Wydawnictwa niszowe, które warto znać. #3

Tyle jest wspaniałej literatury na świecie, o której nie mamy pojęcia. Czasem sobie myślę, że wynika to z trudności ze zmierzeniem się z innym sposobem myślenia, hierarchią wartości, kulturą odmienną od tej anglojęzycznej. A może to po prostu jest lenistwo? Bo łatwiej jest sięgnąć po coś z tzw. TOP 10 niż szperać, szukać w sieci i małych księgarniach, kupować książkę nieznanego autora o obco brzmiącym nazwisku i ryzykować, że jeszcze coś nas tam zaskoczy, zbulwersuje?

Od trzech tygodni dzielę się z wami niszowymi wydawnictwami, tymi lepiej i gorzej znanymi czytelnikom z Polsce.
Tekst #1
Tekst #2

Najczęściej kiedy mówię ludziom, że lubię literaturę arabską, to dziwinie na mnie patrzą. Znajome blogerki powiedziały mi, że taką samą reakcję wzbudza ich zachwyt nad pisarzami afrykańskimi. Co niektórzy mają minę, jakby zastanawiali się czy czytamy te książki do jakiegoś projektu, czy też dla szeroko pojętego samoumartwiania się. Otóż dla przyjemności. Dziś zatem będzie o książkach z okolic równika i dwóch krakowskich oficynach wydawniczych, którą wydają książki całkiem odmienne.

DodoEditor

DodoEditor to, muszę przyznać, moje ulubione wydawnictwo z tego zestawienia. Znowu, tak jak w przypadku Claroscuro, zapomniałam o nim na dłużej i czytelniczka bloga odświeżyła mi pamięć. DodoEditor tworzy grupa osób z pasją do literatury, wydają książki z różnych kręgów kulturowych i społecznych, zawsze jednak przykładają należytą staranność do wyboru tytułu, tłumaczenia, kwestii edytorskich oraz szaty graficznej, którą osobiście uważam za rewelacyjną (szczególnie seria Dreszczyk kulturalny). W ofercie oficyny mamy kilka serii, o bardzo różnorodnej tematyce. Wspomniany wyżej Dreszczyk kulturalny (nie mylić z kryminałem) to mocna, skandynawska proza w „sensacyjnym opakowaniu” – powieść zaczyna się już na okładce! 🙂 Na waszą szczególną uwagę zasługują trzy powieści Klasa Ostergrena – „Gentelmani”, „Gangsterzy” i „Ostatni papieros”. Jeśli nie znacie, a pewnie nie, to poznajcie koniecznie. Seria Swoimi ścieżkami, to z kolei opowieści o losach niezwykłych kobiet, o ich odwadze i nieprzeciętnych życiorysach.

Poza tym DodoEditor proponuje nam bardzo ciekawe Modernizmy, czyli tytuły dotyczące architektury II Rzeczpospolitej, Tarczę Achillesaw której to serii pojawiają się książki historyków sztuki będących jednocześnie ciekawymi opowiadaczami o malarstwie, którzy przybliżają nam dzieła sztuki w przystępny sposób, i kilka innych tytułów o sztuce (np. PRLu).

Każda seria ma swoją unikalną szatę graficzną, która za każdym razem jest dopracowana w najmniejszych
szczegółach. 

*Pisząc ten tekst kupiłam sobie w internetowym antykwariacie Zaprzysiężone dziewice z serii Swoimi ścieżkami, opowieść o albańskich kobietach, które zgodnie z tradycją składają śluby czytości i przyjmują rolę mężczyzn dbając o honor rodziny. Brzmi jak książka dla mnie.

 

Korporacja Ha-Art

Pozostając w Krakowie spotykamy Korporację Ha!art – wydawnictwo ze sporym stażem i z dużo większą ilością wydanych tytułów niż DodoEditor. Oficynę prowadzi Piotr Marecki i jej początki wiążą się z pismem Ha!art, które zaczęło ukazywać się w 1999 roku. Wydawnictwo skupiło się na młodych pisarzachh roczników siedemdziesiątych i osiemdziesiątych i znane jest przede wszystkim z odkrywania młodych talentów, które dzięki sukcesie książek wydanych w Ha!art mogli później publikować w największych oficynach. Tak było z Sylwią Chutnik i jej Kieszonkowym atlasem kobiet, Łukaszem Orbitowskim, który wydał w Ha!arcie zbiór opowiadań Szeroki, głęboki, wymalować wszystko, a jakiś czas potem Horror show (ostatnio ukazało się wznowienie w absolutnie rewelacyjnej szacie graficznej), Ziemowitem Szczerkiem, nominowanym w tym roku do Nike, a którego rewelacyjne Przyjdzie mordor i nas zje opublikowała właśnie Korporacja, czy w końcu z Michałem Witkowskim. Ten ostatni po opublikowaniu w krakowskiej oficynie swojej debiutanckiej powieści Lubiewo, która została okrzyknięta pierwszą polską powieścią gejowską i jej autor stał się jednym z bardziej kontrowersyjnych i szerzej dyskutowanych w Polsce. Wymieniać można by długo, ponieważ faktycznie wielu polskich, dziś wszystkim nam znanych autorów, debiutowało w Ha!art, nie można zatem odmówić Piotrowi Mareckiemu wyjątkowej literackiej intuicji.  

Oficyna nie ogranicza się do prozy polskiej. Wydaje książki w podziale na serie wydawnicze i znów, tak jak w przypadku DodoEditor, każda z nich odznacza sie unikalną szatą graficzną, dzięki czemu pozycje z danej tematyce są spójne wizualnie i łatwe do odróżnienia od innych.  Niektóre z serii są, aż chce się powiedzieć, specjalistyczne, przeznaczone dla wąskiej grupy odbiorców (ale przecież też o to w niszy chodzi). Znajdziemy więc Linię Albumową, Linię Muzyczną, Linię Filmową, Linię Teatralną, Linię Wizualną, Literaturę Non-fiction, Prozę obcą i jeszcze kilka innych. W każdej z nich urocze perełki, jak na przykład Pogodę ładnąkolekcję 130 pocztówek z lat 70 i 80, przedstawiających słoneczną Polskę,  Cichą eksplozję, publikację poświęconą kinematografii Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, czy zbiór esejów dotyczących jednej powieści J.M. Coetzeego. Dość powiedzieć, że oferta jest baaaardzo szeroka i arcy-ciekawa :). Do korporacji Ha!art odsyłam zatem i osoby zainteresowane szczególnie tematyką muzyki, filmu i krytyki literackiej, jak też poszukiwaczy ciekawej nowej prozy.

Karakter

Wydawnictwa Karakter nikomu nie trzeba chyba przedstawiać. Jednak myślę sobie, że o ile wielu czytelników kojarzy Karakter z esejami, publikacjami o sztuce, designie i architekturze, to może nie koniecznie z prozą, i to do tego afrykańską. 

Żeby napisać jednak kilka słów o samym  wydawnictwie, założyła ja w 2008 roku trójka byłych pracowników Wydawnictwa Znak – Małgorzata Szczurek, Małgorzata Hajduk-Dębowska i Przemek Dębowski. Jako osoby doskonale zorientowane w wydawniczym światku wiedzieli na czym się chcą skoncentrować – na niszowych, ambitniejszych nieco tytułach. Sami założyciele tak mówili o swojej misji: Podobają się nam powieści, które łamią przyzwyczajenia, zmieniają spojrzenie na świat. Rolę wydawcy rozumiemy jako misję: misję odkrywcy i uważnego obserwatora rzeczywistości. Będziemy odkrywać nowe literackie lądy, to, co dzieje się na peryferiach, na styku kultur: w Afryce, na Karaibach, w Azji. Tam rodzi się dziś najciekawsza literatura, która mówi coś istotnego o świecie i ludzkich sprawach. 

Karakter zatem zaczał wydawac autorów do tej pory w Polsce nieznanych – Kongijczyka Alana Mabanckou (cudowna powieść Kielonek!), Marokańczyka Tahara Ben Jalouna (hipnotyzujące Dziecko piasku), Libańczyka Iljasa Churi (ah Jalo), czy  Haitańczyka Lyonela Trouillot. Dlatego piszę w ogóle o tym wydawnictwie, bo wydaje mi się (może niesłusznie), że ta część działalności Karakteru jest jakoś powszechnie niedoceniana i mniej promowana (w porównaniu do esejów Susan Sontag czy ostatniego Filipa Springera). A niesłusznie. Proza afrykańska i arabska otwiera przed nami pole zupełnie innej wrażliwości. Kiedy już się jej spróbuje, jakoś niekoniecznie chce się wracać do tej… innej. Język, pełen wieloznaczności, metafor, czasem wręcz niemal transowy, zdaje się oddawać atmosferę wibrującego, nagrzanego słońcem powietrza.  

Za egzotyczną prozą poszedł również reportaż – Wydawnictwo Karakter wydało tytuły przybliżające nam współczesny Egipt, Palestynę, Iran czy Egipt. Dla mnie szczególnie ważne są trzy książki Raja Shehadeha opowiadające o tym, co dzieje się z Palestyną z punktu widzenia jej mieszkańca – Obcy w domu, Dziennik czasu okupacji i Palestyńskie wędrówki. Ze względu na moje niesłabnące zaintersowanie Bliskim Wschodem były to dla mnie pozycje wyjątkowe. 

*a kończąc ten tekst w innym internetowym antykwariacie znalazłam z kolei Taxi. Opowieści z kursów po Kairze, które na stronie wydawnictwa są już niedostępne. Kiedy przeczytałam, że to bolączki współczesnego Egiptu zamknięte w opowieściach z taksówek – wiedziałam że muszę ją mieć 🙂

 

Poznawajcie literaturę z odległych  krańców świata. Może się wydawać, że przepaść kulturowa uniemożliwia porozumienie, że nasze problemy są tak różne, że po cóż o tym czytać. Nic bardziej mylnego. Ona otwiera oczy na to, że w rzeczywistości jestesmy wszyscy tacy sami, tylko mówimy o tym na różne sposoby. 

Do następnego czwartku,

A.