Światy nasze połączone

Zazwyczaj ciągle coś robimy. Obowiązki te prawdziwe i te wymyślone piętrzą się jak gary w zlewie i cudownie namnażają. Ledwo obrócę się z usatysfakcjonowaną miną od świeżo wypucowanego i wyczyszczonego stołu, zrobię dwa obroty wokół własnej osi, a tu ciach. Są tam znowu. Obowiązki.
Niby rozmawiamy, opowiadamy jak minął nasz dzień, tydzień i miesiąc, ale każde z nas pozostaje w swoim, zamkniętym dla innych świecie. Bliscy nie mają tam dostępu, choćby nie wiem jak staralibyśmy się im opowiedzieć jak wygląda nasz dzień, co czujemy kiedy pacjent miesza nas z błotem, kiedy klient dzwoni o 22 w sobotę, jak stresuje nas nowy projekt.

Co byśmy sobie nie mówili i jak nie wspierali, nigdy nie będziemy nawzajem w swoich światach. Każdy z nas musi się z nim mierzyć sam, dzień po dniu.

Ale są takie momenty kiedy czuję, że te nasze światy się magicznie łączą. Dochodzi do trudnej do logicznego wytłumaczenia fuzji, niemal symbiozy. Nie umawiamy się, ale po śniadaniu  po kolei wszyscy lądujemy na hamakach z książkami. Ja z Morrison, mama ze Stasiukiem, tata z Miłoszewskim. Ktoś robi kawę i przynosi ją do ogrodu. Podajemy sobie z rąk do rąk blaszane pudełko z ciastkami migdałowymi. Momentami przysypiamy, kołysani szumem liści wysokich klonów nad naszymi głowami. Sielsko. Jak w książkach, tyle że naprawdę. Każde z nas pozostaje w innym, literackim uniwersum, jednak niewiele jest innych momentów kiedy pozostajemy tak blisko siebie.

Piękne, ulotne momenty. Trzeba podgrzać zupę. Chwila uciekła.

 

Czujesz podobnie? To polecam jeszcze lekturę równie krótkiego, ale ważnego dla mnie wpisu Jak pokochałam polską wieś.


  • U mnie połączone światy działają tylko w czasie urlopów, a czasami jeszcze w czasie lata w mieście.
    Zazwyczaj to wygląda podobnie, a zmienia się jedynie sceneria i wymieniają się osoby obok mnie siedzące.

    I tak leżę na leżaku z czytnikiem w ręce, a w czytniku King się panoszy, straszy, pokazuje mi dziwne klauny, zaś obok na leżaku moja mama z „Beksińskimi: Portretem podwójnym” lub wywiadem-rzeką z Anną Dymną. Leżymy na pomoście, wokół krakowski zalew Bagry. Albo na pięknej plaży na Krecie. Albo na malowniczym Thassos zwanym Szmaragdową Wyspą.
    Czasami na leżaku obok jest mój mąż z kolejną częścią Pieśni lodu i ognia lub Dzielnym wojakiem Szwejkiem w powulkanicznych krajobrazach Wysp Kanaryjskich lub pachnącym oregano Peloponezie.

    Ale zaraz słychać ostatnie wezwanie na pokład samolotu, upał nie pozwala czytać tylko spokojnie dogorywać pod parasolem albo zwyczajnie zbliża się wielka ciemna chmura i zaczyna grzmieć.

    Zupą się nie przejmujemy 🙂

    • Po pierwsze to zazdroszczę tylu egzotycznych wakacji 🙂 Dla mnie miejsce nie ma znaczenia akurat w tym kontekście, ale jakoś rzadko się zdarza, żebyśmy gdzieś indziej niż na wsi tyle czasu spędzali na odpoczynku. Jednak kiedy jesteśmy w mieszkaniach to cały czas coś jest ważniejsze, niestety.

      • Nie było znowuż tak wielu tych wakacji, a i większość z nich jest bardziej stacjonarna. Niektórzy ciągle gdzieś wyjeżdżają, podróżują, wciąż w biegu, a ja wolę złapać oddech na tym leżaku 🙂
        U mnie też miejsce nie ma znaczenia, ale zawsze się zdarza, że światy połączone to tylko na urlopie lub w jakiś długi weekend spędzany nad wodą. W domu mama czyta tylko przed snem, a mój mąż wcale!

        Na szczęście mieszkam właściwie na wsi, ale niestety bez żadnego większego ogródka – za to na co dzień mam całkiem pokaźny taras i tam pożytkuję letnie wolne godziny z książką. Zazwyczaj jednak sama, bo wszyscy mają swoje miliony obowiązków i innych zajęć.

  • Anna Rosińska

    „Co byśmy sobie nie mówili i jak nie wspierali, nigdy nie będziemy nawzajem w swoich światach. Każdy z nas musi się z nim mierzyć sam, dzień po dniu”.- ależ to cudownie napisałaś!!! Aż sobie wpisałam to zdanie do notesu!!!

    Wpis – rewelacja <3

  • O tak, bardzo często mam tak z mamą. A z moim mężem zupełnie się w sobie zakochaliśmy jak odkryliśmy, że uwielbiamy siedzieć koło siebie i czytać – choć czasem to czytanie zmienia się w czytanie sobie nawzajem, a potem przeradza się w dyskusję… ale tak też jest fajnie 🙂

    • Ależ piękny obrazek miałam przed oczami czytając o Twoim czytaniu z mężem. Niestety u nas tak to nie wygląda, a szkoda. Mój partner czyta, ale w taki raczej introwertywny sposób. Ja za to uwielbiam czytanie na głos. Czasem czytam mu na noc Księgę Tysiąca i Jednej Nocy :).

      • Taka z Ciebie Szeherezada 😉 To też piękny obrazek!

  • Świetny tekst, aż pozazdrościłam tej idealnej chwili połączonych światów.

  • Ewelina

    Fajny czas. Ja niestety tak nie mam, czego bardzo żałuję.

    • Dziękuję 🙂 I ja takich momentów doświadczam bardzo rzadko. Czasem jeszcze z moim P. kiedy mamy wolny weekend i czytamy po śniadaniu razem na kanapie. O to wtedy też jest tak jak opisałam w tekście, magia się dzieje :).