1041
post-template-default,single,single-post,postid-1041,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę – Amanda Michalopoulou

projekt-bez-tytulu

Opowiem, jak z mojej strony wygląda to, co przeżyłam. Dla Anny zostawię tytuł: “Dlaczego zabiłam swoją najlepszą przyjaciółkę”. Jak nie masz ochoty, to czytasz sam opis na okładce, nie potrzeba nawet historii: jedna przyjaciółka zabija drugą. Wielkie mi rzeczy. [s. 279]

Książkowe klimaty tym razem przyszły do mnie z grecką prozą i muszę przyznać, że było to moje absolutnie pierwsze spotkanie z pisarstwem z tego regionu. Tym bardziej cieszy mnie, że znów to wrocławskie wydawnictwo uraczyło mnie czymś do tej pory obcym. 

Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę to powieść osadzona na przestrzeni ponad trzydziestu lat od wczesnych ’70 począwszy, w Atenach. Na tle licznych politycznych przemian i przewrotów, zmian frontów i partii rządzących snuje się historia dwóch najpierw dziewczynek, a potem kobiet i ich przyjaźni. Jedna to Maria, córka konserwatywnych prawicowców, którzy najpierw uciekli z Grecji do Afryki przed rządami junty, a potem z powrotem z Afryki do Grecji przed state emergency. Anna jest z kolei córką lewicowych greckich dysydentów z Paryża. Po upadku junty czarnych pułkowników w Grecji przyjechała z matką do kraju. Dziewczynki spotykają się jako dziesięciolatki i od tej pory ich życia płyną jak nurty dwóch rzek – czasem równolegle, czasem łączą się w jeden strumień, przecinają się nawzajem, by zaraz potem oddalić się od siebie. 

Powieść jest dość chaotycznym zapisem wspomnień jednej z nich – Marii. Zostaje ona wciągnięta przez Annę w wir politycznego świata, rewolucjonistów, anarchistów i wszelkich możliwych form buntu przeciwko istniejącej sytuacji politycznej (jakakolwiek by nie była na przestrzeni tych 30 lat), z manifestacjami, strajkami i walkami z policją włącznie. Maria okazuje się być z resztą w tych działaniach bardziej wytrwała od swojej przyjaciółki i jej życie zdaje się, poza polityką i relacją “to skomplikowane” z Anną, nie mieć żadnych innych płaszczyzn. Ostatecznie każda z nich robi to z innych powodów. Wśród tych politycznych zawirowań, autorka pokazuje nam toksyczną relację Anny i Marii.

I to tyle, chciałoby się powiedzieć. Oczywiście, w książce dzieje się relatywnie dużo, jest wiele pobocznych postaci, mniej i bardziej ważnych wydarzeń, tyle że wszystko to tworzy dość chaotyczną i mało wiarygodną całość. Polityczne zdarzenia zamiast być tłem, są dla mnie głównym bohaterem tej historii, i o ile przez pierwsze 50 stron sumiennie sprawdzałam w Google każde nazwisko przywódcy czy dane dotyczące ustroju Grecji, potem sobie już odpuściłam, gdyż zwyczajnie mnie to znudziło. Być może wynika to z faktu, że generalnie historycznie i politycznie pociągają mnie inne regiony, a może sprawiła to konstrukcja powieści. 

Największy problem miałam z tym, że nie lubiłam głównej bohaterki. Ba, nie lubiłam to mało powiedziane! Momentami doprowadzała mnie do szału swoim gapiostwem i biernością. Nie wierzę jej, jest psychologicznie niespójna. Nic w jej historii życia, na ile ją oczywiście poznajemy, nie wskazuje na to, dlaczego miałaby być istotą absolutnie pozbawioną zdrowego egoizmu, instynktu samozachowawczego i rozumu. Jej absurdalne przywiązanie do (równie niedającej się lubić, choć już bardziej prawdopodobnej psychologicznie) Anny, pomimo dziesiątek powodów do zerwania znajomości, jest skrajnie irytujące.

Szkoda mi również, że jakoś nie udało mi się w tej opowieści poczuć klimatu Grecji. Lubię kiedy z książki wygląda nieco lokalnego kolorytu, trochę słońca, lub jego brak, jakieś smaki i zapachy. Z Dlaczego zabiłam… niestety nie wygląda nic poza politycznym i emocjonalnym rozgardiaszem. Mam zatem poczucie, że losy bohaterów mogłyby się toczyć gdziekolwiek indziej. 

Dlaczego zabiłam moją najlepszą przyjaciółkę rozpoczęłam zatem z entuzjazmem, lecz skończyłam ze znużeniem. Nie można odmówić autorce o jakże trudnym nazwisku, Amandzie Michalopoulou, wiedzy historycznej i społecznej, jednakże mam wrażenie, że w trakcie procesu tworzenia powieści rozmył się powód, dla którego ją pisze. Przynajmniej dla mnie powód ten jest niejasny.
Jednakże cieszę się, że ją przeczytałam, choćby dlatego, że było to pierwsze spotkanie z grecką współczesną literaturą. Myślę, że to tytuł dla osób może bardziej zainteresowanych współczesną historią Grecji, gdyż przy odrobinie dobrych chęci można się z tego obszaru sporo dowiedzieć.

Końcówka książki jest  wzruszająca, pozwolę sobie zatem na cytat.

To jest moja własna rewolucja, ucieleśnienie moich uczuć. Wiem, że to nie zmieni biegu historii, ale nie wszyscy są stworzeni do wielkich czynów. Inaczej twoje własne wielkie czyny zostałyby wypaczone. Nasza dawna szkolna koleżanka napisała, że byłaś estetką, która uczęszczała na przyjęcia charytatywne. Dlaczego nie wstałaś z grobu, żeby podbić jej oko? Lewicowi dziennikarze napisali, że uczysz ich “postmodernistycznego języka politycznego mas, istnienia paradoksów i tego, że czasy przywódców dobiegły końca”. Ty – największy przywódca, jakiego znam.(…) Może powinnaś była poświęcić się poezji, zamiast gonić za własnymi marzeniami, malarstwem i głupotami. Może i ja powinnam ci była powiedzieć wyraźnie od początku, że tylko utytłana w farbie jestem szczęśliwa.
[s. 385]

Ps. Grecja, kiedy w niej byłam parę lat temu sama z siebie mnie irytowała, więc może to po prostu nie moje klimaty 😉

Ps2. Jest też szansa, że główna bohaterka aż tak mnie złościła, bo ja sama mam na koncie liczne przyjaźniane rozczarowania. 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty, które jak zwykle dopieściło ją edytorsko i wizualnie.

A.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
parapetliterackiQbuś pożera książki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Qbuś pożera książki
Gość

Szkoda, szkoda. Ogólny opis w połączeniu z literacką obcością regionu rzeczywiście rozbudza nadzieje. Ja nie mam nic przeciwko mocno zarysowanym wątkom politycznym, ale gdy przerastają one postaci, to beletrystyka zostaje w tyle.

parapetliteracki
Gość

Dobry wieczór Pożeraczu 🙂

Ja też nie mam nic poza wątkami politycznymi, wręcz często ich poszukuję, szczególnie jeśli chodzi o Bałkany i tereny Afganistanu, Iranu, Libanu… Niestety chyba prawda jest taka, że region Grecji (okazło się) mnie nie ciekawi z jego polityczną historią. No i te postaci jakoś tak marnie zarysowane… no nie podeszło mi, cóż zrobić 🙂