796
post-template-default,single,single-post,postid-796,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Piekło małżeństwa, czyli Zeruya Shalev i jej “Mąż i żona”

“Bo jak można żyć, gdy nas odarto z miłości, on dokładnie to zrobił, zdarł ze mnie cienką skórę swej miłości, chociaż nie zawsze ją czułam, wiedziałam, że istnieje, przecież obrotów Ziemi też się nie czuje.”

Mąż i żona spędzili ze sobą 25 lat. Mają 10-letnią córkę. Pewnego ranka Udi budzi się i nie może wstać z łóżka, jego ciało jest sparaliżowane. Jak każdą trudna sytuacja w rodzinie, również tę można przetrwać na dwa sposoby: razem albo oddzielnie. Na wierzch zaczynają wychodzić urazy i żale ukrywane pod płaszczem codziennej rutyny, obowiązków i schematów. Chwilowy paraliż okazuje się być początkiem rozpadu do tej pory ustalonego porządku. Nie da się już na powrót zamknąć oczu na to, że jako małżeństwo przestali istnieć dawno temu. Otwiera się przed nami studium rozpadu więzi. Ale nie jest to powolne umieranie. To walka o przetrwanie, gwałtowne rozpaczliwe ruchy aby coś uratować. Miłość – “wycieńczone zwierzątko, tę naszą miłość, której żołądek skurczył się od ciągłego poszczenia”.

Autorka “Męża i żony” pokazała niesamowicie wnikliwy, prawdziwy do bólu obraz małżeństwa, ze wszystkimi odcieniami uczuć, które możemy przeżywać w stosunku do partnera. Pełnym metafor językiem rozkłada na czynniki pierwsze wszystko to, co tak trudno nam często nazwać w życiu codziennym. To niemal wiwisekcja na stole kuchennym – stopień obnażenia bohaterów wprowadza czytelnika chwilami w przerażenie i konsternację. 

Zeruya długością konstruowanych zdań przypomina mi J. Saramago. Dialogi nie są w żaden sposób oddzielone od całości narracji, w tekście brak znaków zapytania, kropek, myślników, są za to przecinki. Czytamy zatem zapis gonitwy myśli i przeżyć Na’amy – chaotyczny i lejący się przez palce. Dodatkowo tekst napisany jest niemal wyłącznie w czasie teraźniejszym. Ten zabieg powtarza się w innych książach Shalev i jest jej znakiem rozpoznawczym. Nieprawdopodobne jak wpływa to na percepcję zdarzeń: wszystko dzieje się teraz, bohaterka nie opisuje niczego z dystansu, przeżywa wszystko w tej właśnie chwili, tak samo jak my. 

“Unoszę głowę i szepczę, Udi, ale on odpowiada obrotem klucza w zamku, i wyskakuję z łóżka, biegnę do drzwi, cieżko dysząc, niemożliwe, żeby wyszedł w ten sposób, bez uścisku, bez pożegnania, nawet kiedy wyjeżdżał na tydzień, całował mnie na pożegnanie, a co dopiero teraz, kiedy odchodzi na zawsze, naciskam klamkę, ale drzwi są zamknięte,mój klucz pewnie poniewiera się gdzieś na dnie torebki, nie mogę biec za nim po schodach, więc pędzę na balkon, zaczekaj, próbuję krzyknąć, nie powiedziąłam ci najważniejszego, ale z mojego gardła wychodzi tylko ochrypły szept.”

Intensywność, to hasło przewodnie tegorocznego Conrad Fesivalu. Intensywność to coś, czego się zawsze trochę obawiam w literaturze, bo łatwo przeradza się w melodramat, nadmierną teatralność. Trzeba kunsztu pisarskiego aby czytelnik przeżywał ogromne emocje bohatera i uwierzył w nie, czuł je tu i teraz nie jako sztuczny twór istniejący na potrzeby opowieści, ale jako namacalną energię. I nie chodzi mi tutaj o zmuszenie czytelnika do płaczu, wiem, że to akurat jest dość proste, ale by stał się on nie tylko obserwatorem, lecz uczestnikiem wydarzeń. Czytając “Mężą i żonę” to ja byłam w piekne Na’amy i Udiego. To moje małżeństwo się sypało. To ja miałam ochotę rwać włosy ze złości i bezsilności. To ja miałam myśl o rzuceniu o ścianę nie książką, ale tym związkiem.

“Mąż i żona” to książa trudna. Jest duszna, klaustrofobiczna, intensywna. Przyzwyczajenie się do specyficznego sposóbu narracji może zająć czytelnikowi kilka, kilkadziesiąt stron. Warto jednak zainwestować ten wysiłek, obgryzione paznokcie i kompulsywnie zjedzone paczki żelek, bo to prawdziwa uczta literacka.

Te dwa zasadnicze elementy – doskonale oddająca klimat opowieści specyficzna narracaja i niebanalna fabuła – tworzą książkę wybitną i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Do dziś zadaję sobie pytanie, które Zeruya Shalew w niej stawia: czy jesteśmy w stanie odwrócić czas w małżeństwie, wrócić do dawno startych uczuć, spojrzeć na siebie z miłością, skoro tak dawno o niej zapomnieliśmy. 

Czego żałuję?

Że tak jak w życiu, nigdy nie poznam myśli tej drugiej strony, Udiego. 

Kto będzie w Krakowie 30 października o 16:30 niech skieruje swoje kroki na spotkanie z tą fantastyczną pisarką. Ja już nie mogę się doczekać przyszłego weeendu.

“Pewnie, powie, wyciągnie go z tego, tylko niech pani uważa, ja zapytam zdziwiona, na co mam uważać, po prostu niech pani będzie ostrożna, bo na Wschodzie mówią, że niebezpiecznie jest położyć kres cierpieniu.”

A.

*wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki


 

Mąż i żona

Zeruya Shalew

tłum. Agnieszka Jawor-Polak

wyd. WAB

2004 r.

10
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Jak pierwszy raz pojechałam na Conrad Festival. | parapet literackiLuka Rhei |Przestrzenie tekstuparapetliterackiAnna TabakKatarzyna Grzebyk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] izraelską, jest autorką m.in. wspaniałej powieści Mąż i żona, o której pisałam niedawno (klik!), a kilka tygodni temu wyszła jej najnowsza książą Ból. To czego nie wiedziałam o autorce to […]

Anna Tabak
Gość

Zaciekawiłaś mnie, muszę przyjrzeć się tej książce. Choć nie jestem pewna, czy sposób narracji i język pełen metafor nie byłyby dla mnie zbyt przytłaczające. Cóż, trzeba się przekonać 😉

parapetliteracki
Gość

Koniecznie spróbuj i daj znać jak Ci się podobało. Jest duże prawdopodobieństwo że jak już spróbujesz jej książek, to będziesz chciała przeczytać je wszystkie 🙂

Dzięki za odwiedziny i zapraszam częściej, jutro nowy wpis! 🙂

Luka Rhei |Przestrzenie tekstu
Gość

Au, bolesne to chyba. Cytaty mnie powaliły! Są bardzo dobre. Poza tym lubię taką atmosferę w książkach, lubię tę książkową “gorączkę”; letnie książki mnie drażnią i męczą. Chętnie posłuchałabym pisarki, gdybym była w Krakowie…

parapetliteracki
Gość

Bolesne, szarpiące od środka, kiedy przeglądałam ją żeby napisać ten tekst to poczułam wewnętrzny przymus przeczytania jej jeszcze raz, myślę że różne życiowe doświadczenia spowodowały, że teraz będę przeżywać ją inaczej.

Szkoda że Cię nie będzie! Ja będę na pewno, ale nie wiem czy ma sens coś takiego jak relacja ze spotkania…

Luka Rhei |Przestrzenie tekstu
Gość

Lubię takie książki, które chce się czytać ponownie. Może tylko takie mają prawdziwą wartość.

Ja ostatnio pisałam relację. Raczej negatywną 😉 Ale musiałam się trochę pożalić. Mam nadzieję, że Ty masz dobre wrażenia, jeszcze do Ciebie nie zaglądałam.

parapetliteracki
Gość

Po prostu nie wiem czy umiem streścić takie spotkanie żeby miało to ręce i nogi. Z samego Conrada korzystam, jakby to określić, połowicznie, bo raz że zjazd, a dwa że się w czwartek rozchorowałam (!). Mimo to wytrwałam w piątek na kilku spotkaniach i mam lepsze i gorsze odczucia. Dziś choćbym się poruszała na czworakach mam zamiar iść na pisarzy izraelskich ;).

Luka Rhei |Przestrzenie tekstu
Gość

I za to właśnie zazdroszczę osobom, które mieszkają trochę bliżej Krakowa 😉 Też bym chciała mieć okazję tak sobie wyskoczyć na “Conrada”, choćby połowicznie 🙂 A zdrowie, mam nadzieję, już w normie 🙂

Katarzyna Grzebyk
Gość

Jak zapowiadałam, tak jestem:-) Książka dość intrygująca, jestem ciekawa, na ile długie zdania i brak dialogów i zróżnicowanej interpunkcji, pozwoliłyby mi przeczytać książkę do końca… Wybieram się na targi w weekend, najpewniej w sobotę:-)

parapetliteracki
Gość

Miło że jesteś 🙂
Ja na Targach będę w piątek, w sobotę mam zajęcia w szkole 🙂

Warto zmierzyć się z tą specyficzną narracją i dać się wciągnąć w historię. Myślę, że gdyby była ona opowiedziana z zachowaniem standardowej formy i interpunkcji to straciłaby swoją moc rażenia.

Pozdrawiam ciepło,
A.