Jak się ma twój ból? – Pascal Garnier

Po co nam sny? – Bo życie nie wystarcza.

Piękny, chociaż prosty język, bohaterowie wyraziści, konkretni. Jak się ma twój ból? to opowieść metaforyczna, dwójka mężczyzn odbywa podróż na płaszczyźnie rzeczywistej i tej wgłąb siebie.

Podobno w którymś zakątku Afryki przechodnie mijają się pozdrowieniem „Jak się ma twój ból?” Pomyślałam sobie, że mieszkańcy tego kraju rozumieją naturę człowieka, że zawsze jakiś ból w sobie nosimy, mniejszy lub większy. O ileż bliższe jest mi takie myślenie o ludzkiej psychice, w porównaniu z przymusem wiecznej radości i optymizmu kultury zachodniej, gdzie: jesteś smutny równa się jesteś chory. A przecież ból czyni z nas ludzi.

Pascal Garnier to pisarz w Polsce do tej pory kompletnie nieznany, nigdy wcześniej nie tłumaczony. Autor ponad 50 utworów literackich doczekał się, póki co, jednego przekładu na język polski (chwała Wam za to Claroscuro). Uważam, po lekturze tej jedynej dostępnej mi książki, że strata  jest ogromna, i z tego miejsca apeluję do polskich wydawców o więcej Pascala Garniera nieco szybciej, niż ja nauczę się biegle francuskiego.

– Skąd pan wie, że są szczęśliwi?
– To widać.
– Nie należy ufać temu, co zbyt widoczne. Najczęściej to zwykła lipa. A pan jest szczęśliwy?

Jak się ma twój ból?  to opowieść noir, ale nie do końca. Czarny humor, obecny cały czas w powieści, każe nam balansować pomiędzy wybuchami śmiechu, a przygnębieniem. W efekcie otrzymujemy ożywczą prozę, którą najpierw chce się pochłonąć na raz, żeby za drugim razem, już uważniej, szukać znaczeń.
Simon, starzejący się tępiciel szkodników, udaje się na zasłużoną emeryturę. Czeka na niego ostatnie zlecenie do wykonania. Przypadkowo spotkany młody, naiwny mężczyzna, Bernard, okazuje się wybawieniem – będzie jego kierowcą przez dwa dni. Jest jeszcze matka Bernarda, która w przegrała już wszystko, dziewczyna z dzieckiem na rękach z baru przy  drodze, i stara kobieta, która szuka miłości do końca życia.

To, co pierwsze rzuca się w oczy po rozpoczęciu lektury, to język. Prosty, oszczędny. Żadne słowo nie jest tam zbędne, nic nie jest przegadane. Świetne, dynamiczne dialogi. Otrzymujemy od Garniera precyzyjne kadry, a w nich bohaterów. Ale jacy to są bohaterowie! Tak na prawdę jest ich piątka i każdy z nich wyraźnie staje mi przed oczami, każdy jest jakiś, z krwi i kości. To duża sztuka na 176 stronach tak pokazać bohaterów, żeby czytelnik miał uczucie, że coś o nich wie, że potrafi ich zobaczyć, dotknąć niemal.

– (…) Poza tym, kiedy jakaś wyspa cię znudzi, wypływasz w morze, jakbyś zaczynał od zera.
– Dlaczego chce pan zaczynać od zera? Wygląda pan na kogoś, kto osiągnął coś w życiu. Ja nie mogę się od tego zera oderwać.

Leży przed nami opowieść-metafora. O podróży dwóch mężczyzn, która ma sprawy jednego z nich zamknąć, a drugiego otworzyć. Podróż wielowymiarowa, bo jednocześnie wgłąb siebie, własnych potrzeb i tęsknot. Mam poczucie, że tę książkę można czytać na kilka sposobów i być może kiedy wy po nią sięgniecie, historia będzie o czymś zupełnie innym. Celowo aż do momentu skończenia tego tekstu nie przeczytałam ani jednej recenzji tego tytułu. Dla mnie była przede wszystkim o potrzebie bliskości z drugim człowiekiem i paradoksalnie do treści być może, o miłości.

Co kluczowe, ja czytając tę cieniutką książeczkę Pascala Garniera także odbyłam podróż do środka siebie i wróciłam bogatsza. W tej krótkiej i pozornie prostej fabule znalazłam prawdę, że nawet w najbardziej ponurej sytuacji bez wyjścia, jakieś wyjście znaleźć możemy (i na tę prawdę naprowadził mnie Mateusz Woliński, dziękuję :)) To, co też ja dla siebie wyciągnęłam (pewnie dlatego, że ten temat silnie we mnie rezonuje), to swego rodzaju przestrogę. A przestroga brzmi mniej więcej tak: nigdy nie znajdziesz idealnej wyspy, ta na której jesteś teraz, jest wystarczająco dobra.

Rzadko to mówię, powiem teraz: Jak się ma twój ból? to książka wybitna. Pięknie napisana, pięknie się ją czyta i pięknie później o niej myśli. Dość cierpka, ale osłodzona tak, że kończymy z nadzieją i refleksją, a nie na dnie. Przeczytałam ją dwa razy i przeczytam trzeci.

A.

Ranna mewa machała skrzydłem, pokrzykując. Siostry zostawiły ją na pastwę losu. Wyczerpana podskakiwaniem we wszystkie strony, stanęła na kamieniu i czekała na cud, który się nie zdarzy. W którym to kraju Afryki ludzie pozdrawiali się z rana pytaniem „Jak się ma twój ból?”. Simon nie mógł sobie przypomnieć.*

*wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Claroscuro. To znowu była uczta.

Jak się ma twój ból?, Pascal Garnier, przekład Gabriela Hałat, Claroscuro, Warszawa.