3455
post-template-default,single,single-post,postid-3455,single-format-standard,stockholm-core-1.0.8,select-theme-ver-5.1.4,ajax_fade,page_not_loaded

Ludzie Dobrej Woli – Krystian Nowak

Ludzie Dobrej Woli, książka o jakże wieloznacznym tytule, to proza społecznie zaangażowana ubrana w nieco baśniową formę. To dobry zabieg, który sprawia, że historia nabrała lekkości i uchroniła się od banału. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej składa mi się to w całość: mikroświat odcięty od szerszej rzeczywistości, narrator, który prowadzi mnie za rękę i trzyma w bezpiecznym dystansie od wszelkich zagrożeń, konkretni bohaterowie i morał na koniec.
Dawno nikt nie opowiadał mi baśni. Chodźcie.

Człowiek – zwierzę zadające pytania, przewidujące, świadome. Jedyne zwierzę, które wie, że umrze.

Historia zaczyna się od bezsensownej i przypadkowej śmierci małego Tomeczka, a kończy tym, że pół miasta staje przed sądem z zupełnie innego powodu. Po dwóch stronach barykady mamy prezydenta i sędziego – złą i dobrą postać (jak to w baśniach), jednak w moim odczuciu głównym bohaterem nie jest ani jeden ani drugi, tylko całe miasto i sieć powiązań społecznych.

Ludzie… to studium przypadku małego polskiego miasta, z wyłożonymi na stół najgorszymi cechami jego mieszkańców. Oczywiście jest ona nieco przekontrastowana, światło pada na bardzo konkretne elementy, ponieważ takie jest zadanie baśni. Również takiej dla dorosłych. Autor bardzo szybko wciąga czytelnika w dość skisły, klaustrofobiczny, skorumpowany światek Dobrej Woli. Robi się dość duszno i od pewnego momentu czyta się to jak sztukę teatralną rozpisaną na niewielką liczbę aktorów, z chórem w tle. Szersze tło społeczne nie jest w ogóle tutaj istotne, ważna jest ta konkretna opowieść. Mikroświat. Miejsce bez większego znaczenia dla każdego, kto się w nim nie znajduje. Jednocześnie jednak, kiedy już przewrócimy ostatnią stronę i prześpimy się noc czy dwie, uświadomimy sobie, że historia ludzi z Dobrej Woli nie jest jednak tak odosobniona i oderwana od rzeczywistości, jakby to się mogło wydawać.

Narracja jest zbudowana w taki sposób, że opowiadający jest zupełnie z boku – wszystkowiedzący i emocjonalnie zdystansowany. Zagląda przez różne okna, swobodnie przemieszczając się z czasie i przestrzeni, obserwuje bohaterów powieści (mógłby być nieco bardziej uszczypliwy, chociaż to pewnie moja natura tutaj dochodzi do głosu). Nawiązując co jakiś czas kontakt z czytelnikiem, sprawdza, czy wszyscy jesteśmy na tej samej stronie i możemy podążać dalej.
Ten zabieg wyszedł bardzo dobrze i stworzył cały klimat książki.

Podobno powinnam to sobie darować, podobno autorzy nie znoszą jak się tak mówi o ich dziełach, ale jednak książka jest bardzo sprawnie napisana. Cóż, z mojej perspektywy to jednak duży komplement. Dobrych pomysłów na fabułę jest bez liku, z wykonaniem często bywa znacznie gorzej. W nosie mam pomysł, kiedy nie da się go czytać, kiedy potykam się na dziwnych konstrukcjach i koślawych zdaniach.
To się czytać da i to zaskakująco dobrze, mimo że język jest trochę stylizowany*, a autor lubi sobie szyk poprzestawiać, to płynie się przez tekst z przyjemnością.

Ostateczne wnioski są dosyć gorzkie – pomimo afery, w którą zaangażowane jest całe miasto, koniec końców nie zmienia się nic. “Polska powiatowa”, jak ją celnie w blurbie nazywa Anna Cieplak, ma się świetnie, z całym swoim kokonem powiązań, wzajemnych zależności, układów i układzików. I nawet jeśli pozornie podjęte zostaną jakieś kroki, ktoś niby zostanie za coś ukarany, to… nie, jednak nie. Ludzie u władzy zostaną u władzy, może tylko w innej koronie.
Ładnie nam tutaj pan Nowak poazał naszą lokalną naturę. Bo tacy już po prostu jesteśmy, bo przecież nikt na nikogo nie doniesie, nauczono na się nie wychylać i każdy boi się o własny tyłek. Klimat małego miasta jest mi dobrze znany i tak to niestety właśnie wygląda. Może odrobinę przerysowana, jak to w baśniach, ale jednak trafna diagnoza.

A o martwym Tomeczku na końcu w zasadzie już nikt nie pamięta. I też mnie to jakoś szczególnie nie dziwi.

*Jednak na słowo wszak, powtórzone jakieś 428 razy, od połowy tekstu dostawałam lekkiego skurczu prawego oka. 😉

A.


Ludzie Dobrej Woli, Krystian Nowak, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2018

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
parapetliterackiQbuś pożera książki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Qbuś pożera książki
Gość

Ależ, ależ… Czemuż to fraza “bardzo sprawnie napisana” tak na autorów działa?

parapetliteracki
Gość

A bo podobno to brzmi jak “on jest taki sympatyczny”, czyli uprzejmy komplement, który nie niesie żadnej treści. Natomiast ja się nie zgadzam, jak napisałam powyżej. 😀