22081
post-template-default,single,single-post,postid-22081,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded
nowa księgarnia

Książki pierwszego kwartału ’20

Dziwne książki czytałam przez pierwsze trzy miesiące tego roku. Mało takich, które naprawdę chciałabym przeczytać, a więcej przypadkowych albo takich, które powinnam.

Jako, że zupełnie nie wychodzi mi pisanie o wszystkich pojedynczych czytanych tytułach (najczęściej dlatego, że nie uważam, żebym miała na ich temat do powiedzenia wystarczająco dużo, żeby złożyć z tego tekst), pomyślałam o krótkim podsumowaniu w jednym wpisie. Kolejność odpowiada chronologii czytania.


1.Bieguni, Olga Tokarczuk, wyd. Literackie

Na wstępie przepraszam za swoje widocznie intelektualne braki, ale mnie Bieguni Tokarczuk nie zachwyciły wcale. Wymęczyła mnie ta książka. Jej chaotyczność, fragmentaryczność, jakąś taką niezborność, a do tego nadęcie i przemądrzaluchowatość. Oczywiście, Bieguni mieli “momenty”, ale zdecydowanie zbyt mało. Trzy miesiące po skończeniu książki w zasadzi nic z niej nie pamiętam, poza hisorią rosyjskiej kobiety, która nie chciała już dłużej mieszkać w swoim domu i postanowiła być bezdomna. I był jeszcze żywot świętej, która przed śmiercią zmieniła się w Jezusa. I dużo kawałków o przechowywaniu ludzkiego ciała w formalinie. Tyle. Przyjmuję, że książka może się podobać i że niektórzy znajdują w niej przyczynek do refleksji, jednak ja nie. Prawiek i inne czasy dużo lepiej mi się czytało i tamta historia utorowała sobie do mnie drogę w znacznie większym stopniu.

2. Mr. Gwin, Alessandro Bariccco, tłum. z włoskiego Lucyna Rodziewicz-Doktór, wyd. Sonia Draga

Było wspaniale.
Baricco nigdy nie pisze dwa razy tej samej książki i nigdy nie przestaje zaskakiwać. Świetna konstrukcja, pomysł na historię i wykonanie. Nie jest to taki geniusz jak w City, nie jest to wielka literatura, ale kawał dobrej prozy, jakiejś bardzo prawdziwej i trafiającej w sedno. 
Książka trudna do zdefiniowana, trochę gra z czytelnikiem i autora samego ze sobą. O tym, że pisarz nigdy nie przestaje być pisarzem i o próbie stworzenia wiernego portretu człowieka (pytanie, czy coś takiego w ogóle jest możliwe). Mr. Gwin mnie uwiódł, przywiązał do siebie i na koniec jedynego czego chciałam, to żeby napisał mój portret.

3. Życie Sus, Jonas T. Bengtson, tłum. z duńskiego Iwona Zimnicka, wyd. Poznańskie

Niepokojąca historia napisana z charakterystycznym skandynawskim sznytem, ale nie tak dołująca i straszna, jak potrafią one być. Bengtssonowi udało się roztoczyć nad tytułową Sus dużo ciepła i czułości. Nie jestem przekonana, że to opowieść o zemście, raczej o próbie uratowania siebie, w niemal dosłownym sensie. Książka w porządku, ale bez zachwytu i niestety nie jest to tytuł, który się zapamiętuje i który coś wnosi w życiorys.

4. Dom dzienny, dom nocny, Olga Tokarczuk, wyd. Literackie 

No i teraz mam swego rodzaju paraliż, bo chyba z tej książki to już w ogóle nic nie pamiętam, więc może tak ogólnie: Dom dzienny… też jest książką – zlepkiem i w połowie się trochę podłamałam, bo miałam wrażenie, że znowu czytam Biegunów, tylko w innej okładce. Ostatecznie jednak tematyka tych zlepków była mi bliższa, więcej było fragmentów, na których się z przyjemnością zatrzymywałam. No i gdzieś tam spójność wszystkiego była dla mnie bardziej widoczna, część historii się splotła. Póki co jednak daję sobie spokój z Olgą Tokarczuk, może muszę dorosnąć, a może to nigdy nie będzie dla mnie.

 

5. Wyspa Krach,  Ina Valčanova, tłum. z bułgarskiego Hanna Karpińska, wyd. Wyszukane

Książka dość przeciętna, po której spodziewałam się dużo więcej, ale to widocznie przez rozbudzone Fizyką smutku oczekiwania względem bulgarskiej literatury. Historia o dwóch kobietach i ich docieraniu do samych siebie. W porządku, ale z perspektywy czasu jednak dość banalne. Dobre jeśli nie chcemy się przy lekturze nadmiernie zmęczyć i zbyt dużo myśleć.

 

6. Małe kobietki, L.M. Alcott, tłum. Anna Bańkowska, wyd. MG

Spóźniłam się o jakieś 20 lat z lekturą, ale dla 12-latki to mogłoby być miłe doświadczenie. Mogłoby, ale nie jestem tego pewna, ponieważ ilość moralizatorskich wstawek przyprawiała mnie momentami o wywracanie oczami, a sentymentalizm wylewa się kaskadami i szczerze mówiąc – jest okrutnie nudno.
No, to chyba nie zachęciłam.

 

7. Zazi w metrze, Raymond Queneau, tłum. Maryna Ochab, wyd. PIW

Ta krótka powieść o bardzo ciekawej kompozycji może być czytana na wielu płaszczyznach. Może być dla nas oczywiście po prostu zabawną historią, która umili trzy wieczory, ale można pokusić się o sięgnięcie głębiej. 
Zazi… mówi wiele o języku i jego wielorakich funkcjach, o posługiwaniu się w mowie kliszami, komunałami, wreszcie o pisaniu jako takim (przy użyciu tego samego języka przecież). Queneau obśmiewa przywary Francuzów, ich zadufanie w sobie, sposób mówienia, nieznajomość Paryża przez paryżan, megalomanie. Wszystko to w totalnych oparach absurdu, surrealizmu i zabawy językiem, o którym ani na chwilę nie można tutaj zapomnieć. Poleca się.

 

8. Wędrowny zakład fotograficzny, Agnieszka Pajączkowska, wyd. Czarne

Najpierw byłam zachwycona, potem przez jakieś 100 stron – znużona, a potem znowu zaczytywałam się historiami Agnieszki z przyjemnością. Generalnie pomysł ogromnie inspirujący i ciekawy – autora przez kilka lat z rzędu wyruszała w czerwcu swoim minibusem na podróż wzdłóż polskiej granicy (najpierw wschodniej, potem zachodniej), jeździła po wsiach i oferowała spotkanym ludziom zdjęcie za opowieść. Wiele z tych spotkań było poruszających, ale zabrakło redakcji, która by książkę odchudziła o ok. 1/4, może nawet 1/3. Byłaby wtedy bardziej skondensowana, mniej wątków by się powtarzało. Można było wybrać esencję ze spotkań autorki z mieszkańcami wsi i byłoby to wtedy dużo lepsze jako całość.

 

9. Pogromca wilków. Trzy duety literackie, Martin Pollack i Christoph Ransmayr, tłum. Karolina Niedenthal, wyd. Czarne

Ta krótka książeczka mnie oczarowała, a pierwsza z trzech próz utrzymała mnie całkowicie w klimacie Wędrownego zakładu…, ponieważ opowiadała o nieistniejących już wsiach w Bieszczadach i o myśliwym, który w wilkach upatrywał całego zła, które go w życiu spotkało. Nieistniejących, ponieważ ich mieszkańcow wysiedlono w czasie Akcji Wisła. Kolejne dwie prozy opowiadają o rozstrzelanym w czasie II wś. austriackim rzołnieżu, uważanym za świętego, a w rzeczywistości tchórzliwego głupca i o potomku rodziny żydowskiej, który ma napisać historię swojego narodu na nowo. Nie wiem co łaczy te trzy historie (poza tym, że są swego rodzaju dochodzeniem do prawdy), ale czytałam je z przyjemnością. 

 

10. Linia, Elise Karlsson, tłum. ze szwedzkiego Dominika Górecka, wyd. Pauza

Zostało mi po tej książce nieprzyjemne uczucie pustki. Jest w niej jakiś rodzaj prawdy o naszym – ludzi pierwszego świata – kompletnym zapomnieniu się w pracy w korporacjach i o tym, jak te korporacje zastępują nam życie. Przekonanie, że tylko ta praca nas definiuje, że poza nią nie mamy nic prawdziwego, wartego starania, że ten stołek w korporacji to najlepsza rzecz, jaka nam się mogła w życiu trafić. Fałszywe relacje, nieudane związki, nerwice.
A najgorszy jest lęk przed utratą kontroli. Paniczny strach przed niebyciem, paradoksalnie wywołujący niemożność bycia per se. Samotność i pustka, z którą bardzo nie chcemy się konfrontować – praca daje ratunek. Widmo jej utraty to  widmo konfrontacji z wielką, czarną dziurą.
Myślę, że warta przeczytania.

 

11. Pianie kogutów, płacz psów, Wojciech Tochman, wyd. Wydawnictwo Literackie

Zapisałam sobie dwa zdania:
Trzeba nie mieć sumienia, żeby targować się z rikszarzem w Phnom Penh.
i “Oczy starych Khmerów od lat są suche. Jak tutejszy pieprz. Wysuszone raz na zawsze. Jesteśmy niezdolni do płaczu”.

Wojciech Tochman zawsze imponuje mi jako człowiek o wielkiej pokorze i wrażliwości. Czytałam bardzo dużo jego tekstów w Dużym Formacie i Kontynentach. Nigdy nie czytałam książki.
Postanowiłam zaserwować sobie nie reportaż o Bośni, która porusza mnie niezmiennie, boli gdzieś w zakamarkach trzewi, a Sarajewo za mną chodzi, tylko o Kambodży – do której szczególnie emocjonalnego stosunku nie mam.
Czy też powinnam napisać – nie miałam. Nadal Azja południowo-wschodnia jest mi kulturowo tak odległa, że trudno mi być z nią emocjonalnie blisko, ale przecież dramaty jednostek są wszędzie takie same, inny tylko ich sposób ekspresji.
Zawsze, kiedy kończyłam czytać o masowych zbrodniach, kołatało mi się w głowie w zasadzie tylko jedno pytanie, a w “Pianiu kogutów…” bohaterka reportażu wypowiada je na głos:
“Chciałabym zrozumieć, dlaczego pan Sar* zabijał i to własnych ludzi. Chciałabym pojąć jego serce”.
Chciałabym pojąć ich serca.

* Saloth Sar, znany szerzej jako Pol Pot.

12.  Życie na miarę, Marek Rabij, wyd. WAB

Reportaż otwiera oczy na ten jakże kolejny paskudny przemysł oparty na wyzysku. Najcenniejsze jest to, że autor uświadamia, jak bardzo wszystko w Bangladeszu jest niejednoznaczne: praca dzieci – z naszej perspektywy niedopuszczalna – pozwala im mieć drobne na miskę ryżu, certyfikaty wydawane fabrykom przez europejskie pro-eko organizacje to farsa, podniesienie płacy minimalnej w Bangladeszu nic nie zmieni, bo zaraz w górę pójdą też ceny żywności i mieszkań, itd.
My, małe ludzkie trybiki w machnie wielkich koncernów i wielkich pieniędzy, nie chcemy tak naprawdę wiedzieć, w jakich warunkach szyte są nasze ciuchy. Chcielibyśmy tylko płacić mniej.

 

13. Rzeczy niewysłowione, Soren Gauger, wyd. Nisza

To było moje najciekawsze doświadczenie literackie minionego kwartału. Na mniej niż 100 stronach, kanadyjskiemu pisarzowi i tłumaczowi udało się zawszeć taki ogrom emocji, tematów, dylematów moralnych, wątków etycznych, że głowa moja jest na to za mała. Niby nie mówi nic nowego, ale fakt, że mówi tak wiele za pomocą takiej małej liczby słów, a przy tym w bardzo ciekawej formie (narracja nie jest prowadzona linearnie, tylko poszatkowana na małe kawałki i ułożona dość, zdawałoby się, przypadkowo). 
Gauger na przykładzie conradowskiej opowieści o białym antropologu, który rusza z kolejną już w jego życiu wyprawą do afrykańskiej dżungli, aby poznać i opisać zwyczaje tubylczego plemienia, pokazuje pięknie nierozwiązywalność pewnych dylematów moralnych. Pokazuje, moim zdaniem, kwintesencję człowieczeństwa (a może wręcz jego kresu), przy zderzniu i ewidentnym niedopasowaniu kultury zachodniej i pierwszych ludzi (jak lubię ich nazywać). 
Myślę, że warto odświeżyć sobie Jądro ciemności Conrada i wrócić wtedy do Rzeczy… Wiem, że wytrawny czytelnik znajdzie wiele punktów styku między tymi dwiema książkami.

 

 

13
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
1 Thread replies
27 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
CrerruspesteHaroldWewBarbara WaclawLonnyfamDavidDrusy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Crerruspeste
Gość

cbd hemp buy cbd oil online cbd store cannabis oil

HaroldWew
Gość

tirdzniecības simulators Livecoin automatizetas tirdzniecibas sistemas top tirdzniecības stratēģijas Livecoin bezmaksas simulatora programma Livecoin demo

Barbara Waclaw
Gość

This year began for us with a total disaster. Our house was burned down and we literally lost everything. We wish for nothing more but to be able to live back in a place where we have spent the last 50 years together.
We are with a verified charity:
https://choose2help.org/lets-help-rebuild-the-house.html
Thank you for your support. Barbara.

Lonnyfam
Gość

telephone number tracking australia

https://usanotecaller.com/#

DavidDrusy
Gość

Hello. And Bye.
google404
hjgklsjdfhgkjhdfkjghsdkjfgdh

CloneFBror
Gość

Mua bán, nick facebook, cung cấp, tài khoản, facebook, mua, acc facebook. …http://taikhoan.co

CloneFBror
Gość

Hệ Thống Bán Token Facebook Online – Bán Acc Clone Facebook Giá Rẻ Uy Tín – bantoken247.net – sell clone Facebook – Bán Token Facebook Tự Động Giá rẻ . Truy cập :http://clonevia.com

CloneFBror
Gość

Web cung cấp CLONE Giá rẻ – Chất lượng – Uy tín hàng đầu Thế giới. Truy cập : http://clonevia.com

Dominika
Gość
Dominika

“Pogromca wilków. Trzy duety literackie” również czytałam w tym roku i bardzo mi się podobało. Ta książka pokazuje, że nie długość tesktu i ilość stron się liczy!

Joanna
Gość

Ja czytałam “Prawiek i inne czasy” i mnie się podobało. A przede mną właśnie “Bieguni”.

BeBe
Gość

Och tak, Tokarczuk dzieli ludzi! Na uniwersytecie mieliśmy spotkanie z profesorką, znawczynią twórczości Tokarczuk (i jej fanką), która przepięknie mówiła o jej książkach – ja byłam wtedy już po lekturze “Biegunów” (mnie się akurat bardzo podobało). I ta profesorka najbardziej właśnie lubiła te “nieoczywiste” utwory, jak “Bieguni” właśnie, bez konkretnej fabuły, z poszatkowaną konstrukcją, zbiór myśli. Na sali była też druga profesorka, chyba nawet dobra znajoma tamtej – ona z kolei przepadała za książkami Tokarczuk takimi jak “Prawiek…”, a nie za bardzo lubiła takich “Biegunów”. To zależy wszystko od tego, jaką kto lubi literaturę, jaką mu się najlepiej czyta, z… Czytaj więcej »

Qbuś pożera książki
Gość

O, o! Bardzo podoba mi się ten komentarz i to nie tylko dlatego, że się z nim zgadzam 😉 Miła anegdota, a przemyślenia o “Biegunach” mam podobne, a była to moja pierwsza Tokarczuk.

naia
Gość

Miło było poczytać o Twoich wrażeniach z książek kwartału! Ja jednak lubię, jak piszesz o książkach i trochę mi tych Twoich książkowych opowieści mało. 🙂 Twórczość Olgi Tokarczuk odbieram zupełnie inaczej ale wszystkie tytuły, o których tu wspominasz, czytałam już kilka lat temu, zbyt dawno, żeby jakoś przekonująco ich bronić. 🙂 Za to moja mama nadrabia jej prozę właśnie teraz i też czytając „Biegunów” była dość zagubiona. Mnie najbardziej zapadło w pamięć mikrospojrzenie na ludzkie ciało, była tam chyba taka scena, w której bohater umiera na wylew i fala krwi zalewa całą jego wiedzę, obrazy, wspomnienia. W ogóle zawsze bardzo… Czytaj więcej »