1970
post-template-default,single,single-post,postid-1970,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Czasem książka jednak hańbi, czyli jesteś tym co czytasz

Składamy się z wyborów, których każdego dnia dokonujemy. Wybór tego, co czytamy jest takim samym, jak wybór tego, co zjemy na śniadanie i jaki film obejrzymy wieczorem. Rzeczy, które wrzucamy do swojej głowy i żołądka kształtują to, kim jesteśmy, jak myślimy, jak czujemy. Dlatego, tak jak nikt nie powie nie ważne co jesz, bylebyś jadł, tak samo nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem nie ważne co czytasz, bylebyś miał jakąś książę w ręku. Bo jak napisała Małgosia z bloga oświaty kaganiec, nie wszystko, co z dwóch stron otaczają okładki, jest literaturą. Jesteś tym, co czytasz.

Jej wczorajszy tekst o elitarności czytania połaskotał mnie w środku i uradował. Lubię kiedy ktoś inny mówi na głos moje myśli (rys narcystyczny). Chodzi o dwie połączone ze sobą kwestie: o to jak przedstawiamy czytanie jako takie oraz co wybieramy na nasze lektury.

Today a reader tomorrow a leader

Wszystko chyba zaczęło się od tego, kiedy razem przysłuchiwałyśmy się spotkaniu blogerów z Anną Dziewit-Meller podczas Literackiego Sopotu 2016. Padło tam stwierdzenie, że promowanie czytelnictwa jako czynności elitarnej, z wyżej półki to błąd. Bo szary Polak się przestraszy i wróci do oglądania Klanu, bo czytanie go przerośnie.  Nie zgadzam się z tym.
Nie możemy stawiać na równi serialowego tasiemca czy telewizyjnego śmietnika w ogólności, z literaturą. Nie możemy promować czytelnictwa mówiąc, że to taka sama rozrywka jak każda inna. Dlatego, że tak nie jest. Czytanie, czytanie literatury, wymaga więcej: zaangażowania, wysiłku, myślenia, uwagi, skupienia.

I bardzo dobrze! Przecież trzeba przed człowiekiem stawiać jakieś wyzwania, ambicje, motywować, aby oczekiwał od siebie więcej. To się nazywa rozwój. Dlaczego mamy nie mówić w mediach, przede wszystkim młodym ludziom: czytaj – stawaj się lepszy?

Czasami jednak lepiej nie czytać wcale

Oczywiście od razu staje przed nami druga kwestia, czy każda książka jest warta tego, aby nazywać ją literaturą. Nie, nie każda. Nie każda lektura ubogaci, pozwoli zrozumieć jakieś zjawisko, nauczy empatii i samodzielnego myślenia. W książkach jest tak samo dużo śmieci, co w kolorowych obrazkach w telewizji i uwierzcie, że czasem przeglądając tytuły w księgarni sieciowej (w której miałam swego czasu nieprzyjemność pracować 5 miesięcy) byłam przekonana, że lepiej nie czytać nigdy nic, niż to, co trzymam właśnie w ręku. Poza tym, w czasie tych samych 5 miesięcy powracającym do mnie codziennie pytaniem było to, dlaczego klienci księgarni mają na ustach wciąż to samo zdanie: poproszę coś lekkiego. Dlaczego w kółko coś lekkiego, dlaczego nikt do mnie nie podchodził i nie mówił poproszę coś dobrego albo poproszę coś ważnego.

Ano dlatego, że tego nauczyła nas kultura masowa – łatwej rozrywki, niewymagającej ani grama myślenia. Nauczyła nas także niewychylania się przed szereg, a zatem między innymi czytania tego, co wszyscy. Z drugiej strony jednak, z każdej reklamy samochodów, ubrań czy kosmetyków uderza w nas hasło o byciu wyjątkowym, należeniu do grona wybrańców. I tutaj to nikomu nie przeszkadza! Jakoś tylko w obszarze kultury elitarność kojarzy się pejoratywnie.

Wspomniany wcześniej rozwój polega na tym, że z pewnych rzeczy się wyrasta, a dorasta do innych. Tak, ja też czytałam Coelho i twierdziłam, że on wie wszystko o życiu; kiedy miałam 14 lat. W psychologii jest takie zjawisko jak moratorium – przedłużający się stan zawieszenia, zwlekanie z wejściem w dorosłość. Może tak samo działa to w obszarach intelektualnych. Z lenistwa?

Zatem bądź wyjątkowy i czytaj dobrą literaturę

Przeglądacie czasami biblioteczki hotelowe złożone z porzuconych książek? Ja tak, żeby sprawdzić co czytają rodacy. Zwłaszcza za granicą, w kurortach w ciepłych krajach. Zgroza. Nie boję się powiedzieć na głos, że znakomita większość tego, co wychodzi dzień w dzień na rynku wydawniczym to bełkot. Jesteśmy zalewani bylejakością. I ktoś to kupuje.

Widzicie, to nie jest tak, że mamy wszyscy czytać to samo. Tylko pewnych rzeczy po prostu czytać się nie powinno. Dlatego, że kształtują fałszywy obraz świata, nadmiernie upraszczają, utrwalają schematy i stereotypy. Ewentualnie po prostu są grafomaństwem ;).

Nie będę tutaj rzucać autorami, tytułami ani gatunkami. Mam dziwne przeczucie, że czytelnicy tego bloga wiedzą, co mam na myśli. I nie to jest tutaj kluczowe. Kluczowy jest, jak napisałam na początku – nasz wybór. A jeśli nie wiemy co wybrać? Szukajmy osób, miejsc w sieci i w naszym mieście, gdzie ktoś nam podpowie co warto.

Aha i może kluczowa uwaga na koniec, żebyście z tego tekstu nie wyciągnęli wniosku, że uważam, że wszyscy jak jeden mąż powinniśmy czytać wyłącznie dla samorozwoju i wiedzy, książki trudne i poważne. Absolutnie nie, nie i jeszcze raz nie! W całym tym moim wywodzie chodzi o to, żeby właśnie czytać dla przyjemności i w tym celu wybierać wartościowe pozycje, które poza rozrywką dadzą nam coś ekstra: lekcję wrażliwości, lekcję empatii, lekcję zrozumienia, czy poczucia humoru. W małych dawkach, tak, że nawet nie zauważycie. Wciąż przyjemność, ale podana może lepszym językiem, mniej schematycznie, z pomysłem.

Już to gdzieś napisałam: szkoda życia na złe książki, słabe filmy, niczego nieuczące nas doświadczenia. Jesteś tym, co czytasz, więc pozwól sobie wypełnić się wartościowymi treściami.

A teraz się pokłóćmy! Jestem pewna, że część z Was się ze mną nie zgodzi i to fantastycznie. W natłoku ohydnych kłótni w sieci, miło by było posprzeczać się o podejście do książek.

A.


W tym temacie również wypowiedziały sie w późniejszym czasie inne blogerki, polecam lekturę, również (a może szczególnie komentarzy) 🙂

  • Między sklejonymi kartkami – o poszukiwaniu złotego środka pomiędzy literaturą ambitna i głupią
  • Skrytka na kulturę – szuka złych książek
  • Booklove – a dziewczyny jednak obstają przy zdaniu, że ważne jest samo czytanie, a co, to już kwestia drugoplanowa

55
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
33 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
kotyiksiazkiDominika ŁawickaSylwia Chrabałowska Moc KobietparapetliterackiCocteau & Co. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kotyiksiazki
Gość

Akurat mam na ten temat trochę inne spojrzenie. Książka to dla mnie takie samo medium jak film, po prostu używa innych środków przekazu. Zarówno ona i film mogą przekazywać treści pouczające, mądre, wzruszające, pełne doskonałych przemyśleń i wniosków, ale również tandetne, głupie, śmieszne i dające co najwyżej odrobinę rozrywki. Tak się składa, że potrzebujemy obu wariantów, bo gdyby człowiek miał cały czas skupiać się tylko na ambitnych, trudnych treściach odczułby poważny deficyt zwyczajnej rozrywki. Przeciwstawianie sobie telewizyjnego śmietnika i całej literatury to trochę nadużycie, ponieważ powinniśmy przeciwstawiać sobie całość i całość lub wyimek i wyimek, nie wyimek i całość. Coś… Czytaj więcej »

Dominika Ławicka
Gość
Dominika Ławicka

Od zawsze stawiałam na książki wartościowe, po których coś we mnie pozostanie. W literaturze nie znoszę bylejakości i powielania schematów, bo to już nie jest literatura, a grafomania. Rynek wydawniczy jest zalewany marnymi książkami, które już po okładce można rozpoznać, bo to zazwyczaj tytuły wołające o pomstę do nieba, zdjęcia z internetowej bazy itp. i itd. Niech nikt mi nie wmawia, że czytanie byle czego jest ok. Nie jest! Szkoda czasu, szkoda życia na marną literaturę. Co wniesie do mojego życia kolejna lektura o odziedziczonym domku gdzieś na prowincji i szansa na wielką miłość? Tego rodzaju książek jest mnóstwo i… Czytaj więcej »

Natalia J.
Gość

Spodobało mi się to stwierdzenie: “Jakoś tylko w obszarze kultury elitarność kojarzy się pejoratywnie”. To takie prawdziwe. Studiowałam polonistykę i znałam osoby, które mi zarzucały snobizm – bo czytam klasykę literatury (!). Myślę, że masz sporo racji w tym, co piszesz. Coraz więcej jest kiepskich książek, ale trudno na to coś poradzić. Każdy dziś może napisać i wydać książkę. W związku z tym poziom literatury jest bardzo zróżnicowany. Czasy się zmieniały, a wydawnictwa robią co chcą 😉 Raczej należy mówić o tym, aby nauczyć się czytać też literaturę z wyższej półki, uważaną za wartościową przez środowiska literackie, będące w tej… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Dziękuję Ci za Twój komentarz 🙂 No bo jest coś takiego prawda? Z tym zarzucaniem snobizmu. Mam swoja teorię na ten temat – w obszarze kultury “używanie” rzeczy z wyższej półki, czy to będzie chodzenie do opery, teatru czy czytanie od czasu do czasu trochę lepszych książek niż czytadełka wymaga wysiłku intelektualnego, a my tego nie znosimy ;). Co innego kupić sobie toster marki X za 800 zł bo ładny. To już przecież żaden snobizm prawda? Myślę sobie teraz o jednym lifestylowym blogu, gdzie autorka poleca tego typu produkty, cholera jej nikt snobizmu nie zarzuca, ona po prostu poleca absurdalnie… Czytaj więcej »

trackback

[…] dziewczynom z blogów Oświaty kaganiec i Parapet literacki temat, który w środowisku książkoholików jest od zawsze mniej lub bardziej obecny, wrócił […]

Gabriela
Gość

Z jednej strony się z Tobą zgadzam, ale w sumie nie do końca. Studiuję polonistykę, czytam ogrom świetnych i bardzo wartościowych pozycji, ale mimo wszystko sięgam czasami po te “złe” książki z pełną premedytacją – żeby po prostu przekonać się o ich beznadziejności na własnej skórze. I nie robię tego, bo uwielbiam czytać badziewną literaturę a raczej z pobudek… naukowych. 😀
Poza tym to, co dla mnie jest złe, dla kogoś innego, kto na przykład nie ma absolutnie żadnej wiedzy literaturoznawczej, będzie to literackie arcydzieło. 🙂

parapetliteracki
Gość

Haha to też jest jakaś metoda. Moi rodzice ostatnio byli na urlopie i sięgneli po książke z tejże właśnie hotelowej biblioteczki. Twór skrajnie prawicowo ideologiczny, z nutką faszystowska antysemicka. Koszmarek. Doczytali do połowy w celach naukowych i zwątpili 😛 Na pewno jest tak jak mówisz. Do dziś będę wspominać jak w czasach kiedy wyszedl Grey na rynek książki, podeszła do mnie koleżanka i powiedziała, że przeczytała “najlepszą książkę w życiu Ola!’ :D. Sytuacja z życia, żadna ściema. No tak, była to osoba niekoniecznie czytająca i faktycznie bez wiedzy literaturoznawczej. Ja z kolei starałam się jej pokazać innych pisarzy, bez większego… Czytaj więcej »

Cocteau & Co.
Gość

Najpierw miałam napisać oddzielny komentarz z moją opinią, ale zaczęłam czytać Waszą wymianę zdań i postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji, zwłaszcza że, o czymś mi ona przypomniała. Ogólnie stoję na takim samym stanowisku jak Ola, że trzeba umiejętnie selekcjonować lektury i nie czytać chłamu. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy z powodów zawodowych musiałam ostatnio przeczytać naprawdę dramatyczną powieść z fabułą tak przewidywalną i miałką, że nawet całkiem znośny język jej nie uratował. Jednocześnie przypomniałam sobie, że jakiś czas temu mieliśmy z moim chłopakiem chyba dość oryginalną guilty pleasure, a mianowicie wspólne czytanie na głos lekko kiczowatych książek,… Czytaj więcej »

Sylwia Chrabałowska Moc Kobiet
Gość

Na studiach mialam zasade, ze jesli biore juz do reki, to w ostatecznosci traktuje naukowo i zawsze koncze. Oduczylam sie dopiero jakas dekade po dyplomie. Zdalam sobie sprawe, ze nie musze sie meczyc, bo pracy z tego pisac nie bede. Mam poza tym za soba okres, kiedy oswiadczylam, ze przestaje czytac. Calkowite oczyszczenie.
Zgadzam sie z teza Autorki artykulu, Oli. Tak, stajemy sie tym, co czytamy. Jesli chcemy uslyszec siebie i przypomniec swoj styl, to czasem trzeba nawet przestac sluchac innych i wyjsc na pustynie. Przesylam serdecznosci! 🙂

parapetliteracki
Gość

” Jesli chcemy uslyszec siebie i przypomniec swoj styl, to czasem trzeba nawet przestac sluchac innych i wyjsc na pustynie. ” – o jakże mi się to zdanie podoba 🙂 Ja też mam za sobą (jakieś 3-4 lata temu) kompletną przerwę w czytaniu. Miałam poczucie, że nie wiem co czytać, że tytuły promowane są miałkie i nijakie i ostatecznie te książki nie stanową dla mnie wartości. Byłam totalnie zniechęcona. W końcu sięgnęłam do miejsca, które nie wiedzieć czemu wcześniej ignorowałam, czyli biblioteczki rodziców. I poszło! Znalazłam tam wspaniałą literaturę, która nie rozczarowuje 🙂 Chyba odbiegłam od tematu, ale tak mnie… Czytaj więcej »

Sylwia Chrabałowska Moc Kobiet
Gość

Olu, wychodzi na to, że faktycznie mamy za sobą podobne doświadczenia. W każdym razie, gdy już nie ma co czytać, zawsze można sięgnąć na przykład po Czechowa. Według mnie to najlepsza odtrutka na wszystko. 🙂
Pozdrowienia!
SC

parapetliteracki
Gość

Zdecydowanie, Czechow jest dobry na wszystko. I w książce i na deskach teatru. :))
Serdeczności!
A.

Sylwia Chrabałowska Moc Kobiet
Gość

Soczyste podsumowanie. 😀
Serdeczności!
SC

parapetliteracki
Gość

Obawiam się Ewelino, że to co dla Ciebie jest literaturą z niższej półki…. to wcale nie jest literatura z niższej półki tak naprawdę :D. Uwielbiam takich freaków jak wy!! Uściski!!
PS Wpadłabyś znowu do Warszawy, co? 🙂

Cocteau & Co.
Gość

Może już niedługo. 😉 Dam znać!

Wyspy Kultury
Gość

Mnie zastanawia jak zdecydować, które książki są wartościowe, a które nie. Dla kogoś seria szwedzkich kryminałów może być po prostu stratą czasu, a dla kogoś wciągającą lekturą, którą oddaje się w czasie urlopu. Sama czytam sporo książek sportowych, o sporcie, różnego rodzaju biografie sportowców, dziennikarzy, opisy wyścigów. Ktoś, kto nie lubi sportu i uważa go za mało ważną część życia, może uznać, że nie czytam wartościowej lektury. Ale po pierwsze interesuje mnie to, a po drugie potrzebne jest to mi do mojej potencjalnej pracy (naukowej). Dla mnie czytanie to hobby i zajęcie jak każde inne. Nie widzę elitarności w czytaniu.

parapetliteracki
Gość

Hmm to chyba mówisz o czymś innym teraz: oczywiście, że nie każdego interesuje dana tematyka i bardzo dobrze, zajmujemy się w życiu różnymi rzeczami 🙂

Wyspy Kultury
Gość

Wydaje mi się nie do końca. Bo dla kogoś biografia Zlatana nie będzie literaturą wysokich lotów. Właśnie o to chodzi. Każdy ma inne zainteresowania, co przekłada się na różną literaturę, czy filmy, które oglądamy.

trackback

[…] nad tematem elitarności czytania.;) Najpierw Małgosia z bloga Oświaty kaganiec, a potem Ola z Parapetu literackiego popełniły posty na ten temat i są na stanowisku, że jednak czytanie powinno być elitarne i […]

Niespodziegadki
Gość
Niespodziegadki

Nie mamy zamiaru zabraniać nikomu czytania “Pięćdziesięciu twarzy Greya”, ale mówiąc szczerze, denerwuje nas panująca obecnie moda na zrównywanie czytadeł z literaturą piękną z prawdziwego zdarzenia. Bo a nuż ktoś się poczuje urażony! Bo jakie mamy prawo oceniać? (Ano istnieją pewne wypracowane przez lata kryteria, z czego, jak widać, wiele osób nie bardzo zdaje sobie sprawę). Czytać każdy może i to do niego należy wybór książki, ale też umówmy się, że E.L. James to nie Dostojewski, a pochłonięcie harlekina to nie to samo co wnikliwa lektura dramatu Samuela Becketta. W nosie mamy to, czy ktoś się obrazi: tak, powieści Mabanckou… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Właśnie trochę też tak mi krąża takie myśli po głowie, że dziś już nie można niczego skrytykować, i chyba dlatego nie mamy już w Polsce krytyki literackiej. Na obiegłym Conrad Festivalu było świetne spotkanie na ten temat – nic już nie krytykujemy, za to wszysko polecamy. Ja tak sobie myślę, no trudno, czasem ktoś musi się poczuc urażony. Chyba to chodzi o to co piszesz (piszecie?nigdy nie wiem czy mówić mam do Niespodziegadek w liczbie mnogiej, ale chyba tak :D), żeby umieć odrożnić książkę od książki i nie stawiać znaku równości nad każdym przedmiotek, który jest zbiorem zapisanych kartek. PS… Czytaj więcej »

Kinga Mierzejewska
Gość
Kinga Mierzejewska

Nie mogę pojąć skąd wzięło się to przedziwne snobowanie literaturą.Skąd snobizm na nieczytanie Coelho. Ostatnio w Wysokich Obcasach czytałam list od pani która w towarzystwie została obśmianą, gdy powiedziała, że jest jej ulubionym autorem. A pan Mariusz Szczygieł zasugerował jej w swojej odpowiedzi, że powinna wybierać ambitniejszych pisarzy. Taka krytyka to żenada. Czytamy to co nam sprawia przyjemność, co trafia w naszą wrażliwość, czytamy także by odpoczywać. Nie wyobrażam sobie czytania czegoś tylko dlatego, że uchodzi obecnie za trendy. Trendy mijają, za parę lat będzie wstydem zachwycać się tym co modne dziś na salonach. Zwłaszcza iż wiele z tych mód… Czytaj więcej »

Rozkminy Hadyny
Gość

Zgadzam się co do zachęcania do takiego osobistego podejścia: staram wybierać wartościowe lektury, nie czytam byle czego. Ale ton całości jest za bardzo elicystyczny. Dla mnie czytanie to jest autentycznie rozrywka taka jak chodzenie do teatru czy do kina; faktycznie trudno nie oceniać, trudno nie dostrzegać, że są książki wysokich i niskich lotów, ale żeby zaraz potepiać czytanie literatury masowej? To prawda, ja sama kręcę nosem na Evansy, Michalak i E.L. James, ale w życiu nie powiedziałabym, że lepiej nie czytać w ogóle niż czytać słabe książki. Bo to tak, jakby komuś posiedzieć, że zamiast słuchać popu lepiej w ogóle… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Siedzę i zastanawiam się nad tym stwierdzeniem, co jeśli ten pop, w znaczeniu bylejakość, mnie uszczęśliwia.
No może masz rację. Nie mam pomysłu na żaden argument przeciw ;), ot co.

AgataRóża
Gość

Tylko jak ocenić dobrą literaturę? To, co dla mnie jest dobre, dla innego może być śmieciem i odwrotnie. Nie zgadzam się z Twoim wpisem. Czytanie książek jest takim samym hobby jak inne. To prawda wymaga więcej zaangażowania, niż seriale, ale tutaj nie ma do czego porównywać. Gdyśmy natomiast zestawili z niektórymi sportami albo i może ze wszystkimi, szachami, czy grą na fortepianie, okaże się, że to one wymagają więcej zaangażowania, środków, uwagi i czasu. Ale z drugiej strony to też zależy od tego, jak traktujemy dane hobby: można czytać raz w roku, można czytać jedną książkę dziennie, można biegać raz… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Po pierwsze, dziękuję za głos w dyskusji 🙂 Co do pierwszego akapitu o innych typach hobby, ależ oczywiście że tak! Faktycznie jakoś o tym nie myślałam pisząc wpis. Zestawiłam jedynie przykład z oglądaniem treści. Pomyślałam teraz sobie, że wszystko ma też inny charakter. Ja teraz np. mam bardzo ciężki psychicznie czas i praktycznie w ogóle nie czytam, bo… nie mogę. Robię więc godzinami na drutach, ponieważ mogę to robić na automacie i chodzę na siłownię, bo tam też mogę wyłączyć mózg. Choć oczywiście jedno i drugie wymaga ode mnie zaangażowania. Odróżnić czytając dobrą i złą. Dlatego też myślę, że ważne… Czytaj więcej »

Bookanka
Gość

Chciałam napisać oddzielny komentarz, ale podpisuje się pod Medytacjami nad książką. Ja jestem bardzo uczulona na robienie z czytelnictwa jakiejś elitarnej kultury dla wybranych. Jeśli jakaś np. Kobieta sięga po lekkie czytadła to dobrze, tym bardziej, że może ma dzieci i one będą ją widziały jak czyta. Będą kojarzyły czytanie książki z odpoczynkiem, rozrywką, czy relaksem. Może sięgną po jej książki, zaczną szukać literatury, która im będzie bardziej odpowiadać i przy okazji wyrosną na fanów książek. Tak wygląda moja historia w skrócie i za te czytadła jestem mamie wdzięczna. Do tej pory romans historyczny ma jakieś małe miejsce w moim… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

To prawda i takie historie się zdarzają 😉

Ola
Gość
Ola

Zgadzam się z artykułem. Szkoda życia na słabe książki, a gust wyrabia się w miarę czytania. Szkoda mi też życia na internetowe kłótnie. Lepiej w tym czasie poczytać. Jestem tym, co czytam? Już dawno nie przeczytałam zdania, które tak poprawiłoby mi nastrój:)

parapetliteracki
Gość

Cieszę się Olu, że poprawiłam nastrój. Po drugie – słuszna uwaga o nietraceniu czasu na Internety. Niniejszym wyłączam komputer i idę kończyć Wielkie nadzieje.
Btw to jest zdecydowanie lekka książka!! A jednak klasyka literatury 🙂

Ola
Gość
Ola

Żeby być ścisłym – nie miałam na myśli Twojego wpisu. Nawet, jeśliby wywołał burzliwą DYSKUSJĘ – to nie byłaby “wojenką internetową”, jakąś czczą kłótnią, o której wspomniałam;) Ale to wiesz, tylko się droczysz:) Pozdrawiam:)

parapetliteracki
Gość

Oczywiście 🙂 Ja też nie miałam na myśli mojego wpisu 😀 Myślę, że nasza dyskusja tutaj jest bardzo ciekawa i merytoryczna 🙂
I tak, troszkę się droczę, taka juz moja natura 😉

Pozdrawiam cieplutko!

Agata Włodarczyk
Gość
Agata Włodarczyk

Tylko to nie jest do końca tak, że ludzie czytają “coś lekkiego”, bo współczesna kultura ich do tego uwarunkowała, bardzo często są to ludzie, którzy są tak zmęczeni, że poznawczo nie wyrobią na czymś trudniejszym – nie mają zasobów, aby przeprocesować coś “dobrego” czy “ambitnego”. To “lekkie” nie wymaga za dużej uwagi, pozwala się zrelaksować, ma być zabawne, czyli rozluźnić poprzez humor (nawet jeśli jest to rzecz niezamierzona). Któreś z ostatnich badań sugerują, że po książki najczęściej sięga młodzież (to chyba z raportu Biblioteki Narodowej) oraz wysoko wykwalifikowane osoby, które po przeczytaniu dziesiątek publikacji do swojej pracy, niekoniecznie nawet mają… Czytaj więcej »

Katarzyna Grzebyk
Gość

Wybory czytelnicze są naprawdę różne. Ja lubię dobrą literaturę (w moim rozumieniu), ale czasem pozwalam sobie na coś “lekkiego” jak klienci w tej księgarni. Rzadko, ale pozwalam i to wtedy pomaga mi jeszcze bardziej docenić tych autorów, którzy są pisarzami z prawdziwego zdarzenia, a nie “na akord”. Jedna popularna młoda pisarka przyznała mi w kulisach rozmowy, że wydawnictwo dało jej miesiąc na napisanie książki. Czy to poważne? Czy to nie produkcja masowa? Kiedyś też niemal załamałam się wchodząc na blog polskiej autorki piszącej powieści sensacyjno-mafijno-erotyczne. Przeczytałam opublikowane tam fragmenty książki i zgłupiałam. Jak można coś takiego puścić w świat? Przyznaję,… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Ależ i ja sięgam po różne lekkie książki, może akurat nie ostatnio, ale zdarzało mi się połknąć Nesbo czy inne takie kryminalne historyjki. Ale to są takie książki środka – nie jest to wysoka półka, ale też nie są to śmieci. I myślę, że obie to samo rozumiemy pod pojęciem lekkiej.
Jednak sama pewnie wiesz, że księgarnie pękają w szwach od pisanych na automacie, na jedno kopyto książek, jeszcze najlepiej z mojej znienawidzonej kategorii dla specjalnego typu człowieka, czyli literatury “kobieciej” (wtf, czy ktoś widział w księgarni dział męski?!).
W tekście miałam na myśli właśnie tego typu twory, które tu przytoczyłaś 🙂

Katarzyna Grzebyk
Gość

Czyli zgadzamy się:-) Dział męski??? Hmmm…, a pamiętasz “Porąb i spal”, która to książka była promowana jako książka dla prawdziwych mężczyzn? Może ona przetrze szlaki w tym gatunku:-)
Poczytaj koniecznie tę mafijno-erotyczną powieść. Ja zgłupiałam czytając.

parapetliteracki
Gość

Aaaa pamiętam!! A ja ją kupiłam mojej mamie, ktróra u nas ogrania rąbanie szczapek i palenie w piecu 😀
Poczytam w celach edukacyjno-uświadamiających 😉

Katarzyna Grzebyk
Gość

Dobre:-) A mama czytała? Poleca? 🙂

parapetliteracki
Gość

Czytała i nawet jej się podobało 😀

Claudette
Gość

A ja chyba stoję gdzieś po środku 🙂 Irytuje mnie promowanie i propagowanie literatury, która jest gniotem (o ile można w ogóle ją wtedy nazywać literaturą). Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dla każdego, co innego jest gniotem, co innego książką dobrą, a co innego genialną. Mnie zachwyca Cabre i wydawał mi się wybitny do czasu az przeczytałam tekst na blogu Książki na ostro, gdzie Paulina Małochleb ostro sprowadziła mnie na ziemię nazywając Cabre “rzemieślnikiem ze średniej półki” 🙂 Natomiast mój kolega raz na jakiś czas chodzi do biblioteki wypożyczać książki dla mamy, która jest na emeryturze. I… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Tak mi się przypomniało czytając Twój komentarz, że ja też się dziwnie poczułam czytając ten sam zdaje się tekst Pauliny. Bo mi się “Kobiety Dyktatorów” podobały :D. Zastanawiające.

Może i masz rację, choć mnie by pewnie korciło, żeby raz na jakiś czas tej babci przemycić książkę o miłości, ale z nieco wyższej półki niż harlequin. I sprawdziłabym co będzie 😉

literymaleiwielkie
Gość
literymaleiwielkie

Rzeczywiście czasem się dziwię, jak widzę co ludzie czytają i w dodatku nazywają to lekką literaturą;)
Mam wrażenie, że problem polega m.in. na tym, że”lekka”/”łatwa” literatura jest stawiana w opozycji do dobrej literatury. Przecież mnóstwo wybitnych tytułów, to książki, które czyta się jednym tchem!

literymaleiwielkie
Gość
literymaleiwielkie

Rzeczywiście czasem się dziwię, jak widzę co ludzie czytają i w dodatku nazywają to lekką literaturą;) wydaje mi się, że problem jest m.in. w tym, że “lekka”/”łatwa” literatura jest stawiana w opozycji do dobrej literatury. A przecież wiele wybitnych tytułów to książki, które czyta się jednym tchem!

parapetliteracki
Gość

No właśnie, właśnie. I ja to powtarzam już do znudzenia 😉 – jest tyle wartościowych tytułów, które wcale nie są “ciężkie”, czy przygnębiające. Nie wiem na prawdę, dlaczego ludzie to uparcie łączą 😉

myslobook.pl
Gość
myslobook.pl

To prawda – ludzie lubią czytać lekkie rzeczy. Wśród moich “czytających” znajomych ludzie kojarzą autorów skandynawskich kryminałów i amerykańskich melodramatów, ale o Twardochu czy Tokarczuk nikt nie słyszał… Niewiele osób ma ochotę na coś ambitnego, bo trzeba zadać sobie trochę trudu, skupić się i pomyśleć. A z myśleniem bywa różnie 😉

parapetliteracki
Gość

Dlatego ja czasem nienachalnie podsuwam ciekawe, wartościowe tytuły znajomym. I często z pozytywnym skutkiem 🙂

Matka Przełożona
Gość

A wiesz, ja mam nieco inne podejście: każdy czyta, co tylko zechce – pod warunkiem, że odróżnia, co ma w ręku, dobra książkę czy byle jaki gniot. Bo tak jak filmy o galaretowatych kosmitach w kartonowych zbrojach, hamburgery z McDonalda czy windowsowy Pasjans, te “lekkie” książki to czasem czysto fizyczna potrzeba.

Ale w momencie, gdy ktoś zaczyna uważać burgera z Maca za zdrowe danie, a książki makulaturowe za dobrą literaturę – to wtedy jest problem.

parapetliteracki
Gość

Tak, to bardzo ważne co napisałaś – świadomość tego co się wybrało na lekturę. Może faktycznie póki się wie, że czyta się “książki makulaturowe”, jak to ładnie nazwałaś”, to jeszcze nie jest najgorzej 😉

nonienotak
Gość

Niestety się zgodzę… i z dyskusji nici 😉 ja też czytałam Coelho w gimnazjum, ale im jestem starsza, im więcej książek przeczytałam, a czasu na to mam coraz mniej, dokonuję bardziej przemyślanych wyborów. Zadziwia mnie też coraz bardziej powszechny trend na ilość przeczytanych książek. Są przecież takie, których przeczytanie trwa miesiąc, a czasem pół roku. Są takie, gdzie każdą stronę trzeba przetrawić, zrozumieć, odłożyć, a potem do niej wrócić. I to jest dla mnie przyjemność z czytania, a nie połykanie strony za stroną, których treść za chwilę zapomnę, bo nie jest wartościowa, bo lektura nie wniosła nic nowego w moje… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

tak, trend przeczytam 100 książek w roku się utrzymuje ;). Dla mnie to liczby z kosmosu, nie do osiągnięcia. Pewnie z dwóch powodów, po pierwsze obiektywnie patrząc wolno czytam, po drugie książki, które wybieram faktycznie wymagają więcej skupienia i nie udaje mi się ich “połknąć” w wieczór czy dwa 🙂

Zaczytana do samego rana
Gość

Zgadzam się z Tobą, więc ze mną kłótni nie będzie 😉.
Wolę tępo gapić się w sufit niż przeczytać byle co lub takowe obejrzeć, posłuchać etc. Oczywiście każdy z nas ma inną definicję “byle co” i czasem świadomie sięga się po coś mniej wymagającego, ale wielu czytelników nie schodzi poniżej jakiegoś, wyznaczonego przez siebie, poziomu.
Innym z kolei jest wszystko jedno i zjedzą, przeczytają, obejrzą lub posłuchają czegokolwiek, aby tylko się czymś “zapchać”.
Ja tak nie potrafię i nigdy nie powiem, że najważniejsze, że się czyta, a co to już nieważne 😊.

parapetliteracki
Gość

Oczywiście, ja też sięgam czasem po jakieś “czytadło”, bo nie zawsze ma się ochotę na wymagające lektury.
Niestety, faktycznie jest tak, że nasiąkamy tym co przyswajamy, więc tak jak się mówi o odmóżdżających filmach, uważam, że książka może dać ten sam efekt 😉

Zaczytana do samego rana
Gość

Może i niestety daje. Znam osoby, które czytają całkiem sporo, ale wyłącznie książki wątpliwej, według mnie, jakości i ja z nimi nie mam jak pogadać o literaturze.
Żeby nie było niedomówień, sama też nie pochłaniam na kilogramy Marqueza, Kafki etc. Czytam sporo popliteratury (np. kryminały), ale i w tym nurcie można znaleźć świetne pozycje i gnioty.

Agnieszka 📚 AlicjaMaKota
Gość

Ostatnio zapanowała jakaś moda na deprecjonowanie literatury i sprowadzanie jej do poziomu jedynie rozrywki 😉
Z jednej strony żal ściska serce, jak ludzie czytają promowane gnioty, bo nie znają lepszych tytułów. Z drugiej – lepiej do książek podejść od czytania krótkich i lekkich pozycji, żeby na początek przestać kojarzyć czytanie z żmudnym szkolnym obowiązkiem.

parapetliteracki
Gość

To też racja, że wielu osobom faktycznie czytanie kojarzy się jedynie z obowiązkowymi lekturami szkolnymi i pewnie znaczna część pracy promocyjnej powinna polegać na odwarunkowywaniu 😉 i pokazywaniu przyjemności z czytania, już samodzielnie, a nie narzuconych tytułów. Tak jak pisałam już gdzieś – lekkie pozycje na początek nie są absolutnie niczym złym 🙂