3044
post-template-default,single,single-post,postid-3044,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Jestem człowiekiem świtu

1. Próbuję sobie przypomnieć, że jestem człowiekiem świtu, nie zmierzchu.  I to nie chodzi nawet o to, że sprawia mi przyjemność wczesne wstawanie, chociaż to też (o ile akurat nie jestem w okresie chronicznego przemęczenia, niedospania, znużenia i wkurwienia, jak obecnie). Lubię te momenty w życiu, kiedy wszystko jeszcze mogę. Kiedy stoi przede mną morze możliwości, ocean szans. Symboliczna pusta kartka w plannerze, którą mogę zapisać od góry do dołu.

Nikt mi nie da tyle, ile ja sobie mogę obiecać.

Zawsze średnio mi szło przeglądanie się w lustrze. Wieczór konfrontuje mnie z  mniejszą lub większą porażką. Ale to nic. Zawsze wstaje nowy dzień, a ja mogę otworzyć oczy i znowu to poczuć. Możliwości.

2. A kiedyś napisałam tak:
Tak sobie myślę, że wszystko wolę robić przy świetle dziennym: pracować, oddychać, kochać się, spacerować, natomiast pisać muszę wieczorami. Muszę mieć ciemno dookoła i tylko tę małą lampkę na stole zapaloną. 

Wciąż prawda, tylko teraz jeszcze muzykę lubię mieć w tle.

3. wydmuszka

ciepło i sucho
pręgi słońca
leżą na podłodze

doktor 
przykłada stetoskop

proszę marzyć głęboko
głęboko
głęboko

rysuję kształty
w zaciemnionych miejscach

nic tutaj nie ma
sny ma pan czyste
jak łza

Marcin Karnowski napisał wiersze do pudełka. Jak wiersze zazwyczaj mi nie idą, tak ten projekt mi się podoba.

4. Sandor Marai pisze, że w życiu chodzi właściwie o systematyczność, nawyki, niewydziwanie nadmierne, miłość tę, co trzeba. Ale zaraz dodaje, kiedy ja już się zdążyłam ucieszyć, że może jestem w stanie to ogarnąć jednak, że to niemożliwe. Jako, że mu się umarło, to go już nie zapytam, dlaczego niemożliwe. Kiedy ja właśnie chcę, żeby było możliwe.
Może wystarczyłoby zacząć od powrotu do regularnego wstawania, a wszystko by jakoś potem poszło? Bo prawda jest taka, że punktu 1 od miesięcy nie praktykuje. Wcale nie widzę oceanu możliwości. Chociaż wciąż wolę początek dnia, od jego końca. Zapadłam się gdzieś do środka i obserwuję. Niby czujna, a jednak w uśpieniu. Otępieniu, czasem mi się ciśnie na usta. Zrywam tylko co rano kartki z kalendarza, z rosnącym niepokojem obserwując kolejno pojawiające się liczby. Po piętnastce zaczynam lekko panikować.

5. Naprawdę świetnie mi idzie użalanie się nad sobą. Następnym razem będzie o dobrym filmie, obiecuję.

A.

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Monia Jane Paweł HohmannparapetliterackiQbuś pożera książki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paweł Hohmann
Gość
Paweł Hohmann

Szanowna Pani! Proszę nie wpadać w przygnębienie. Jest Pani nam wszystkim bardzo potrzebna. Parapet Literacki odwiedził Targi Książki w Krakowie (chociaż wcale nie musiał tam być, ponieważ to był urlop), współorganizował w przytulnej bibliotece weekendowe spotkanie blogerów (a przecież jest jeszcze kariera zawodowa), okazał się odważnym współtwórcą (współtwórczynią) Vloga o ksiąkach, publikowanym na You Tube, że nie wspomnę tutaj o Miedziance itd. Mało? Wysoko cenimy Pani zaangażowanie w sprawy kultury (słuszne oburzenie w sprawie likwidacji „Zeszytów Literackich” i internetowego „Dwutygodnika”). Były też ciekawe wpisy o literaturze na FB. Może Parapet Literacki nie ma jeszcze miliona „polubień”, ale warto dalej odświeżać… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Panie Pawle, jak zawsze dawka motywacji! 😀 Dziękuję! Nie składam bynajmniej parasola, czy jak tam się mówi. 🙂

Monia Jane
Gość

To ta “zima” wlecze nas twarzami po chodniku z przylepionym zdechłym liściem, obleśnym piachem postśniegowym i rozdżyzdaną psią kupą. A przynajmniej chcę ją winić :).

parapetliteracki
Gość

Ale ja LUBIĘ zimę! 😀 Tylko taką ze śniegiem i mrozem 🙂

Qbuś pożera książki
Gość

Pozwolę sobie zacytować pierwszy akapit “Tłumacz między innymi” Jerzego Jarniewicza, gdyż myślę, że współgra ze wpisem… Jest, w niewielkim przybliżeniu, środek nocy. I cisza, w którą wpisuje się gładko nawet przejeżdżający daleko stąd pociąg. […] Na biurku to, co dziś jeszcze jest, i przez jakiś czas będzie, do przetłumaczenia. Z tej ciszy nocnej wyłaniają się najmniej oczekiwane pomysły tłumacza. Zagwozdki, kruczki, sęki, twarde orzechy do zgryzienia za dnia – a mówiąc konkretniej: dzikie słowa, mgliste frazy, spółgłoskowe szumy i chroboty – znajdują rozwiązanie. Jakby myśli właśnie o tej rozmazanej porze, doczekawszy się mroku, robiły dzienny remanent, prześwietlały nagromadzone od rana… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Jak mi się podoba ten cytat. :)) Dzięki Jakub!