Tu i teraz – sierpień 2017

Chyba pierwszy raz od lat nie jestem gotowa na koniec lata. Zdałam sobie z tego sprawę kiedy miałam zabrać się za pisanie pierwszego tekstu Tu i teraz, podsumowującego sierpień. Udawałam, że miesiąc wcale się nie kończy, aż dziś musiałam już przyznać sama przed sobą, że widzę w kalendarzu wrzesień.

Czas zatem na podsumowanie sierpnia z dystansu drugiego dnia września. Ten miesiąc był gorzki, tak samo jak poprzedni, ale udało mi się wyciągnąć z niego kilka dobrych momentów.

Czuję się bardzo różnie i niestabilnie. Próbuję się wyciszyć, ale to raczej są momenty, niż stan stały. Nie pozostaje mi nic innego jak być tu i teraz ze swoimi niekoniecznie przyjemnymi emocjami 😉

Chciałabym wrócić do tańca. Brakuje mi fizycznego sposobu ekspresji emocji. Chciałabym się też porządnie wyśmiać, ale to chyba jeszcze niemożliwe.

Pracuję nad swoją systematycznością i zapadaniem się w sobie. Systematyczność tutaj na blogu ale też w sprawach innych, regularnych treningach, kończeniem projektów na drutach. A tak bliżej konkretów, to pracuję nad projektem blogerskiego eventu w listopadzie, ale także nad jeszcze większą spójnością bloga. Nad sobą i elastycznością swoich mięśni i ścięgien także 😉

Jestem wdzięczna za dobrą duszę obok mnie, która pojawiła się, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Ty wiesz, że do Ciebie mówię. Jestem też wdzięczna za 9 dni na wsi, bo udało mi się wtedy naprawdę wypocząć. 

Uczę się jak dbać o rośliny, które mam teraz pod opieką, wszystkie sukulenty, kaktusy i drzewka. Zostałam ogrodnikiem w swoim domu i mam pod opieką kilkanaście żyjątek. To cholernie stresujące, mówię wam. 

Byłam na Lawendowym Polu, na warsztatach alchemicznych. Uczyłam się o zastosowaniu tzw. chwastów w ziołolecznictwie i w kuchni, gotowałam zupę z pokrzywy, sałatę z lipy i wege gołąbki, zrobiłam ręcznie dwa kremy do twarzy, wstałam o 5 rano żeby robić zdjęcia mgły unoszącej się znad pól spacerowałam po uśpionym, bezludnym świecie przez 2 godziny, przeszłam 6 km po lesie, żeby na końcu trasy napić się domowego wina. To był ciekawy i uspokajający weekend.

Pierwszy raz jeździłam na deskorolce elektrycznej. Ale czad.

Słucham Smith & Burrows, bo pięknie się wpasowują mi w klimat, ale też dużo muzyki folkowej, która daje mi trochę energii – Barns Courtney, X Ambassadors, Alt-J.

Oglądałam filmy, które chciałam zobaczyć już dawno – stare włoskie kino z lat ’60 w reżyserii Michelangelo Antonioni (Noc, Przygoda, Czerwona pustynia, Zaćmienie). Poza tym pierwszy sezon Gilmore Girls i dzieła François Ozona, bo uwielbiam 🙂
Przeczytałam Płyń z tonącymi Larsa Myttinga, Jak się ma Twój ból Pascala Garniera (dwa razy) i Wilka stepowego Hermanna Hessego. Same dobre lektury za mną. 

Zula nasz tygrys domowy

Pomysłodawczynią serii Tu i teraz jest Kasia z bloga Worqshop, a jeżeli macie ochotę wprowadzić taki cykl również u siebie to bardzo polecam!

A.