Tu i teraz – podsumowanie października 2017

tu i teraz - podsumowanie październikafot. Aleksandra Pasek

Powiedzmy sobie szczerze – wycięłam wrzesień. Nieszczególnie byłam tu i teraz, raczej pędziłam chaotycznie przed siebie. W październiku, też niewiele lepiej, ale końcówka miesiąca była już spokojniejsza. A dziś już podobno pierwszy dzień listopada (jestem tym faktem jak zawsze zaskoczona, jakby ktoś w tajemnicy przede mną zrywał kartki z kalendarza).

W pracy w ostatnich dniach padło pierwszy raz pytanie z serii „co robicie na Sylwestra”, co nieodmiennie oznacza, że większość myślami jest już w nowym roku, który jawi się jako potencjalnie lepszy, wyłącznie z tego powodu, że nowy.
Mnie natomiast w ogólnie nie interesuje przyszły rok, mam jeszcze całe 60 dni na uważniejsze życie i bycie w roku obecnym.

Czuję się wdzięczna. Za kobiety, które mam wokół siebie. Dają  mi poczucie siły, wsparcie, a jednocześnie szansę na bycie potrzebną. Okazuje się, że nawet tak osobni ludzie jak ja tego potrzebują.  #girlspower to nie tylko puste słowa, o nie.

Próbuję ogarnąć się życiowo (patrz -> nie mam czasu, nie mam siły). Przywrócić w sobie zdolność do wykonywania zaplanowanych czynności, ogarniania przestrzeni wokół siebie, nie marnowania aż tylu godzin co wieczór na nicnierobienie. Nie zrozumcie mnie źle, nicnierobienie jest ekstra, ale w umiarze. W pewnym momencie staję się udręką, zwłaszcza wtedy, kiedy zabiera czas na przyjemności.

Czas był podstępny. Robił bardzo wiele rzeczy naraz, ale nigdy nie chciał zdradzić ich wszystkich.
Iva Prochazkova

Chciałabym więcej pisać. Więcej pisać. Więcej pisać.

tu i teraz - podsumowanie październka
fot. Aleksandra Pasek

Uczę się z powrotem angielskiego. Wiecie jak jest, nieużywany organ… i tak dalej. Okazuje się, że moja głowa jest jak sito z całkiem konkretnymi otworami, przez które wyleciała większość wiedzy. Załamujące, a podobno z wiekiem jest coraz gorzej.

Pierwszy raz zrywałam jabłka z własnego drzewa w domu rodziców. Do skrzynek, do jedzenia. Jest w tym coś uroczystego. I to uczucie nie pojawia się przy porzeczkach albo czarnym bzie. Jabłka wyzwalają w mojej głowie bliżej niesprecyzowane obrazy z książek i filmów, które niosą za sobą takie hasła jak rodzina i ciepło. Nie wiem skąd mi się to wzięło 🙂

Sprawia mi przyjemność branie kąpieli w gorącej wodzie z eukaliptusowym olejkiem eterycznym i z książką. Być może nie jest to dla nikogo coś wyjątkowo ekscentrycznego, jednak ja całe życie nie znosiłam ciepłych kąpieli. Być może ma to jakiś związek z tym, że nie odkręcam kaloryferów w mieszkaniu, żeby nie przegrzać roślin… 😛

Przeczytałam w całości cztery książki w październiku:

  • Mężczyzna na dnie, Iva Procházková, czyli czeskie krymi od Wydawnictwa Afera
  • Roznegliżowane, tej samej autorki i wydawnictwa, czyli drugą część serii ze śledczym Marianem Holiną
  • Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins, którą słuchałam jako audiobook
  • Te chwile, Herbjorg Wassmo, czyli genialna Norweżka, którą wydaje u nas Smak Słowa

Jak na osobę, która nie przepada za literaturą gatunkową i nie czyta kryminałów, zadziwiająca ilość trupów w przeczytanych w ostatnim miesiącu książkach, prawda? Postanowiłam jednak zrobić wyjątek dla czeskiego kryminału i spotkała mnie lekka, przyjemna rozrywka przy książce. Audiobook z Dziewczyną z pociągu wpadł mi w słuchawki trochę przypadkiem (kupon z Orlenu, czy coś w tym stylu) i o ile początkowo się wciągnęłam, to później chciałam udusić główną bohaterkę już do końca historii. Natomiast Wassmo jak zawsze genialna, Te chwile mnie wzruszyły niezliczoną ilość razy, mam podkreślonych kilkadziesiąt fragmentów, książka do myślenia.

Obejrzałam dwa odcinki pierwszego sezonu Top of The Lake i mogę powiedzieć – dobry serial. Filmów oglądałam niewiele (bo nie miałam czasu przez nicnierobienie, wiadomo), ale jeden rewelacyjny. Jeśli macie w listopadzie obejrzeć jeden film, niech to będzie Krew Saamów. Niespieszne kino, nieprzegadane, piękne operowanie obrazem. O niewygodnym temacie dla Szwedów, czyli ich stosunku do mniejszości jaką stanowią Lapończycy w Skandynawii, o poszukiwaniu tożsamości, wyobcowaniu. Wiem, że na ten temat filmów jest ogrom, ale ten zachwyca.

Słuchałam i słucham nadal nowej płyty Natalii Przybysz! <3

A na Parapecie w październiku

A jak Wasz październik? Jak się czujecie tu i teraz? Czekam na Was na Parapecie 🙂

A.


  • Podobnie miałam z bohaterką „Dziewczyny z pociągu”, ale mi ta książka po prostu bardzo nie przypadła do gustu, a sięgnęłam po nią tylko dlatego, że był taki na nią „hype”.
    Tęsknię za ciepłymi kąpielami, powiadam, prysznic to zło. Oddajcie mi moją wannę 🙁
    Pozdrawiam!

    • Hm.. może powinnaś jak Kuba (poniżej) zorganizować sobie teściów z wanną 😀
      Tak, był na tą książkę boom niesamowity i jak zwykle, bez powodu 🙂
      Pozdrowienia!
      A.

      • Tam teściów. Faceta! Będzie przyjemne z pożytecznym hahahahahaha 😀
        No niestety promocja robi dobrze – nie nam, czytelnikom 🙂
        Pozdrowionka!

  • Gorące kąpiele z książką… Ech i och. Pieśń przyszłości. Od dawna wanny nie posiadam i ukradkowo korzystam z tego dobrodziejstwa podczas przedłużonych pobytów u teściów. Mnie przełom miesięcy wymęczył, ale głównie chorobowo-obowiązkowo.

    • Ja generalnie fanką nie jestem. Zaraz mi duszno i niewygodnie i chcę szybko wyjść 😀 Ale ostatnio jakoś mam fazę. Wniosek – dobrze mieć teściów z wanną ;D

      • O mnie zawsze rodzina się martwiła, bo przesadzałem z temperaturą i obawiali się zasłabnięcia.

  • O, u mnie w głośnikach też cudowna, nowa Natalia Przybysz! 🙂

    A ten, kto zrywa potajemnie kartki z Twojego kalendarza, chyba w październiku robił to też u mnie. Przekaż mu proszę, że z tymi listopadowymi nie ma co się tak spieszyć – lubię listopad.

    • Dokładnie tak też chciałabym mu powiedzieć, tylko że on się jakoś przede mną ukrywa 😀

      Oby w listopadzie miał dla nas więcej litości 🙂

      Uściski,
      A.