239
post-template-default,single,single-post,postid-239,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Blisko domu – Erskine Caldwell

https%3A%2F%2F41.media.tumblr.com%2F9d7b098f9ac8b267b8b452841552e276%2Ftumblr_o0p7hiDbat1u3tblpo1_1280

„Nie trzeba mieć określonego koloru skóry, żeby być człowiekiem.” [s. 74]

No właśnie, trzeba czy nie trzeba? Erskine Caldwell kładzie przed nami tą kwestię w wielu swoich utworach. Ten pan w ogóle jest dobry w niewygodnych pytaniach: o moralność, o wolność wyboru, o gorsze zło.  “Blisko domu” mówi o dyskryminacji rasowej w kontekście społeczności lokalnej, ale też w kontekście jednostki.

Podobnie jak Steinbeck, Caldwell bazuje na własnym doświadczeniu. Pisarz ten pochodził z Georgii i jako syn pastora świetnie znał realia i problemy południowej części Stanów Zjednoczonych, tam też usytuował akcję większości, jeśli nie wszystkich swoich utworów. Fabuła książki jest prosta i stanowi, mam wrażenie, jedynie pretekst do zaznaczenia pewnych problemów. Główny bohater, odwieczny szczęściarz, jeden z tych co to zawsze wygrywają darmowe piwo, a w grach, w których liczy się tylko fart, nie mają w sobie równych, wychodzi za mąż za bogatą wdowę. Nie ma on jednak zamiaru rezygnować z dotychczasowego trybu życia, tylko dlatego, że jakaś kobieta przyjęła jego nazwisko. Małżonka nakrywa go z czarnoskórą kochanką i od tego zaczyna się szybki ciąg zdarzeń prowadzących do prawdziwej tragedii (niemal greckiej). Banalne?? Tak, na pozór. Caldwell mówi nam o rzeczach bardzo ważnych, ale o tym  za chwilę.

Konstrukcja książki jest zaskakująca. Autor wprowadza nas w realia małego miasteczka na południu Stanów Zjednoczonych i pozwala nam podejść bardzo blisko bohaterów, mamy ich na wyciągnięcie ręki, niemal czujemy ich zapach, słyszymy ich myśli.  To naturalistyczne widzenie świata i swoiste zamknięcie danej społeczności tworzy poczucie, że poza tym właśnie miejscem, nie ma nic, że nie istnieje świat zewnętrzny. Podobne wrażenie miałam czytając prozę Williama Faulknera. Dzięki temu tak łatwo jest nam wejść w opowiadaną historię i w nią uwierzyć. Kiedy skończyłam czytać, moją pierwszą myślą było to, że byłby z tego fantastyczny film, albo lepiej, sztuka teatralna. Bohaterowie poruszają się po ograniczonej liczbie lokalizacji, a opisy poszczególnych scen są tak obrazowe, plastyczne, że nie czujemy się obserwatoriami, czujemy się uczestnikami.

Wrażenie sztuki dramatycznej potęguje zabieg literacki, z którym przyznam pierwszy raz się spotkałam. Pojawiają się mianowicie co jakiś czas wtrącenia niewidzialnego narratora, który czasem, ma się poczucie, cytuje myśli, lub wcześniejsze wypowiedzi postaci, a czasem jakby mówił jednak w swoim własnym imieniu. Jest komentatorem zdarzeń, niczym chór w tragedii greckiej, który poszerza nasze pole widzenia, dostarcza nieznanych wcześniej faktów o bohaterach, a także o realiach panujących w tej zamkniętej społeczności. Jest naszym sojusznikiem. Wygląda to tak, jakby w rozgrywających się wydarzeniach nagle ktoś włączał pauzę, na scenę wchodził ON, mówił co ma do powiedzenia, i włączał akcję z powrotem.

„Starzejąc się, nie wiemy, czy jesteśmy radzi, czy martwimy się sprawami, które zdarzyły się dawno temu. Są to mieszane uczucia. Czas płata nam dziwne figle. To tak jak z jabłkami i melonami kradzionymi farmerom. Teraz nie robilibyśmy tego, ale za młodu wydawało nam się, że to jest rzecz normalna.” [s. 75]

Nie da się ukryć, że wydarzenia opisywane przez Caldwella nie należą do najbardziej podnoszących na duchu, ale sposób pisania autora, jego czarny, często zjadliwy humor, powoduje, że książka daje do myślenia, ale nie przygniata do ziemi, że jest dużo momentów w których możemy wziąć oddech i zaśmiać się pod nosem.

To o czym tak ważnym mówi nam “Blisko domu”? Otóż mówi o przywiązaniu do swojej ziemi, o przynależności do danego nam z urodzenia miejsca, która jest silniejsza niż jakiekolwiek inne uczucie. O wartości człowieka, która mierzona jest odcieniem skóry (całkiem czarna, wiele odcieni kawy z mlekiem, całkiem biała) i która rośnie wprost proporcjonalnie do zawartości ww. mleka w kawie. A przede wszystkim – o człowieczeństwie. Pokazuje, że zawsze mamy wybór, możemy postąpić dobrze albo źle, i żadne konwenanse, stereotypy i utarte schematy za którymi się chowamy, nie stanowią tak naprawdę wytłumaczenia. Przyjdzie wieczór, a my będziemy musieli spojrzeć sobie w twarz i odpowiedzieć na pytanie jakimi jesteśmy ludźmi, co wybraliśmy.

„Czasem ze mną jest podobnie. Wszystko idzie na opak. Żona budzi się rano i powiada, że mój wygląd jej się nie podoba. Przychodzę w nocy do domu, ona mi mówi, że sama się sobie nie podoba. Jak się z nią zgadzam, to się wścieka i nie odzywa do mnie. A jak się nie zgadzam, to się wścieka i też mnie ignoruje. Teraz wiesz, jakie mam kłopoty. Ale doszedłem do wniosku, że to się każdemu zdarza – mnie, tobie, ludziom z dużą dupą i małą dupą, bogatym i biednym. I trzeba sobie radzić w życiu, jak świnia, która musi się nauczyć, jak się obejść bez nocnika.” [s.166]

Przepraszam, znowu weszłam w długie zdania.

A.

* wszystkie użyte w tekście cytaty pochodzą z omawianej książki

 


 

blisko_domu

tytuł: Blisko domu (Close to home)

autor: Erskine Caldwell

tłumaczenie: Kazimierz Piotrowski

wydawnictwo: Książka i Wiedza

rok wydania: 1985

Ilość stron: 208

Moja ocena: 6/6

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o