22041
post-template-default,single,single-post,postid-22041,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded
Sofia, Bułgaria

Mentalna ucieczka: Bułgaria

Dużo czasu ostatnio spędzam na mentalnych ucieczkach. Na znikaniu z nużącej, ciasnej rzeczywistości i przenoszeniu się do miejsc pełnych światła, powietrza, przestrzeni. Do miejsc, w których można patrzeć daleko, oko zawiesza się gdzieś dopiero na horyzoncie, na linii drzew albo wody, stykającej się z niebem. Miejsc, przez które można biec, pędzić, płynąć.
Tak bardzo brakuje mi ruchu, samego przemieszczania się, jako nieodzownego elementu życia.

Jedyne co w tym momencie jest dozwolone, to mentalna ucieczka. Umożliwią nam to książki i filmy, ale że o filmach pisać nie potrafię (o książkach z resztą raczej też nie najlepiej), to zostaniemy przy literaturze. Zdaje mi się, że uciekać najlepiej będzie w miejsca mało albo w ogóle nieznane. Gdzieś, gdzie wszystko może nas zaskoczyć, wszystko jest nowe. Nie oczekujemy niczego, nic więc nas nie rozczaruje. Przyjmemy to, co otrzymamy. A może wolicie bezpieczne schronienia kryjówek znanych na pamięć? Pewnie wylądujemy i tu i tu.

A więc Bułgaria. Świeża banica z rana, popijana jogurtem o smaku melona. Wczasy w PRL-u. Najpyszniejsze figi kupowane na rozpadającym się straganie. Pomarańcze z Sozopolu. Pola rzepaku, które w sierpniu ciągną się wzdłuż pasma górskiego Balkan. Georgi Gospodinow. Kawa z automatu dostępna w całej Sofii i kawa po turecku. Mężczyźni grający na ulicy w Tryktraka. Tanie podróbki drogich perfum. Bojan Danowski. Sprint w letniej ulewie boso środkiem ulicy. Niskobudżetowe wakacje. Wieczny plac budowy. Chalga, czyli bułgarski turbofolk. Trzęsienie ziemi. To Bułgaria w moich i waszych wspomnieniach.

Literacko ten zakątek jest mi wciąż totalnie obcy. W zeszłym roku przeczytałam z zafascynowaniem Fizykę smutku Georgia Gispodinova i była to chyba najlepsza książka tamtych dwunastu miesięcy (opowiedziałam o niej nawet na YouTube).
Na początku tego roku zupełnie przypadkiem natknęłam się na drugą w życiu bułgarską książkę i powiedziałam jej: tak.

Wyspa Krach Ina Wyłczanowa

Wyspa Krach Iny Wyłczanowej (w tłumaczeniu Hanny Karpińskiej) to jednak coś zupełnie odmiennego od Fizyki… ale być może odpowiednia dla wielu z was na ten trudny czas, ponieważ jest to lektura lekka, ale niebanalna. Opowiada nam historię o dwóch kobietach i ustawia narrację na bardzo osobiste tony. Kobiety się nie znają, jednak ich losy są w dziwny sposób połączone. Fabuła nie jest przesadnie skąplikowana, kursujemy między stolicą Bułgarii, a chorwacką wyspą, próbujemy poznać bohaterki lepiej i jedna z nas będzie nas dużo bardziej ciekawić niż druga. To co mi się podobało, to pewna doza niedopowiedzenia, niedokończenia historii, pewnej dowolności w interpretacji zdarzeń w książce. Między wierszami znajdziemy przemycone treści o niełatwej sytuacji bałkańskich kobiet. Mogłoby jednak tego tła społeczno-kulturowego być więcej, po prostu więcej Bułgarii.

Kierunek następnej mentalnej ucieczki? Paryż.

A.


Wyspa Krach, Ina Wyłczanowa, tłum. Hanna Karpińska, Wydawnictwo Wyszukane

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o