2840
post-template-default,single,single-post,postid-2840,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Jak kocham książki ❣

Od rana otaczają nas serduszka: w Internecie, w spożywczaku, wyskakują niemal z lodówki. Filmy o miłości, książki o miłości, najpiękniejsze zakochane pary, zakochane pary wszech czasów i tak dalej, i tak dalej…  Ja też dzisiaj piszę o kochaniu. Tyle, że rzeczy martwych (przynajmniej na pozór).

Jestem jedną z ostatnich osób, które napiszą dla Was zestawienie książek o miłości. Z prostej przyczyny – bardzo rzadko je czytam. Wyjątkiem od reguły (a wyjątki jak wiadomo, z przyczyn dla mnie niezrozumiałych, ale jednak, podobno potwierdzają regułę) jest literatura klasyczna. Wichrowe wzgórza, Anna Karenina, Mistrz i Małgorzata, Przeminęło z wiatrem… Mogłabym pewnie po zastanowieniu wymienić jeszcze kilka klasycznych tytułów, które faktycznie są o miłości i zajmują ciepłe miejsce w moim, nomen omen, sercu.

Jeśli jednak chodzi o książki współczesne, no to tu jest znacznie gorzej. Oczywiście miłość (mniej lub bardziej szczęśliwa, z naciskiem na mniej) się w czytanych przeze mnie tytułach przewija, ale nie jest wątkiem głównym, raczej nieuniknioną składową życia bohaterów.

Dlatego też o dobre książki o miłości pytam Was dzisiaj na parapetowym Facebooku, a tutaj, na blogu, piszę o swojej własnej miłości. Do książek właśnie. Chcecie wiedzieć jak kocham książki? Właśnie tak!


Składuję w każdym kącie mieszkania

Moje dwa nieduże pokoje są wypełnione książkami. Jakiś czas temu próbowałam się z częścią z nich rozstać i wywieść do domu rodziców na wsi, ulokować je bezpiecznie w moim pokoju na poddaszu. Nic z tego! Po miesiącu, dwóch zaczęłam je partiami przywozić z powrotem, bo jakoś było mi bez nich nieswojo. Pomimo więc, że obiektywnie nie mam miejsca już w swoim mieszkaniu na więcej książek, póki co nie podejmuję ponownej próby wywiezienia ich gdziekolwiek.

Obkładam się jak pierzynką

W samotne wieczory, kiedy nic już nie muszę a mogę siedzieć i czytać, biorę sobie do łóżka kilka książek, w sumie tylko po to, żeby sobie obok mnie poleżały. Najczęściej są to jakieś nowe książki w domu, które chcę jeszcze raz przejrzeć, a także ze dwie czytane równolegle. Doskonale wiem, że ostatecznie będę czytać tylko jedną, ale obłożenie się pozostałymi sprawia mi perwersyjną przyjemność.

 Kładę pod poduszkę

Kiedy są moimi jedynymi wieczornymi towarzyszami i już zrobię sobie z nich małą koczownię, najczęściej na granicy jawy i snu podkładam sobie czytany tytuł pod poduszkę. Potem rano się dziwię, że boli mnie szyja.

Nie robię im krzywdy

Nie zaginam rogów. Nie jem nad książką. Co cenniejsze noszę w torbie w futerale. Ale też podkreślam fragmenty ołówkiem, przyklejam zakładki. Traktuję książki z delikatnością, ale nie z nabożnością. To przedmiot użytkowy lecz jednak należy mu się więcej szacunku niż gazecie (dla której nie mam litości).

W ramach terapii układam w stosy i rzędy

Kiedyś, kiedy miałam bardzo rozpaczliwy czas i niczym nie potrafiłam się zająć, przyjaciółka poradziła mi, cytuję, “wypie***l je wszystkie na podłogę i układaj”. O książki chodziło naturalnie. Tak też uczyniłam i okazało się to wspaniale terapeutycznym zajęciem. Każdą brałam do ręki, przypominałam sobie jej treść, okoliczności kupienia, czytałam dedykacje. Albo też ganiłam siebie samą, że tak długo czeka na przeczytanie.Wykonałam taki zabieg co najmniej trzykrotnie, przy czym za każdym razem układałam je coraz bardziej bez ładu i składu. Być może była to oznaka zdrowienia.

Krzyczę i przemawiam czule

Do książek podchodzę emocjonalnie. Czasem rwę sobie włosy z głowy, wstaję i siadam, smucę się i zamyślam. A jeśli nie budzą we mnie żadnych emocji? Do takich się nie przywiązuję i bez sentymentów oddaję w świat.

Doceniam ich piękno zewnętrzne

Jestem jedną z tych osób, które potrafią docenić wygląd zewnętrzny i które przyciąga w księgarni ładna oprawa. Piękne książki mam ochotę głaskać i czasem po kryjomu to robię (tak jak Kolosa albo The Diary of a Bookseller). Najbardziej przyciągają mnie te minimalistyczne i pastelowe. Okładka, skład, jakość papieru mogą dodać książce wartości, choć oczywiście gniot ubrany w najładniejsze łaszki na zawsze pozostanie gniotem.


Patrząc na to, jaką ilością uczuć obdarowuję książki i co dostaję od nich w zamian, czy można z całą pewnością stwierdzić, że to tylko rzeczy martwe? Ja sobie myślę, że nie do końca. ☺
A jak Wy kochacie książki? Czy jest to miłość zgodna i harmonijna czy raczej burzliwa, niczym włoskie małżeństwo z powieści Eleny Ferrante?

A.

źródło: usplash.com

17
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
Diana ChmielparapetliterackiDominika ŁawickanaiaRozkminy Hadyny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dominika Ławicka
Gość
Dominika Ławicka

Kochana, przybijam Ci piątkę, mam tak samo i mogę się z czystym sumieniem podpisać pod każdym słowem Twojego miłosnego wpisu o książkach! Pozdrawiam 🙂

naia
Gość

Hrabal pisał kiedyś, że “porządna książka nie jest po to, by czytelnik mógł łatwiej usnąć, ale żeby musiał wyskoczyć z łóżka i tak jak stoi, w bieliźnie, pobiec do pana literata i sprać go po pysku”. I muszę przyznać, że mnie się zdarzają też takie burzliwe literackie miłości. Ale nie tylko, niektóre z tych moich książek najdroższych, przeciwnie, budzą we mnie czułość i spokój. Z książkami to chyba trochę jak z ludźmi, każda kolejna ulubiona jest jak nowy kochanek – nie ma dwóch takich samych, i relacje między nami też się różnią ;). Więc Twój walentynkowy wpis o książkach –… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Chyba mam podobnie. A najgłębszą relację mam z tymi ksiązkami, które sprawiają, że się zawieszam i odnoszę czytane treści do własnego życia, ale to chyba tak każdy. I prawda jest taka, że te moje ulubione wcale nie mają jakiś rozbudowanych fabuł, zwrotów akcji i tych wszystkich rzeczy, które ludzie lubią 🙂 Raczej są bardziej refleksyjne.

Rozkminy Hadyny
Gość

Układanie ksiażek – potwierdzam – czynność terapeutyczna, choć czasem też szalenie frustrująca, gdy brak miejsca albo nie mieszczą się ładnie według planu. Obkładanie się książkami również jest bardzo przyjemne, ale jakie u mnie poczucie winy, gdy potem książka leży nieczytana… Dbałość, zbieractwo zakładkowe, wąchanie, macanie, oddawanie się przyjemności estetycznej pięknej okładki. Oj, lepiej się z książkami obchodzę niż z kwiatami 😀
Bardzo miło się czyta o Twojej miłości pośród coraz to nowych ech własnej 😉

mangosiak5
Gość
mangosiak5

Podpisuję się pod każdym twoim słowem. Mam identycznie w każdym punkcie.Nie potrafię żyć bez książek,kupuję kilka razy więcej niż czytam, a czytam sporo. Odmówię sobie fryzjera, ciucha itd. ale nie książki. Nieuleczalne. Mam mieszkanie 36m i książki wszędzie.W tym roku spełniłam swoje marzenie i zrobiłam exlibris. Co to oznacza, kolejne przekładanie książek, układanie po nowemu i oznaczanie pieczęcią :)))) pozdrawiam m.

parapetliteracki
Gość

Oh ja również mam swój ex libris, ale jakoś nigdy się nie zebrałam, żeby moje książki ostemplować. W zasadzie nie wiem z jakiej przyczyny, ale mam z tym wewnętrzny problem 🙂

skursywieni
Gość

W domu rodzinnym mamy tyle książek, że ktoś musiał wszystko to ogarniać. Tata został więc Znawcą od książek historycznych, a ja Młodszym Znawcą od pozostałych. Największą dumą zawsze było dla mnie to, że doskonale wiem, gdzie jaka książka leży. Nawet jeżeli nigdy jej nie czytałam. Od dziecka po prostu lubię chodzić wzdłuż regałów i patrzeć na tytuły, wyciągać je, podczytywać… Na studiach nie mogę mieć już dziesięciu regałów na książki, więc w ramach miłości ciągle układam je w nowe stosiki i szukam im więcej miejsca do życia. Też zawsze trzymałam książki pod poduszką. Teraz nie muszę, że śpię pod parapetem,… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Przybijam piątkę jeśli chodzi o to chodzenie wśród regałów i oglądanie, wyciąganie i kartkowanie, etc 🙂
Rozbawił mnie książkowy grobowiec. Moja mama się ze mnie czasami śmieje, że skończę jak Miss Havisham z “Wielkich nadziei”, z tym że po prostu obrosnę książkami 😛

Ja marzę o pokoju – biblioteczce. Nie spocznę dopóki czegoś takiego mieć nie będę, bo nie lubię tych moich stert na komodach i szafkach. Powinny sobie stać pięknie poukładane na regałach 🙂

Ann RK
Gość

Jak na przedmioty martwe, są zaskakująco pełne życia. 😉

parapetliteracki
Gość

Prawda? Też jestem tego zdania. 🙂

Qbuś pożera książki
Gość

No ładnie, ładnie. To bardzo poważne stadium librofilis multiplex. Nie ma nadziei, nie ma leku. Jedynym sposobem radzenia sobie z tą przypadłością jest oddanie się jej w pełni. Na mnie to działa. Objawy moje są nieco inne, ale schorzenie to samo.

parapetliteracki
Gość

O to ja jestem szalenie ciekawa Twoich objawów! :))

Sasetka
Gość
Sasetka

Pięknie

parapetliteracki
Gość

Dziękuję! 🙂

Stos Kartek
Gość

Skąd ja to znam. Zapraszam do siebie. Wyjątkowa literatura 🙂

https://stos-kartek.blogspot.com/

https://stos-kartek.blogspot.com/

Lena Wadera
Gość

Podzielam całym sercem 🙂 Trochę nawet za bardzo, myślę sobie czasami.
Tak bardzo, że nie umiem tą miłością dzielić się z niczym/nikim innym 😉

Diana Chmiel
Gość

Piękny tekst 🙂 Książki to jedyna rzecz, bez której naprawdę nie umiem wyobrazić sobie życia 🙂