21957
post-template-default,single,single-post,postid-21957,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded
podsumowanie półrocza

Czytelnicze podsumowanie połowy roku

Przyszedł najwyższy czas na czytelnicze podsumowanie połowy roku. Nigdy jeszcze nie robiłam tego w tej formie, ale zainspirowana pojawiającymi się w internecie podobnymi wpisami, postanowiłam spisać wszystkie przeczytane do tej pory książki razem z moją kilkuzdaniową opinią.

Do dzisiaj udało mi się wrzucić na wirtualną półkę Przeczytane 28 tytułów. I teraz opcje są dwie: albo mam w tym roku wyjątkowe szczęście (przynajmniej w tym!) albo moje obycie czytelnicze rośnie i dokonuję coraz lepszych (świadomych, nie na farcie) wyborów. Mam na koncie niemal same dobre i bardzo dobre książki, a niewypały jestem w stanie policzyć na palcach jednej ręki. Z wyborem tej najlepszej miałam ogromny problem, bo i to i to, i tamto jeszcze przecież takie wspaniałe. 🙂 Mam nadzieję, że kolejne sześć miesięcy będzie pod kątem czytalnych lektur równie owocne.

A teraz – do meritum! Przed wami czytelnicze podsumowanie połowy roku, czyli 28 tytułów przeczytanych na Parapecie książek. Zachowałam chronologiczną kolejność. 

.


1. Lista pana Rosenbluma, Natasha Solomont, wyd. Rebis, tłum. Aleksandra Górska – po tę powieść sięgnęłam kiedy potrzebowałam czegoś lekkiego i faktycznie dostałam ciepłą, lekko rozczulająca powieść obyczajową. Takie ot, do poczytania, kiedy nie mamy siły za bardzo na nic. O wchodzeniu w nową społeczność, małżeństwie, przyjaźni, ale przede wszystkim o byciu wiecznie obcym i niszczeniu własnych korzeni w imię wtopienia się w otoczenie. 4/10

2. Bezsenność w czasie karnawału, Janusz Głowacki, wyd. W.A.B. – zbiór tekstów pisanych na krótko przed śmiercią pisarza, którzy przechadza się po Krakowskim Przedmieściu i snuje opowieści pełne wspomnień i dygresji. Mam poczucie, że się Głowacki tą książką chciał pożegnać z życiem i ostatni raz spojrzeć przez ramię. Nie jest to jednak już taka forma jak przy wcześniejszych książkach. 5/10

3. O zmierzchu, Terese Bohman, tłum. Justyna Czechowska, wyd. Pauza – nie jest to książka ani dobrze napisana, ani odkrywcza, ani oryginalna. Bynajmniej nie jest to powieść feministyczna. Nic nowego Bohman nie pokazje, ani w kontekście światka uniwersyteckiego, ani relacji damsko-męskich. W historię nieciekawej i niespójnej bohaterki wplotła pseudonaukowe fragmenty, cała masę „waty słownej”, a wszystko to po to, żeby powiedzieć nam, że singielka w średnim wieku ma ciężko w życiu. 1/10

4. Miłosna wojna stulecia, tłum. Justyna Czechowska, Ebba Witt-Brattstrom, wyd. Lokator – a to mi się bardzo podobało. Forma do granic minimalistyczna, dramat jego i jej rozpisany na dwa głosy. I nic poza tym. Są fragmenty szalenie trafne, w niektórych można się przejrzeć, inne są nieco rozdmuchane, ale jako całość broni się z pewnością. Po przeczytaniu zostaje się z garścią refleksji i dyskomfortem. 7/10

5. Bratanek Wittgensteina, Thomas Bernhard, tłum. David McLintock, wyd. Czytelnik – powieść dla fanów bernhardowskiej narracji, wymagająca skupienia. Literacko bardzo dobra, ciekawa jeszcze bardziej, kiedy się ją przepuści przez pryzmat psychoanalizy. 8/10

6. Ręce ojca, Aleksandra Kotela, wyd. Janka – niestety bardzo przeciętny debiut, powieść obyczajowa z wątkami i romansowymi i kryminalnymi. Nie jest to zła książka, ale po prostu kompletnie nijaka i nic nie wniosła do mojego życia. Nie mniej jednak autorka pisze lekko i sprawnie prowadzi narrację, więc albo sie rozwinie i napsze w przyszłości coś lepszego i mniej oczywistego albo zostanie przy dość przeciętnych powieściach obyczajowych. Na dwoje babka wróżyła. 4/10

7. Ludzie Dobrej Woli, Krystian Nowak, wyd. Krytyki Politycznej – nazwałam sobie w głowie tę książkę prozą społeczne zaangażowaną i tak mi już zostało. Ubrana w nieco baśniową formę opowieść o Polsce małomiasteczkowej, skorumpowanej, nieco oślizłej. Nowak pokazuje nam naszą zaściankowość w kokonie wzajemnych układów i powiązań. Moim zdanie – trafna diagnoza, a przy tym dobrze napisana powieść w ciekawej formule. 7/10 

8. Pan B. zdziwił się nieco, ale nie widział powodu, żeby negować fakty, Zbigniew Naszkowski, wyd. Nisza – przecudna książeczka, która jest jak plaster na ranę. Ogromna dawka czułości i wrażliwości zarowno dla dorosłych, jak i dla podrośniętych nieco dzieci. Oniryczne miniatury pisane prozą są czasem smutne, czasem zabawne, ale zawsze O CZYMŚ, będące małą lekcją o życiu i relacjach międzyludzkich. Do czytania wielokrotnie, kiedy rzeczywstość przygniata. 9/10

9. Trafikant, Robert Seethaler, tłum. Ewa Kochanowska, wyd. Otwarte – ta książka jest jak kino familijne i na tym możnaby poprzestać. Fabularnie dość miałka, bohaterowie nieco papierowi, ale czyta się szybko i gładko. Nie można odmowić autorowi umiejętności opisywania miejsc, przytrzymywania uwagi czytelnika na drobiazgach. Najlepszy z całej powieści był Wiedeń, któremu autor oddał głos. 4,5/10

10. Zmierzch, Osamu Dazai, tłum. Mikołaj Melanowicz, wyd. Tajfuny –  to było duże zaskoczenie. Generalnie kultury japońskiej nie rozumiem i zupełnie nie czuję, literatura i film z tego kraju raczej do mnie nie przemawia. Zmierzch natomiast przemówil i to pełnym głosem. Wielopoziomowa powieść o końcu epoki arystykracji w Japonii, końcu splendoru i wielkosci Kraju Kwitnącej Wiśni, ale przede wszystkim o końcu pewnego etapu w życiu bohaterów. Dazai porusza bardzo trudne tematy, a jednocześnie daje nam jakiś spokój i pogodzenie z losem. Bardzo dobra książka. 9/10

11. Zabić drozda, Harper Lee, tłum. Maciej Szymański, wyd. Rebis – doceniam wymiar edukacyjny powieści i powiedzmy – rozrywkowy, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Nie ma w niej mroku charakterystycznego dla pisarstwa choćby Calwella czy Morrison, jest za to nieco naiwna historia z wątkami równościowymi, opowiedziana niby z perspektywy 9-letniej dziewczynki, ale językiem osoby dorosłej. Dobra powieść dla nastolatków, ale jeśli macie koło trzydziestki i przeczytaliście już co nieco w życiu, to możecie sobie darować.

12. Niejaki Piórko, Henri Michaux, tłum. wyd. Świat Literacki (Czuły Barbarzyńca) – Absolutnie wspaniała książka niewielkich rozmiarów wysycona do granic absurdem i czarnym humorem. Zawiera zbiór małych form prozą poetycką opowiadających o przygodach tytułowego Piórka – everymana zanurzonego w okrucieństwie i chaosie świata. Uczta dla fantów klimatów noir! 9/10

13. Migawki, Claudio Magris, tłum. Joanna Ugniewska, wyd. Literackie – zbiór esejów jednego z najlepszych współczesnych pisarzy włoskich. Ładne to i jak rzadko – opis z okładki zgadza się z zawartością. Dużo w tych tekstach czułości, a ja jej ostatnio jakoś bardzo potrzebuję; jest też ironia i mrugnięcia okiem do odbiorcy, a bez tego nic mi nie smakuje. Jest w tych tekstach nasza codzienność i nasze nerwice. Niektóre zupełnie zwyczajne, a inne wyjątkowe. Zupełnie jak dzień powszedni. 8/10

14. Terror, Ferdinad von Schirach, tłum. Anna Kierejewska, wyd. W.A.B. – krótka, lecz bardzo treściwa książka. Kameralny dramat poświęcony tematom najwyższego kalibru, takim jak moralność, cena wolności, wartość ludzkiego życia. Forma sztuki teatralnej sprawia, że czyta się to na jednym oddechu. Żadnego zbędnego słowa. Znakomite. 9/10

15. Teoria Pandy, Pascal Garnier, tłum. Gabriela Hałat, wyd. Claroscuro – powieść noir, w której aż gotuje się od niepokoju, chociaż niby nic. Jest ponuro i zabawnie i znowu ponuro i znowu zabawnie i nagle refleksyjnie, ale zaraz dostajesz po nosie, uważaj. A wszędzie unoszą się lekkie opary absurdu, tak je lubię. Dodatkowo – językowe cudeńko, tłumaczka powinna dostać medal za ten (i poprzedni) przekład Garniera. Zdecydowane 10/10.

16. Psy ras drobnych, Olga Hund, wyd. Ha art – a to niestety było duże rozczarowanko. Ta cienka książeczka to raczej konspekt, a nie dzieło skończone. Znajdziemy w niej mniej i bardziej ciekawe migawki z oddziału psychiatrycznego, natomiast nie stanowią one nic poza zbiorem luźnych notatek ze szpitala. Nie jest to dla mnie literatura. 3/10

17. Orzeszkowo 14. Historie z Podlasia, Anna Romaniuk. wyd. Czarne – i kolejne rozczarowanie. Po tej książce spodziewałam się wiele, bo Podlasie jest mi bliskie, szczególnie ten jego wiejski wymiar. Autorka zaserwowała czytelnikowi dziesięć rozdziałów, każdy o czym innym, a w sumie trochę o niczym. Sporo w tej książce nieco przypadkowych faktów historycznych, nazw własnych, a mało ludzi i mikrohistorii. Przede wszystkim jednak, za mało Orzeszkowa. 3/10 

18. Wszyscy ludzie, ktorych znam, są chorzy psychicznie, Krystian Nowak. wyd. Znak – nasza współczesnośc w krzywym zwierciadle. Bardzo lekka rzecz, zabawna, dobra do czytania, kiedy ma się względnie dobry nastrój i ochotę na coś niewymagającego, ale inteligentnego. Jeśli się ma/miało koty to +2 do śmieszności gratis. 6/10

19. Wschód, Andrzej Stasiuk, wyd. Czarne – czytanie Wschodu to była wielka przyjemność, lecz z pewnością nie jest to lektura dla każdego (cóż za bezsensowne sformułowanie, tak jakby coś takiego w ogóle istniało). Melancholojna, nostalgiczna podróż pod krajach azjatyckich, po mistycznych Wschodzie. Podróż zasadzająca się na zapachach, smakach i widokach. Najczęściej tych bezkresnych, pełnych ciszy i pustki. Książka bez fabuły, bez wyraźnej linii narracyjnej, mieszanka teraz i kiedyś, wspomnień z dzieciństwa i teraźniejszości. 8/10

20. Sąd w Canudos, Sandor Marai,tłum. Irena Makarewicz, wyd. Czytelnik – bardzo kameralna powieść skrojona jak majstersztyk. Marai pokazuje siłę jednostki, a jednocześnie jej małość w obliczu wielkiej historii, a także fascynację anarchistyczna myślą. Historia, od której nie sposób się oderwać, która z pewnością daje pole do wielu refleksji na różnych poziomach. Koniecznie do przeczytania. 10/10

21. Umrzeć, a potem wskoczyć na konia, David Bosc, tłum. Anna Wasilewska, wyd. Noir sur Blanc – pomysł na napisanie tej książki jest bardzo ciekawy: francuski pisarz zainteresował się postacią Sonia Araquistáin, 23-letniej malarki, która popełniła samobojstwo skacząc nago z okna wprost na londyński bruk. Na podstawie jedynie dwóch notatek prasowych, zdjęcia i fragmentu zapisków z notatnika egipskiego surrealisty, Georgesa Heneina, autor zbudował całkowicie fikcyjny dziennik młodej kobiety obejmujący niedlugo czas przed śmiercią.  Uczucia mieszane – są fragmenty genialne, a są też takie, w których autor się zagalopował ze środkami stylistycznymi. Pomysł super, ale w poetyckim szale pisarz nieco popłynął i chyba wypchnął Sonię na margines. 6,5/10

22. O wciskaniu kitu, Harry G. Frankfurt, tłum. Hanna Pustuła, wyd. Świat Literacki (Czuły Barbarzyńca) – bardzo ciekawy wykład rozkładający na czynniki pierwsze tytułowe wciskanie kitu, rozróżnienie go od kłamstwa, blefowania i wszelkich innych czynności werbalnych, ocierających się o mówienie nieprawdy. Przy tym lekko podany popis lingwistyczny i intelektualny. Smaczne. 7/10

23. Miasto uśpionych kobiet, Gyula Krúdy, tłum. Elżbieta Cegielska i Teresa Worowska, wyd. PIW – absolutnie rewelacyjny zbiór opowiadań (i kilku felietonów) guru węgierskiej literatury. Jest w nich jakaś niepojęta dawka melancholii i oddechu dawnych czasów. Prozy Krúdy’ego są w dużej mierze autobiograficzne i znajdzimy w nich wątki erotyczne, surrealistyczne, całą masę charakterystycznych bohaterów, topos małego miasteczka. Po zamknięciu książki pomyślałam sobie, że może i z głównego bohatera (i Krúdy’ego we własnej osobie) był niepoprawny uwodziciel, ale bycie uwiedzioną przez niego to musiała być prawdziwa przyjemność. Literacko 10/10.

24. Królestwo, Szczepan Twardoch, wyd. Literackie – dobra powieść rozrywkowa, podobnie jak Król, choć chyba od tej pierwszej części nieco fabularnie słabsza. Dobrze poprowadzona kontynuacja historii, dobrze, że głos został oddany drugoplanowym postaciom znanych znam z Króla, które teraz stały się kluczowymi narratorami opisującymi tytułowego króla upadek. 6/10

25. Współczesna rodzina, Helga Flatland, tłum. Karolina Drozdowska, wyd. Poznańskie – nieco nudnawa powieść, która nie wnosi niestety nic nowego. Niecały miesiąc po jej przeczytaniu nic mi z niej w głowie nie zostało. Dobrze i szybko się to czyta, znajdzie się tam kilka trafnych obserwacji na temat rodziny, ale chyba warto w tym czasie przeczytać coś innego. 4,5/10

26. 27 śmierci Toby’ego Obeda, Joanna Gierak-Onoszko, wyd. Dowody na Istnienie – wstrząsający reportaż o piekle, które przybysze z Europy zgotowali rdzennym mieszkańcom Kanady. Reporterka momentalnie burzy nasz wyidealizowany obraz najbardziej demokartycznego kraju świata. Pokazuje, że Kanada także ma swoją mroczną przeszłość, z która się teraz rozlicza i za którą musi przeprosić, choć droga do pojednania jest daleka. Ksiażka napisana jes przy tym naprawdę bardzo dobrze, aż nie chce się wierzyć, że do debiut. Koniecznie do przecztania. 9/10

27. Trzy razy o świcie, Alessandro Baricco, tłum. Lucyna Rodziewicz-Doktór, wyd. Sonia Draga – Baricco to mój mistrz dialogów i prowadzenia narracji. Genialna w swojej prostocie malutka książeczka. Tylko dwójka bohaterów na 100 stronach i trzy krótkie spotkania o świcie. Tak wiele można w nich zawrzeć. Piękna, smutna i cholernie trafna. 9/10

28. Alfred i Ginewra, James Schuyler, tłum. Marcin Szuster, wyd. PIW – to taki zwiewny szkic, pod którego pozornie lekką i pozbawioną ostrych kantów powierzchnią, czai się napięcie i ledwo wyczuwalny mrok. Fenomenalnie przedstawiony świat dzieci za pomocą zniekształceń języka dorosłych, których dokonują one w komunikacji między sobą. Schuler operuje jednocześnie ironią i nostalgią, tworzy bardzo sugestywne, zapadające w pamięć obrazki. Warto spędzić z tą książką jeden przyjemny wieczór. 8/10

 

A wy? Co dobrego i niedobrego przeczytaliście w ostatnich sześciu miesiącach? Podzielicie się? 🙂

A.

 

8
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
2 Thread replies
7 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
MonikaGaleneAnnaPaweł Hohmannparapetliteracki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika
Gość
Monika

Chyba pierwszy raz tak bardzo się nie zgadzam, że aż muszę to napisać. Czytam teraz “O zmierzchu” i jest to wręcz idealne odwzorcowanie świata uniwersyteckiego z jego niuansami, uszczerbkami, z tym, jak kształtuje ludzi, pogłębiając ich introwertyzm. Niestety widzę w tej powieści sylwetki swoje i znajomych, stąd do Twojego zdania odnośnie niemówienia niczego nowego zgodzić się nie mogę – obraz poukładanego naukowca wciąż pokutuje w społeczeństwie, odczłowieczający obraz, bym powiedziała. Co do Hund – ta książka została celowo przez redakcję skrócona z pełnokrwistej powieści do intymnych notatek. Rzeczywiście, nie ma to być w założeniu powieść, raczej fabularyzowany reportaż. Co do… Czytaj więcej »

Galene
Gość

Może to nie jest rozczarowanie, ale dzienniki Maraia czyta mi gorzej niż jego prozę. Z książek, które czytałam w tym półroczu najbardziej spodobały mi się: “Wchodzi koń do baru” Grosmana, “Powrót. Ojcowie, synowie i kraj między nimi” Matara, “Profesor Stoner” Williamsa i “Krótka historia Stowarzyszenia Nieurodziwych Dziewuch” Oyeyemi.

Anna
Gość

U mnie podobnie “O zmierzchu” jest najsłabszą książką tego półrocza. Co prawda oceniam ją nieco wyżej niż ty – dałabym tak z 4/10. Ale tak książka nie wywołała u mnie żadnych emocji. Dobrze, że była taka krótka, bo bym chyba nie dała rady zdzierżyć kolejnego faceta Karoliny, który nic nie wnosi.
Najlepszą trudno mi wybrać. Wszystkie pozostałe książki były dobre, ale żadna chyba nie fenomenalna. Ale gdybym musiała zdecydować, to byłaby “Kurtyka. Sztuka wolności”. Jedna z lepiej napisanych biografii himalaistów. Chociaż może to zasługa samego Wojtka, który jest ciekawą postacią i dodatkowo jeszcze żyje, więc mógł wiele dopowiedzieć autorce.

Paweł Hohmann
Gość
Paweł Hohmann

Jeśli ktoś chciałby przeczytać książkę o podróżniczce wędrującej po dalekim kraju z lat dzieciństwa, żeby potem w finale zobaczyć główną bohaterkę jak u znachorki poddaje się nieskomplikowanemu zabiegowi skutecznego wymazywania sennych natręctw, nagromadzonych przez nadmiar wrażeń przeżywanych podczas tej niebezpiecznej przygody, to polecam „Granicę” Kapki Kassabovej (przy okazji – dziękuję Mniej Niż 100 Słów za cenną czytelniczą wskazówkę). O złych opowieściach nic nie napiszę. W księgarniach zapełniają sobą miejsca na półkach po sam sufit.

Dominika
Gość

“Trafikanta” uważam za taką sobie powieść. Freud padłby ze śmiechu. “Psy ras drobnych” są genialne, więc kompletnie inaczej postrzegam ten debiut. Jeśli chodzi o inne lektury, to zacieram ręce na “Zmierzch” i “Teorię Pandy”. Od siebie polecić mogę książkę, która dosłownie wbija w fotel, wyrywa ze strefy komfortu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Mam na myśli “Zielone sari”Anandy Devi. Znajdź dla niej miejsce w swoich czytelniczych planach. Jeśli jesteś ciekawa mojego zdania, to zerknij w wolnej chwili 🙂 https://zawszewksiazkach.blogspot.com/2019/05/o-przemocy-zielone-sari-ananda-devi.html

Czytam i znikam
Gość

Spotykamy się w dwóch miejscach – “Trafikant”, tutaj pełna zgoda, oraz “Psy ras drobnych “, które ja jednak oceniam wysoko…

Nie udało mi się przeczytać zbyt wielu książek, ale to było naprawdę intensywne półrocze na innych płaszczyznach… praca na dwóch etatach, dom, dzieci… Owszem, czytałam codziennie, ale najczęściej krótko i późnym wieczorem, zdarzało się więc, że zasypiałam nad książką. Natomiast wakacje są czasem nadrabiania zaległości 😊Nareszcie!
Z moich lektur szczególnie polecam Ci “Kobierki ” Grzegorza Franczaka, jeśli oczywiście jeszcze nie czytałaś.