Rude Bardziej Lubi Parapet z Blair: o Świętach

Poznałyśmy się w Gdyni na See Bloggers. No może nie do końca, bo z jedną z tych cudnych kobiet studiowałam przed 5 lat na jednym roku, w jednej grupie. Potem straciłyśmy kontakt na prawie 2 lata, a teraz na nowo połączyło nas… blogowanie! Takie to życie przewrotne. Z na szybko umówionego spotkania nad morzem zrodziła się relacja, która trwa do dziś. Nie byłoby jej (i kilku innych dziś tak ważnych relacji w moim życiu), gdyby nie blog. Dziękuję dziś sama sobie za pomysł założenia Parapetu i przechodzę do rzeczy.
Lubimy we cztery sobie pogadać. O książkach i nie tylko. Zwykle robimy to w zaciszu prywatnej konwersacji. Dzisiaj postanowiłyśmy jednak wciągnąć Was do naszej rozmowy. A więc oczywiście o lekturach, tych świątecznych (których, jak się okazuje, nie czyta żadna z nas) i tych po prostu zimowych, o tym jak spędzamy Święta, o prezentach pod choinką.
To będzie cykl: Rude recenzuje, Bardziej lubię książki, Blair czyta i ja, Parapet literacki, będziemy tutaj rozmawiać przy różnych okazjach, o wszystkim i o niczym. Rude Bardziej Lubi Parapet z Blair. Wyborna nazwa, nie uważacie? 😀


O świątecznych książkach

Rude recenzuje: Na święta czytacie książki w typowo cukierkowym, świątecznym klimacie?

Bardziej lubię książki niż ludzi: Ja nie. W ogóle nie uważam, że święta zobowiązują nas do czytania książek w konkretnym klimacie. A jeśli już, to ja mam w drugą stronę – tyle jest świąt wokół, światełek, słodkości, radości i miłości, że muszę to sobie zrównoważyć raczej dziwną i mroczną lekturą ;-).

Blair Czyta: Ja mam różnie. 2 lata temu czytałam opowieści świąteczne – właśnie takie cukierkowe i chyba w tamtym momencie dokładnie tego potrzebowałam. Ale w zeszłym roku, gdy sięgnęłam po tego typu literaturę, to mocno mnie rozczarowała. W tym roku chyba po raz pierwszy nie przygotowałam sobie na ten czas niczego klimatycznego i trzymam się po prostu tego, co czeka na mnie na półce. Ale lubię czasem oddać się świątecznemu klimatowi. Poza tym myślę, że w każdym gatunku znajdzie się coś, co wpisuje się w atmosferę świąt lub zimy. Macie jakieś pomysły? Na pewno chodzi mi po głowie Lackberg Zamieć śnieżna i woń migdałów.

Rude recenzuje: Ja ostatnio przeczytałam jedną świąteczną książkę z pieskami w roli głównej i mam po niej niesamowite wyrzuty sumienia – bo z jednej strony była bardzo, ale to bardzo zła, a z drugiej wydawnictwo wspiera tą książką samotne psiaki z jednego z polskich schronisk. Tak się kończą świąteczne klimaty w moim wykonaniu. Wolę czytać o mordercach. A z zimowych kryminałów przychodzi mi teraz do głowy tylko Dziewczyna w lodzie Roberta Bryndzy.

Bardziej lubię książki niż ludzi: O, o! To ja dorzucę coś od siebie zimowego! Jak zimowy klimat, ale niekoniecznie świąteczny to najlepsze będą książki polarne i górskie! Z tego roku piękna jest Ekspedycja Bei Uusmy, Dzienniki lodu Jean McNeil, Himalaistki Mariusza Sepioło i dwie rewelacyjne biografie – Wandy Rutkiewicz i Piotra Pustelnika. Gwarantuję klimat lodowatego zimna! 🙂

Parapet Literacki: Tak sobie rozmyślam i chyba nigdy nie czytałam tzw. świątecznej książki, której akcja rozgrywa się w Święta. Teraz jadąc do rodziny na Wigilię wzięłam ze sobą Kolosa Finna Alnæsa . To raczej lektura, która cię wymorduje fizycznie i psychicznie, niż słodko utuli do snu ;). Ale też poniekąd wchodzę w świąteczny klimat czytelniczo. Od początku grudnia z ciekawością czytam wieczorami książkę autorstwa Tahara Ben Jellouna Śpiąca Królewna z Tysiąca i jednej nocy i inne baśnie dla dorosłych. Bardzo podoba mi się ta koncepcja pisania opowiadań z morałem na kanwie klasycznych baśni. Jelloun akurat oparł się na baśniach Perraulta (to ten Francuz od Kota w butach, Kopciuszka albo Czerwonego Kapturka), osadził je w świecie arabskim i do tego dodał czarny humor, seks i przemoc. Czyta się to świetnie :). Nie jest on jedynym, który zabrał się za przerabiania klasycznych baśni. Poza tym mam w domu baśnie norweskie, a pocztą jadą do mnie baśnie szwedzkie. Mam zamiast sobie tak przeplatać je i podczytywać przez całą zimę.

Co wy na to? Tak sobie pomyślałam, że zima to wymarzony czas na odrobinę magii.

Książki, o których pisze Diana okrutnie mnie ciekawią, ale póki co na razie gromadzę tytuły, nic nie przeczytałam. Kryminałów nie czytam, ani zimowych, ani letnich, no ale to wiecie :D.

Blair Czyta: Klimatów arabskich nie czuję, ale po baśnie norweskie i szwedzkie sięgnęłabym bardzo chętnie! Właśnie spojrzałam po półkach i odkryłam, że właściwie czeka na mnie jedna książka, która chyba idealnie wpasowałaby się w najbliższe miesiące – i to polskiego autora! Patryk Fijałkowski Śnieg widmo – no i chyba jednak wcisnę w kolejkę, bo zapowiada się obiecująco… Paula, Królowo Kryminałów, czytałaś? 😀

Rude recenzuje: Mam Dzienniki lodu, ale nadal nie ruszone. Ostatnio wróciłam do mafijnych książek, więc dalej wałkuję historie Masy i jego kolegów i chyba to na ten świąteczny okres najbardziej mi pasuje, chociaż baśnie brzmią zachęcająco, ale nic na stanie nie mam 🙂

Śniegu widmo nie czytałam (w ogóle pierwsze słyszę) :D. Ale tak mi się przypomniało, że mam jeszcze Mróz Marcina Ciszewskiego – kolejny kryminał zasilający stosy hańby…

Bardziej lubię książki niż ludzi: Ola, baśnie to świetny pomysł. A czytałaś Dzikiego łabędzia Cunninghama? Też baśnie, może mało świąteczne, ale w formie, którą ja najbardziej lubię – czyli przerobione na współczesność :D. A do świątecznych lektur dorzuciłabym jeszcze klasykę! Zawsze obiecuję sobie, że będę jej więcej czytać i nigdy nic z tego nie wychodzi :D. W tym roku z pomocą przyszło Wydawnictwo Mg i ich Dziadek do orzechów – i może się uda przeczytać coś jeszcze ;-).

Blair Czyta: Słyszałam o Dzikim łabędziu i od dawna mam na niego ochotę! A co do klasyki… to czytała któraś z Was Opowieść wigilijną Dickensa? Ja chyba kilka lat temu, ale sam oryginał już słabo pamiętam. To chyba najbardziej wigilijna opowieść, jaką sobie przypominam. No i oczywiście doczekała się chyba największej ilości interpretacji. Pierwszą, jaką poznałam, był komiks Kaczora Donalda w dzieciństwie, w którym Sknerus był Ebenzerem :D.

Parapet Literacki: Diana, Dzikiego łabędzia mam na półce, jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar zrobić to zaraz na początku roku. Mam dwa egzemplarze, więc najlepiej byłoby zrobić jakiś konkurs zimowy! 🙂 Ta arabska książeczka z przeróbkami francuskich baśni, o której wspomniałam wyżej, jest taka dość ciekawa – jakby wymieszana współczesność ze światem księżniczek i królewiczów. Opowieść wigilijną oczywiście czytałam, ale faktycznie wieeeele lat temu.
Ha ha!! Ewelina ja też pamiętam ten komiks z Kaczorem Donaldem!

No dobra a tak pozaksiążkowo… Macie jakieś swoje specjalne sposoby na wejście w świąteczny nastrój?

Świąteczny klimat?

Bardziej Lubię Książki: Ola, sprecyzuj, co to znaczy wejście w świąteczny nastrój :D. Chyba musiałybyśmy określić, czym dla każdej z nas są Święta. Dla mnie to głównie czas spędzony z rodziną – odcinam się wtedy od wszystkiego, o niczym nie myślę, nic mnie nie obchodzi. Ładuję baterie i cieszę się z “tu i teraz”. W oczekiwaniu na moment wyjazdu zawsze towarzyszy mi Sinatra – możemy to uznać za wchodzenie w świąteczny klimat? 😀

Parapet Literacki: No więc świąteczny klimat to dla mnie w zasadzie to samo co dla Ciebie, Diana :). Czyli de facto czas wyciszenia, spokoju, czas dla rodziny. Problem jedynie pojawia się czasem taki, że ja próbuję być, jak to się ładnie nazywa, “tu i teraz”, a moja rodzina… pilnuje planu dnia. Ja mam do zegarka stosunek raczej luźny jak tylko wyjdę z pracy i zawodowych obowiązków, a w domu rodzinnym wszystko jest na czas i na już… No cóż, staram się zatem łapać chwile i mimo wszystko forsować swój styl odpoczywania :).

Blair Czyta: ja jestem pod tym względem niepoprawną romantyczką. W świąteczny nastrój wprawia mnie chyba klasycznie – choinka i ozdoby świąteczne, zapach cynamonu i pomarańczy, rozgrzewająca zimowa herbata i najlepiej do tego wszystkich śnieg za oknem. A jak przychodzą już Święta, to oczywiście gromadzenie się wszystkich bliskich i nagłe spowolnienie w porównaniu do codzienności, cieszenie się sobą wzajemnie i bycie razem. W tym roku chyba wyjątkowo bardzo czekam na ten czas :).

Rude recenzuje: A ja za to jestem typem nierodzinnym i nieświątecznym. Z roku na rok coraz bardziej drażni mnie to wymuszenie, brak jakiejkolwiek spontaniczności i takiej czystej, wiecie, takiej prawdziwej radości. Mam wrażenie, że wszystko jest tylko na pokaz – kto więcej, lepiej i dostojniej. Ja się od tego odcinam, korzystam z wolnego i chwili, którą mogę spędzić z rodzicami. Jeżdżenie po rodzinie, którą widzę tylko odświętnie, raz na rok, nie jest mi zupełnie do szczęścia potrzebne.

Bardziej Lubię Książki: Ja też tego nie robię. Spędzam święta z najbliższymi i z tymi, z którymi chcę spędzić. Chyba dawno wyrosłam z robienia czegoś, bo “wypada”.

Parapet Literacki: Jeśli chodzi o jeżdżenie po rodzinie to cóż… moja rodzina jest bardzo mała i nieszczególnie mam po kim “jeździć”. Pierwszego dnia świąt odwiedzam dziadków i to w zasadzie tyle. Jakbym miała odwiedzać kuzynów i ciotki bo wypada, to prawdopodobnie bym udawała co roku grypę żołądkową :P. Jestem słaba w rozmowach pt. co u ciebie, z ludźmi, których się widuje raz do roku, więc takie wizyty są dla mnie nieprzyjemnością i odliczaniem czasu do końca.

Wiecie, mi to się czasem marzą takie Święta w domu pełnym ludzi, bo znam je tylko z filmów.  W dużej rodzinie, gdzie przy stole jest i wesoło i są kłótnie, coś się dzieje. U nas ostatecznie jest tak spokojnie, że aż trochę smutno.

Rude recenzuje: To u mnie jest tak samo, ale już się chyba przyzwyczaiłam do tego spokoju. Z jednej strony takie huczne święta mogłyby być fajne, ale obawiam się, że jednak bardziej by mnie zmęczyły niż dały satysfakcję.

A jak jest u Was z prezentami? Książki pod choinką muszą się znaleźć?

Pod choinką

Bardziej Lubię Książki: U mnie też jest spokojnie, ale umówmy się – ja i tak bardziej lubię książki 😉 A pod moją choinką zawsze książki, ale nigdy dla mnie :D. Ja zawsze daję wszystkim co najmniej po jednej. Sama nie dostaję, ale trochę to rozumiem – to jakby dawać cukiernikowi czekoladki albo księgowemu kalkulator :P. W sumie nawet bym nie chciała, przynajmniej nie muszę udawać, że jakaś mi się podoba, a tak naprawdę nie wiem, co z nią zrobić ;-). Ale w tym roku dostałam wyjątkowo dwie – są bardzo specjalne i już nie mogę się doczekać, żeby się nimi pochwalić.

Rude recenzuje: O to, to! U mnie jest dokładnie tak samo :D. nawet się cieszę, że rodzice nie próbują kombinować mi jakiś książek!

Parapet Literacki:  Co do książek pod choinką – OCZYWIŚCIE! Ja z kolei nie wyobrażam sobie, żebym książek nie dostała. Tylko, że, umówmy się, nikt mi nie kupuje w ciemno. Albo wprost mówię, co mi się marzy, tak jak w tym roku, albo rodzina zagląda na moją półkę na lubimyczytać “chcę w prezencie”. Polecam takie rozwiązanie :D. I ja również kupuję rodzicom książki pod choinkę, ale mam łatwiej, bo wiem zazwyczaj czego nie mają, a co im się spodoba. W tym roku dostałam eseje Virginii Woolf i Wszystko, czego nie pamiętam szwedzkiego pisarza Jonasa Khemiriego.

Blair Czyta: u mnie w domu Wigilia i Święta są kameralne – tylko 6 osób. Za to u mojego Męża Wigilia jest duża – w tym roku przy stole byliśmy w 15 osób. Mając porównanie uważam, że każda ma swój klimat i żadna nie jest gorsza 🙂 Co do książek – w tym roku znalazłam trzy książki pod choinką, dokładnie takie, jakie chciałam. U Męża robimy co roku losowanie i każdy kupuje prezent jednej osobie. Losowanie odbywa się droga internetową w programie, który daje możliwość napisania WishListy, dzięki czemu co roku każdy dostaje dokładnie to, co chce lub jeśli woli ma niespodziankę. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie, bo naprawdę nie ma nietrafionych prezentów.

Parapet Literacki: A to świetny pomysł jest. Przy większej rodzinie chyba jedyny sensowny. Miło się z wami gawędzi dziewczęta. I cóż udało nam się ustalić? Że żadna z nas nie czyta świątecznych książek i że święta to dla nas już nie tyle wielka ekscytacja co raczej czas wyciszenia i skupienia na bliskich.

No a teraz wy! Czytacie świąteczne książki? Czujecie świąteczny klimat?  I co najważniejsze… czy Wy też, tak jak dziewczyny, nie znaleźliście książek pod choinką??

A.