Warszawskie Targi Książki 2017

Dotarłam pod stadion zaraz po 10 rano, a już od tramwajów i autobusów zmierzało w tym samym kierunku co ja baaardzo dużo osób.

Od czwartku do niedzieli (18-21.05) na Stadionie Narodowym trwa festyn dla czytelników, księgarzy, wydawców, pisarzy i tłumaczy – Warszawskie Targi Książki. To już ósma edycja imprezy, a ja jestem na niej gościem po raz trzeci. Spędziłam na stadionie całą sobotę starając się przygotować dla Was fotograficzną relację.

Przed stadionem jak zawsze rozstawione są stoiska z tanimi i bardzo tanimi książkami. Oczywiście dużo tam nic nie wartych książek, ale trafiają się również ciekawe tytuły.

Pierwsze godziny spędziłam w sali Londyn A, gdzie odbywał się od rana do wieczora Dzień Reportażu. Posłuchałam Cezarego Łazarewicza (Żeby nie było śladów) i Anety Prymak-Oniszk (Bieżeństwo 1915). Później zostałam na debatę z autorami nominowanych do nagrody przekładów: Barbarą Kopeć-Umiastowską (za Dehli. Stolica ze złota i snu Dasgputy), Martą Szafrańską-Brandt (za Głód Caparrosa), Joanną Malawską (za Legendę żeglujących gór Paolo Rumiza)  i Januszem Ochabem (za Wojna umarła, niech żyje wojna Vulliamy’ego).

 

od lewej: Aneta Prymaka-Oniszk, Magdalena Kicińska, Cezary Łazarewicz, Zbigniew Gluza
od lewej: prowadzący spotkanie z tłumaczami i juror konkursu Mariusz Kalinowski, a dalej nominowani tłumacze Barbara Kopeć-Umiastowska, Joanna Malawska, Janusz Ochaba i Marta Szafrańska-Brandt

Spotkanie z tłumaczami uważam za najciekawsze z całego Dnia Reportażu. Zaczęło się od dyskusji z prowadzącym, który zarzucił nieszczęsną tezą o tłumaczu jako przezroczystej szybie. Barbara Kopeć-Umiastowska weszła w polemikę cytując Waltera Benjamina, mówiąc że tłumaczenie i oryginał to dwa równorzędne byty i opowiadając, że celem jej nie jest osiągnięcie kopii oryginału, tylko stworzenie dzieła równoległego. Opowiadała również pięknie o tym, jak język ją niesie i tekst w tłumaczeniu jest dla niej najważniejszy, nie autor oryginału. Tłumacze mówili czym dla nich jest praca przekładowa: chorobą morską i walką w otchłani języka (Joanna Malawska), składaniem konstrukcji z klocków (Janusz Ochab), kontaktem z autorem, szukaniem z nim więzi (Marta Szafrańska-Brandt). Jedni mówili, że mają potrzebę ciągłego poprawiania swojej pracy i pisania tłumaczenia na nowo, a inni absolutnie nie.

Marta Szafrańska-Brandt szalenie ciekawie opowiadała o swoim problemie z osobą Caparrosa, ze złością i agresją wychodzącą z jego tekstu, z jego pytaniami zachodniego człowieka kapitalistycznego kraju. Starała się jednocześnie przekazać to, co napisał Caparros przy delikatnym złagodzeniu furii charyzmatycznego autora. Trudno się jej robiło przekład, ponieważ nie mogła złapać „kontaktu” z autorem, stworzyć sobie jego obrazu w głowie, zrozumieć myślenie. Na koniec powiedziała jednak, że obecnie tłumaczy jego inną książkę i już go ma.

Podobał mi się również wątek, kiedy autorzy przekładów wyjaśniali jaką tytaniczną pracę wkładają w poszukiwania źródeł znaczeniowych użytych w oryginale słów, kontekstów, odniesień kulturowych i jak bardzo pod tym względem różni się tłumaczenie reportaży od literatury. Ponadto, kluczowym wyróżnikiem jest to, że przekładając reportaż nie można pozwolić sobie nawet na minimalne zmiany w dialogach, należy sprawdzać daty, miejsca, fakty, określenia specjalistyczne, tak aby nie popełnić żadnego błędu merytorycznego. Tłumacząc reportaż czują większa odpowiedzialność i presję, ponieważ piszą o historiach często bardzo wrażliwych (jak choćby wojna w byłej Jugosławii).

Ostatecznie podczas spotkania moim zdaniem obalono mit, że tłumacz jest jak Ninja, jak go widać, to znaczy że jest kiepski . 🙂

Muszę powiedzieć, że prowadzący dyskusję Mariusz Kalinowski, był prowadzącym fatalnym. Po pierwsze cały czas podkreślał jak to praca tłumacza jest pracą syzyfową, żmudną, niesatysfakcjonująca, niedochodową, a w ogóle to najlepiej tłumaczyć dzieła martwych pisarzy, bo nie trzeba się z nimi użerać ani brać po uwagę ich uwag. Mhm. Pan Kalinowski sam jest chyba bardzo sfrustrowanym tłumaczem i starał się te emocje przerzucić na swoich rozmówców, jakby chciał sobie z nimi zbić piątki i powiedzieć Tak, nasza praca jest do dupy. Na szczęście mu się nie udało ;).

Atrakcją dodatkową okazało się spotkanie Karoliny z bloga Niekoniecznie Papierowe, z którą razem pisałyśmy o naszych przygodach z przekładami u Cocteau&Co. Chociaż Karolina miała tylko chwilę, super było się poznać i już wyczekuję za kolejne spotkanie i książkowe pogaduchy.

Martín Caparrós

Jest mi bardzo szkoda, że w spotkaniach związanych z 8 Edycją Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki uczestniczyło tak mało osób. Jeśli odjąć organizatorów, reporterów, znajomych organizatorów i reporterów oraz osoby biorące udział w konkursach (konkurs dla młodzieży na reportaż i konkurs na recenzję przekładu), to na pierwszych trzech spotkaniach była dosłownie garstka osób. W zeszłym roku wyglądało to inaczej. Nie wiem czy wynika to z braku zainteresowania, czy ze słabej promocji. Na spotkaniach z Caparrosem i Vulliamy’m frekwencja była wyższa, ale nadal było wiele pustych krzeseł na niedużej sali.

Po dyskusji o przekładzie udałam się obejrzeć stoiska zaprzyjaźnionych wydawnictw i antykwariatów. Była 14:00 i ludzi było tak wiele, że nie wiedziałam jak się poruszać. Z jednej strony radość – bo przeciskam się między osobami, które uwielbiają to samo co ja, z drugiej, przyjemność z bycia w tym miejscu była ograniczona.

 

 

Udałam się (małymi kroczkami) między innymi do stoiska Świadomych Wydawców (a tam znaczna część wydawnictw, w których pisałam przy okazji cyklu o niszowych wydawnictwach), do Wydawnictwa Książkowe Klimaty i do Wydawnictwa Afera, gdzie pani Julia Różewicz obdarowała mnie świeżutkimi egzemplarzami recenzenckimi książek Pod śniegiem i Roznegliżowane :).

stoisko Wydawnictwa Czarne

 

płócienne torby Wydawnictwa czarne, którym się nie oparłam i wróciłam do domu z tą w barany
stoisko Świadomych Wydawców
stoisko Wydawnictwa Karakter i nowy Marcin Wicha, którego mam zamiar zamówić sobie na Dzień Dziecka u rodziców 🙂
stoisko Wydawnictwa Literackiego

Nie obyło się bez obejrzenia oferty antykwariatów warszawskich, ponieważ zawsze na Targach robię zakupy wyłącznie przy tych właśnie stoiskach :).

 

Po obejrzeniu stoisk wróciłam na Dzień Reportażu na spotkanie z Edem Vulliamy’m, gdzie spotkałam się z Anią z bloga Buk nocą

Rozmowa Miłady Jedrysik z reporterem była ciekawa i bardzo żywa emocjonalnie. Vulliamy oczywiście mówił o Bośni, o tym jak odchorował książkę Wojna umarła, niech żyje wojna, o swojej niezgodzie na mowę nienawiści jaką według niego promują prezydenci Trump, Kaczyński czy Orban. Znów pokazał jakim jest empatycznym i otwartym reporterem.

spotkanie z Edem Vulliamy’m i tłumaczem „Głodu” Januszem Ochabą, prowadziła Miłada Jędrysik

Po rozmowie z angielskim reporterem Ania przeciągnęła mnie jeszcze raz wokół całego stadionu!

Trybuny są miejscem gdzie można spokojnie usiąść i odpocząć od tłumu

 

Targi łączą pokolenia?

Można powiedzieć, że ostatecznie z Anną zamknęłyśmy Targi, bo wychodziłyśmy już po 19:00.

 

19:10, uprzejmi panowie pokierowali nas do wyjścia ze stadionu, ale Anna obojętnie nie przejdzie obok tanich książek na straganach 😀

Podsumowanie i bonusy

To był udany dzień targowy. Cieszę się, że miałam okazję poznać Karolinę (niekoniecznie papierowe) i spędzić kilka godzin na buszowaniu po stoiskach z Anią. Poza tym zdarzyła mi się jedna tak miła rzecz, że przez pół godziny chodziłam z uśmiechem od ucha do ucha. Podeszła do mnie parapetowa czytelniczka i pochwaliła za moją blogową pracę. Tajemnicza Agnieszko, poprawiłaś mi humor na miesiąc do przodu – dziękuję jeszcze raz za tak miłe słowa, mam nadzieję że to przeczytasz! <3

Co na plus?

  • Jeśli posiadacie darmową wejściówkę albo kupicie i wydrukujecie wcześniej bilet – wejście na stadion jest bardzo sprawne, bez żadnej dodatkowej rejestracji i stania w kolejkach.
  • Zgodnie z moja wiedzą na wszystkich stoiskach można płacić kartą, również na tych antykwarycznych.

Co na minus?

  • Zdecydowanie za mało, a właściwie kompletnie brak punktów gastronomicznych na poziomie ze stoiskami wydawnictw. Kiedy idzie się wokół płyty stadionu, w tłumie i bardzo wysokiej temperaturze, w pewnym momencie jedynym marzeniem jest butelka zimnej wody, której nie sposób dostać.
  • I takie czepialskie drobiazgi, jak mało czytelny program i duchota w salach gdzie odbywała się część spotkań z autorami.

Ps. Najsmutniejszą rzeczą jaką można zobaczyć na Targach, jest pisarz siedzący przy stoisku swojego wydawnictwa czekający na jakiegoś, choć jednego fana, który będzie chciał wziąć autograf lub porozmawiać. Niestety taki widok przytrafił mi się dobrych kilka razy i zawsze wywoływał takie same emocje.

moje targowe zdobycze: dwie książki od Afery, Pamuk, Wallraff i Czarna torba 🙂

  • Nie zazdroszczę tym samotnie oczekującym autorom.

    Dla mnie najbardziej „niebezpieczne” byłyby na pewno te stoiska antykwaryczne. Ta pokusa…

    • Oj zdecydowanie dla mnie też. O ile na nowości się nie rzuciłam, bo w swoim czasie zamówię sobie pewnie z księgarni internetowej, o tyle antykwariaty na Targach wystawiają mnie na próbę i jak widać, nie oparłam się dwóm książkom 🙂

  • Anna Kotlińska-Bubała

    No i dobrze, że nie przeszłam obojętnie, bo przecież nabyłam drogą kupna „Neuland” za 15 zł 😀 i nie tylko…

    • Haha i Nabokova za jedyne 10 zł 😀 Biznesy życia tylko przed stadionem!

  • Odrobinę zazdroszczę, bo w tym roku nie dotarłam.
    Relacja świetna! A co do PS – mam to samo. To musi być naprawdę dołujące, gdy widzi się kolejki do innych, a samemu siedzi przy pustym stoliku. :/

    • Dziękuję 🙂 Faktycznie szkoda, może w przyszłym roku Ci się uda, no i są jeszcze fajne Targi w Krakowie z październiku.

      • Do Krakowa jeżdżę od kilku lat. 🙂 W tym roku też planuję. 🙂

  • Niesamowicie Ci zazdroszczę tego wyjazdu! Największy problem w Targach stanowi dla mnie ich data – zaraz przed sesją. :<

    • No tak, jeśli Targi wiążą się z wycieczką poza swoje miejsce zamieszkania, to napewno termin nie jest idealny. Ja akurat to mam na miejscu, ale z kolei ostatnio był świetny festiwal „Odnalezione w tłumaczeniu” w Trójmieście i też rozpaczałam, ze mnie nie ma tam, tylko siedzę w pracy w Warszawie.
      Ale może chociaż Big Book będzie po sesji? 😀

      • On to w ogóle beznadziejnie, bo w trakcje sesji. 😀 Innym razem. 🙂

  • Ewelina

    Świetne podsumowanie :). Mnie też było żal niektórych autorów, którzy siedzieli samotnie a np. naprzeciwko kolejka długa jak nic.

    • Otóż to. Strasznie smutny widok i wyobrażam sobie, że musieli się czuć bardzo niezręcznie. Niestety takie wydarzenia są brutalne, do kogoś 100 osób,a do innego autora 0.

  • Kiedyś był na spotkaniu ze Stasiukiem jedynym gościem, razem z dwójką znajomych. Zapytał go wtedy, jak odbiera takie sytuacje. Powiedział wtedy ze śmiechem, że bardzo je lubi, bo sprowadzają go na ziemię, jak tylko zdarzy mu się pomyśleć, że wielkim pisarzem jest ? Uwielbiam go za ten dystans i lżej by autorom było, gdyby każdy go miał ? Choć i ja za każdym razem myślę o autorze, jak widzę jak sam siedzi ?

    • Po pierwsze jestem zszokowana, że na spotkaniu ze Stasiukiem była trójka słuchaczy. Czy tak słabo było promowane czy w tak niepopularny miejscu?
      Ale jego odpowiedź na Wasze pytanie bardzo mądra i na miejscu. Sądzę, że taki dystans przychodzi z doświadczeniem, a tego z pewnością nie można Stasiukowi odmówić.
      Ciekawe doświadczenie 🙂

      • To było milion lat temu, jak byłam na studiach. Może wtedy nie był jeszcze tak popularny? Sami byliśmy zdziwieni, dlatego też nie przygotowaliśmy się w żaden sposób. Do tej pory tego żałuję!

  • Właśnie wracam po targowym weekendzie z Warszawy… Baaardzo zmęczona. Też będę niedługo pisać relację, ale widzę, że Twoja jest naprawdę ciekawa, bo zajrzałaś na spotkania. Żal mi, że się nie zorientowałam i sama nie wybrałam się chociażby na to z tłumaczami, choć ściągnąłam sobie nawet apkę z wydarzeniami i wydawało mi się, że przejrzałam wszystko. Gratuluję świetnych ujęć i miłego czytania potargowych zdobyczy!

    • Po pierwsze szkoda, że się nie spotkałyśmy!
      Cieszę się, że udało mi się Cię zaciekawić. Zawsze jestem na spotkaniach z reporterami na Targach, to w zasadzie mój główny cel wizyty bo nie kupuję tam książek poza antykwarycznymi.

      Następnym razem koniecznie pamiętaj o wydarzeniach związanych z Dniem Reportażu, co roku są w sobotę od rana do wieczora w sali Londyn A na drugim piętrze 😀

      Dziękuję i wzajemnie 🙂

  • Idąc na Targi pomyślałam, że albo spotkamy się właśnie przy okazji „Ocalone w tłumaczeniu”, albo nie było nam pisane. Ale w życiu nie obstawiałabym, że siądziesz w tym samym rzędzie. 😉 Mam nadzieję, że nasze następne spotkanie będzie zdecydowanie dłuższe.
    Fantastycznie było usłyszeć, co sami tłumacze mają do powiedzenia o swojej pracy i na całe szczęście swoimi osobowościami byli w stanie przyćmić prowadzącego. Też miałam wrażenie, że bardzo mało osób jest na sali, tym bardziej się cieszę, że we dwie zwiększyłyśmy frekwencję. 😉

    • No ja tak sobie myślałam, że skoro pisałaś że będziesz w sobotę, to jak nic przyjdziesz posłuchać tłumaczy. 🙂
      Spotkanie było super, ale w sumie każde z tłumaczami na jakim byłam, było ogromnie ciekawe. Jakoś ci ludzie mają zawsze coś zabawnego i mądrego do powiedzenia 😀

  • Mam takie samo poczucie, co do samotnych pisarzy przy stoisku. Dziś byłam świadkiem smutnej sceny przez Ciebie opisanej. Mężczyzna z tego wydawnictwa nawoływał ludzi, złapał jakąś młodą kobietę i powiedział, żeby koniecznie podeszła, bo autor czeka. Pomyślałam,. że to mocno niezręczne dla samego autora, dla wydawnictwa i dla tej biednej dziewczyny, która w szoku podeszła, ale było widać, ze jest jej głupio, bo nawet nie wie, do kogo…

    PS Zgadzam się, że zdjęcie z balonikiem jest piękne 🙂

    • Jejku no to są strasznie przykre sytuacje 🙁 Ja z kolei przechodziłam obok stoiska, siedzi jakaś pisarka i chyba jej wydawca przy stoliku, ani jednego człowieka przy nich i ona mówi „może trzeba książkę odwrócić tyłem, bo straszy tytułem”.
      Niezręczne i krępując, zwłaszcza, że zaraz obok kilkadziesiąt osób stoi w kolejce po autograf do innego autora.

      Dziękuję! 🙂 Szkoda, że się nie złapałyśmy na stadionie, ale Ty chyba byłaś w niedzielę z tego co widziałam na IG.

  • Niespodziegadki

    Piękne to zdjęcie z balonikiem! Aż trudno się nie uśmiechnąć od ucha do ucha 🙂

    • To prawda 🙂 Jak zobaczyłam tę dwójkę to od razu musiałam im zrobić zdjęcie, piękna scenka 🙂