2396
post-template-default,single,single-post,postid-2396,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Czeskie krymi od Afery, czyli Iva Procházková

Iva ProcházkováJa i kryminały nie mamy ze sobą po drodze

Nie ciekawi mnie ten gatunek, nie tego szukam w literaturze. Czasem jednak robię wyjątek od reguły. Przyczyny były dwie, po pierwsze wydawnictwo Afera, które bardzo lubię i wspieram, po drugie, pochodzenie autorki książek. Ile czytaliście w życiu czeskich kryminałów? Ja żadnego, ani też nie widuję na dziale książek kryminalnych nazwisk zza naszej południowej granicy. Kryminał z akcją osadzoną w Pradze, napisany przez Czeszkę wydał mi się niemal czymś egzotycznym. Na moim stole wylądowało zatem czeskie krymi, czyli Iva Procházková i jej dwie książki.

Nie można dać się szantażować przeszłości. Wspomnienia prawie zawsze są troską. Retuszują rzeczywistość, zalewają duszę sentymentami. Osłabiają wolę.*

Czeskie krymi od Afery, czyli Iva Procházková

Mężczyzna na dnie i Roznegliżowane to dwie części cyklu z podinspektorem Marianem Holiną w roli śledczego. Nie będę tutaj pisała o otwierających powieści zbrodniach, zarys fabuły możecie przeczytać sobie na stronie wydawnictwa, gdzie Was w tym celu odsyłam. Dość powiedzieć, że akcja obydwu książek rozgrywa się w Pradze i na jej obrzeżach, w pierwszej zasadniczą rolę odgrywa złożona psychologia postaci ofiary i astrologia (tak, tak), w drugiej mamy do czynienia ze światem azjatyckich imigrantów, a ich fabułę spajają postaci policjantów i kilku osób z ich życia prywatnego.

Superbohater? Nie, dziękuję.

Czeski kryminał okazał się być przyjemną, lekką lekturą, przy której odpoczęłam. Bardzo dawno nie czytałam książek, które byłyby czystą rozrywką. Procházková skonstruowała ciekawą fabułę, dała wyrazisty charakter osiowym postaciom jej kryminałów. To co mi się bardzo podobało, to pozbawiona supermocy, bezpretensjonalna osoba prowadzącego śledztwa podinspektora Holiny, który ma swoje urocze słabości i zwyczaje, nie zgrywa twardziela, ale też nie daje sobie w przysłowiową kaszę dmuchać.
Obydwie książki są zgrabnie skonstruowane, kilka wątków łączy się ostatecznie spójnie ze sobą, autorka nie plącze się we własnych intrygach (jak to czasem bywa).

Mało Pragi w Pradze i Czech w Czechach

Ta czysta rozrywka, którą okazały się być kryminały Prochzkovej, jest zarazem ich zaletą, jak i wadą. Zabrakło mi tutaj pytań, nad którymi czytelnik mógłby się pochylić (chociażby o winę i odpowiedzialność, które można zgrabnie wpleść w fabułę, w której pojawia się zbrodnia). Zabrakło mi również wyraźniej zarysowanego tła społecznego współczesnych Czech i samej Pragi. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że opowiedziane historie mogłyby się wydarzyć w każdym miejscu na świecie. Szukałam w nich jakieś bliżej niesprecyzowanej “czeskości”, lecz jej nie znalazłam. Być możne autorka celowo skupiła się na ludziach, dość szczegółowym zarysowaniu ich postaci, pomijając bohatera, jakim mogły być współczesna Praga i Czechy.

Poruszenie przeze mnie powyższego wątku w domu, wywołało dyskusję o literaturze czeskiej w ogóle – od wojaka Szwejka, pisarstwo Hrabala, po autorów współczesnych. Prawie się pokłóciliśmy o Hrabla, czy jego książki są czeskie i co to właściwie znaczy, czy jego bohaterowie mogliby równie dobrze być osadzeni w zupełnie innym kraju. Blisko jest mi do stwierdzenia, że Czesi w swojej literaturze skupiają się na człowieku, na małych rzeczach składających się na jego życie, a na daleki plan odkładają wątki społeczne, bo… No właśnie, dlaczego? Bo (jak mówi mama) kucnęli sobie w kąciku Europy i nieszczególnie interesuje ich coś poza nimi samymi? Do pomyślenia.

Lekka lektura na poziomie

Nie umiem ocenić cyklu z podkomisarzem Holiną pod kątem jakości intrygi kryminalnej, czyli mówiąc wprost – czy trudno zgadnąć kto zabił. Mam tak niewielkie doświadczenie w poszukiwaniu zabójcy na kartkach książki, że jeśli już to robię, to prawie nigdy nie domyślam się zakończenia i jestem przez autora zaskakiwana. Tak też było w tym przypadku.
Tak czy inaczej, jeśli poszukujecie oderwania od rzeczywistości lub od ciągu wymagających i trudnych lektur, czeskie krymi spełni tę funkcję wyśmienicie. Jest to lektura na poziomie, napisana lekkim piórem i fajnie się przy niej odpoczywa.

A.


Mężczyzna na dnie, Iva Procházková, przekład Julia Różewicz, Wrocław 2016
Roznegliżowane, Iva Procházková, przekład Julia Różewicz, Wrocław 2017

Za książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Afera i czekam na kolejne czeskie dobroci.

*cytat pochodzi z Mężczyzny na dnie

 

18
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
Qbuś pożera książkiparapetliterackiAnnabeth Lancasterparapetliterackinaia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Annabeth Lancaster
Gość
Annabeth Lancaster

Masz rację. Jeszcze żadnego czeskiego kryminału nie czytałam. Może warto to zmienić i dać tej książkę szansę 🙂

Zapraszam na http://www.hagrid.pl/ 😀

parapetliteracki
Gość

Warto odkryć choć jeden nieznany literacko ląd rocznie, nie sądzisz? :))

ola wolna - myslizaczytanej.pl
Gość

Gdybyś chciała, to mogę Ci coś polecić z kryminałów, coś niezobowiązującego 🙂 A o tych książkach postaram sie pamiętać, bo wydają się warte uwagi.

parapetliteracki
Gość

To polecaj, chętnie kiedyś sobie sięgnę po coś wartego uwagi, z kryminałów nawet 🙂

parapetliteracki
Gość

Chcę! 🙂 Warto sobie zanotować w notesiku ciekawe tytuły z każdego gatunku 🙂

naia
Gość

O rany, jakie poważne dyskusje ten niepozorny kryminałek sprowokował! 🙂 Ja bym powiedziała, że ta czeskość u Czechów jest taka mimo woli, i to jest fajne – nie starają się wpisywać w jakiś swój powszechnie przyjęty wizerunek, przeciwnie, raczej od niego uciekają, ale czeskość i tak jakoś wychodzi. W sposobie opowiadania, w klimacie, w połączeniu humoru ze smutkiem (nikt tego nie potrafi tak jak oni!). Przy czym oczywiście nie sprowadzam tu czeskości do tego płytkiego stereotypu Pepika z piwem. Na przykład w kryminałach Prochazkovej ten Holina, jako nie-superbohater, wielbiciel rohlików, jest bardzo czeski (mimo że Słowak). W tle może rzeczywiście… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

To ja od końca 😀 Właśnie ja bym dokładnie tego oczekiwała od kryminału – nie tylko trupa z szafy (jak u pierwszego z brzegu Jo Nesbo, który mnie nie zachwyca w ogóle, czytadło i tyle), ale tła społecznego. I znajduję to u Henniga Mankella, znalazłam też u takiego francuskiego pisarza Jean-Claude Izzo (jeszcze go nie czytałam, ale gorąco poleca moja mama). Obydwaj pisarze poza wątkiem kryminalnym poświęcają dużo miejsca tłu społecznemu. I tego mi właśnie brakuje u Prochazkovej! Jest czeskość bohaterów, to prawda, ta ich specyficzna niespieszność, ale jednak w moim odczuciu tych bohaterów mogłabym wyjąć z tej opowieści i… Czytaj więcej »

naia
Gość

Jo Nesbo nie znam i mnie wcale nie ciągnie :). Mankella kupiłam sobie ostatnio tę nie-kryminalną książkę, “Włoskie buty”, bo ktoś mi ją bardzo polecał (tylko kto?). A o Izzo, prawdę mówiąc, słyszę po raz pierwszy. No, ale żaden ze mnie znawca :). Za to tło społeczne jest pięknie odmalowane w innej książce Rudisa, “Końcu punku w Helsinkach”. Rudis w ogóle dużo pisze o społeczeństwie, w “Ciszy w Pradze” i w “Alei Narodowej” też jest tego mnóstwo. Akurat “Grandhotel”, który Ci się trafił, jest najmniej “społeczny”, bo się dzieje w tym takim libereckim mikroświecie, ponad chmurami :). Więc jeśli Ci… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

“Włoskie buty” super są 🙂 i “Szwedzkie kalosze” i “Mózg Kennediego” i “Comedia infantil” itd 🙂
Izzo jest w ogóle nieznany w Polsce, ale kupisz w taniej książce albo przez allegro za grosze całą serię składającą się z trzech książek.
Rudis tylko czeka na półce i prosi o przeczytanie! 🙂 Super, to zacznę sobie od “Ciszy w Pradze” bo jakoś najbardziej mnie zachęca opis.

Qbuś pożera książki
Gość

Moje drogi z kryminałem zaś kiedyś się rozeszły i nawet nie wiem kiedy. Swego czasu czytałem ich w miarę sporo, ale od pewnego czasu nie mam zupełnie ochoty ich czytać. Sięgnąłem po lubianego Cobena i niemal zupełnie zobojętniałem na te suspensy.

parapetliteracki
Gość

Od Cobena mnie odrzuca po samych opisach 😛 Moim bardzo nieobiektywnym zdaniem warto sięgać po cokolwiek Mankella, również kryminały. A poza tym, to szkoda czasu ;P

Anna Kotlińska-Bubała
Gość
Anna Kotlińska-Bubała

Ja tam uwielbiałam Stiega Larssona, oczywiście po żadne pośmiertne kontynuacje już nie sięgnęłam. I jeszcze takiego Duńczyka, Jussiego Adlera Olsena i jego serię o Departamencie Q. A jak wiesz generalnie kryminałów nie czytam wcale (bo nie przepadam).

parapetliteracki
Gość

Oj mnie Larsson nie zachwyca w ogóle, ale wiem że może się podobać 🙂 (a te pośmiertne kontynuacje to jakaś żenada, nie sięgaj).
Duńczyka nie znam, ale Skandynawowie fajni są, więc czemu nie 🙂

Qbuś pożera książki
Gość

A co dokładnie Cię odrzuca w tych opisach? A Mankella czytałem i może rzeczywiście kryminał skandynawski byłby optymalną ścieżką powrotu.

parapetliteracki
Gość

“Co stało się z ojcem Brendy, który rozpłynął się w powietrzu po wyczyszczeniu konta bankowego? Wspierany przez niezawodnego przyjaciela, Wina, Myron musi dotrzeć do sedna mrocznej tajemnicy, za którą jedni są gotowi umrzeć, a inni – zabić…”
No nie wiem, jakoś mnie to nie pociąga. Obawiam się, że nie ma tam zbyt wiele poza trupami, mrocznymi tajemnicami i straszliwymi historiami 😛

Qbuś pożera książki
Gość

Humor jest, humor. Choć amerykański. Ale tak jak pisałem – mi też jakiś czas temu się przejadły – zwłaszcza te z zacięciem raczej sensacyjnym. Myślę, że z guilty pleasures w podobnym tonie, to już wolę film obejrzeć.

naia
Gość

O rany, jakie poważne dyskusje ten niepozorny kryminałek sprowokował! 😉 Ja bym powiedziała, że ta czeskość u Czechów jest taka mimo woli, i to jest fajne – nie starają się wpisywać w jakiś swój powszechnie przyjęty wizerunek, przeciwnie, raczej od niego uciekają, ale czeskość i tak jakoś wychodzi. W sposobie opowiadania, w klimacie, w połączeniu humoru ze smutkiem (nikt tego nie potrafi tak jak oni!). Przy czym oczywiście nie sprowadzam tu czeskości do tego płytkiego stereotypu Pepika z piwem. Na przykład w kryminałach Procházkovej ten Holina, jako nie-superbohater, wielbiciel rohlików, jest bardzo czeski (mimo że Słowak). W tle może rzeczywiście… Czytaj więcej »

naia
Gość

O rany, jakie poważne dyskusje ten niepozorny kryminałek sprowokował! 😉 Ja bym powiedziała, że ta czeskość u Czechów jest taka mimo woli, i to jest fajne – nie starają się wpisywać w jakiś swój powszechnie przyjęty wizerunek, przeciwnie, raczej od niego uciekają, ale czeskość i tak jakoś wychodzi. W sposobie opowiadania, w klimacie, w połączeniu humoru ze smutkiem (nikt tego nie potrafi tak jak oni!). Przy czym oczywiście nie sprowadzam tu czeskości do tego płytkiego stereotypu Pepika z piwem. Na przykład w kryminałach Procházkovej ten Holina, jako nie-superbohater, wielbiciel rohlików, jest bardzo czeski (mimo że Słowak). W tle może rzeczywiście… Czytaj więcej »