„Wte i wewte. Z tłumaczami o przekładach” Adama Pluszki, czyli #przekładnia

#Przekładnia

Jak często czytając prozę lub reportaż zagraniczny zastanawiasz się nad tłumaczeniem? Jak często przy ocenie danego tytułu pamiętasz, że czytane słowa, ich dobór, budowa zdań zależą od trzeciej osoby, pośrednika pomiędzy Tobą, a autorem. Warstwę fabularną, sposób narracji kształtuje ten, kogo imię napisane jest dużymi literami na okładce książki, ale język? Warstwa językowa tekstu zależy  jednak właśnie od niego, od tłumacza.

Rozmaici nasi ulubieni autorzy nie pisali po polsku, tylko na przykład po łacinie albo po angielsku. (…) Przekład nie jest zabiegiem mechanicznym, tylko skomplikowaną pracą twórczą, czyli właśnie pisaniem rzeczy na nowo. W tym miejscu otwiera się rozległe pole decyzji i działań, językowych, filologicznych, literackich i warto na to zwrócić uwagę. Małgorzata Łukasiewicz

Jakiś czas temu Ewelina z bloga Cocteau&Co rozpoczęła nowy cyk teksów, #przekładnia, którego celem jest poszerzanie wśród innych blogerów oraz czytelników świadomości znaczenia sztuki przekładu oraz przybliżenie figury samego tłumacza.
We wspólnym wpisie u Eweliny, razem z dziewczynami z Niespodziegadek i Karoliną z bloga Niekoniecznie Papierowe, opowiadałyśmy o naszych przygodach z tłumaczeniami, ulubionych przekładach i ukochanych tłumaczach.

Temat nie jest łatwy, bo właściwie na jakiej podstawie, nie znając oryginału, mamy stwierdzić czy przekład jest dobry czy zły? Do tego jeszcze dojdziemy w kolejnych wpisach, ale na początek dobrze jest się przyjrzeć tłumaczowi jako takiemu. A tak się składa, że ostatnio zaczęli oni mówić więcej o sobie i swojej pracy, w zauważalny w mediach sposób. W krótkich odstępach czasu ukazały się cztery pozycje książkowe, o których po kolei Wam opowiem.

Zdarza się tak, że tekst niesie tłumacza, energia oryginału jest taka, że przekład właściwie robi się sam. Im lepsza książka, tym częściej tak się dzieje (…). Jest coś nadprzyrodzonego we władzy, jaką język miewa nad człowiekiem, i może lepiej zanadto w to nie wnikać – i nie do końca mu ufać, bo potrafi wywieść na manowce. Barbara Kopeć-Umiastowska

Wte i Wewte, czyli wałkowanie literatury

Zaczęłam od Wte i wewte. Z tłumaczami o przekładach. Jest to zbiór siedemnastu rozmów z polskimi (poza jednym wyjątkiem) tłumaczami, przeprowadzonych i zredagowanych przez Adama Pluszkę, który sam również zajmuje się przekładem.  Wśród jego rozmówców znajdziemy nazwiska znane, takich jak Jacek Giszczak (tłumaczył m.in. Alaina Mabanckou), Katarzyna Tubylewicz (Majgull Axelsson), Barbara Kopeć-Umiastowska(Paul Bowles, Henry James), Małgorzata Łukasiewicz, ale i również, przynajmniej dla mnie, zupełnie nowe (zapewne z powodu specjalizacji translatorskiej: język chiński, starogrecki).

Adam Pluszka wypytuje kolegów po fachu o specyfikę języka, którym się zajmują, technikę pracy, realia światka literackiego, ulubione przekłady, a także kwestie finansowe czy potrzebę profesjonalnego kształcenia tłumaczy. Jego rozmówcy opowiadają jak tłumaczy się grafomanów, po co tłumaczyć książki już raz przełożone, przytaczają zabawne smaczki ze swojej pracy.  Przede wszystkim jednak, w prawie wszystkich rozmowach naczelne miejsce zajmuje autor, którego twórczością dany tłumacz się zajmuje aktualnie lub jest najważniejszy w jego dorobku zawodowym. To szalenie ciekawe fragmenty rozmów, z których dowiadujemy się smaczków z życia i twórczości Jaume Cabré, Astrid Lindgren, Susane Sontag czy H.Ch. Andersena. Tłumacze szalenie ciekawie opowiadają o kulturze kraju i języka, który stanowi ich specjalizację.
Wte i wewte w ten sposób staje się fascynującą opowieścią nie tylko o pracy translatorskiej, ale o literaturze od kuchni, jest bazą świetnych inspiracji czytelniczych. To przekrój przez literaturę z wielu zakątków świata. 

Ostatecznie tłumacz pracuje sam, to jasne, ale dobrze, jeśli od czasu do czasu wzbudza w sobie wrzawę cudzych głosów, krzyczących, że tu słowo nietrafne, tu rytm zdania się załamuje, a tu zgrzyt. Małgorzata Łukasiewicz

Całowanie przez jedwabną chusteczkę

Kilka rozmów było dla mnie szczególnie ciekawych i emocjonujących. Anna Sawicka, tłumaczka dzieł Jaume Cabré, opowiadała o warsztacie, który przygotowuje sobie przy każdej kolejnej książce tego katalońskiego pisarza, tak jak na przykład cały plik dokumentacji o spodniach męskich w XVIII wieku (Jaśnie pan), czy o skrzypcach (Wyznaję). Mówiła o tym, jak uczyła się rozumieć Cabré przy pomocy jego esejów literackich, poznawała jego pisarskie credo, niezbędne do właściwego tłumaczenia powieści. Sam autor określił tłumaczenie literatury, jako szczególny rodzaj czytania – całowanie przez jedwabną chusteczkę.

Katarzyna Tubylewicz, współautorka książki Szwecja czyta, Polska czyta przybliżyła po raz kolejny politykę czytelniczą w Szwecji, a także skutecznie zachęciła do lektury Jonasa Gardella, Kristiny Sandberg i Görana Tunströma. Anna Węgleńska, tłumaczka książek Astrid Lindgren, opowiadała fenomenie szwedzkiej pisarki, o śmierci obecnej w jej książkach i ich odbiorze w Skandynawii. Ogromnie podobał mi się także wywiad z Bogusławą Sochańską i jej fascynacja Hansem Christianem Andersenem, w którego baśniach zaczytywałam się jako dziecko. Dowiedziałam się więcej o jego życiu osobistym, seksualności, ugrzecznianiu jego utworów dla dzieci (jak choćby w Śniegowym bałwanie czy Motylu).

Tłumacze na parapety

Mam poczucie, że powoli w Polsce zaczyna się zwracać większą uwagę na traktowanego do tej pory po macoszemu tłumacza. Wśród wydawnictw przoduje Karakter, który umieszcza nazwisko osoby odpowiedzialnej za przekład na okładce książki oraz Książkowe Klimaty, które coraz częściej dodają na pierwszych stronach notę biograficzną tłumacza (a Maciej Świerkocki powiedział, że taki stan rzeczy będzie dla niego pełnią szczęścia). Książki takie jak ten zbiór wywiadów pełnią niebagatelną rolę w przybliżaniu postaci tłumacza do przeciętnego czytelnika, który zdaje się często zapomina o jego istnieniu.
Przede wszystkim jednak Wte i wewte wywołało we mnie jednak jedno dominujące uczucie – chęć czytania. Tłumacze z taką pasja opowiadają o książkach, że ma się ochotę sięgnąć po niemal wszystkie tytuły i autorów. Wrócić do Astrid Lindgren i Christensena, odświeżyć Hermana Hesse, w końcu poznać Hertę Müller. Czytać i jeszcze raz czytać.

To wielki zaszczyt zarabiać na życie pisaniem zdań.  Barbara Kopeć-Umiastowska

Adam Pluszka, Wte i wewte. Z tłumaczami o przekładach, wydawnictwo słowo/obraz terytoria i magazyn dwutygodnik.com we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku, Gdańsk-Warszawa 2016

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tego tytułu serdecznie dziękuję Instytutowi Kultury Miejskiej w Gdańsku.


Chcesz poczytać więcej o Wte i wewte?


  • Translatoryka jest bardzo ciekawa. W nowościach wydawniczych najczęściej jesteśmy skazani na jednego tłumacza. Dopiero gdy stykamy się z bestsellerem lub dziełem już klasycznym możemy dokonać wyboru tłumaczenia.
    Cieszę się, że pojawiła się taka inicjatywa przybliżenia czytelnikom, że tłumacz jest tak naprawdę drugim autorem. To powinno być znane szerszemu gronu czytelników i recenzentów w blogosferze 🙂

    • Cały czas przymierzam się do przeczytania tej samej książki w dwóch innych tłumaczeniach, na przykład właśnie z klasyki literatury. Niestety póki co wciąż wpada mi w ręce jakiś tytuł, którego nie czytałam, a strasznie chcę i na powroty do czytanych już, nie ma czasu.
      Ja też tak uważam, że powinniśmy mówić o tym dużo więcej. Postaram się niedługo napisać o kolejnej książce w cyklu #przekładnia 🙂

  • Anna Bittner

    Temat, który bardzo mnie interesuję, tę książkę mam na liście do przeczytania i chyba zaraz ją kupię, skoro tak zachęcasz. Pędzę na blog Cocteau&Co, którego dotychczas nie znałam.

    • Z czystym sumieniem zachęcam. Ta książka to kopalnia i wiedzy i inspiracji i ciekawostek. Ja podczytywałam ją dobre dwa miesiące, w międzyczasie, stanowiła takie cudne oderwanie od innych lektur.
      A bloga Cocteau&Co warto poznać, Ewelina super pisze i często wybiera takie lektury, które ja bym wybrała 🙂

      • Anna Bittner

        Mam ją na liście do kupienia, więc przy następnym napadzie kompulsywnych zakupów, kupię ebooka. Tak, już do niej zajrzałam i dorzuciłam sobie do blogrolla 😉

        • Niestety z tego co wiem nie wyszła w ebooku ta książka 🙁 Ale warto kupić w papierze, ładnie wydana 🙂

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Z tego co widzę, to tłumacze wykonują niekiedy więcej roboty niż sam autor! Nie tylko muszą poznać swojego autora, ale również zdobywać przydatną wiedzą o konkretnych tytułach i treści, by nie popełniać merytorycznych błędów! 🙂

    Hej, Ola! W takim razie zdania często pojawiające się w recenzjach – „AUTOR ma bogate słownictwo, pisze lekko i przyjemnie, konstruuje krótkie zdania, które nadają dynamiczności” – to błąd? 🙂

    • Co do pierwszego akapitu – dokładnie tak! To nie jest tak, że siadają ze słownikami i po prostu tłumaczą tekst, ale starają się wejść w głowę autora, poznać jego inne dzieła, sposób myślenia, zrozumieć jego metafory i odniesienia. Coś totalnego.

      Szczerze mówiąc, myślę sobie nad tym co napisałaś no i cóż, moim zdaniem to jak po polsku brzmi książka zagraniczego tłumacza to wyłącznie zasługa przekładu. To on decyduje o doborze konkretnych słów, dynamice frazy. Nie wiem czy błąd, ale na pewno niewiele osób pamięta kto napisał dla nich ten tekst po polsku 😉

  • Niespodziegadki

    Zachęciłaś nas! Uwielbiamy opowieści o przekładach, a takich rozmówców to możemy słuchać godzinami 🙂 Czy czytałaś już „Przejęzyczenie”? Jeśli nie, to sięgnij koniecznie! Spodoba Ci się na pewno.

    • O jestem przekonana, że mi się spodoba :). „Przejęzyczenie” czeka na mnie cierpliwie na półce.
      Ogromnie ciekawe są te rozmowy, bo tłumacze mają tyle do powiedzenia w wielu obszarach!
      I książkę polecą i skomentują życie pisarza, i opowiedzą o technice pracy.

  • Wygląda na to, że tłumacze zaczynają się przebijać na rynku 🙂 Całkiem niedawno Czarne wydało „Przejęzyczenie” Zofii Zaleskiej, które też zawiera rozmowy z tłumaczami. Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury też prężnie działa, a wy wpisujecie się w ten nurt. Oby tak dalej! Może są jeszcze inne książki o tłumaczeniach, które możesz polecić?

    • „Przejęzyczenie” czeka na mojej półce. 🙂
      Poza tym z tej tematyki znam książkę „Pięć razy o przekładzie” Małgorzaty Łukasiewicz i „O nich tutaj”. Ta druga pozycja to jest zbiór tekstów, esejów o przekładzie i krytyce przekładu. Konkretna cegła, jeszcze przede mną 🙂 Poza tym warto po prostu regularnie czytać Literaturę na Świecie, tam się umieszcza przekład na podium.

      • „O nich tutaj” nie byłam w stanie przebrnąć… Za mało się znam na tłumaczeniu. Po Łukasiewicz chętnie sięgnę! Dziękuję za rekomendację.

        • oho to ciekawe jak mi pójdzie z „O nich tutaj”, szczerze mówiąc póki co tylko przekartkowałam, nie próbowałam czytać 😉 Myślę, że Łukasiewicz będzie się czytało podobnie dobrze jak „Wte i wewte”, szczególnie, że to znowu wywiady.

  • Ot, oto doskonały przykład na te wzajemnie wykluczające się kręgi. Napotkałem gdzieś komentarze Cocteau&Co, ale na bloga jakoś nie zawitałem. Teraz widzę, że koniecznie trzeba ten brak nadrobić.

    A sama książka bardzo pouczająca i ciekawa. Gdzieś we mnie siedzą ambicje tłumaczeniowe, ale bledną one trochę po czytaniu takich wywiadów. Nie wiem, czy umiałbym tak mozolnie dłubać w języku.

    • A ja w końcu nadrabiam brak odpowiedzi na komentarze :).
      Dokładnie tak to działa, trudno jednak się dziwić, blogów jest naprawdę wiele, choć osobiście przyznam, że tych które chce mi się czytać jest tylko kilka :). Polecam teksty Eweliny, bardzo lubię to jak pisze.

      A w jakim języku masz te tłumaczeniowe ambicje? Ja z kolei bym bardzo chciała, ale nie czuję wystarczających kompetencji w żadnym języku. No i fakt, ewidentnie trzeba mieć predyspozycje osobowościowe, językowe, emocjonalne i pewnie jeszcze szereg innych.