Ulubieńcy, czyli żegnam lato

To lato nie było dla mnie zbyt łaskawe. Nie pielęgnowałam dni, ciężko było mi cieszyć się z małych rzeczy. Raczej skupiałam się na tym, żeby czas mijał mi jak najszybciej. Oby do jesieni, mówiłam sobie. No i stało się tak jak chciałam. Nie pamiętam równie krótkiego lata: mało przeczytałam, mało obejrzałam, mało przeżyłam. Dużo spałam. Pozwoliłam sobie na niebycie, na marnowanie czasu, na nic nie robienie, na gapienie się w okno. Żeby oswoić smutek trzeba stanąć z nim twarzą w twarz.

Ale ja nie o smutku dziś, tylko o Ulubieńcach Lata!

Książki

Nie przeczytałam przez te trzy miesiące dużo, ale za to były to niemal same dobre książki. Bo i Andrzej Dybczak (o którym pisałam tutaj) i Tęsknota Faye (o której napiszę niedługo). Jeśli jednak mam wybrać najlepszą książkę tego lata, to będzie to Wilk stepowy Hermanna Hessego. Nieprawdopodobna powieść, która na dwa tygodnie poprzestawiała mi nieźle w głowie. Nie czuję się nawet na siłach pisać o niej, ponieważ wiem, że jakiekolwiek próby potraktowania jej intelektualnie spełzną na niczym, a treść wypadnie blado i nie dość trafnie w moim opisie. Wilk to gra iluzji i rzeczywistości, ścieranie się drapieżcy, mieszczucha i tysiąca innych ludzkich wcieleń zawartych w jednym ciele. Hesse stawia tak wiele pytań przed czytelnikiem, o świadome wybory, swoje miejsce na świecie i w społeczeństwie, bycie wiernym sobie i swoim ideałom, uczciwość wobec siebie samego. Książka ta trafiła do mnie w szczególnym momencie życia i wiele razy miałam uczucie, że czytam z kartek własne uczucia i przekonania. Nie pamiętam drugiej takiej uczty dla myśli. Ktoś gdzieś pięknie napisał, że ta książka jest jak lustro i czytając człowiek modli się o szczęśliwe zakończenie, bo to tak jakby modlił się o własne pomyślne zakończenie.

Większość ludzi nie chce pływać, dopóki nie nauczy się pływania. Oczywiście, że ludzi nie chcą pływać. Urodzili się przecież dla ziemi, nie dla wody. Oczywiście, że nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia. Kto myśli, kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć. Hermann Hesse „Wilk stepowy”

Muzyka

Lato muzycznie zdominował folk, blues i indie rock. Czuję, że i jesień taka będzie.

Filmy

O filmach już trochę pisałam w podsumowaniu sierpnia. Poza starym włoskim kinem i genialnym Françoisem Ozonem (U niej w domu, Franz, Nowa dziewczyna) dwa seriale skradły latem moje serce w całości. Po pierwsze Big Little LiesWszystko w tej produkcji jest dobrze spasowane: muzyka, scenografia, obsada, historia. Reżyser nigdzie nie przegiął, w zasadzie żadnego wątku przesadnie nie przeciągnął, trzymał w odpowiednim napięciu do samego końca. Co prawda nagrodzoną dzisiaj nagrodą Emmy za najlepszą aktorkę w serialu limitowanym Nicole Kidman uważam za najsłabszą z trójki głównych kobiecych bohaterek, co nie zmienia faktu, że była świetnie dobrana do roli.
Drugi serial to The Crown, który opowiada o panowaniu królowej Elżbiety II od samej koronacji. Absolutnie uwielbiam Claire Foy w roli młodziutkiej królowej. Film jest zrealizowany z rozmachem, jak na produkcję o rodzinie królewskiej przystało. Piękne scenografie i detale, czytelnie pokazana historia, która pozwala się sporo dowiedzieć o realiach społeczno-politycznych tamtego okresu. Pierwszy sezon obejmuje tylko pierwszych kilka lat panowania Elżbiety II, ale oczywiście już zapowiadane są kolejne sezony. Czekam! 🙂

Kosmetyki

Lato 2017 to tylko jedno słowo – Tołpa. To może zabrzmieć zabawnie w moich ustach, bo nie jestem osobą, która się nadmiernie ekscytuje kosmetykami, ale ich produkty, póki co, są po prostu genialne.

Używam w tym momencie dwóch kremów do twarzy, balsamu do ciała i szamponu.  Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nigdy nie miałam tak gładkiej skory twarzy, ani tak nawilżonego całego ciała. Serio :D! Dodatkowy plus dla marki za rzeczy drugorzędne, ale istotne z punktu widzenia marketingowego. Opakowania robią tak estetyczne, że od razu chce się je kupić. Stojąc w Rossmanie od razu widać produkty Tołpy, ponieważ linia graficzna jest bardzo spójna.

Kilka tygodni temu pytałam Was na Instagramie jakie inne marki polecanie, biorąc pod uwagę takie wyróżniki jak brak chemii w składzie, nietestowanie produktów na zwierzętach, wykorzystanie naturalnych barwników i aromatów. Poleciliście wiele firm, między innymi Alterrę,  Purite, Sylveco, Laverę.

Miejsca

W sierpniu pojechałam na Lawendowe Pole pod Olsztyn na warsztaty. Uczyliśmy się o wykorzystaniu naturalnych surowców, takich jak zioła i popularne chwasty w kulinariach ale i w leczeniu różnych dolegliwości. Poza tym mogliśmy zrobić swój własny krem domowej roboty (a nawet dwa) z wykorzystaniem lawendy oraz ugotować wspólnie wielodaniowy posiłek. Same warsztaty może nieco mnie rozczarowały, ale miejsce jakim jest Nowe Kawkowo pozwoliły mi się wyciszyć i odpocząć. Chyba najlepsze godziny przeżyłam kiedy wszyscy jeszcze spali. Wstałam o 5 rano obejrzeć jak mgła unosi się znad rozlicznych dolinek (zapomniałam już jakie na Warmii jest piękne ukształtowanie terenu), obejrzałam wschód słońca, przestraszyłam się sarny i obeszłam okoliczne gospodarstwa zanim zaczął piać kogut. Było warto.

Próbując wybrać dwa-trzy zdjęcia do tego wpisu zobaczyłam, że mam tyle ładnych zdjęć, że aż szkoda je chomikować. Dajcie znać, czy chcecie zobaczyć więcej Lawendowego Pola w osobnym foto-wpisie 🙂

Wydarzenia

Najlepszym i najmniej wykorzystanym wydarzeniem przeze mnie było Podlasie Slow Fest. Nie mogę odżałować, że tak późno zorientowałam się, że tuż obok naszej podlaskiej wsi, w Supraślu, dzieją się tak świetne rzeczy. Warsztaty kulinarne, koncerty, spotkania literackie, pokazy filmów, no wszystko co można sobie wymyślić w tej maleńkiej mieścinie! Rodzice skorzystali nieco więcej, mi udało się być jedynie na koncercie klezmerskim w ostatni festiwalowy weekend*. Trudno zatem powiedzieć, że to było „ulubione” wydarzenie, jednak piszę o tym po to, żeby puścić nowinę w świat. Slow Fest trwał ponad dwa miesiące i było to najdłużej trwający festiwal w Polsce, a rewelacyjny poziom zawdzięczać można głównemu organizatorowi – Stowarzyszeniu Nowe Horyzonty. To mówi samo za siebie 🙂

*Najbardziej rozpaczam, że nie wiedziałam o koncercie Jozefa van Wissema, a byłam wtedy na na naszej podlaskiej wsi, 30 km dalej!

zdjęcie z Facebooka Podlasie SlowFest: https://www.facebook.com/PodlasieSlowFest/
Zajęcia

Nie tracę póki co zapału do robienia na drutach, wręcz robię kolejne plany i jak tylko odkopię się ze wszystkich poduszek na zamówienie oraz skończę swój ciepły melanżowy pled – zaczynam sweter! Myślę, że rzucę się na zestaw od Weareknitters, ponieważ dostarczają od razu odpowiednią ilość włóczki i przede wszystkim wzór. No i jak patrzę na ich instagramowe zdjęcia to ludziom jakoś wychodzi – mi też wyjdzie!

Poza tym ulubionym zajęciem latem była yoga, którą polubiłam ćwiczyć w domu dzięki aplikacji Down Dog. Aplikacja jest świetna – kilka poziomów zaawansowania, lekcje nawet 30 minutowe (więc spokojnie można sobie taki trening zrobić przed snem), instruktarz krok po kroku z dynamicznie zmieniającymi się zdjęciami pozycji, przyjemna muzyka w tle. Instrukcje są tak szczegółowe, że po jednym przećwiczeniu danej lekcji już nie trzeba zerkać na ekran telefonu i całkowicie skupić się na swoim ciele. Polecam, szczególnie początkującym 🙂

domowe lody robiłam, już drugie lato z rzędu! Trochę na smutno, ale i tak smaczne, w końcu to lody. 😉 W tym sezonie pomagały mi przepisy Christine Chitnis z książki Zdrowe lody. W przyszłym roku kupuję maszynkę do lodów, to nieodwołalne.

 

A jacy są Wasi ulubieńcy tego kończącego się nieubłaganie lata? Podzielcie się!

A.

 


  • myslobook.pl

    Jak Ty to robisz, że mam ochotę przeczytać wszystkie książki, o których piszesz? 🙂 Lista pęka w szwach, a obiecałam sobie do końca roku nie kupić żadnej książki, tyle mam i zakupionych, i pożyczonych 😀 Moje lato było podobne… Dużo było w nim odcinania się od rzeczywistości, gubienia się wśród pól. Z czytaniem miałam olbrzymi problem – w środku wszystko tak niespokojne, niepoukładane i chaotyczne, że nie sposób było się skupić na czymkolwiek… Szukanie siebie zajmuje mi ostatnio dużo czasu. A – Tołpę odkryłam kilka lat temu dzięki mojej przyjaciółce – poleciał mi na problemy z cerą. Uwielbiam ♥ Zgadzam się z Tobą i jeśli chodzi o działanie kosmetyków, i opakowania. Jakby to powiedziała pewna celebrytka – kocham, kocham, kocham!

    • Haha z tym nadmiarem kupionych i pożyczonych to mam dokładnie tak samo. Ale już wiem, że nie wytrzymam do końca roku bo jest kilka tytułów, które MUSZĘ 😀 Jak żyć z tymi książkami wszystkimi, które by się chciało mieć i czytać, czytać i mieć.
      Mi w pewnym sensie czytanie uratowało głowę (plus joga). W lipcu nie udało mi się przeczytać niemal nic, byłam skupiona tylko na swoich trudnych emocjach, ale w sierpniu się uparłam i jakoś poszło. Potem to dało mi możliwość odcięcia się od wszystkiego.
      Powiem tak, czasem trzeba olać wszystko, również czytanie, i skupić się na sobie i szukaniu swojej drogi. Nie ma co się rozpraszać na fikcyjne historie i cudze życia.
      Ściskam mocno,
      A.

  • Oooo… Takie lody bym zjadła. 🙂
    Lubię czytać i oglądać takie wspomnieniowe notki.

    • Odkąd robię domowe lody żadne inne mi już nie smakują, poważnie! Bo a to za słodkie, a to za mało smaku. Trochę jest przy tym zabawy, ale warto 🙂

  • Ciężko pisać o Hessem. Chyba bym się nawet już tego nie podjęła, tym bardziej, że czytałam go w czasach studenckich, gdzie jeszcze wszystko było wyostrzone, iskrzące, nieco dekadenckie, a ja zdecydowanie miałam bardziej lotny umysł 😉 Dlatego rozumiem Twój moment z Hessem. I rozumiem Twój ostatni smutek, choć nie wiem jakie ma źródło. Mocno ściskam od siebie <3 Dla mnie wrzesień zaczął się dość ciężko, wciąż ciągnę za sobą psychiczne ciężary i niepokoje. A przecież tak bardzo lubię (lubimy, prawda?) jesień.

    • Przecież my uwielbiamy jesień. Na szczęście chyba powoli wykopuję się spod ciężarów i zaczynam nią cieszyć. Pomyślałam o tym wczoraj i zdaje mi się, że tak jest. Mam tylko nadzieję, że to nie chwilowe uczucie.
      Hesse naprawdę świetny, wrócę do tej książki nie raz, tak czuję. Ale napisać o nim nie umiem, za dobre to 😉

  • Trudno w komentarzu wyrazić wsparcie, ale wiedz, że właśnie próbuję to zrobić. Niech czas zły minie…

    „Wilk stepowy”… Bardzo ważna książka. Czytana w pewnych fragmentach życia może być nawet jedną z tych najważniejszych. Dla mnie tak było. Czytałem w czasach trudnych dla siebie. Zostawię tu cytat od siebie:

    „Masz rację, Wilku Stepowy, po stokroć masz rację, a przecież musisz zginąć. Jesteś dla tego prostego, wygodnego dzisiejszego świata, zadowalającego się byle czym, za bardzo wymagający i za głodny, on cię wypluwa, masz dla niego o jeden wymiar za dużo.”

    A muzycznie w klimatach przez Ciebie wymienionych polecam zespół „Dead South”.

    • Zacznę do końca – polecałeś mi już Dead South na FB i ja ich już słucham!! 😀 Nie wszystko mi się podoba, ale jest kilka świetnych kawałków.
      „Wilk stepowy”, no książka przełomowa, co tu dużo gadać.

      Czasem się zastanawiam, czy ja w ogóle jeszcze umiem wyjść ze złego czasu. Chyba za bardzo się do niego przyzwyczaiłam.

      • Tak mi się z Dead South kojarzyło, ale szukałem na blogu i wolałem się powtórzyć niż nie polecić wcale. Polecałem tam chyba jeszcze Cowboy Junkies, prawda?

        Rozumiem tę niepewność. Czasem jednak chyba jest tak, że zły czas wychodzi z nas. Nawet niemal niezauważenie.

  • Dominika Ławicka

    Moim ulubieńcem lata jest powieść „Magiczne lata” Roberta Mccammona, ale dzisiaj mam tak paskudny, depresyjny humor, że nawet nie potrafię nic więcej napisać. Pozdrawiam serdecznie!

    • Dominiko, trzymam kciuki za nieco lepszy humor. Chciałam napisać, że „Tęsknota” ode mnie nieco poprawi Ci humor, ale w sumie niekoniecznie, to dobra ale niewesoła książka.
      Ściskam mocno i wysyłam troszkę ciepła :*

      • Dominika Ławicka

        Dziękuję za pocieszające słowa. Nastrój nieco lepszy. Książka wspaniała, jestem w połowie. Pozdrawiam serdecznie 🙂 A tak na marginesie, lawendowe zdjęcia na blogu są cudowne, więc koniecznie pochwal się następnymi. Uściski. DominikaJeszcze raz dziękuję za książkę :)Od: „Disqus” <notifications@disqus.net>Do: dominikalawicka@interia.pl; Wysłane: 12:33 Środa 2017-09-20Temat: Re: Comment on Ulubieńcy, czyli żegnam lato”Dominiko, trzymam kciuki za nieco lepszy humor. Chciałam napisać, że „Tęsknota” ode mnie nieco poprawi Ci humor, ale w sumie niekoniecznie, to dobra ale niewesoła książka. Ściskam mocno i wysyłam troszkę ciepła :*”  Settings   A new comment was posted on parapet literackiparapetliterackiDominiko, trzymam kciuki za nieco lepszy humor. Chciałam napisać, że „Tęsknota” ode mnie nieco poprawi Ci humor, ale w sumie niekoniecznie, to dobra ale niewesoła książka. Ściskam mocno i wysyłam troszkę ciepła :* 6:33 a.m., Wednesday Sept. 20 | Other comments by parapetliteracki    Reply to parapetliteracki    parapetliteracki’s comment is in reply to Dominika Ławicka:  Moim ulubieńcem lata jest powieść „Magiczne lata” Roberta Mccammona, ale dzisiaj mam tak paskudny, depresyjny humor, że nawet nie potrafię nic więcej napisać. Pozdrawiam serdecznie!Read more You’re receiving this message because you’re signed up to receive notifications about replies to dominikaawicka. You can unsubscribe from emails about replies to dominikaawicka by replying to this email with „unsubscribe” or reduce the rate with which these emails are sent by adjusting your notification settings.

        • Ooo! Super, że już czytasz 😀 Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń po lekturze.
          Dziękuję, mi też się lawendowe zdjęcia podobają 🙂

  • ruderude

    Wariatko, a gdzie cudowny weekend w Gdyni?! To już nie był ulubieniec? 😀
    Swoją drogą, apeluję o więcej takich postów ♥

    • Słusznie!! Dzisiaj dodam! 😀 Ulubieniec z pewnością ze względu na poznanie Was <3
      Będzie więcej, będzie 🙂

  • Ciekawy pomysł na wpis! Papuguje po Tobie :* i zobaczę ge filmy które polecasz bo brakuje mi czegoś do oglądania ostatnio. A co do kosmetyków to ja odkryłam Oskia i The Ordinary – żadne kosmetyki nie dały mi lepszej skory niż te dwie firmy

    • A papuguj sobie śmiało, ja bardzo lubię czytać takie podsumowania u innych blogerów 🙂
      Widziałam The Ordinary na Twoim InstaStories i się zakochałam w samych opakowaniach 😀 Takie ładne i proste.