21944
post-template-default,single,single-post,postid-21944,single-format-standard,stockholm-core-1.1,select-theme-ver-5.1.7,ajax_fade,page_not_loaded

27 śmierci Toby’ego Obeda – Joanna Gierak-Onoszko

Przyczynkiem do napisania 27 śmierci Toby’ego Obeda Joanny Gierak-Onoszko były dyskusja w kanadyjskich mediach o tym, o czym w Kanadzie pisać i mówić się nie powinno, propozycja dyskusji o granicy wolności słowa, ale nie tylko to. Drugim powodem, dla którego reporterka mieszkająca od lat w Kanadzie pochyliła się nad mroczną przeszłością tego kraju, było jej własne doświadczenie macierzyństwa. Stawiała sobie pytania o źródło zła w człowieku, o to, kiedy w złości przekracza się pewną granicę, zza której nie ma już powrotu.

Od połowy XIX wieku do 1996 roku w Kanadzie wyrwano z rąk rodziców 150 tys. inuickich dzieci i umieszczono je w szkołach z internatem, aby je naturalizować, odebrać imiona i zastąpić je numerami, ograbić z kultury i języka. Dzieci były w tych miejscach poddawane torturom, molestowaniu i nieludzkiemu traktowaniu przez postaci ubrane w habity i z Ewangelią na ustach. Kanadyjskie szkoły z internatem dla rdzennej ludności były bowiem finansowane przez państwo, lecz prowadzone przez katolickie i protestanckie duchowieństwo. Jak zawsze i wszędzie – bezkarne.

Wiesz, z Kościołem jest mi nie po drodze. Żyjemy tu jak w czwartym świecie, kolonizowani wewnątrz własnego państwa przez zewnętrzne siły watykańskie. Religia jest naszą chorobą, rakiem, który daje obrzydliwe przerzuty, a państwo nie znajduje w sobie siły, by poddać się radykalnej operacji. Kto dał zgodę na szkoły z internatem? Państwo. A kto je z ochotą i wielką pasją prowadził? Kościół. To Kościół odpowiada za  zburzenie fundamentów naszej kultury, naszej tożsamości. Gdyby takie zapędy miałaby jakakolwiek korporacja, zostałaby wyrzucona poza granice kraju, nie mogłaby tu inwestować. A Kościół? Jemu wszystko wolno. Ale i to się zmienia. Sięgamy do naszej tożsamości, którą tyle lat próbowano nam odebrać. Nie można pozbawić człowieka jego kodu genetycznego. Jak teraz odrąbię sobie fiuta, to nie zostanę przez to kobietą, prawda?

Historia Toby’ego Obeda to historia jednego z ocaleńcow, jak w Kanadzie współcześnie nazywa się dzieci, które przeżyły szkołę z internatem. Przetrwały. Ocalały, chociaż skutki spędzonych tam lat odczuwają do końca życia. Po opuszczeniu murów zmagają się z poczuciem niedopasowania, obcością, skutkami traumy, a w efekcie tego – bardzo często z alkoholizmem i depresją. Mają ogromny problem z utrzymaniem pracy i rodziny.

W 27 śmierciach Toby’ego Obeda  autorka opowiada nam jednak nie tylko straszliwą historię krzywdy inuickich dzieci. Opowiada nam o systematycznym i skutecznym niszczeniu całej kultury rdzennych mieszkańców – ich społeczności, języka, symboli, dziedzictwa, więzi, sposobu pracy i życia.

Do tego, jako biali, ciągle nami pogardzacie – może jesteś z Polski, ale dla mnie jesteś po prostu Europejką, nikim więcej niż siostrą i córką kolonizatorów. Mówiliście, że jesteśmy leniwi – ale to wy nie pozwalaliście nam pracować na naszych zasadach, a innej pracy nam nie daliście. Mówicie, że jesteśmy wiecznie pijani – ale to wy nas wpędziliście w rozpacz.

(…) Zniszczyliście nasze domy, rozwaliliście nasze rodziny. A teraz w ramach jakiejś perwersji litujecie się nad nami i chcecie się pojednać. Jak? Tatuując sobie nasze święte znaki na dupie?

Z jednej więc strony ten reportaż o Kanadzie to sieczka dla mózgu, ból, złość i masa przekleństw miotanych pod nosem. Z drugiej jednak opowieść o kraju, który po latach bierze swoją winę na barki, mierzy się z ogromem zadanych krzywd i mówi: przepraszam. Owszem, Kościół próbuje tuszować i wypierać fakty, ale Kanada, z aktualnym premierem, Justinem Trudeau na czele, pracuje nad zadośćuczynieniem ofiarom i ich rodzinom. Autorka książki dość dokładnie opowiada o zborowych pozwach wytaczanych państwu przez ofiary, a najwięcej miejsca poświęca sprawie Anderson przeciwko Kanadzie – sprawie ocaleńców z Labradoru, która zakończyła się ugodą i głośnym gestem pojednania między premierem, a tytułowym Toby’m Obedem. Poniżej możecie zobaczyć wystąpienie Trudeau, a TUTAJ – emocjonalną chwilę między nim i Obedem, jeszcze sprzed przemówienia. Nie wiem jednak, czy nie jest ona zbyt intymna, aby na nią patrzeć. 

Kwestia tamtych zbrodni jest teraz bardzo żywa w Kanadzie, nie ma dnia żeby w gazetach nie znalazł się artykuł związany przywracaniem pamięci o Pierwszych Narodach i Inuitach. W szkołach codziennie rano dzieci słyszą formułkę wygłaszaną przez dyrekcję, żeby pamiętały, że ich szkoła znajduje się na terenie należącym kiedyś do rdzennych mieszkańców, których już tutaj nie ma. Dba się o pamięć, o język, jakim się w przestrzeni publicznej posługuje społeczeństwo. Na przykład nie używa się już zupełnie określeń Indianie czy Eskimosi, które zostały narzucone przez Europejczyków. Na tych, którzy są tutaj od wieków mówi się po prostu Pierwsze Narody, ale poza nimi są także Inuici, czyli mieszkańcy północnej Kanady, a także Metysi, mający w sobie krew ludzi z Pierwszych Narodów oraz przybyszów z Europy. Oni wszyscy tworzą mozaikę rdzennych mieszkańców. I stanowią dzisiaj w Kanadzie 5% ludności.   

Język w tym kraju zmienia się szybko. Uważność na słowa jest tu ważniejsza od akcentu: każdy może przyjechać z własną melodią języka. Mowa może być twarda i nieporadna, ale nie może być krzywdząca dla innych. W Kanadzie umówiono się, że język ma znaczenie wykraczające poza dosłowny przekaz, ma moc sprawczą. Uważa się, że procesy społeczne zaczynają się od slow, a jązyk jest narzędziem, jak inne.

Trudno uwierzyć, że reportaż o Kanadzie to książkowy debiut Joanny Gierak-Onoszko. Pisze bardzo sprawnie, konkretnie. Właściwie nazywa zjawiska i nie boi się mówić o sprawach najtrudniejszych prosto z mostu. Jednocześnie tak prowadzi opowiadaną historię, żeby czytelnika nie przygnieść do ziemi nagromadzeniem okrucieństwa, potwornością detali. Wiemy co się wydarzyło, nie potrzebujemy do tego sekcji zwłok na stole. Wykazuje niezwykłą empatię i troskę o swoich boheterów, ale i o czytelnika. A przede wszystkim patrzy na przeszłość Kanady i krzywdy które zadała ona wespół z Kościołem rdzennym mieszkańcom tych terenów z wielu perspektyw.

Na spotkaniu autorskim Joanna Gierak-Onoszko podkreślała, że nie chciała przywieść nam z Kanady biało-czarnego obrazka, prostego podziału na oprawców i ofiary. Chciała przywieść szarość i pokazać wieloaspektowość dramatu ludności rdzennej z tego, idealizowanego przez cały świat, kraju. A ponadto zrozumieć źródło tamtego zła. Nie sztuką jest zrozumieć zjawisko, ale sztuką jest zrozumieć motywację – powiedziała.  

Warto zmierzyć się w naszymi wyobrażeniami na temat tego jednego z najbardziej demokratycznych państw świata i zobaczyć czego w nim nie ma, czego na pocztówce z Kanady brakuje. Reporterka zburzy nam nieco ten wyidealizowany obraz. Pokaże, że Kanada także ma swoją mroczną przeszłość, z która się teraz rozlicza i za którą musi przeprosić, choć droga do pojednania jest daleka. Nie będzie to przyjemna lektura, ale dobry reportaż to taki, który burzy spokój. 27 śmierci Toby’ego Obeda spełnia swoją rolę.

W Europie uczymy się, że nieszczęsna nimfa Kallisto, zamieniona w niedźwiedzicę, została zawieszona na niebie przez samego Zeusa jako siedem gwiazd. To Ursa Maior. Ale ci, którzy byli w Kanadzie od początku świata, inaczej czytają to samo niebo. Siedem gwiazd oznacza tu siedem nauk, siedem drogowskazów na życie. Zadzieram głowę. Patrzymy z Henrym na jedną konstelację. Ja widzę w górze wóz i dyszel. Henry widzi siedem przykazań: wiedzę, miłość, pokorę, szczerość, odwagę, szacunek i prawdę.
W czasie naszej podróży Henry Pitawanakwat podaruje mi wszystkie gwiazdki z nieba.

27 śmierci Toby’ego Obeda, Joanna Gierak-Onoszko, red. Olga Gitkiewicz, wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2019


A.

Tags:

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
parapetliterackiBooki BukiQbuś pożera książkiPaweł Hohmann Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Booki Buki
Gość

Tytuł czeka u mnie w kolejce do przeczytania.

Dziękuję za rzetelną i wyczerpującą recenzję, teraz wiem, że muszę lekturę przyspieszyć, a także, że to może być moja najważniejsza książka tego roku.

Qbuś pożera książki
Gość

Kanada jest aktualnie dość powszechnie postrzegana jako ostoja multikulturalności i tolerancji, a wystarczy cofnąć się tylko nieco w przeszłość, by odkryć wiele mrocznych zakątków ich historii. W dużej mierze związanych zwłaszcza z Pierwszymi Narodami – warto poczytać o tzw. kryzysie Oka czy Ipperwash.

Paweł Hohmann
Gość
Paweł Hohmann

Publiczne przeprosiny premiera Kanady za ogrom zła wyrządzonego ludziom, którzy stali się masowymi ofiarami bezwzględnych kolonizatorów już nie wystarczą. Miejmy nadzieję, że nie był to tylko uprzejmy, na pokaz, symboliczny, nic nieznaczący gest obliczony na polityczny zysk. Wykonano pierwszy krok na długiej i wyboistej drodze do realnego, ponownego wprowadzenia w krwioobieg kulturalny faktu istnienia pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej. Dla zbiorowej świadomości współczesnych Kanadyjczyków rzecz wydaje się nie do przecenienia. Uznanie pełnego prawa do suwerennego uczestnictwa w życiu politycznym, kulturalnym, naukowym w państwie dotąd traktującym Inuitów niczym obywateli drugiej kategorii, mogłoby być modelowym wzorem dla innych narodów zmagających się z mozolnym… Czytaj więcej »