Wydawnictwo [ze słownikiem]

Od czasów studiów dziennych nie czytałam po angielsku. A nawet wtedy przyswajałam jedynie artykuły z badań psychologicznych, a wiec napisanych specyficznym słownictwem, operujących na podobnych frazach i strukturach gramatycznych. Jako takiej książki po angielsku nie przeczytałam nigdy. Za sprawą motywacji ze strony innych blogerek zapragnęłam w tym roku w końcu to zmienić. Nie chciałam jednak rzucać się na głęboką wodę, by się nie zniechęcić na starcie. Z pomocą przyszło mi wydawnictwo [ze słownikiem].

Kilka miesięcy temu zaczęłam na nowo uczyć się angielskiego. Próbuję przypomnieć sobie słownictwo, odkurzyć gramatykę, a przede wszystkim przełamać barierę w mówieniu. Raz w tygodniu chodzę na lekcje języka, ale to za mało. Zaczęłam oglądać serial z angielskimi napisami zamiast polskich, ściągnęłam sobie aplikację radiową BBC. Wciąż za mało. Zachciało mi się czytać powieści ale w taki sposób, aby mieć z tego również przyjemność.

 

Wydawnictwo [ze słownikiem] – idea

Ile razy zrezygnowaliście z czytania książki w oryginale przez poczucie, że będziecie musieli wciąż sprawdzać coś w słowniku, googlować zwroty w Internecie, a tym samym wybijać się z lektury i czerpać z niej zerową przyjemność? Ja wiele razy. Wizja siedzenia w książką w jednym, a telefonem z włączonym słownikiem w drugim ręku, skutecznie mnie zniechęcała.

Aż dziw bierze, że do tej pory na rynku polskim nie było takiego pomysłu na wydawanie literatury w oryginale, jaki mają założyciele [ze słownikiem]. Idea jest prosta – potraktowanie powieści jak tekstu w podręczniku do nauki języka, poprzez umieszczenie na marginesach podręcznego słownika. Poza tym, na samym początku książki, tuż po spisie treści, znajdziemy zbiorczy słowniczek najczęściej występujących w danym tytule słów i zwrotów. Dodajmy do tego podział książek na poziomy zaawansowania (jak na kursach, od A1 do C2) i mamy całą filozofię [ze słownikiem]. Proste? Proste. A jakie fajne!

Wydawnictwo [ze słownikiem] – książki

Wydawnictwo postawiło na klasykę literatury jak Duma i uprzedzenie, Wenus w futrze, Studium w szkarłacie czy Frankenstein, a także książki dla dzieci (w tym moją ukochaną Pollyannę czy Czarnoksiężnika z Krainy Oz). Całą listę książek po angielsku wydanych do tej pory przez [ze słownikiem] znajdziecie TUTAJ.

Każdy tytuł jest przyporządkowany do poziomu zaawansowania czytelnika, od najłatwiejszych (A1) po najbardziej zaawansowane (C2). To bardzo ułatwia wybór lektury, gdyż znając jedynie polski przekład trudno czasem powiedzieć, która książka będzie dla nas na dany moment odpowiednia.

Okładki książek wydawnictwa [ze słownikiem] są tak charakterystyczne, że trudno pomylić je na półce z jakimikolwiek innymi. Na białym tle znajdziemy jedynie tytuł, wspomniany poziom językowy książki oraz gatunek. To minimalistyczne wydanie kojarzy mi się z nowoczesnymi podręcznikami i w moim poczuciu to bardzo pozytywna konotacja. Przecież czytanie książek [ze słownikiem] jest swojego rodzaju łączeniem przyjemności czytania z nauką.

 

W tym momencie w domu mam dwie książki wydawnictwa: Anne of Green Gables i The Picture of Dorian Gray. Tę pierwszą naturalnie czytałam w tłumaczeniu, w przeszłości (ale wieki temu) i w związku z tym od niej właśnie zaczęłam. Jest ona naturalnie prostsza, na poziomie A2/B1. Musze przyznać, że czyta się bardzo przyjemnie. Słówka na marginesie w zupełności wystarczają mi do pełnego zrozumienia tekstu. Dodatkowo kilka razy sięgałam do słownika na początku książki. Póki co, ani razu nie był mi potrzebny translator w telefonie.

To czego może brakować, a czego na razie nie czuję przy Ani… to tłumaczenie całych fraz, idiomów. Niestety, jak w każdym języku,  w angielskim często nie wystarczy znać znaczenie poszczególnych słów, aby zrozumieć sens logiczny całego wyrażenia, zdania.

Wydawnictwo [ze słownikiem] – dlaczego to dobry pomysł

Pierwszą motywacją do czytania książek w oryginale była nauka języka. Zupełnie inaczej czyta się takie długie teksty, można obserwować wszystkie możliwe „czasy” w wielu konfiguracjach, idiomy i metafory w szerszym kontekście. Do tego doszła ciekawość związana ze sztuką przekładu. Od dawna kusiło mnie, aby kilka razy w roku przeczytać daną książkę w oryginale i zaraz potem w tłumaczeniu, aby analizować różnice w języku.

Poza tymi dwoma motywami chodzi też o samo obcowanie z językiem ojczystym pisarza. Ciekawa rzecz – książka czytana w innym języku, nawet jeśli fabuła jest nam znana z przekładu, jest jednak jakby zupełnie nową książka. Trudno mi to wyjaśnić, ale inaczej ją obieramy, smakujemy słowa, znowu jesteśmy ciekawi użytych rozwiązań literackich, zakończenia.
To doświadczenie potwierdza moją tezę, że tłumaczenie książki, jest w pewnym sensie tworzeniem jej na nowo. Dla mnie to właśnie język, a nie fabuła, jest w tekście najważniejszy.

Na ten moment w ofercie wydawniczej [ze słownikiem] poza książkami po angielsku znajdziemy także tytuły po hiszpańsku, niemiecku i francusku, a w zapowiedziach na stronie zobaczyć można, że w planach na ten rok są także książki po rosyjsku! To świetny pomysł, a ja trzymam kciuki za szybki rozwój [ze słownikiem] i wypatruję kolejnych ciekawych tytułów w ofercie.

A.