Tu i teraz – listopad 2017

teraz listopad 2017

Listopad kończy się za 4 godziny. Spadł dziś pierwszy śnieg, zwiastujący nieuchronne nadejście nowej pory roku. 1 grudnia jest dla mnie datą symboliczną, zwiastuje coś nowego, coś ważnego. Zima sama w sobie, cicha, trochę ciemna, otula mnie. Uwielbiam spacery po zmarzniętym śniegu, który skrzypi pod moimi stopami. Mam poczucie, że nadchodzi spokojniejszy czas. Nie wiem jakim cudem, bo poniżej zaczynam od tego, że jestem zmęczona ale… wierzę, że umiem tak to sobie w końcu ogarnąć, aby nie być aż tak zmęczoną. Może powiem wszystkim, że mam urlop od życia towarzyskiego na 2 miesiące? Tak, jest taka szansa ;).

Czuję się

zmęczona. Ostatnio narzuciłam sobie więcej obowiązków i projektów, które na szczęście dobiegły już końca. Była Literacka Stolica, było więcej zajęć w regularnej pracy. Teraz mają dojść jeszcze pacjenci w co najmniej dwa wieczory w tygodniu i szczerze mówiąc jestem tym trochę przerażona. Nie jestem typem wszystkoogarniacza, daleko mi do pracusia, który wyjdzie z domu przed 8, wróci po 21 i będzie zadowolony. Ja wtedy będę gryźć ściany i rzucać szklankami. Nie jestem natomiast tak zmęczona, jak kiedy pisałam tekst Nie mam siły, nie mam czasu, i to duża ulga. Mam zamiar w grudniu odpocząć, nieco naładować baterie i zastanowić się, jak to rozegrać, aby mieć czas na rzeczy, które tak naprawdę lubię.

Chciałabym

Skończyć do końca roku pled, który robię na drutach. I jeszcze żeby święta w tym roku były… znośne. Tak, należę do tej kategorii ludzi, który nie przepadają na świętami Bożego  Narodzenia.

I to on 🙂

Uczę się

na nowo sztuki skupienia. Zauważyłam (w końcu, alleluja), że moje zmęczenie wynika poniekąd z tego, że trudno mi się skupić na jednej rzeczy. Coś mi się we mnie popsuło, bo kiedyś tak nie było. Teraz łapię najlepsze skupienie, kiedy słucham audiobooka. Czytanie na głos wprowadza mi harmonię do głowy*. Wiem, że muszę odstawić smartfona, bo ostatnio łapię się na zaglądaniu do social mediów co 10 minut, nawet podczas czytania książki. Dramat.

*Ciekawych, który to audiobook mnie tak odpręża, odsyłam na dół tekstu.

Pierwszy raz

organizowałam wydarzenie dla blogerów, mianowicie Literacką Stolicę. Z Klaudią i Mają, innymi książkowymi blogerkami, wymyśliłyśmy od podstaw spotkanie, które miało mieć na celu poznanie się lepiej z osobami, które w sieci robią podobne rzeczy, połączone z merytorycznymi prelekcjami. No i chyba się udało :). Uczestnicy obdarowali nas hojnie dobrym słowem i emocjonalnym uściskiem, tak jak my ich torbami z książkami. Już myślimy o kolejnej edycji Stolicy, lecz najpierw być może uda się nam zrobić coś innego, równie ciekawego, na razie objętego tajemnicą… 🙂

O Literackiej Stolicy i przygotowaniach do jedynego takiego wydarzenia w Warszawie, możecie poczytać TUTAJ.

Sprawia mi przyjemność

pływanie. Woda wyciąga ze mnie napięcie i zostawia spokój (i wodę w uszach, no ale to już taki mój osobisty defekt). Poza tym chodzę na basen z przyjaciółką i tym łatwiej mi się zmobilizować. Joga nieodmiennie, choć ostatnio z lenistwa miałam prawie 3 tygodnie przerwy w ćwiczeniu. Nieładnie, od grudnia powrót do jogi wieczorami.

Czytałam

Cóż, w listopadzie zdecydowanie nie zaszalałam, jeśli chodzi o czytanie. Wynika to z tego, o czym pisałam na początku – dużo zajęć. Były takie dwa tygodnie, kiedy przeczytałam może w sumie 10 stron czegokolwiek. Bywa.

Przeczytałam wywiad rzekę z Magdaleną Tulli Jaka piękna iluzja i nawet powstał o tej książce wpis na blogu
Poza tym kończę Kolosa Finna Aleasa i to zdecydowanie jest dla mnie ważna książka, choć momentami trudna w odbiorze. W audiobooku natomiast słucham Imienia Róży Eco, głosem Krzysztofa Gosztyły. Ktoś mógłby powiedzieć, że czyta powoli i mało ekspresyjnie, ale mi właśnie taka interpretacja do XIV-wiecznego klasztoru i jego tajemnic idealnie pasuje. Jestem w połowie i bardzo mi się podoba. Tak, nigdy nie czytałam Imienia róży, jakby się ktoś zastanawiał :).

 

Obejrzałam

Podobnie jak wyżej – bieda. Obejrzałam jeden film w listopadzie, i do do tego nie nowy, a drugi raz ten sam! Mowa o Jabłkach Adama, genialnej duńskiej czarnej komedii. Kto nie widział ten trąba.

Za to w końcu nadrobiłam ostatni sezon Gry o Tron i prawie prawie skończyłam Grace&Grace na Netflixie. Zastanawiam się intensywnie, ale chyba serio nic więcej nie obejrzałam. Kilka odcinków Krótkiej Przerwy i Azja Express na odmóżdżenie :D.

Słucham

Nałogowo od paru dni słucham nowo-odkrytego artysty, Lewisa Del Mara. Oh, jak mi się podoba. 🙂 Pachnie Alt-J i jeszcze czymś, czego nie mogę zidentyfikować, ale to ewidentnie dobre połączenie inspiracji.

A na Parapecie w listopadzie

Pomimo, że sobie solennie obiecuję poprawę, to jakoś nie mogę dobić do tych chociażby 5 wpisów miesięcznie. Nie mam już chyba nic na swoje usprawiedliwienie.

Pomysłodawczynią serii Tu i teraz jest Kasia z bloga Worqshop, a jeżeli macie ochotę wprowadzić taki cykl również u siebie, to bardzo polecam!

A.