808
post-template-default,single,single-post,postid-808,single-format-standard,stockholm-core-2.1.4,select-theme-ver-8.10,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_menu_

Jak pierwszy raz pojechałam na Conrad Festival.

 

Krakowski festiwal literacki Conrad Festival 2016, nie zaczął się dla mnie pomyślnie – rozchorowałam się dzień przed wyjazdem i zapomniałam aparatu fotograficznego – ani też nie zakończył – spóźniłam się 25 minut na najbardziej wyczekiwane przeze mnie (i ostatecznie najlepsze) spotkanie z izraelskimi pisarzami. Mimo to warto było pojechać choćby po to aby zobaczyć, że organizacja tego wydarzenia jest fantastyczna i atmosfera ogromnie inspirująca.

Dla tych, którzy jeszcze nigdy nie byli na tym festiwalu i zastanawiają się czy warto, odpowiadam – warto. To nie tylko spotkania z polskimi i zagranicznymi autorami, ale też pokazy filmów, wydarzenia dla dzieci, wystawy i dyskusje. Książkowi zapaleńcy mogli spędzić długie godziny wieczorne na rozmowach o literaturze, codzinnie o 22:00 odbywały się spotkania z pisarzami nominowanymi do Nagrody Conrada. Bardzo ciekawym pasmem był przemysł książki. W jego ramach odbyły się cztery debaty dotyczące księgarzy, krytyków literackich, redaktorów i wydawców. Mnie udało się być na spotkaniu które najardziej mnie ciekawiło – o krytyce w literaturze. Byłam na pięciu spotkaniach, lecz napisałam tutaj o dwóch, które zrobiły na mnie największe wrażenie. 

„Głos krytyka to głos wolny, wolność ubezpieczający” 

W dyskusji na temat miejsca krytyki literackiej we współczesnym świecie wzięli udział Inga Iwasiów i Dariusz Nowacki, a poprowadził je Marcin Wilk. Spotkanie było tak intensywne, pojawiło się tyle ważnych i interesujących treści, że streścić je niepodobna (ale spróbuję).
Rozpoczęliśmy i zakończyliśmy smutnym stwierdzeniem, że prawdziwa krytyka literacka liczy się coraz mniej, że z gazet (GW) znikają cyklicze rybryki literackie, a wydawnictwa wolą zlecać recenzje amatorom (hej hej, to my, blogerzy!), którzy, według uczestników debaty, nie odnoszą się do dzieł krytycznie, a jedynie piszą kolejne pochwały nad niezliczonymi wątpliwymi arcydziełami. Co gorsza, pojawiły się głosy z sali, jakoby blogosfera była coraz częściej objęta niepisanymi „umowami” z wydawcami na pisanie jedynie pozytywnych opinii o otrzymywanych pozycjach (w zamian za różnorakie korzyści). Dariusz Nowacki ubolewał nad jakością tekstów pojawiających się w sieci, nazywając je wprost grafomaństwem, brakiem kompetencji i myleniem fabuły z narracją.

zdjęcie pochodzi ze strony www.facebook.com/ConradFestival

Kluczową kwestią spotkania było stwierdzenie, że krytyka literacka przestaje istnieć, ponieważ w Polsce staliśmy się przeczuleni na punkcie „hejtów”, a więc znika ocenianie, hierarchizowanie, wstydzimy się wydawania sądów, bo stało się to niepoprawne społecznie. Żyjemy w oparciu o figurę uznania, mamy wiele twarzy, mamy prawo pokazać je wszystkie i za żadną z nich nikt nie powinien nas krytykować

Goście podsumowali to, co faktycznie ma wpływ na sprzedaż nowości wydawniczych, a mianowicie: telewizja śniadaniowa, nagrody literackie i infrastruktura wydawniczo-promocyjna (gęba na dworcu centralnym), krytyk natomiast odgrywa w tym procederze trzecio-, czwartorzędną rolę. 

Choć, siedząc na spotkaniu myślałam o tych blogerach, którzy przecież piszą ciekawie, mertorycznie i bardzo ich cenię, to jednak biorąc pod uwagę ogół – trudno się z gośćmi Marcina Wilka nie zgodzić w wielu kwestiach. W Polsce rzeczywiście wychodzi się z założenia, że nie ważne co, byle cokolwiek czytać, często traktuje się literaturę jak niepełnosprawne dziecko bez rąk i nóg, jakakolwiek faktyczna krytyka dzieła spotyka się z oburzeniem (bo jakże to tak niepełnosprawne dziecko jeszcze kopać). Prawdą jest, że spotkania autorskie wyglądają u nas jak spotkania promocyjne, a więc jedynie wychwalające i wynoszące gościa na piedestał. Dariusz Nowak wspominał wydarzenia, na których zarzucano osobie prowadzącej, że zadaje autorowi zbyt trudne pytania, „czepia się”.

To, z czym również nie mogę się nie zgodzić (choć nie uważam, że to jest problem jedynie na naszym podwórku) to gruuuube nadużywanie określeń „arcydzieło”, „genialny”, „pierwsza taka powieść” itp. itd. Bo to kłamstwa – na 100 książek może 10 zasługuje na miano ważnych i ostatecznie nie ma co powiedzieć o tych pozostałych 90, bo wszystko jest „hejtem”. Co racja, to racja. 

Podczas spotkania po raz kolejny przewinął się wątek dotyczący krótkiego treminu ważności książki (książka miesiąc po wypuszczeniu na rynek jest już „stara”), a więc presji szybkiego czytania, bezrefksyjnego i taśmowego pisania recenzji. Jest to tzw. krytyka towarzysząca, która z perspektywy wydawców liczy się najbardziej.

Dowiedziałam się też, ile zarabia krytyk literacki (mało), jak wydawnicwa subtelnie (lub nieco mniej) wymuszają od pisarzy i krytyków blurby na okładki*, czym jest crowdsourcing, dlaczego Inga Iwasiów nie znosi gwiazdek na Lubimy Czytać i w jaki sposób promocja czytelnictwa zabija krytykę literacką**. 

Na osłodę – goście polecili dwa miejsca w sieci, gdzie pisze się wartościowe teksty o literaturze: Dwutygodnik i Artpapier. Jeśli nie znacie – warto zajrzeć :).

A co wy o tym myślicie? Temat jest faktycznie bardzo kontrowersyjny, myślę że można na zachodzące zmiany, choćby przenoszenia się krytyki literackiej do internetu, spojrzeć z różnych perspektyw. Podobnie jest ze zjawiskami w książkowej blogosferze, którą ja, jakby nie było, tak bardzo lubię! (P. się śmieje że urządzamy sobie kółeczka wzajemnej adoracji, a ja mu na to, że i bardzo dobrze, kto nas pogłasze jak nie my siebie nawzajem ;)).

*Proszę napisać „Polecam serdecznie”, a ja zrobię przelew.

**Dlaczego? Otóż zdaniem Iwasiów i Nowackiego filozofia promocji czytelnictwa jest taka, że nie ważne co człowiek czyta, byle czytał. Każda książka jest zatem świętem, festynem. Nie ma tam miejsca na krytyczną ocenę. 

Spotkanie z Richardem Flanaganem

 

Izrael to literatura. Spotkanie z Eshkol Nevo, Yishai Sarid i Zeruya Shalev (prowadzenie Agnieszka Podpora)

Na tym spotkaniu było aż trzech gości z Izraela, chociaż każdy z nich miał tyle ciekawych rzeczy do opowiedzenia, że wypełniłby w pojedynkę półtorej godziny.

zdjęcie ze strony www.facebook.com/ConradFestival

Zeruya uchodzi za najczęściej tłumaczoną pisarkę izraelską, jest autorką m.in. wspaniałej powieści Mąż i żona, o której pisałam niedawno (klik!), a kilka tygodni temu wyszła jej najnowsza książą Ból. To czego nie wiedziałam o autorce to to, że pisze od dziecka i pisze również poezję. Trudno się zatem dziwić, że jej proza jest tak pełna metafor i wieloznaczności, przesiąknięta emocjami. Dowiedziałam się, że pisze przez długi czas bez świadomości o czym będzie książka, że najtruniej jest jej rozpoczynać nową opowieść i że tym co ją niesie, są anioły inspiracji – pewna energia która sprawia, że pisze zdania których, jak twierdzi, sama nigdy by nie wymyśliła. Zeruya mówiła o tym, że wychowała się na opowiadanych przez ojca opowieściach biblijnych i sama później podjęła studia związane z Biblią. Ojciec nauczył ją, że Biblia i język hebrajski są dostępne dla wszystkich, nie tylko dla wierzących. Pięknie mówiła też o tym, jak postaci biblije pokazują nam, że wszystko na świecie już się wydarzyło, i że jest to pocieszająca świadomość.

Eshkol Nevo to autor powieści i książek dla dzieci, w Polsce ukazały się trzy jego książki – Do następnych mistrzostw, Neuland Samotne miłości. Autor opowiadał o tym, że każda jego książka rozpoczyna się od pytania, dlaczego neuland to swoisty izraelski Czas apokalipsy, że najtrudniejszą częścią pracy nad powieścią jest zakończenie (do Samotnych miłości wymyślał je kilka miesięcy), oraz że w pisaniu trudne jest dla niego osamotnienie. Eshkol powiedział także jakie pytanie postawił sobie pisząc najnowsza powieść, a mianowicie: W jaki sposób podróż dwójki ludzi, która zaczyna się od potrzeby spędzenia ze sobą czasu, przeradza się w tragedię. Dynamika urlopu, o tym będzie następna jego książka :).

Yishai Sarid to pisarz, z którym wcześniej się nie spotkałam i już wiem, że czas to zmienić, choć do tej pory na polski przetłumaczono tylko jedną jego książę – Limassol. Autor mówi głośno o tym, że jest byłym oficerem wywiadu i właśnie bezimienny funkcnonariusz służb bezpieczeństwa Izraela jest głównym bogaterem wspomnianej powieści – postać tą w pewnym stopniu wzorował na sobie. Na spotkaniu mówił o tym, że pisanie to dla niego rodzaj psychoterapii, na którą nigdy nie poszedł. Pisząc znajduje ramy dla odpowiedzi na pytania, które sobie zadaje. Pisze o sprawach politycznych, społecznych, postaciach uwikłanych w świat pełen odcieni szarości, nigdy czarno-biały. Yishai na pytanie o to, jak buduje swoje postaci odpowiedział żartobliwie (a może wcale nie ;)), że osoby z życia realnego to ci negatywni bohaterowie jego książek. 

Goście spotkania podzielili się także z nami swoimi rekomendacjami książkowo/filmowo/muzycznymi. Nie obyło się bez Oza, Singera i wspomnień o dziadkach uciekających z Polski przed wojną. Było prawdziwie i wzruszająco. 

*Tutaj brawa dla dwóch tłumaczek spotkania – tłumaczenie było symultaniczne, z hebrajskiego, a więc dostaliśmy słuchawki. Panie tłumaczyły wszystko na bieżąco, bez zająknień, ładną polszczyzną – przyjemnie było słuchać.

Poza tym

Poza tym byłam na spotkaniu z Arturem Domosławskim, który niestety (już po raz drugi) mnie uśpił, chyba lepiej mu wychodzi pisanie niż mówienie. Do zagożałych fanów tego autora generalnie nie należę, choć tematy które porusza są niezaprzeczalnie bardzo ważne, zwłaszcza w Wykluczonych. 

Poza tym posłuchałam także Richarda Flanagana i Michała Nogasia. Rozmowa była dość ciekawa, ale jak to się mówi, ani ciepła ani zimna, choć przecież mogła być bardzo poruszająca. Momentem w rozmowie, który zapamiętałam była opowieść pisarza, kiedy to pojechał do Tokio spotkać się z jednym z byłych strażników nadzorującym budowę Kolei Śmierci i kazał mu się uderzyć w twarz w taki sposób, jak ten kiedyś bił więźniów. Równocześnie z uderzeniem przez Tokio przetoczyła się fala trzęsienia ziemi. Nieprawdopodobny zbieg wydarzeń.

Poza tym  Żanna Słoniowska otrzymała Nagrodę Conrada za Dom z witrażem. I super, na nią właśnie głosowałam. 

Czego żałuję?

Żałuję, że spotkanie z Samar Yazbeck, które miało być najważniejszym punktem piątku, było tak potwornie irytujące. Czas od zadania przez prowadzącą pytania po polsku, przetłumaczenia go przez tłumacza na arabski, udzielenia odpowiedzi przez Samar po arabsku i w końcu przetłumaczeniu w chyba dość telegraficznym skrócie przez tłumacza na język polski trwał w nieskończoność. Tłumaczenie symultaniczne wydaje mi się w takich sytuacjach jedynym sensowym rozwiązaniem. 

Żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na spotkanie z rodzinną historią tłumaczy Bułhakowa.

Żałuję też, że nie dotarłam chociaż na chwilę na Krakowskie Targi Książki, niestety jak się jest chorym to nie można być wszędzie. Plus jest taki, że nie kupiłam żadnych nowych słów na kartce do i tak zbyt ciężkiej walizki ;).

Bonusy

Wartością dodaną do mojej wizty w Krakowie było spotkanie dwóch czytanych przeze mnie blogerek – Natalii z Kroniki Kota Nakręcacza i Ani z Literackich Skarbów. Strasznie miło zamienić parę słów z kimś, kogo się zna tylko z portali społecznościowych i teksów na blogach 🙂

Ponadto poznałam świetną księgarnię – De Revolutionibus na ul. Brackiej 14. Jesli będziecie na Rynku w Krakowie poszukiwali miejsca gdzie w spokoju wypijecie kawę/herbatę, zjecie ciacho i kupicie wartościową książkę – to tam. Byłam pod wrażeniem asortymentu w ksiegarni, widać że dba się tam o sprzedaż dobrej literatury, promowanie małych wydawnictw (m.in. kochane Książkowe Klimaty czy Czuły Barbarzyńca), plus fantastyczy wybór jeśli chodzi o literaturę faktu.

zdjęcie pochodzi ze strony www.derevolutionibus.com.pl

I to tyle – mam nadzieję że w przyszłym roku widzimy się na Conradzie 🙂

A.

31 komentarzy
  • mac games torrent

    3 października 2021 at 18:27 Odpowiedz

    … [Trackback]

    […] Read More Information here to that Topic: parapetliteracki.pl/conrad-festival-2016/ […]

  • good cvv for ship

    21 września 2021 at 12:55 Odpowiedz

    … [Trackback]

    […] Read More Information here to that Topic: parapetliteracki.pl/conrad-festival-2016/ […]

  • กล่องอาหาร

    16 września 2021 at 08:08 Odpowiedz

    … [Trackback]

    […] Read More Info here on that Topic: parapetliteracki.pl/conrad-festival-2016/ […]

  • exchange hosting fiyat

    28 czerwca 2021 at 20:29 Odpowiedz

    … [Trackback]

    […] Information on that Topic: parapetliteracki.pl/conrad-festival-2016/ […]

  • sunucu teknik servis

    28 czerwca 2021 at 20:10 Odpowiedz

    … [Trackback]

    […] There you will find 55697 additional Information to that Topic: parapetliteracki.pl/conrad-festival-2016/ […]

  • Pingback:2016 | parapet literacki

    3 stycznia 2017 at 08:14 Odpowiedz
  • Katarzyna Berska

    10 listopada 2016 at 08:13 Odpowiedz

    Niesamowite musiało być to spotkanie dotyczące głosu krytyka. Chętnie sama wzięłabym w nim udział.
    Z wieloma kwestiami się zgadzam, między innymi z tym, że presja czasu weszła również w życie współczesnego czytelnika – czytanie na akord, na coraz lepsze statystyki, kolejne recenzje na blogu. Bardzo staram się przed tym bronić, zatrzymywać po przeczytanej lekturze, szukać tych momentów wyciszenia między jedną, a drugą książką. Narazie mi się udaje 😉

    Co do krytyki – myślę, że wiele osób komentujących Twój tekst ma rację – dokonując wyboru literatury dla siebie, poszukujemy takiej w naszym klimacie, która nas nie rozczaruje, a zachwyci. To na pewno ma wpływ na wielość pozytywnych słów. Mamy również swoich ulubionych pisarzy i trudno nam spojrzeć na ich twórczość obiektywnie, bo każde małe potknięcie traktujemy nieco inaczej niż u pozostałych twórców…

    Mnie osobiście bardziej przeszkadza pewna szablonowość czytanych recenzji. Brak własnego stylu, powtarzalność. Prosta forma, bez indywidualnego przekazu.

    Bardzo chętnie wybiorę się na Festival w kolejnym roku 🙂

    • parapetliteracki

      19 listopada 2016 at 16:28 Odpowiedz

      Dobry wieczór, przepraszam że dopiero teraz 🙂

      Spotkanie było naprawdę bardzo ciekawe, zmusiło mnie do wielu przemyśleń na temat mojej własnej strony.

      Hmm…ten argument o doborze literatury trafia do mnie połowicznie. Bo owszem, kiedy ja na przykłąd biorę do czytania Amosa Oza albo Majgull Axelsson to pinię mam poztywną, cenię tych pisarzy, tworzą dzieła lepsze i gorsze lecz generalnie zawsze na plus. Natomiast jakoś nie chce mi się wierzyć, że kiedy blogerzy współpracują intensywnie z wydawcami, którzy przysyłają im regularnie nowości, to wszystko co dostają jest fantastyczne. Nawet jeśli lubimy daną tematykę, załóżmy literaturę skandynawską, opis wydawcy z tyłu książki nas zachęca (bo przecież nie ma niezachęcającyh opisów na okładce), to często w środku jest wielkie nic. Treść nieprzystająca do opisu i obietnic.

      Zdecydowanie zgadzam się z szablonowością recenzji, brakiem innowacji w formie. Sama jestem na etapie myślenia o tym, w jaki inny sposób ugryźć to całe blogowanie o książkach 🙂

      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam częściej :),
      A.

  • Claudette

    9 listopada 2016 at 21:53 Odpowiedz

    Aż wstyd – mieszkam w Krakowie i ani razu na festiwalu Conrada nie byłam! Ale obiecuję sobie, że za rok już na pewno tam zawitam. W tym roku żadne z planowanych spotkań nie wzbudziło mojej euforii, chociaż gdy o nich czytam wydają mi się fascynujące.

    Sama jako bloger książkowy interesuję się postrzeganiem krytyki literackiej w naszej obecnej rzeczywistości i ubolewam, że te wszelkie laurki wystawiane wcale nie takim wspaniałym książkom szkodzą bardzo nie tyle rynkowi wydawniczemu, czy autorom, co samym blogerom. Trudno ukryć, że jesteśmy wszyscy postrzegani przez pryzmat ogółu i chociaż znam oraz czytam ciekawe blogi (zresztą Twój też jest jednym z tych ciekawszych o literaturze) to co rusz natykam się też na takie twory wychwalające pod niebiosa wszystko, co tylko wydawnictwo przyśle w paczuszce. Co więcej, niestety łapię się też na tym, że denerwuje mnie, iż na kilku blogach książkowych w jednym czasie pojawiają się takie fale recenzji tej samej książki. Każda tak łudząco podobna do drugiej, że omijam potem ten tytuł szerokim łukiem (a być może całkiem niesłusznie, bo to może być dobra książka), co przynosi efekt zupełnie odwrotny od tego, jaki zapewne chciała osiągnąć promocja wydawnictwa rozdając tytuły blogerom.

    A z drugiej strony trochę tych blogerów rozumiem. Bo sama mam gigantyczny problem z wystawianiem książkowych ocen. Bo nigdy nie jest tak, że dana książka mi się kompletnie nie podoba. Więc chociaż widzę w niej nielogiczności, ale przeczytałam ją w zawrotnym czasie i mimo wszystko mnie wciągnęła to ma to wpływ pozytywny na ocenę. Nie potrafię też ocenić książki, która jest świetna, zabawna, ale bardzo lekka – no bo jak mogę dać wysoką ocenę, skoro ta książka nie jest arcydziełem literatury, tylko miłą rozrywką?

    Wydaje mi się, że nic nie jest czarne i białe. Mamy zbyt dużo odcieni szarości jeśli chodzi o krytykę literacką. A odnośnie literackich działów, które znikają, to Wyborcza akurat ostatnio zyskała Michała Nogasia 🙂

    • parapetliteracki

      19 listopada 2016 at 16:15 Odpowiedz

      A mi wstyd, że dopiero odpisuję na Twój komentarz, ale straszny ze mnie pracuś ostatnimi czasy, a nie lubię odpisywać „na odczep się”.
      Jeśli mieszkasz w Krakowie tym bardziej polecam Ci wybrać się na Conrada za rok. Myślę, że oferta jest tak szeroka, pisarzy tak wielu, że ciężko nie znaleźć nic dla siebie :).

      Odnośnie tego, co napisałaś o pojawiających się w tym samym czasie 10 recenzji tej samej książki – mam identyczny syndrom automatycznej niechęci. Tak było z Flanaganem, którym wszyscy się zachwycają, a ja nie mogę się przekonać żeby cokolwiek jego przeczytać i upatruję przyczyny w powszechnym zachwycie ;). Poza tym, w bardzo trafionym momencie to napisałaś – myślę od dłuższego czasu o sensowności pisaniania o danej książce, kiedy ukazało się już kilkanaście i więcej recenzji tego tytułu. W związku z tym planuję pewne zmiany na Parapecie wraz z nowym rokiem 🙂

      Jedno jest pewne, nie jest łatwo napisać faktycznie krytyczny tekst. Z pewnością łatwiej jest, używając stałych sformułowań, książkę pochwalić. Często spotykam się też z takim dziwnym manewrem, że ktoś pisze o danym tytule, że to i to słabe, to też niekoniecznie, ale na końcu ostatecznie „i tak mi sie podobało”. Po co to? Żeby wydawcy nie było przykro? Żeby wydawca się nie obraził i przysłał następne tytuły?

      A jeszcze co do książek ze średniej półki, to ja sobie myślę, że napisać dobrą, niebanalną ale lekką opowieść, to jest sztuka 🙂 Zabawic czytelnika, dostarczyć mu rozrywki, ale nie taniej, wychodzącej poza schemat. O, to jest trudne. Nie pamiętam kiedy mnie taka przyjemność spotkała.

      Ps. Nogaś w GW mne nie przekonuje, jakoś tak no nie wiem. Wolałam go w radiu 😉

  • Blair Czyta

    9 listopada 2016 at 20:20 Odpowiedz

    Opis brzmi fajnie i intrygująco. Nie ciągnie mnie na targi ani na festiwale z racji tłumów i przebijania się przez nie, ale być może kiedyś się skuszę, żeby poczuć to na własnej skórze.

    Co do krytyki blogerów – jest sporo osób, które cenię za to, że piszą prawdziwie i nie boją się powiedzieć, gdy coś im się nie podoba. Mnie dotychczas tylko przy jednej propozycji poproszono o niepisanie negatywnie o książce, ale powiedziałam, że decyduję się na współpracę tylko, jeśli będę mogła napisać prawdę i zgodzili się 🙂

    Sama póki co nie mam wielu negatywnych opinii, bo zazwyczaj wybieram książki, które wpisują się w mój aktualny nastrój czy zainteresowanie, ale zdarza się, że zawodzi mnie warsztat czy inne aspekty – wtedy piszę o tym szczerze. Dlatego też kiedyś zdecydowałam, że nie chcę przyjmować stałej współpracy z kimś (chociaż dziś się zastanawiam i chyba od pewnych sprawdzonych wydawnictw bym przyjęła, bo trafiają w mój gust), bo tyle mam książek, które chciałabym przeczytać, że nie miałabym czasu na te przymusowe. Dlatego decyduję się zazwyczaj na konkretne książki.

    I absolutnie zgadzam się z refleksją, że jest presja czasu w czytaniu książek. Trochę to smutne, ale z drugiej strony jest teraz ich wysyp i naprawdę pojawia się w każdym gatunku wiele ciekawych propozycji. I moją smutną refleksją jest to, że chyba mi nie starczy życia na przeczytanie ich wszystkich 😉

    • parapetliteracki

      16 listopada 2016 at 18:58 Odpowiedz

      Ależ koniecznie powinnaś spróbować książkowego festiwalu, fajnie być w tak dużym gronie ludzi, którzy kochają to co Ty 🙂 Targi na pewno mniej mnie ciągną, chociaż te warszawskie są świetne szczególnie w dniu, kiedy są spotkania z nominowanymi do Nagrody Kapuścińskiego.

      Z tą stałą współpracą to mam podobnie – tyle jest książek, które mam w domu i wiem, że są świetne i chcę je przeczytać i o nich napisać, że dokładanie sobie takich „przymusowych” jest utrudnieniem. Wyjątkiem są Książkowe Klimaty, od których wzięłabym wszystko i w każdej ilości 😀

      Na bank nie starczy nam życia! Dlatego za każdym razem trzeba mądrze wybierać, żeby nie tracić czasu na nieważne książki, tak sobie myślę ja 🙂

      Buziaki Ewelka 🙂

  • Luka Rhei |Przestrzenie tekstu

    9 listopada 2016 at 13:21 Odpowiedz

    Tak, bardzo chcę kiedyś wreszcie dotrzeć na Conrada 😀
    A temat krytyki literackiej bardzo mnie interesuje. W sumie pewnie nasłucham się sporo na moich świeżo rozpoczętych studiach (polityka wydawnicza), ale taki wstęp od Ciebie bardzo mi się przydał! Bardzo chciałabym być na tym spotkaniu. Od dawna irytuje mnie zjawisko dostarczania hurtowych ilości egzemplarzy recenzenckich dla blogerów. Irytują też te „sponsorowane” wpisy, bo za nic jakoś im nie ufam, choć sama jak coś dostaję, to staram się być bardzo profesjonalna i szczera. Pewnie dlatego nie współpracuję z nikim trwale i kręcę nosem na kolejne współprace 😉

    • parapetliteracki

      11 listopada 2016 at 20:59 Odpowiedz

      Absolutnie musisz dotrzeć za rok! I może na Big Booka latem co? 😀

      Ah ależ ciekawie brzmią te Twoje studia! Super, jestem bardzo ciekawa czego będziesz się tam uczyła. Cały czas w świecie książek bo chyba dobrze kojarzę, że pracujesz w bibliotece?

      Obawiam się, że i moja współpraca z wydawcami będzie tak wyglądała, chociaż są wydawnictwa, które wydają naprawdę ciągiem świetne książki, tak jak Książkowe Klimaty czy Karakter 🙂

      Buziaki! 🙂

      • Luka Rhei |Przestrzenie tekstu

        14 listopada 2016 at 14:45 Odpowiedz

        Big Book jest w Warszawie? Więc dotrę 😀 Jak mi się wszystko dobrze poukłada do tego czasu.

        Tak, biblioteka. I bardzo, ale to bardzo marzy mi się… inna styczność z książkami 😉

        • parapetliteracki

          16 listopada 2016 at 18:52 Odpowiedz

          To układaj się i przyjeżdżaj koniecznie 🙂 Rozumiem, każda formuła może się wyczerpać i człowiek potrzebuje zmiany i tego Ci życzę 🙂

  • Katarzyna Grzebyk

    9 listopada 2016 at 12:07 Odpowiedz

    Czytałam Twój wpis już wcześniej, teraz czytam drugi razi i utwierdzam się w przekonaniu, że może lepiej pójść na ten festiwal niż na zatłoczone targi książki….
    Co do blogów o książkach – są bardzo różne. Krytyczno-literackie, dopracowane, w których o książkach pisze się w szerokim kontekście, a są i lifestylowe… Zastanawia mnie brak krytyki, ale może tak jest, że większość blogerów wybiera tylko książki interesujące ich. Ja np. tak robię i chyba nie zdarzyło mi się nic, co mogłabym skrytykować, ale jeśli mam jakieś edytorskie zastrzeżenia czy korektorskie – zawsze piszę o tym.

    • parapetliteracki

      11 listopada 2016 at 20:56 Odpowiedz

      Pewnie, że lepiej przyjść na Festiwal! 🙂 Wspaniała atmosfera i ciekawi goście, choć na pewno i targi mają swój urok, gdyby nie choroba na chwilę bym tam wpadła.

      Hmm to dobrze trafiasz, mi się zdarza zwłaszcza przy nowościach, że się nacinam na ciekawy opis i polecenia, a ostatecznie – jestem rozczarowana :).

      Pozdrawiam ciepło,
      A.

  • Iza D

    9 listopada 2016 at 11:43 Odpowiedz

    Nawet nie wiedziałam, że jest taki festiwal.
    Co do krytyki literackiej i recenzji, to mnie nie przekonują te wszystkie bestsellery- dlaczego ktoś to kupuję, skoro w większości jest to słabe? Czyta się coraz więcej, ale w pośpiechu sięgamy po książki lekkie, dla rozrywki. No i żyjemy w czasach, kiedy książkę może wydać każdy, nawet osoba niekoniecznie potrafiąca dobrze pisać- wystarczą środki, dobry marketing i idzie jak świeże bułeczki.
    Termin ważności książki nie jest dla mnie ważny- chociaż książki też podlegają modzie i modnie jest czytać nowości, ja lubię też sięgać po starsze tytuły.

    • parapetliteracki

      11 listopada 2016 at 20:32 Odpowiedz

      Iza, dokładnie. Też mam taką myśl, ze sięgamy po coraz lżejsze książki. Kiedyś literatura naprawdę coś znaczyła, krytycy nie zostawiali suchej nitki na miernych pozycjach, a dzisiaj? Dzisiaj wszystko co wychodzi dostaje z marszy tytuł arcydzieła i bestsellera, nawet zanim trafi na półki.
      I ja bardzo lubię sięgać po starsze tytuły, dziś np. biorę z maminej półki Saula Bellowa 🙂

  • Gabriela

    6 listopada 2016 at 14:14 Odpowiedz

    Druki rok mieszkam w Krakowie i drugi rok nie byłam na tym festiwalu. I oczywiście drugi rok żałuję. Uroczyście obiecuję, że w przyszłym roku się wybiorę, bo wiem, że warto. 🙂

    • parapetliteracki

      7 listopada 2016 at 16:16 Odpowiedz

      Widzisz, ja też żałuję, że nie przyjechałam w zeszłym roku. Niby do Krakowa niedaleko, ale zawsze to wyprawa. Zatem w przyszłym roku już bez wymówek, widzimy się na Conradzie 🙂

  • naia

    4 listopada 2016 at 20:43 Odpowiedz

    Tak, Przemysły książki to było zdecydowanie ciekawe pasmo, bo pozwalało spojrzeć na polską branżę literacką i księgarską trochę „od kuchni”. Na zeszłorocznych Conradach też chyba były podobne wydarzenia, ale pierwszy raz w nich uczestniczyłam, i wrażenia bardzo na plus :).

    Co do spotkania o krytyce, trochę odnosząc się też do tego, co napisał Qbuś – na to generalizowanie i wrzucanie blogerów do jednego worka jesteśmy chyba skazani. Co rusz zewsząd słyszę o tym, jak to blogerki książkowe serduszkują i rzucają hashtagami, jak to piszą pod publiczkę, itd. itp. Jak gdyby blogerzy nie byli naprawdę dużą i różnorodną grupą (do której zresztą należy również prowadzący to conradowskie spotkanie Marcin Wilk). Przypuszczam, że goście tej debaty zdają sobie z tego sprawę, ale, żeby już nie gmatwać się w rozróżnianie i kategoryzację, wolą przemilczeć kwestię blogów wartościowych i niezależnych. Tak wygodniej. Niestety, ta mniej profesjonalna część blogosfery bardziej rzuca się w oczy i robi nam zły piar :).

    A co do tej elitarności czytania, która pobrzmiewała rzekomo w głosach gości. Nie sądzę, żeby zależało im na tym, aby czytanie pozostało rozrywką dla wybranych, nie spopularyzowało się; raczej martwi ich ta komercjalizacja rynku książki, to wciskanie ludziom literackich miernot i wmawianie im, że to Wielka Literatura. Oni chcieliby, żeby ludzie czytali, ale żeby czytali dobre książki, i żeby robili to w sposób myślący i krytyczny (a do tego akurat wcale nie potrzeba geniusza). A tymczasem triumfy popularności święcą słabe powieścidła i biografie celebrytów, bo te krzyczą z telewizji i bilbordów. Ja akurat też nie jestem zwolenniczką podejścia „nieważne co czyta, byle czytał”; to, co się czyta, ma moim zdaniem znaczenie. Więc, podsumowując, zgadzam się z Tobą, Olu :).

    Dziękuję Ci za tę relację ze spotkania z izraelskimi pisarzami. „Męża i żonę” postaram się gdzieś zdobyć, brzmi ciekawie. Ja w końcu w niedzielę nie dotarłam już wcale do Pałacu Czeczotki, nie dałam rady. A z tymi tłumaczeniami to zawsze trochę problem – dla mnie słuchawki są trochę niewygodne, zwłaszcza jak się trzyma na kolanach książki, zeszyt, dłuopis, telefon do robienia zdjęć i co tam jeszcze, nie zawsze też potrafię się w pełni skupić na tym, co w nich słyszę, no i zdarzają się też słabsi tłumacze, którzy nie nadążają, połykają słowa, plączą się, gubią wątki. (Przy czym oczywiście rozumiem, że to jest mega wymagające i stresujące zajęcie; nie tłumaczyłam nigdy w kabinie, ale mieliśmy na filologii elementy tłumaczeń ustnych, i nawet w wersji konsekutywnej wychodziło mi to tragicznie, więc naprawdę zdaję sobie sprawę, jak niełatwe to zadanie). Ale masz rację, że tłumaczenie konsekutywne jest dosyć męczące. Sporo w tym wypadku zależy od gościa – niektórzy zdają sobie sprawę, że dłuższe wypowiedzi są kłopotliwe i dla tłumacza, i dla słuchaczy, właśnie przez to czekanie, więc robią często przerwy na tłumaczenie, i słucha się tego przyjemniej, ale są i takie gaduły, które totalnie odpływają i potrafią kilka minut mówić bez przerwy. Pamiętam jeszcze z poprzednich festiwali wieczorne spotkania, które mi się niemożliwie przeciągały z powodu tych monologów, i krzyczałam w duchu: „Stop, zatrzymaj się wreszcie, tłumaczenie!” :).

    Z Flanagana też najbardziej zapadł mi w pamięć ten fragment o wizycie u byłego strażnika. Zwłaszcza, że wiele opowieści, które pojawiły się na spotkaniu, gdzieś już wcześniej czytałam – Flanagan mówił o nich w wywiadach – ale z tą akurat spotkałam się po raz pierwszy. Niesamowita!

    Jeszcze co do księgarni i księgarnio-kawiarni. Takich fajnych, niszowych, jest w Krakowie sporo, i wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Jeśli się kiedyś znowu spotkamy w Krakowie, i będzie trochę więcej czasu (wiem, to sporo warunków do spełnienia, ale a nuż się uda :D), to zapraszam Cię na taki księgarniany tour po mieście! O ile oczywiście będziesz mieć ochotę :). A w Warszawie też, mam nadzieję, jakoś się niedługo umówimy na dłuższe pogaduchy. Ściskam i pozdrawiam, dzięki za miłe towarzystwo!

    • parapetliteracki

      11 listopada 2016 at 19:30 Odpowiedz

      Uf, siadłam w końcu w fotelu i mogę w spokoju odpisać 🙂

      Zaczynając od końca – w Krakowie jestem co miesiąc i któregoś razu mogłabym przyjechać dzień wcześniej na zwiedzanie księgarni, brzmi cudnie! Obowiązkowo się odezwij jak będziesz w stolicy, umówimy się 🙂

      Tak tak, jest właśnie tak jak napisałaś w trzecim akapicie. Wiem, że jestem w swoim poglądzie generalnie niepopularna, ale myślę że czytanie miernych powieścideł (bo inaczej się tego nie da nazwać) generalnie ogłupia i pewnej grupy książek należałoby zabronić. Najbardziej przeraża mnie to co dzieje się w tzw literaturze kobiecej… Pracując kilka miesięcy w księgarni sieciowej napatrzyłam się wystarczająco, z niedowierzaniem że ktoś chce to czytać kiedy jest tyle wspanialej, wartościowej literatury. I tu mam myśl, za którą zostałam kiedyś potępiona ;), że te koszmarnie złe książki wychodzą jak grzyby po deszczu z tej przyczyny, że ludzie szukają łatwej i tylko łatwej rozrywki. A więc prosty język, prosta jak konstrukcja cepa fabuła, proste emocje bo przecież najłatwiej czytelnika zmusić do płaczu. Natomiast ja uważam, że wcale nie chodzi o to żeby było łatwo, tylko żeby czegoś się nauczyć, dowiedzieć, doświadczyć, przemyśleć, dojść do wniosków, zadać pytanie, no generalnie włożyć wysiłek.

      W tłumaczeniu konsekutywnym plus jest taki, że jest czas zrobić notatki w tzw. międzyczasie 🙂

      Mam nadzieję, że już wyzdrowiałaś!

      Pozdrawiam cieplutko z zasypanego (!!) śniegiem Białegostoku.

  • agussiek

    4 listopada 2016 at 18:19 Odpowiedz

    Spotkanie z pisarzami izraelskim było tłumaczone symultanicznie, a z syryjską dziennikarką konsekutywnie. Też byłam na obu 😉

    • parapetliteracki

      4 listopada 2016 at 18:41 Odpowiedz

      Słusznie, pisząc tekst pomyliłam pojęcia, już poprawiłam 😉 Co zasadniczo nie zmienia tego, że spotkanie z Samar było potwornie uciążliwe przez wybór sposobu tłumaczenia, a z izraelskimi pisarzami świetne w odbiorze 🙂 A Tobie które się bardziej podobało?

      Pozdrawiam ciepło,
      A.

      • agussiek

        4 listopada 2016 at 20:07 Odpowiedz

        To z Samar Yazbek było bardzo poruszające, zwłaszcza pytania i komentarze publiczności. Ja z przyjemnością słuchałam arabskiego, choć rzeczywiście momentami się dłużyło i też miałam wrażenie, że tłumacz skraca jej wypowiedzi. Wielka szkoda.
        Natomiast spotkanie z trójką Pisarzy izraelskich było przecudowne. Świetnie przygotowane, prowadzone i tłumaczone. Dla mnie 6+ ;))

        • parapetliteracki

          4 listopada 2016 at 20:24 Odpowiedz

          Ja się też już na tym spotkaniu bardzo źle czułam, choroba dawała mi się we znaki i po godzinie uciekłam z Pałacu, nie doczekałam do pytań publiczności i teraz żałuję. Myślę, że moja irytacja wynikała głównie z tego, że mam świadomość, że Samar ma do powiedzenia ogrom ważnych rzeczy, a przez to nieszczęsne tłumaczenie straciliśmy dużo czasu. Prównując te dwa spotkania, na niedzielnym było znacznie więcej treści.

  • Qbuś pożera książki

    3 listopada 2016 at 22:11 Odpowiedz

    Odniosę się do fragmentu o blogerach i krytyce. Zgadzam się z tym, że na blogach brakuje krytyki i jest to spory problem. Nie rozumiem trochę osób, które nie wolą zrezygnować z pisania recenzji, jeśli miała by być negatywna. Nie oceniam też zbyt wysoko warsztatu sporej części blogosfery. Ale wkurza mnie generalizowanie. Jest sporo blogów dobrych i krytycznych, a problem z krytyką polega na tym, że spora cześć blogerów samodzielnie dobiera sobie książki, co znacząco zmniejsza ryzyko trafienia na coś słabego.

    Poza tym odnoszę wrażenie, że dyskutanci chcieliby, by czytanie było czymś elitarnym, rozrywką wysoką i dla szaraczków nieosiągalną. Niech sobie czytelnictwo leży i kwiczy, byleby się nie spopularyzowało.

    • parapetliteracki

      4 listopada 2016 at 19:42 Odpowiedz

      Ja również uważam, że jest dużo blogów ciekawych, prowadzonych w bardzo rzetelny sposób. Są przecież blogi pisane przez osoby z wykształceniem filologicznym, dziennikarskim czy literaturoznawczym. Te blogi odwiedzam i czytam, natomiast mam świadomość, że ogół blogosfery nie wygląda pewnie już tak świetnie i goście posłużyli się faktycznie byćmoże nadmierną generalizacją.
      Co do Twojej uwagi o eksluzywności czytania – nie odebrałam ich wypowiedzi w ten sposób absolutnie. Rozumiem, że nawiązujesz tutaj do promocji czytelnictwa, która „zabija krytykę literacką”. Myślę, że gościom bardziej chodziło o to, że przy promocji zapomina się o tzw. modelowaniu gustów czytelniczych, i że jednak fajnie byłoby pokazywać, że jest literatura dobra, taka sobie i bardzo zła 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      A.

Post a Comment