657
post-template-default,single,single-post,postid-657,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

Co czytam, kiedy nie piszę tekstów na bloga. Część I. “Arabowie tańczą” i “Fatum i Furia”.

To nie jest tak, że jak nie piszę, to też nie czytam. Czytam jak najbardziej, tylko mniej niż zwykle.
Obiecałam, że napiszę zbiorczą recenzję odnośnie tego, co czytałam przez maj, czerwiec i lipiec. Recenzja to zdecydowanie za dużo powiedziane, ale powiem wam jakie były moje lektury i które mnie oczarowały bardzo, a które wcale. Początkowo chciałam je zawrzeć w jednym wpisie, ale… okazało się to niemożliwe. Zbyt wiele miałam do powiedzenia o książce pewnego palestyńskiego pisarza. Postanowiłam je zatem podzielić w zupełnie nieprzemyślany i spontaniczny sposób. Dziś “Arabowie tańczą”, o których mam sporo do napisania i “Fatum i furia”, o której piszę tylko ku przestrodze.

“Arabowie tańczą” Said Kaszua
mojej babci wyprawka na śmierć.

Autorem tej niedużej, po części autobiograficznej książki jest Palestyńczyk, który opowiada nam bardzo intymną historię życia Araba żyjącego w Izraelu. Historię pełną kontrastów, ostrych barw i sprzeczności. Ojciec bohatera pragnie, aby został on twórcą bomby atomowej albo palestyńskim wojownikiem, chłopiec – chce być Żydem. Jego koledzy ze szkoły w Tirze nie wiedzą kto to jest Palestyńczyk, wiedzą za to, jak poustawiać opony, aby uniemożliwić wjazd izraelskim wojskom do wioski. Zaciekle walczą o wolność swojego narodu, nie wiedząc nawet, kim są. Doskonale natomiast wiedzą kim jest ich wróg.

Czarny humor, groteska, wzruszenie, strach. To wszystko w pełnym słońcu na tle konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W tej opowieści zawiera się los tysięcy młodych Arabów żyjących na tej parzącej stopy ziemi. Palestyńczyków, decydujących się żyć wśród Żydów, próbujących w większym lub mniejszym stopniu wtopić się w żydowski tłum, jednocześnie zachowując pamięć o skromnych i dumnych Arabach z opowieści swoich dziadków. Z krzywym uśmiechem podsumowuje to główny bohater, który nie wie, “czy ma przejść na judaizm, czy się wysadzić w powietrze”. W pewnym momencie swojego życia zdaje on sobie sprawę, że nigdy nie będzie mógł się całkowicie zasymilować, że zawsze będzie podział na “my” i “oni”, i że tego podziału dokonują obie strony. 

Nie ma w tej książce wielkich zwrotów akcji, nagłych zdarzeń, czy zawiłej fabuły. Jest prosta opowieść o człowieku, o jego słabościach, wyborach, o codzienności. O rozczarowaniu i zawiedzionych nadziejach. Bohater jest rozczarowany swoim ojcem, ojciec rozczarowany jest synem, a ja – ich losem, choć wiem, że musiał potoczyć się w ten sposób. 

“Zaskarżę też mojego tatę za to, że zasiał  w moim sercu nadzieję. Że mnie oszukał. Że uczył mnie śpiewać “Wyszliśmy na ulicę, wznosząc w górę flagi, krajowi naszemu śpiewaliśmy pięknie”. Śmieję się z niego, kiedy mówi za każdym razem, gdy ostrzeliwują pociskami Gazę i Ramallę: “No, to ich koniec.” Nie wybaczę mu tego, że uczył nas, że zwyciężymy wroga oponami i kamieniami. Nie mam w duszy nadziei, jestem pełen nienawiści. Nienawidzę taty, przez którego nie mogę opuścić kraju, bo uczył nas, że nie mamy innego miejsca , że lepiej umrzeć na tej ziemi,  że nie wolno rezygnować.” 

Cała historia opowiedziana przez Saida Kaszua przypomina stos zdjęć nałożonych na siebie. Odkrywamy jedno po drugim. Za niektórymi z nich kryje się dłuższa opowieść, za innymi tylko emocja, chwila namysłu, nikłe wspomnienie. Nad fotografiami dryfuje natomiast paskudne uczucie. Wstyd. Wstyd, że się urodziło Palestyńczykiem, Arabem. Bohater do perfekcji opanowuje sztukę kamuflażu, od wyglądu, przez auto, po prawidłową wymowę herbajskiego “pe”. Staje się bardziej żydowski od prawdziwego Żyda.
Tożsamość? Jaka tożsamość?

Uważny czytelnik znajdzie w tych opowieściach wiele prawdy o życiu Palestyńczyków, znajdzie w nich podzielone drutem kolczastym wsie, rodziny, podzielone serca. Znajdzie wiele uroczych drobiazgów, chwil bliskości z bohaterem, a w końcu też zrozumienie ich nieszczęścia. A zrozumienie, przynajmniej w moim przypadku, poskutkowało falą wątpliwości co do dotychczasowych przekonań i smutku. Zazwyczaj taką cenę płacimy za skuteczne wejście w czyjeś buty. A to się dokonało podczas tej lektury.

“Teraz ona zakrywa oczy białą chustką i mówi, że ona nie płacze z powodu śmierci, na odwrót, jest już zmęczona i nie chce sprawiać dodatkowego trudu mamie i tacie. Mówi, że płacze tylko dlatego, bo kiedyś myślała, że będzie pochowana w swojej ziemi.
– Pamiętasz, gdzie jest klucz do szafy?
I razem płaczemy.”

“Fatum i Furia” – Lauren Groff

Myślę, że nawet nie trzeba mówić o czym jest powieść, bo już wszyscy przecież wiedzą. Historia ponad dwudziestu lat małżeństwa opowiedziana najpierw z perspektywy męża, później z perspektywy żony. Po tym, jak książkę publicznie polecił Barack Obama sięgnęły po nią masy czytelników w wielu krajach i spotkała się z powszechnym zachwytem.
Ja się nie zachwycam.
Koncept jest ciekawy, przedstawienie dwóch spojrzeń na zdawałoby się tę samą historię może przynieść powieść pełną emocji, napięcia, zmuszającą do refleksji. Spodziewałam się ciekawej analizy małżeństwa od środka, mechanizmów rządzących parą ludzi będących w tym przecież najintymniejszym ze związków.

Niestety pani Groff stworzyła postaci płytkie i niewiarygodne, niewzbudzające we mnie żadnego napięcia i żadnych emocji poza irytacją. Bohaterowie są niewiarygodni, przeintelektualizowani, wypsikani perfumą i wysmarowani pomadą. Przy tym absurdalnie wręcz cyniczni i manipulujący sobą nawzajem.
W części w której autorka chce zdemaskować iluzję roztoczoną przed czytelnikiem w pierwszej połowie powieści, jedzie po bandzie używając efekciarskich, ogranych motywów, chcąc nas ewidentnie zaszokować.
Szok jest, a i owszem. Że wokół tak przeciętnej literatury powstało tyle szumu. Dodając do tego  na siłę wciskane odniesienia do klasyki literatury z Shakespear’em na czele i kiepski, bardzo prosty, wręcz momentami wulgarny język stwierdzam, że naprawdę nie warto wydać pieniędzy w księgarni na “Fatum i furię”.

No i widzicie sprawa wygląda tak. Jak mi ktoś położy teraz na stole “Fatum…” i “Arabowie tańczą” i powie, że Lauren Groff stworzyła arcydzieło literatury, i te wszystkie peany wyśpiewa z okładki, to mi się tylko chce uśmiechnąć. Bo ta pierwsza książka jest tak bardzo amerykańska, a ta druga jest tak bardzo ludzka.

To maleńkie wzruszenie po kropce na końcu zdania tworzy dzieło niezapomniane, intymna i prosta historia, w którą ja tak bardzo, bardzo wierzę.

“Musiałem ścierpieć wszystko bez alkoholu i papierosów. Bo ja jestem dzieckiem grzecznym i wstydliwym.”
Arabowie tańczą

A.

 


 

tytuł: Arabowie tańczą (‘Arabiym rwqdiym)

autor: Said Kaszua

tłumaczenie: Tomasz Korzeniowski

wydawnictwo: Pogranicze

rok wydania: 2005

Ilość stron: 192


fatum

tytuł: Fatum i Furia (Fates and Furies)

autor: Lauren Groff

tłumaczenie: Mateusz Borowski

wydawnictwo: Znak

rok wydania: 2016

Ilość stron: 400

Fatum i furia [Lauren Groff] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Wydawnictwa niszowe, część druga. | parapet literackiparapetliterackiLena WaderaGosia KraszkGabriela Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Jeśli chcielibyście poczytać o „Arabowie tańczą” (a naprawdę to świetny kawałek literatury), to odsyłam Was TUTAJ. […]

Lena Wadera
Gość

A widzisz, a ja od jakiegoś czasu “Fatum i Furię” mam na liście “do przeczytania”. I po kolejnej podobnej recenzji chyba ją wreszcie…wykreślę 🙂 (nie lubię marnotrawić czasu na marną lekturę)

parapetliteracki
Gość

Właśnie o to chodzi, mamy tak mało czasu, a jest tyle świetnych książek do przeczytania, które odkładamy na później, łapiąc się za nowości; nie ma co marnować czasu, poczytaj lepiej Christensena albo Majgull Axelsson. Emocje gwarantowane 🙂

Gosia Kraszk
Gość
Gosia Kraszk

Pod recenzją Fatum i Furii podpisuję się obiema rękami!!!Dokładnie tak myślę tylko Pani to pięknie opisała -postaci płytkie, niewiarygodne…Może po przetłumaczeniu coś książka straciła?Ja niestety ją kupiłam ale już oddałam!

parapetliteracki
Gość

No właśnie… i jak to jest że jedna książka budzi tak skrajnie inne odczucia? Fascynujące! 🙂 Cieszę się, że tak jest, dzięki temu jest o czym dyskutować. Zła jestem jedynie na siebie, że mimo postanowienia, że nie czytam współczesnej powieści amerykańskiej, zrobiłam to i zmarnowałam czas.

Gabriela
Gość

Chętnie przeczytałabym “Arabowie tańczą”. Koniecznie muszę zobaczyć czy jest dostępna w mojej bibliotece. 🙂

parapetliteracki
Gość

Ależ koniecznie zobacz 🙂 myślę, że może być, ja swój egzemplarz też miałam biblioteczny 🙂