tych ustaleń z samym sobą trzymał. Wolność Queneau polegała na tym, że on sam sobie ten rygor narzuca. Nikt inny.

 

“Zazi w metrze nawiązuje do wielkiej francuskiej tradycji pisania o niczym” – powiedział Jan Gondowicz (tłumacz z języka francuskiego) na spotkaniu o książce w Teatrze Nowym 2 marca br. – “Bohaterów nie da się lubić, a książka nie opowiada żadnej sensownej historii. Queneau opisuje ludzi, którzy są niczym: nic nieznaczące przygody nie nieznaczących ludzi”.

Jedno z czym się nie zgodze, to z tym, że bohaterów “nie da się lubić”. Ależ da się! Osobiście polubiłam ich wszystkich, jak aktorów teatru komediowego, którzy odgrywają sceny specjalnie dla mnie.
 
Jeśli potrzebujecie mentalnej ucieczki w świat groteski, absurdu – co, moim zdaniem, jest w sam raz na smutne czasy izolacji, epidemii i ogólnego marazmu – to sięgnijcie po nowe tłumaczenie Queneau. Dodatkowo naprawdę “pochodzicie” po Paryżu: zaliczycie wiele słynnych zabytkowych miejsc, ludne targowisko, podejrzane spelunki. Paryski klimat gwarantowany.
 
Dlaczego, dlaczego mielibyśmy nie znosić ciężaru życia, skoro byle co może nas go pozbawić? Byle co je sprowadza, byle co napędza, byle co łamie, byle co wypędza. Któż by ścierpiał ciosy losu i upokorzenia pięknej kariery, kanty sklepikarzy, ceny rzeźników, wodę mleczarzy, zdenerowowanie rodziców, wściekłość nauczycieli, wrzaski adiutantów, niegodziwość bogaczy, jęki unicestwionych, milczenie nieskończonych przestrzeni, zapach kalafiora czy bierność drewnianych koni, gdybyśmy nie wiedzieli, ze złośliwe rozrastanie się kilku znikomych (gest) komórek albo trajektoria kuli wyznaczona bezwiednie przez jakiegoś nieodpowiedzialnego anonima mogą znienacka sprawić, że wszystkie te zmartwienia ulotnią się w błekit nieba.
 
 
A.

 


Zazi w metrze, Raymon Queneau, tłum. z francuskiego Maryna Ochab, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2020.
 

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
6 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
parapetliterackiQbuś pożera książkiAnna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Qbuś pożera książki
Gość

Ha, do nas właśnie dotarły puzzle z panoramą Paryża 😉 Lektura byłaby jak znalazł.

W temacie Paryża swego czasu zafascynował mnie tzw. “syndrom paryski”, który dotyka głównie japońskich turystów.

Anna
Gość

Kocham Paryż. Nie ma to żadnego logicznego uzasadnienia, bo wcale nie jest to najpiękniejsze miejsce na świecie. Ale po prostu to chyba sentyment (w Paryżu byłam na swoim pierwszym wyjeździe zagranicznym), miłość do malarstwa impresjonistycznego, które się z tym miastem kojarzy. Kusi mnie ta książka, chociaż zastanawiam się nad zmierzeniem się z oryginałem.