808
post-template-default,single,single-post,postid-808,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Jak pierwszy raz pojechałam na Conrad Festival.

 

Krakowski festiwal literacki Conrad Festival 2016, nie zaczął się dla mnie pomyślnie – rozchorowałam się dzień przed wyjazdem i zapomniałam aparatu fotograficznego – ani też nie zakończył – spóźniłam się 25 minut na najbardziej wyczekiwane przeze mnie (i ostatecznie najlepsze) spotkanie z izraelskimi pisarzami. Mimo to warto było pojechać choćby po to aby zobaczyć, że organizacja tego wydarzenia jest fantastyczna i atmosfera ogromnie inspirująca.

Dla tych, którzy jeszcze nigdy nie byli na tym festiwalu i zastanawiają się czy warto, odpowiadam – warto. To nie tylko spotkania z polskimi i zagranicznymi autorami, ale też pokazy filmów, wydarzenia dla dzieci, wystawy i dyskusje. Książkowi zapaleńcy mogli spędzić długie godziny wieczorne na rozmowach o literaturze, codzinnie o 22:00 odbywały się spotkania z pisarzami nominowanymi do Nagrody Conrada. Bardzo ciekawym pasmem był przemysł książki. W jego ramach odbyły się cztery debaty dotyczące księgarzy, krytyków literackich, redaktorów i wydawców. Mnie udało się być na spotkaniu które najardziej mnie ciekawiło – o krytyce w literaturze. Byłam na pięciu spotkaniach, lecz napisałam tutaj o dwóch, które zrobiły na mnie największe wrażenie. 

“Głos krytyka to głos wolny, wolność ubezpieczający” 

W dyskusji na temat miejsca krytyki literackiej we współczesnym świecie wzięli udział Inga Iwasiów i Dariusz Nowacki, a poprowadził je Marcin Wilk. Spotkanie było tak intensywne, pojawiło się tyle ważnych i interesujących treści, że streścić je niepodobna (ale spróbuję).
Rozpoczęliśmy i zakończyliśmy smutnym stwierdzeniem, że prawdziwa krytyka literacka liczy się coraz mniej, że z gazet (GW) znikają cyklicze rybryki literackie, a wydawnictwa wolą zlecać recenzje amatorom (hej hej, to my, blogerzy!), którzy, według uczestników debaty, nie odnoszą się do dzieł krytycznie, a jedynie piszą kolejne pochwały nad niezliczonymi wątpliwymi arcydziełami. Co gorsza, pojawiły się głosy z sali, jakoby blogosfera była coraz częściej objęta niepisanymi “umowami” z wydawcami na pisanie jedynie pozytywnych opinii o otrzymywanych pozycjach (w zamian za różnorakie korzyści). Dariusz Nowacki ubolewał nad jakością tekstów pojawiających się w sieci, nazywając je wprost grafomaństwem, brakiem kompetencji i myleniem fabuły z narracją.

zdjęcie pochodzi ze strony www.facebook.com/ConradFestival

Kluczową kwestią spotkania było stwierdzenie, że krytyka literacka przestaje istnieć, ponieważ w Polsce staliśmy się przeczuleni na punkcie “hejtów”, a więc znika ocenianie, hierarchizowanie, wstydzimy się wydawania sądów, bo stało się to niepoprawne społecznie. Żyjemy w oparciu o figurę uznania, mamy wiele twarzy, mamy prawo pokazać je wszystkie i za żadną z nich nikt nie powinien nas krytykować

Goście podsumowali to, co faktycznie ma wpływ na sprzedaż nowości wydawniczych, a mianowicie: telewizja śniadaniowa, nagrody literackie i infrastruktura wydawniczo-promocyjna (gęba na dworcu centralnym), krytyk natomiast odgrywa w tym procederze trzecio-, czwartorzędną rolę. 

Choć, siedząc na spotkaniu myślałam o tych blogerach, którzy przecież piszą ciekawie, mertorycznie i bardzo ich cenię, to jednak biorąc pod uwagę ogół – trudno się z gośćmi Marcina Wilka nie zgodzić w wielu kwestiach. W Polsce rzeczywiście wychodzi się z założenia, że nie ważne co, byle cokolwiek czytać, często traktuje się literaturę jak niepełnosprawne dziecko bez rąk i nóg, jakakolwiek faktyczna krytyka dzieła spotyka się z oburzeniem (bo jakże to tak niepełnosprawne dziecko jeszcze kopać). Prawdą jest, że spotkania autorskie wyglądają u nas jak spotkania promocyjne, a więc jedynie wychwalające i wynoszące gościa na piedestał. Dariusz Nowak wspominał wydarzenia, na których zarzucano osobie prowadzącej, że zadaje autorowi zbyt trudne pytania, “czepia się”.

To, z czym również nie mogę się nie zgodzić (choć nie uważam, że to jest problem jedynie na naszym podwórku) to gruuuube nadużywanie określeń “arcydzieło”, “genialny”, “pierwsza taka powieść” itp. itd. Bo to kłamstwa – na 100 książek może 10 zasługuje na miano ważnych i ostatecznie nie ma co powiedzieć o tych pozostałych 90, bo wszystko jest “hejtem”. Co racja, to racja. 

Podczas spotkania po raz kolejny przewinął się wątek dotyczący krótkiego treminu ważności książki (książka miesiąc po wypuszczeniu na rynek jest już “stara”), a więc presji szybkiego czytania, bezrefksyjnego i taśmowego pisania recenzji. Jest to tzw. krytyka towarzysząca, która z perspektywy wydawców liczy się najbardziej.

Dowiedziałam się też, ile zarabia krytyk literacki (mało), jak wydawnicwa subtelnie (lub nieco mniej) wymuszają od pisarzy i krytyków blurby na okładki*, czym jest crowdsourcing, dlaczego Inga Iwasiów nie znosi gwiazdek na Lubimy Czytać i w jaki sposób promocja czytelnictwa zabija krytykę literacką**. 

Na osłodę – goście polecili dwa miejsca w sieci, gdzie pisze się wartościowe teksty o literaturze: Dwutygodnik i Artpapier. Jeśli nie znacie – warto zajrzeć :).

A co wy o tym myślicie? Temat jest faktycznie bardzo kontrowersyjny, myślę że można na zachodzące zmiany, choćby przenoszenia się krytyki literackiej do internetu, spojrzeć z różnych perspektyw. Podobnie jest ze zjawiskami w książkowej blogosferze, którą ja, jakby nie było, tak bardzo lubię! (P. się śmieje że urządzamy sobie kółeczka wzajemnej adoracji, a ja mu na to, że i bardzo dobrze, kto nas pogłasze jak nie my siebie nawzajem ;)).

*Proszę napisać “Polecam serdecznie”, a ja zrobię przelew.

**Dlaczego? Otóż zdaniem Iwasiów i Nowackiego filozofia promocji czytelnictwa jest taka, że nie ważne co człowiek czyta, byle czytał. Każda książka jest zatem świętem, festynem. Nie ma tam miejsca na krytyczną ocenę. 

Spotkanie z Richardem Flanaganem

 

Izrael to literatura. Spotkanie z Eshkol Nevo, Yishai Sarid i Zeruya Shalev (prowadzenie Agnieszka Podpora)

Na tym spotkaniu było aż trzech gości z Izraela, chociaż każdy z nich miał tyle ciekawych rzeczy do opowiedzenia, że wypełniłby w pojedynkę półtorej godziny.

zdjęcie ze strony www.facebook.com/ConradFestival

Zeruya uchodzi za najczęściej tłumaczoną pisarkę izraelską, jest autorką m.in. wspaniałej powieści Mąż i żona, o której pisałam niedawno (klik!), a kilka tygodni temu wyszła jej najnowsza książą Ból. To czego nie wiedziałam o autorce to to, że pisze od dziecka i pisze również poezję. Trudno się zatem dziwić, że jej proza jest tak pełna metafor i wieloznaczności, przesiąknięta emocjami. Dowiedziałam się, że pisze przez długi czas bez świadomości o czym będzie książka, że najtruniej jest jej rozpoczynać nową opowieść i że tym co ją niesie, są anioły inspiracji – pewna energia która sprawia, że pisze zdania których, jak twierdzi, sama nigdy by nie wymyśliła. Zeruya mówiła o tym, że wychowała się na opowiadanych przez ojca opowieściach biblijnych i sama później podjęła studia związane z Biblią. Ojciec nauczył ją, że Biblia i język hebrajski są dostępne dla wszystkich, nie tylko dla wierzących. Pięknie mówiła też o tym, jak postaci biblije pokazują nam, że wszystko na świecie już się wydarzyło, i że jest to pocieszająca świadomość.

Eshkol Nevo to autor powieści i książek dla dzieci, w Polsce ukazały się trzy jego książki – Do następnych mistrzostw, Neuland Samotne miłości. Autor opowiadał o tym, że każda jego książka rozpoczyna się od pytania, dlaczego neuland to swoisty izraelski Czas apokalipsy, że najtrudniejszą częścią pracy nad powieścią jest zakończenie (do Samotnych miłości wymyślał je kilka miesięcy), oraz że w pisaniu trudne jest dla niego osamotnienie. Eshkol powiedział także jakie pytanie postawił sobie pisząc najnowsza powieść, a mianowicie: W jaki sposób podróż dwójki ludzi, która zaczyna się od potrzeby spędzenia ze sobą czasu, przeradza się w tragedię. Dynamika urlopu, o tym będzie następna jego książka :).

Yishai Sarid to pisarz, z którym wcześniej się nie spotkałam i już wiem, że czas to zmienić, choć do tej pory na polski przetłumaczono tylko jedną jego książę – Limassol. Autor mówi głośno o tym, że jest byłym oficerem wywiadu i właśnie bezimienny funkcnonariusz służb bezpieczeństwa Izraela jest głównym bogaterem wspomnianej powieści – postać tą w pewnym stopniu wzorował na sobie. Na spotkaniu mówił o tym, że pisanie to dla niego rodzaj psychoterapii, na którą nigdy nie poszedł. Pisząc znajduje ramy dla odpowiedzi na pytania, które sobie zadaje. Pisze o sprawach politycznych, społecznych, postaciach uwikłanych w świat pełen odcieni szarości, nigdy czarno-biały. Yishai na pytanie o to, jak buduje swoje postaci odpowiedział żartobliwie (a może wcale nie ;)), że osoby z życia realnego to ci negatywni bohaterowie jego książek. 

Goście spotkania podzielili się także z nami swoimi rekomendacjami książkowo/filmowo/muzycznymi. Nie obyło się bez Oza, Singera i wspomnień o dziadkach uciekających z Polski przed wojną. Było prawdziwie i wzruszająco. 

*Tutaj brawa dla dwóch tłumaczek spotkania – tłumaczenie było symultaniczne, z hebrajskiego, a więc dostaliśmy słuchawki. Panie tłumaczyły wszystko na bieżąco, bez zająknień, ładną polszczyzną – przyjemnie było słuchać.

Poza tym

Poza tym byłam na spotkaniu z Arturem Domosławskim, który niestety (już po raz drugi) mnie uśpił, chyba lepiej mu wychodzi pisanie niż mówienie. Do zagożałych fanów tego autora generalnie nie należę, choć tematy które porusza są niezaprzeczalnie bardzo ważne, zwłaszcza w Wykluczonych. 

Poza tym posłuchałam także Richarda Flanagana i Michała Nogasia. Rozmowa była dość ciekawa, ale jak to się mówi, ani ciepła ani zimna, choć przecież mogła być bardzo poruszająca. Momentem w rozmowie, który zapamiętałam była opowieść pisarza, kiedy to pojechał do Tokio spotkać się z jednym z byłych strażników nadzorującym budowę Kolei Śmierci i kazał mu się uderzyć w twarz w taki sposób, jak ten kiedyś bił więźniów. Równocześnie z uderzeniem przez Tokio przetoczyła się fala trzęsienia ziemi. Nieprawdopodobny zbieg wydarzeń.

Poza tym  Żanna Słoniowska otrzymała Nagrodę Conrada za Dom z witrażem. I super, na nią właśnie głosowałam. 

Czego żałuję?

Żałuję, że spotkanie z Samar Yazbeck, które miało być najważniejszym punktem piątku, było tak potwornie irytujące. Czas od zadania przez prowadzącą pytania po polsku, przetłumaczenia go przez tłumacza na arabski, udzielenia odpowiedzi przez Samar po arabsku i w końcu przetłumaczeniu w chyba dość telegraficznym skrócie przez tłumacza na język polski trwał w nieskończoność. Tłumaczenie symultaniczne wydaje mi się w takich sytuacjach jedynym sensowym rozwiązaniem. 

Żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na spotkanie z rodzinną historią tłumaczy Bułhakowa.

Żałuję też, że nie dotarłam chociaż na chwilę na Krakowskie Targi Książki, niestety jak się jest chorym to nie można być wszędzie. Plus jest taki, że nie kupiłam żadnych nowych słów na kartce do i tak zbyt ciężkiej walizki ;).

Bonusy

Wartością dodaną do mojej wizty w Krakowie było spotkanie dwóch czytanych przeze mnie blogerek – Natalii z Kroniki Kota Nakręcacza i Ani z Literackich Skarbów. Strasznie miło zamienić parę słów z kimś, kogo się zna tylko z portali społecznościowych i teksów na blogach 🙂

Ponadto poznałam świetną księgarnię – De Revolutionibus na ul. Brackiej 14. Jesli będziecie na Rynku w Krakowie poszukiwali miejsca gdzie w spokoju wypijecie kawę/herbatę, zjecie ciacho i kupicie wartościową książkę – to tam. Byłam pod wrażeniem asortymentu w ksiegarni, widać że dba się tam o sprzedaż dobrej literatury, promowanie małych wydawnictw (m.in. kochane Książkowe Klimaty czy Czuły Barbarzyńca), plus fantastyczy wybór jeśli chodzi o literaturę faktu.

zdjęcie pochodzi ze strony www.derevolutionibus.com.pl

I to tyle – mam nadzieję że w przyszłym roku widzimy się na Conradzie 🙂

A.

26
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
2016 | parapet literackiKatarzyna BerskaparapetliterackiLuka Rhei |Przestrzenie tekstuparapetliteracki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] coś na kształt pierwszej relacji z książkowego wydarzenia, a mianowicie Festiwalu Conrada (o tu) i pokazałam wam jak sobie uszyłam książkę (dokładnie […]

Katarzyna Berska
Gość

Niesamowite musiało być to spotkanie dotyczące głosu krytyka. Chętnie sama wzięłabym w nim udział. Z wieloma kwestiami się zgadzam, między innymi z tym, że presja czasu weszła również w życie współczesnego czytelnika – czytanie na akord, na coraz lepsze statystyki, kolejne recenzje na blogu. Bardzo staram się przed tym bronić, zatrzymywać po przeczytanej lekturze, szukać tych momentów wyciszenia między jedną, a drugą książką. Narazie mi się udaje 😉 Co do krytyki – myślę, że wiele osób komentujących Twój tekst ma rację – dokonując wyboru literatury dla siebie, poszukujemy takiej w naszym klimacie, która nas nie rozczaruje, a zachwyci. To na… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Dobry wieczór, przepraszam że dopiero teraz 🙂 Spotkanie było naprawdę bardzo ciekawe, zmusiło mnie do wielu przemyśleń na temat mojej własnej strony. Hmm…ten argument o doborze literatury trafia do mnie połowicznie. Bo owszem, kiedy ja na przykłąd biorę do czytania Amosa Oza albo Majgull Axelsson to pinię mam poztywną, cenię tych pisarzy, tworzą dzieła lepsze i gorsze lecz generalnie zawsze na plus. Natomiast jakoś nie chce mi się wierzyć, że kiedy blogerzy współpracują intensywnie z wydawcami, którzy przysyłają im regularnie nowości, to wszystko co dostają jest fantastyczne. Nawet jeśli lubimy daną tematykę, załóżmy literaturę skandynawską, opis wydawcy z tyłu książki… Czytaj więcej »

Katarzyna Berska
Gość

Będę zaglądała 🙂

Claudette
Gość

Aż wstyd – mieszkam w Krakowie i ani razu na festiwalu Conrada nie byłam! Ale obiecuję sobie, że za rok już na pewno tam zawitam. W tym roku żadne z planowanych spotkań nie wzbudziło mojej euforii, chociaż gdy o nich czytam wydają mi się fascynujące. Sama jako bloger książkowy interesuję się postrzeganiem krytyki literackiej w naszej obecnej rzeczywistości i ubolewam, że te wszelkie laurki wystawiane wcale nie takim wspaniałym książkom szkodzą bardzo nie tyle rynkowi wydawniczemu, czy autorom, co samym blogerom. Trudno ukryć, że jesteśmy wszyscy postrzegani przez pryzmat ogółu i chociaż znam oraz czytam ciekawe blogi (zresztą Twój też… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

A mi wstyd, że dopiero odpisuję na Twój komentarz, ale straszny ze mnie pracuś ostatnimi czasy, a nie lubię odpisywać “na odczep się”. Jeśli mieszkasz w Krakowie tym bardziej polecam Ci wybrać się na Conrada za rok. Myślę, że oferta jest tak szeroka, pisarzy tak wielu, że ciężko nie znaleźć nic dla siebie :). Odnośnie tego, co napisałaś o pojawiających się w tym samym czasie 10 recenzji tej samej książki – mam identyczny syndrom automatycznej niechęci. Tak było z Flanaganem, którym wszyscy się zachwycają, a ja nie mogę się przekonać żeby cokolwiek jego przeczytać i upatruję przyczyny w powszechnym zachwycie… Czytaj więcej »

Blair Czyta
Gość

Opis brzmi fajnie i intrygująco. Nie ciągnie mnie na targi ani na festiwale z racji tłumów i przebijania się przez nie, ale być może kiedyś się skuszę, żeby poczuć to na własnej skórze. Co do krytyki blogerów – jest sporo osób, które cenię za to, że piszą prawdziwie i nie boją się powiedzieć, gdy coś im się nie podoba. Mnie dotychczas tylko przy jednej propozycji poproszono o niepisanie negatywnie o książce, ale powiedziałam, że decyduję się na współpracę tylko, jeśli będę mogła napisać prawdę i zgodzili się 🙂 Sama póki co nie mam wielu negatywnych opinii, bo zazwyczaj wybieram książki,… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Ależ koniecznie powinnaś spróbować książkowego festiwalu, fajnie być w tak dużym gronie ludzi, którzy kochają to co Ty 🙂 Targi na pewno mniej mnie ciągną, chociaż te warszawskie są świetne szczególnie w dniu, kiedy są spotkania z nominowanymi do Nagrody Kapuścińskiego. Z tą stałą współpracą to mam podobnie – tyle jest książek, które mam w domu i wiem, że są świetne i chcę je przeczytać i o nich napisać, że dokładanie sobie takich “przymusowych” jest utrudnieniem. Wyjątkiem są Książkowe Klimaty, od których wzięłabym wszystko i w każdej ilości 😀 Na bank nie starczy nam życia! Dlatego za każdym razem trzeba… Czytaj więcej »

Luka Rhei |Przestrzenie tekstu
Gość

Tak, bardzo chcę kiedyś wreszcie dotrzeć na Conrada 😀
A temat krytyki literackiej bardzo mnie interesuje. W sumie pewnie nasłucham się sporo na moich świeżo rozpoczętych studiach (polityka wydawnicza), ale taki wstęp od Ciebie bardzo mi się przydał! Bardzo chciałabym być na tym spotkaniu. Od dawna irytuje mnie zjawisko dostarczania hurtowych ilości egzemplarzy recenzenckich dla blogerów. Irytują też te “sponsorowane” wpisy, bo za nic jakoś im nie ufam, choć sama jak coś dostaję, to staram się być bardzo profesjonalna i szczera. Pewnie dlatego nie współpracuję z nikim trwale i kręcę nosem na kolejne współprace 😉

parapetliteracki
Gość

Absolutnie musisz dotrzeć za rok! I może na Big Booka latem co? 😀

Ah ależ ciekawie brzmią te Twoje studia! Super, jestem bardzo ciekawa czego będziesz się tam uczyła. Cały czas w świecie książek bo chyba dobrze kojarzę, że pracujesz w bibliotece?

Obawiam się, że i moja współpraca z wydawcami będzie tak wyglądała, chociaż są wydawnictwa, które wydają naprawdę ciągiem świetne książki, tak jak Książkowe Klimaty czy Karakter 🙂

Buziaki! 🙂

Luka Rhei |Przestrzenie tekstu
Gość

Big Book jest w Warszawie? Więc dotrę 😀 Jak mi się wszystko dobrze poukłada do tego czasu.

Tak, biblioteka. I bardzo, ale to bardzo marzy mi się… inna styczność z książkami 😉

parapetliteracki
Gość

To układaj się i przyjeżdżaj koniecznie 🙂 Rozumiem, każda formuła może się wyczerpać i człowiek potrzebuje zmiany i tego Ci życzę 🙂

Katarzyna Grzebyk
Gość

Czytałam Twój wpis już wcześniej, teraz czytam drugi razi i utwierdzam się w przekonaniu, że może lepiej pójść na ten festiwal niż na zatłoczone targi książki….
Co do blogów o książkach – są bardzo różne. Krytyczno-literackie, dopracowane, w których o książkach pisze się w szerokim kontekście, a są i lifestylowe… Zastanawia mnie brak krytyki, ale może tak jest, że większość blogerów wybiera tylko książki interesujące ich. Ja np. tak robię i chyba nie zdarzyło mi się nic, co mogłabym skrytykować, ale jeśli mam jakieś edytorskie zastrzeżenia czy korektorskie – zawsze piszę o tym.

parapetliteracki
Gość

Pewnie, że lepiej przyjść na Festiwal! 🙂 Wspaniała atmosfera i ciekawi goście, choć na pewno i targi mają swój urok, gdyby nie choroba na chwilę bym tam wpadła.

Hmm to dobrze trafiasz, mi się zdarza zwłaszcza przy nowościach, że się nacinam na ciekawy opis i polecenia, a ostatecznie – jestem rozczarowana :).

Pozdrawiam ciepło,
A.

Iza D
Gość
Iza D

Nawet nie wiedziałam, że jest taki festiwal.
Co do krytyki literackiej i recenzji, to mnie nie przekonują te wszystkie bestsellery- dlaczego ktoś to kupuję, skoro w większości jest to słabe? Czyta się coraz więcej, ale w pośpiechu sięgamy po książki lekkie, dla rozrywki. No i żyjemy w czasach, kiedy książkę może wydać każdy, nawet osoba niekoniecznie potrafiąca dobrze pisać- wystarczą środki, dobry marketing i idzie jak świeże bułeczki.
Termin ważności książki nie jest dla mnie ważny- chociaż książki też podlegają modzie i modnie jest czytać nowości, ja lubię też sięgać po starsze tytuły.

parapetliteracki
Gość

Iza, dokładnie. Też mam taką myśl, ze sięgamy po coraz lżejsze książki. Kiedyś literatura naprawdę coś znaczyła, krytycy nie zostawiali suchej nitki na miernych pozycjach, a dzisiaj? Dzisiaj wszystko co wychodzi dostaje z marszy tytuł arcydzieła i bestsellera, nawet zanim trafi na półki.
I ja bardzo lubię sięgać po starsze tytuły, dziś np. biorę z maminej półki Saula Bellowa 🙂

Gabriela
Gość

Druki rok mieszkam w Krakowie i drugi rok nie byłam na tym festiwalu. I oczywiście drugi rok żałuję. Uroczyście obiecuję, że w przyszłym roku się wybiorę, bo wiem, że warto. 🙂

parapetliteracki
Gość

Widzisz, ja też żałuję, że nie przyjechałam w zeszłym roku. Niby do Krakowa niedaleko, ale zawsze to wyprawa. Zatem w przyszłym roku już bez wymówek, widzimy się na Conradzie 🙂

naia
Gość

Tak, Przemysły książki to było zdecydowanie ciekawe pasmo, bo pozwalało spojrzeć na polską branżę literacką i księgarską trochę “od kuchni”. Na zeszłorocznych Conradach też chyba były podobne wydarzenia, ale pierwszy raz w nich uczestniczyłam, i wrażenia bardzo na plus :). Co do spotkania o krytyce, trochę odnosząc się też do tego, co napisał Qbuś – na to generalizowanie i wrzucanie blogerów do jednego worka jesteśmy chyba skazani. Co rusz zewsząd słyszę o tym, jak to blogerki książkowe serduszkują i rzucają hashtagami, jak to piszą pod publiczkę, itd. itp. Jak gdyby blogerzy nie byli naprawdę dużą i różnorodną grupą (do której… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Uf, siadłam w końcu w fotelu i mogę w spokoju odpisać 🙂 Zaczynając od końca – w Krakowie jestem co miesiąc i któregoś razu mogłabym przyjechać dzień wcześniej na zwiedzanie księgarni, brzmi cudnie! Obowiązkowo się odezwij jak będziesz w stolicy, umówimy się 🙂 Tak tak, jest właśnie tak jak napisałaś w trzecim akapicie. Wiem, że jestem w swoim poglądzie generalnie niepopularna, ale myślę że czytanie miernych powieścideł (bo inaczej się tego nie da nazwać) generalnie ogłupia i pewnej grupy książek należałoby zabronić. Najbardziej przeraża mnie to co dzieje się w tzw literaturze kobiecej… Pracując kilka miesięcy w księgarni sieciowej napatrzyłam… Czytaj więcej »

agussiek
Gość

Spotkanie z pisarzami izraelskim było tłumaczone symultanicznie, a z syryjską dziennikarką konsekutywnie. Też byłam na obu 😉

parapetliteracki
Gość

Słusznie, pisząc tekst pomyliłam pojęcia, już poprawiłam 😉 Co zasadniczo nie zmienia tego, że spotkanie z Samar było potwornie uciążliwe przez wybór sposobu tłumaczenia, a z izraelskimi pisarzami świetne w odbiorze 🙂 A Tobie które się bardziej podobało?

Pozdrawiam ciepło,
A.

agussiek
Gość

To z Samar Yazbek było bardzo poruszające, zwłaszcza pytania i komentarze publiczności. Ja z przyjemnością słuchałam arabskiego, choć rzeczywiście momentami się dłużyło i też miałam wrażenie, że tłumacz skraca jej wypowiedzi. Wielka szkoda.
Natomiast spotkanie z trójką Pisarzy izraelskich było przecudowne. Świetnie przygotowane, prowadzone i tłumaczone. Dla mnie 6+ ;))

parapetliteracki
Gość

Ja się też już na tym spotkaniu bardzo źle czułam, choroba dawała mi się we znaki i po godzinie uciekłam z Pałacu, nie doczekałam do pytań publiczności i teraz żałuję. Myślę, że moja irytacja wynikała głównie z tego, że mam świadomość, że Samar ma do powiedzenia ogrom ważnych rzeczy, a przez to nieszczęsne tłumaczenie straciliśmy dużo czasu. Prównując te dwa spotkania, na niedzielnym było znacznie więcej treści.

Qbuś pożera książki
Gość

Odniosę się do fragmentu o blogerach i krytyce. Zgadzam się z tym, że na blogach brakuje krytyki i jest to spory problem. Nie rozumiem trochę osób, które nie wolą zrezygnować z pisania recenzji, jeśli miała by być negatywna. Nie oceniam też zbyt wysoko warsztatu sporej części blogosfery. Ale wkurza mnie generalizowanie. Jest sporo blogów dobrych i krytycznych, a problem z krytyką polega na tym, że spora cześć blogerów samodzielnie dobiera sobie książki, co znacząco zmniejsza ryzyko trafienia na coś słabego. Poza tym odnoszę wrażenie, że dyskutanci chcieliby, by czytanie było czymś elitarnym, rozrywką wysoką i dla szaraczków nieosiągalną. Niech sobie… Czytaj więcej »

parapetliteracki
Gość

Ja również uważam, że jest dużo blogów ciekawych, prowadzonych w bardzo rzetelny sposób. Są przecież blogi pisane przez osoby z wykształceniem filologicznym, dziennikarskim czy literaturoznawczym. Te blogi odwiedzam i czytam, natomiast mam świadomość, że ogół blogosfery nie wygląda pewnie już tak świetnie i goście posłużyli się faktycznie byćmoże nadmierną generalizacją. Co do Twojej uwagi o eksluzywności czytania – nie odebrałam ich wypowiedzi w ten sposób absolutnie. Rozumiem, że nawiązujesz tutaj do promocji czytelnictwa, która “zabija krytykę literacką”. Myślę, że gościom bardziej chodziło o to, że przy promocji zapomina się o tzw. modelowaniu gustów czytelniczych, i że jednak fajnie byłoby pokazywać,… Czytaj więcej »