2895
post-template-default,single,single-post,postid-2895,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Literatura kobieca na Dzień Kobiet? Proszę, nie.

Jak co roku Dzień Kobiet staje się dla mnie rewelacyjnym pretekstem do odrobiny marudzenia. Od kilku dni obserwuję akcje marketingowe księgarń sieciowych kuszących swoich klientów rabatami na “literaturę kobiecą”. Zdecydowanie zgadzam się, że książka do dobry prezent z tej okazji. Tylko może niekoniecznie taka, którą proponują nam owe sieciówki.

“Odkrywamy kobiecy świat”. No chyba jednak nie.

Empik mówi do mnie z różowego baneru na swojej stronie internetowej że “odkrywa kobiecy świat”. Mhm, no zobaczmy. Po kliknięciu pokazują mi się ciekawe propozycje: “Sekrety urody Koreanek”, “Żona na pełen etat, “Hygge” i “Lykke” (wiadomo, kobiety kochają świeczki), “Magia sprzątania” i zaraz obok “Magia olewania”, “Jak szyć: spódnice i sukienki”, jeszcze jedna (tym razem japońska) magia sprzątania, “Eat Pretty – jedz i bądź piękna”, “Sekrety piękna”, “Elementarz stylu”… Macie już dość? To tego stosu poradników dział marketingu Empiku dorzucił porcję romansów z paniami hasającymi po łąkach i zapatrzonymi w ocean na okładce. Do tego (dla zmyłki) dwie książki E. Strout, Małecki (ale on jest przystojny, więc dla kobiet się nadaje), jeden Murakami (co on tam robi??) i “Opowieść podręcznej” (szczyt emancypacji).

To jest już nużące. Nie pojmuję dlaczego od lat nic nie zmienia się w definicji pojęcia “literatura kobieca”. Według niej kobiet nie interesuje nic poza garami, własnym wyglądem i romantyczną miłością. Zdaniem działów marketingu potężnych firm w Polsce i na świecie na tym kończą się nasze horyzonty. Drogie panie, czytelniczki tego bloga, serio nie interesuje Was nic więcej?

Pytanie jest prowokacyjne, ponieważ znam swoich czytelników i wiem, że tak nie jest. Wkurzam się, ponieważ nie ma we mnie zgody na sprowadzanie kobiet i ich literackich horyzontów do wyżej przedstawionej płycizny. Nie chodzi mi w dzisiejszym tekście o roztrząsanie zasadności wydawania poradników, czy też powieści obyczajowych, które wylewają się na księgarniane półki w hurtowych ilościach. Moim celem jest natomiast zwrócenie uwagi na fakt, że wiodące sieciówki mające dostęp do masowego klienta wykorzystują okazję jaką jest Dzień Kobiet do powielania wciąż tego samego schematu. Czyli nie wykorzystują wcale.

Dość narzekania.

Niech marzec będzie szczególnie miesiącem kiedy mówimy o kobietach w literaturze. O wspaniałych pisarkach, o inspirujących bohaterkach. O książkach poruszających istotne, współczesne problemy kobiet, zabierających głos w dyskusji na aktualne tematy. Zachęcajmy, my blogerzy, niezależni dziennikarze, księgarze, ludzie od książek – do sięgania zarówno po mądre eseje jak i wartościowe powieści. Pisane przez kobiety i o kobietach. Dla ludzi.

Szukajmy poza głównym nurtem.


Poniżej zatem prezentuję moją listę poleceń. Starałam się, aby przepleść Wam świat europejski z arabskim. Myślę, że zauważanie kobiet w świecie muzułmańskim i ich walki o siebie, jest dzisiaj bardzo ważne. No a poza tym, są one po prostu ogromnie ciekawe.

1.  Kobiety bez mężczyzn, Shahrnush Parsipur,
tłum. Alicja Farhadi, wyd. Claroscuro, 2010

Książka irańskiej pisarki o imieniu i nazwisku, których nawet nie próbujcie wymówić. Książka wydana pierwszy raz w ’89 roku, a jej autorka aresztowana krótko po publikacji. Parsipur kwestionuje utartą rolę kobiet w kulturze irańskiej, zwraca uwagę na hipokryzję zarówno mężczyzn jak i kobiet w podejściu do tradycji. Do tego piękny język. Must read.

2. Mężczyźni objaśniają mi świat, Rebecca Solnit,
tłum. Anna Dzierzgowska, wyd. Karakter, 2017

Zbiór esejów amerykańskiej historyczki i feministki, o którym w zeszłym roku w książkowych kręgach było nawet dość głośno. Aktualne, napisane potoczystym stylem, momentami jak na mój gust zbyt agresywne, ale na pewno ważne. Autorka pokazuje aktualną sytuację kobiet i wpisuje ją w szerszy kontekst. Lektura dla kobiet i mężczyzn. Więcej możecie przeczytać w mojej recenzji TUTAJ.

3. Sendlerowa. W ukryciu, Anna Krystyna Bikont,
wyd. Czarne, 2017

Chcecie się zainspirować? Sendlerowa to przykład biografii kobiety niezłomnej. Polka, która ratowała podczas wojny żydowskie dzieci. Wydawca pisze tak: Irena Sendlerowa, kobieta, która niewątpliwie robiła rzeczy wielkie, zasługujące na podziw, i to w najtrudniejszych czasach, wyłania się w tej książce powoli spośród grona ludzi, których złączył wspólny los – ratujących i ratowanych. Tych, którzy udzielali schronienia, i tych, którzy schronienia szukali.
Ja jeszcze nie czytałam, ale z pewnością sięgnę po ten tytuł w bieżącym roku.

4. Piąta łódź, Monika  Kompaníková, tłum. Izabela Zając,
wyd. Książkowe Klimaty, 2016

Niezwykła proza, bardzo plastyczna i przemawiająca do wyobraźni. Historia zwykła i wstrząsająca jednocześnie, o dziewczynce która próbuje odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, o kompletnie pogubionych dorosłych w jej otoczeniu, o byciu kobietą, które trwa od pierwszego dnia po urodzeniu. O książce tej krytycy mówią, że to proza zaangażowana społecznie, ja od siebie dodam, że stawia wiele pytań, każe nam myśleć. Jeśli chcecie poczytać więcej, napisałam kiedyś o Piątej łodzi tekst (KLIK).

5. Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie,
Jenny Nordberg, tłum. Justyn Hunia, wyd. Czarne, 2015

Rodzina w społeczeństwie afgańskim, która nie doczekała się męskiego potomka, odczuwa wstyd. Było tak kiedyś i jest tak nadal. Dlatego też powszechnie akceptowanym, choć ukrywanym procederem jest przebieranie małych dziewczynek za chłopców. Oczywiście jest to czasowe i trwa dopóty, dopóki pozwoli na to proces dojrzewania. Jenny Nordberg pokazuje współczesny obraz tej starej afgańskiej tradycji i jej kluczowy aspekt: bycie mężczyzną daje “chłopczycom” wolność, możliwość korzystania z przywilejów. To powrót do własnej, kobiecej tożsamości, jest dla nich najtrudniejsze.

6. Virginia Woof, cokolwiek, a może Eseje wybrane,
tłum. Magdalena Heydel, wyd. Karakter, 2015

Moja ulubiona feministka. Moja ulubiona kobieta zaraz obok Marilyn Monroe i Oriany Fallaci. Czytanie jej to miód na oczy, serce i duszę. To intelektualna wyżerka. Woolf w swoich esejach podróżuje, czytam, pisze, domaga się, argumentuje, szuka, chodzi do kina, angażuje się. Jeśli szukacie inspiracji to jest właściwy adres.

7. Dziewczyny z Rijadu, Radża as-Sani,
tłum. Eryka Lehr, wyd. Smak Słowa, 2012

Na wstępne poproszę, żebyście nie czytali opisu na okładce, bo trochę on marketingowcom moim zdaniem nie wyszedł.
To historia czterech kobiet, które każda na swój sposób stawiają czoła tradycyjnemu społeczeństwu Arabii Saudyjskiej. Kraj ten jest wyjątkowo hermetyczny nawet jak na bliskowschodnie realia. Wciąż stosuje się tam brutalną karę śmierci przez ukamienowanie (z resztą nie tylko tam, hej – wiecie co się dzieje w Idiach z wdową po zmarłym mężu?) czy ścięcie głowy mieczem. Jednocześnie jest to kraj w którym kobiety jak w każdym miejscu na ziemi starają się walczyć o swoje prawa na tyle, na ile jest to możliwe.

8. Dobra powieść o kobietach

Długo zastanawiałam się którą powieść mam polecić. Czy to ma być Stulecie Herbjorg Wassmo, prawdziwa saga trzech pokoleń kobiet napisana z maksymalną wrażliwością, wyczuleniem na ich dylematy, czułością i wrażliwością. Czy może Zapach mężczyzny Agnety Pleijel, historia o ciągłym dopasowywaniu się do społecznych oczekiwań, wątpieniu we własną wartość, ocenianiu się przez odbicie w oczach innych ludzi, przecież tak dobrze to znamy. A może osadzona w końcówce lat ’30 powieść Urodzić dziecko Kristiny Sandberg, która doprowadza do szału właśnie przez to, jak jest prawdziwa, bezpośrednia i jak bez zahamowań pokazuje przymus dostosowywania się do wszechobecnych zasad i powinności. Wszystkie trzy są dobre, wszystkie skandynawskie, możecie losować. 🙂

Dzień Kobiet jutro. Jeśli ma być okazją do książkowych prezentów (a umówmy się, każdy pretekst jest dobry aby kupić nową książkę), to niech będzie to książka z głową. 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jakie książki o kobietach chcecie czytać. Co chcielibyście znaleźć na półce pt. Książki na Dzień Kobiet? Mówcie do mnie! 🙂

PS Nie napisałam o wielu ważnych tytułach, m.in o nowym zbiorze reportaży Justyny Kopińskiej Z nienawiści do kobiet  albo o wstrząsającej książce Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim Jona Kraukera. Nie napisałam wyłacznie dlatego, że te książki dobrze sobie radzą w social mediach, dość wyraźnie je widać moim zdaniem (i słusznie!).

A.

30
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
parapetliterackiJudyta RudnickasQraDiana ChmielMagdalena Stachańczyk-Folga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Stachańczyk-Folga
Gość
Magdalena Stachańczyk-Folga

Wszelkie akcje kuszące literaturą przystojno-kowbojską, pustynno-szejkowską, kopciuszkową, sprzątającą i mejkapową doprowadzają mnie do szewskiej pasji.
W tym roku z okazji Dnia Kobiet kupiłam sobie nowego Grynberga i czekam na nową Szejnert.

parapetliteracki
Gość

Świetne wybory Magdaleno! I ja kupiłam sobie nowego Grynberga 🙂

Karola
Gość
Karola

O kobietach na Dzień Kobiet? No to oczywiście “Emancypantki” Bolesława Prusa, “Służące” Kathryn Stockett, “Vilette” Charlotte Bronte czy “Gołębiarki” Alice Hoffman. A wspominając o Orianie Fallaci, przypomniałaś mi, że czeka na mojej półce jej “List do nienarodzonego dziecka”, czytałaś może? Myślę, że to też jedna z tych książek, które doskonale wpiszą się w kategorię pt. Dzień Kobiet (wnioskuję z opisu).

parapetliteracki
Gość

Nie czytałam “Listu…” ale dużo dobrego słyszałam o tej książce, na pewno warta przeczytania. I też myślę, że się wpisują w naszą definicję kategorii książek na Dzień Kobiet 🙂

Dominika Ławicka
Gość
Dominika Ławicka

Mnie w ogóle denerwuje nadawanie literaturze płci, no ale to temat szeroki, jak rzeka. Marną literaturą gardzę i nie wstydzę się mówić o tym głośno. Po cholerę mi takie “książki”? Z okazji Dnia Kobiet, który i tak jest drogie panie codziennie życzę zdrowia i uśmiechu i rzecz jasna pięknych książek. Polecam “Macochę” Petry Hůlovej, eseje Virginii Woolf i “Wandę” Kamińskiej. A gdyby ktoś zechciał zrobić mi prezent, to chętnie przygarnę “Czerwony głód” Anne Applebaum. Miłego dnia!

Vespera Verril
Gość
Vespera Verril

Pojęcie “literatura kobieca” w moim słowniku nie istnieje. Książki, które wymieniłaś na początku, to literatura obyczajowa, romanse i poradniki. Ja na tegoroczny dzień kobiet życzyłabym sobie czwartego tomu cyklu Pola dawno zapomnianych bitew Roberta J. Szmidta, trochę bitew kosmicznych jeszcze nikomu nie zaszkodziło 🙂

Ania || SlowReading.pl
Gość

Wkurza mnie to, że “literatura kobieca” jest synonimem jakiś głupot z miłością w tle dla mało intelektualnie wymagających – bo w domyśle oznacza to, że kobiety właśnie takie są 🙁

Fajnie, że polecasz “Chłopczyce z Kabulu” – to jedna z moich naj zeszłorocznych książek 🙂 Od siebie dodaję jeszcze biografię Simony autorstwa Anny Kamińskiej. Simona wiedziała, czego chce od życia i miała gdzieś konwenanse i wszelkie schematy, w które próbowano ją wtłoczyć 🙂

skursywieni
Gość

Najlepsze podejście do “literatury kobiecej” na Dzień Kobiet ma wydawnictwo Karakter, które zrobiło przecenę na książki pisane przez kobiety. To nie jest reklama. To jest wołanie o pomoc człowieka, który ma do wyboru dwa świetne zbiory esejów Susan Sontag i pieniądze tylko na jeden :C

parapetliteracki
Gość

Haha 😀 Widziałam tę promocję! I który w końcu kupiłaś??

off.czytelnia
Gość

Ja też nie rozumiem fenomenu literatury ‘kobiecej’ proponowanej przez sieciówki. Jeżeli już mówimy o takiej, to proponujmy kobietom coś wartościowego. Szczególnie w dniu naszego święta, które zostało ustanowione, aby wspierać silne i niezależne kobiety w walce o ich prawa. Bo obraz kobiety po spojrzeniu na półki wielu księgarni jest kompletnie spłycony…
Ja od jakiegoś czasu czytam ‘Drugą płeć’ Simone de Beauvoir. Do prostych nie należy, choćby ze względu na swoją objętość. Jest jednak tak skonstruowana, że pozwala czytać poszczególne rozdziały czy fragmenty wybiórczo. Gorąco polecam!

parapetliteracki
Gość

Już dawno temu planowałam przeczytanie “Drugiej płci”, myślę że to jeden z takich feministycznych klasyków, które trzeba znać. Niestety kiedy się już namyśliłam na zakup, książka stała się bardzo trudno dostępna 🙁 Może po prostu wezmę ją z biblioteki.
Że obraz kobiety, który wyłania się z półek w niektórych księgarniach, jest spłycony, naturalnie się zgadzam i wkurzam. 😉

magda
Gość
magda

Dla mnie jedną z najlepszych powieści z kobiecą bohaterką i bardzo głębokim, mądrym i uniwersalnym przesłaniem jest “Ściana” Marlen Haushofer. Ta książka to trudno dostępny staroć, ale jeśli miałabyś kiedyś okazję ją przeczytać, to z serca polecam 🙂

parapetliteracki
Gość

Cześć Magdo 🙂 Znalazłam ten tytuł na Lubimy Czytać i bardzo mnie zainteresował, chyba poszukam jej sobie na rynku wtórnym 🙂 Dzięki za to polecenie!

fibula
Gość

Niedawno zetknęłam się (wirtualnie) z osobą, która skutecznie wojuje o usunięcie kategorii “literatura kobieca” – kilka wydawnictw i e-księgarni, na które nalegała, zmieniło to określenie. Zawsze można się przyłączyć do takich działań, gdy się na takie szufladkowanie natkniemy. 🙂

Judyta Rudnicka
Gość
Judyta Rudnicka

Hetmanka na tt? 🙂

Maguda
Gość
Maguda

Powiem Wam, że świetne książki polecacie. W jednej grupie książkowej na fb (chyba 52książki) jedna z dziewczyn się wypowiadała, że uważa, że takie naprawdę ponadczasowe dzieła literackie stworzyli mężczyźni. I że kobiety-autorki tworzą dość kiepskie i miałkie literatury, a już na pewno nic, co byłoby aktualne przez wiele lat i warte do powracania. Nie wypowiedziałam się tylko dlatego, że mnie lekko trafił…ekhm. no wiecie co.

parapetliteracki
Gość

O mamo! Też by mnie trafiło, gdyby wpadła na podobną opinię!
Bzdura jakich mało, pozostaje współczuć tak wąskich horyzontów.

Qbuś pożera książki
Gość

A gdzie panowie, no gdzie? Czemu tu żaden się nie wypowiada? 😉 Ja od siebie dorzucam Annę Kańtoch i jej “Niepełnię” oraz Swietłanę Aleksijewicz.

No i zdecydowanie zgadzam się, że “literatura kobieca” to zupełnie chybione określenie.

parapetliteracki
Gość

No właśnie też się nad tym głowiłam ;). Gdzie są panowie w tej naszej dyskusji. Na szczęście na Ciebie Jakubie można liczyć! 🙂
Aleksijewicz pełna zgoda, Kańtoch nie znam, ale Szumska bardzo chwali 🙂

sQra
Gość

Bardzo dobry wpis, aktualny nie tylko z okazji Dnia Kobiet. Ja to w ogóle nie lubię podziałów literatury na kobiecą i męską? Bo od czego niby ma zależeć? Od autorki i autora? Tematyki? A jak tak, to która jest babska, a która dla facetów? Jak romans to tylko dla kobiet, mroczny thriller czy literatura wojenna dla chłopów? W ogóle się w takim podziale nie odnajduję, bo po prostu czytam to, na co mam ochotę. Jak będę chciała przeczytać o sprzątaniu i ciuchach, to przeczytam i księgarnie nie muszą mi podpowiadać, że to dla mnie, bo kobiece, a ja jestem kobietą.… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Oczywiście, że ten podział jest zupełnie ‘od czapy’. Mam wrażenie, że zależy raz – od tematyki, dwa – od autora(ki). I naturalnie jest cholernie krzywdzący i stereotypowy.
Sprawdziłam tytuł, który polecasz, brzmi bardzo ciekawie! Dodaję do listy 🙂

Natalia Szcześniak
Gość

“Literatura kobieca” to wyjątkowo krzywdzące określenie, bo to kobiety są w przeważającym stopniu czytelniczkami wszystkich książek jakie są wydawane. Co roku wychodzi to w badaniach Biblioteki Narodowej – w Polsce czytają głównie kobiety i czytają wszystko, a nie tylko literaturę “kobiecą”. Lub odwracając te statystki – cała dostępna literatura jest kobieca, bo czytają głównie kobiety.

Lena Wadera
Gość

Wiem, że już to ustaliłyśmy, ale ucieszę się z tego powodu raz jeszcze: ja też uwielbiam V. Woolf, M. Monroe i O. Fallaci <3

naia
Gość

Bardzo dobry i potrzebny pomysł na wpis! Ja bym tu dorzuciła ze swojego czeskiego poletka “Macochę”, “W ciemność” Bolavej, “Pod śniegiem” Soukupovej, Denemarkovą. I “Postrzyżyny” Hrabala, bo przecież to taka piękna historia o kobiecie, która z dziecięcą radością nie wpisywała się w schematy 🙂 Dwie literówki: Marilyn zamiast Marylin (swoją drogą, też ją bardzo lubię; mam jej “Fragmenty” i dwie jeszcze nieprzeczytane książki o niej, chciałabym niedługo zrobić taki tematyczny miesiąc z Marilyn, przeczytać ciągiem i napisać o wszystkich) i E. Straut – chyba chodzi o Strout? Pięknego Dnia Kobiet! Chyba wyruszę dziś po pracy na książkowe łowy, upoluję sobie… Czytaj więcej »

sQra
Gość

Tak bardzo się zgadzam z “Postrzyżynami” 🙂

parapetliteracki
Gość

Same fajne polecenia! “W ciemność” mam przeczytane i będę o niej pisać tekst w ten weekend 🙂

Między sklejonymi kartkami
Gość

MURAKAMI JAKO LITERATURA KOBIECA?! Może tworzy w miarę wiarygodne postaci kobiece, ale zawsze ukazuje je przez pryzmat mężczyzn i… po prostu nie.

Dziękuję za “Dziewczyny z Rijadu”. Do “Urodzić dziecko” podobny wydaje mi się “Ślepy zabójca” Atwood, a tej samej autorki dorzuciłabym cudowną “Kobietę do zjedzenia” – moją ulubioną jej powieść po “Opowieści podręcznej” ^^

parapetliteracki
Gość

“Kobieta do zjedzenia”? 😀 Kompletnie nie słyszałam o tej książce Atwood – sprawdzę 🙂
A że Murakami tworzy postaci kobiece przez pryzmat mężczyzn, to się zgadzam w 100% :))

Diana Chmiel
Gość

Ja oczywiście dorzuciłam popularnonaukowe 😀 Jest tyle fantastycznych historii o kobietach naukowcach, o podróżniczkach, o artystach! I przekornie nawet “Żony polarników” czy “Żony astronautów” wpisują się w ten nurt, mimo że “żony” 😀

parapetliteracki
Gość

No przecież! Ja mam “Żony polarników” wciąż na półce do przeczytania. Ale to prawda, biografie kobiet tak cholernie inspirują. Pierwsza na myśl przyszła mi “Wanda” 🙂