Tu i teraz – styczeń 2018

Kiedy piszę ten tekst do końca stycznia zostały już tylko 2 godziny. Kiedy wy będziecie go czytać będzie już pierwszy dzień nowego miesiąca i  świetnie to odda charakter moich ostatnich tygodni – ciągły niedoczas. Pomimo to, że ciężko mi się akurat tu i teraz zatrzymać, robię to. Czas się zastanowić i docenić dobre rzeczy, które mnie spotykają.

Nie publikowałam Tu i teraz w grudniu, ponieważ chyba zwyczajnie nie zdążyłam, poza tym pisałam opasłe podsumowanie roku. Teraz już nie ma wymówek, nie chcę 2018 zaczynać od wymówek. Zatem do rzeczy, o moim styczniu.

Czuję się sfrustrowana. Grudzień kończyłam z dużą ilością energii, znowu lepiej wychodziło mi planowanie czasu, nie marnowałam go na bezsensowne działania. W styczniu znowu się jakoś rozmywam, rozmieniam na drobne. Social media same w sobie stanowią dla mnie ostatnio źródło frustracji, ponieważ spadają mi zasięgi zarówno na Facebooku jak i Instagramie, mam wrażenie że mam coraz mniej pomysłów na zdjęcia, a poczucie, że i tak tych treści prawie nikt nie zobaczy, działa dodatkowo deprymująco. Poza tym plany zawodowe, dotyczące w zasadzie drugiej prazy poza etatem, które miałam pod koniec grudnia chyba nie dojdą do skutku, przynajmniej póki co wszystko na to wskazuje.

Chciałabym wziąć tydzień urlopu i zastanowić się z czego wynika sytuacja, którą opisałam. Nie ma co zrzucać na czynniki zewnętrzne, lepiej pochylić się na sobą. Najchętniej wyłączyłabym telefon , Internet i się na moment odcięła. Wieki tego nie robiłam.
Niestety wiem, że nie wydarzy się to przez najbliższe miesiące.

Pierwszy raz byłam na spotkaniu dla blogerów funkcjonującym pod nazwą Środa Dzień Bloga. Byłam tam razem z dwiema koleżankami i poza okazją do naszego spotkania, było to także bardzo sprawnie i dobrze zorganizowane wydarzenie. Spotkania są krótkie, ok 2-3 godzin i obejmują kilka prelekcji oraz networking po ich zakończeniu. Co prawda ze względu na późną porę nie zostałam poznawać nowych ludzi tylko wróciłam do domu, ale i tak dużo wyniosłam z prelekcji. Było ciekawie i merytorycznie, a przede wszystkim nikt nie chciał mi nic sprzedać. Obiecałam sobie, że następnym razem przełamać wewnętrznego nieśmiałka i zostać na części poświęconej networkingowi! 🙂

Jestem wdzięczna za kolejną, nową blogową znajomość. Zgadałyśmy się z Anią z bloga SlowReading, że obie praktykujemy jogę w domu i przydałaby się nam dodatkowa motywacja. Założyłyśmy sobie zatem wspólnego habit trackera, w którym odznaczamy czy danego dnia grzecznie było poćwiczone. Niestety o ile pierwsza połowa miesiąca w moim wykonaniu była zadowalająca, o tyle druga już wcale nie. Jako, że jestem mistrzem od dawania sobie samej kolejnych szans – wierzę, że w lutym będzie znacznie lepiej w tym względzie.

Dzięki Ani poznałam kanał Adriene i teraz ćwiczę albo a nią, albo po staremu, z genialną aplikacją Down Dog.

Cieszę się, że po pracy mam do kogo wpaść na herbatę i pogadać. Cieszę się, że dbam o relacje i je utrzymuję. Walczę ze swoim wewnętrznym introwertykiem, a na koniec czuję się mniej samotną wyspą, niż kiedyś.

Pracuję nad nowym przedsięwzięciem związanym zarówno z blogosferą, ale także z jednym z ważniejszych festiwali książkowych w Polsce. Szczegółów na razie nie zdradzę, ale za to poproszę, żebyście trzymali za mnie i za nasz mały 3 osobowy zespół mocno kciuki!

Oglądam oczywiście drugi sezon The Crown (dozuję sobie po odcineczku), który jest tak samo dobry jak pierwszy. Zaczęłam też nowy serial na Netflixie – Godless i baaardzo mi się podoba. Jest w nim wszystko za co uwielbiam westerny – konie, kowboje, strzelanki i pościgi.  A jeszcze do tego piękna muzyka. Uwielbiam ten klimat, chyba został mi zaszczepiony przez nieśmiertelną Dr Queen :D!

Czytam

Urodzić dziecko Kristiny Sandberg, kończę książkę o wyprawie na biegun południowy Shackeltona w 1915 roku (i wiję się, skręcam, wszystko mnie już boli od zmagań załogi z żywiołem; to co mnie utrzymuje przy lekturze to wiedza historyczna – wszyscy przeżyli). No i jeszcze czytam książkę po angielsku (bo biorę udział w wyzwaniu 12 książek po angielsku w 2018), a mianowicie…. Harrego Pottera :D. A to ci ubaw.

Słucham

Poza tym, że w kółko The Cranberries i opłakuję śmierć wokalistki, również na powrót więcej muzyki akustycznej krąży w moich słuchawkach.

 

A jak Twój styczeń? Z czego jesteś zadowolony/a , co udało Ci się zrobić, a co niekoniecznie? Daj znać w komentarzu!

Na koniec przypomnę, że pomysłodawczynią cyklu Tu i Teraz jest Kasia. Jeśli macie ochotę, polecam wprowadzić tę serię wpisów także u siebie.

A.