Rosso Istanbul – Ferzan Ozpetek

To co chcę ci powiedzieć, jest w języku którego nie znam.

Ferzan Özpetek to turecki reżyser włoskich filmów. Filmów o miłości, jednych z tych nielicznych, które mogę oglądać bez bólu zębów. Z jego twórczością jest tak, że kiedy widzę napisy końcowe, z początku kompletnie nie wiem co mam myśleć.


Co ja – widz, miałam zobaczyć, zrozumieć, a co on – autor, chciał mi powiedzieć za pomocą tego właśnie obrazu. Szukam motywu za opowiedzianą historią. Po jakimś czasie dociera do mnie idea, treść jaką niesie. Pozornie prosta fabuła pod spodem skrywa opowieść o relacjach międzyludzkich, tempie współczesnego świata. Ponadto, twórca fantastycznego Saturno contro zawsze zostawia nas z dobrymi emocjami i uczuciem trudnej do sprecyzowania nadziei. 

Piszę o jego filmach dlatego, że książka Rosso Istanbul, była dla mnie podobnym doświadczeniem. Niedługa, łatwa w odbiorze,  o nieskomplikowanej fabule i znaczną przestrzenią dla odbiorcy.  Przeplatają się w niej dwie historie. Pierwszą jest wspomnieniowa podróż reżysera do Stambułu, powrót myślami do czasów dzieciństwa i wieku nastoletniego. Konfrontacja ze swoją orientacją seksualną, relacje z rodzicami i pierwsze miłości. Przeszłość zderza się na miejscu ze współczesną Turcją. Özpetek udał się do rodzinnego miasta w okresach masowych protestów i zamieszek w Stambule, spowodowanych pomysłami premiera Erdogana na zmiany w stolicy (największe protesty odbywały się przeciwko zmianie parku Gezi w centrum handlowe #occupygezi, ale Turcy protestowali także przeciwko zniszczeniu innych ważnych dla nich miejsc, między innymi zabytkowego kina Emek w obronie marzenia).

Drugim wątkiem jest opowieść o kobiecie na życiowym zakręcie, jakkolwiek melodramatycznie to brzmi. Wątek fikcyjny i bardzo filmowy. W zasadzie mógłby być to po prostu scenariusz do jego kolejnego dzieła. Te dwa wątki uzupełniają się w nieoczywisty z początku sposób i znajdują ostatecznie wspólny finał.

Długo nie wiedziałam co autor chciał mi w Rosso Istanbul powiedzieć. Przez wiele dni uważałam, że sednem jest powrót do korzeni, w pewien sposób również hołd oddany matce i rodzinnemu miastu, że to taka książka, którą autor pisze bardziej dla siebie niż dla czytelnika.  Tylko po co mi w takim razie ten drugi wątek, fikcyjny. Przez cały czas lektury wydawał mi się on trochę niepotrzebny, wolałabym dowiedzieć się więcej o Özpetku. 

Po śmierci ojca, szukając jakiegoś dokumentu w jego szufladach, znalazłem związane ze mną drobne pamiątki, widokówki, kartki: świadectwo z liceum, wycinek z gazety o moim pierwszym filmie, zdjęcie z naszej wspólnej (zapomnianej) podróży do Berlina. Wzruszyłem się. Na myśl o tym, kim mógł być, ale nie był. Na myśl o bohaterze, którego mi zabrakło. 

Dziś, wertując książkę i czytając fragmenty przed przystąpieniem do pisania, przyszła mi do głowy myśl. Otóż sądzę, że Ferzan Özpetek bardzo wierzy w ludzi. Więcej, on ich po prostu kocha. Jego twórczość pozostawia nas z głębokim przekonaniem, że bez drugiego człowieka obok, jesteśmy niczym. To bliskość innych daje nam siłę, to dzięki przyjaciołom możemy przetrwać, dzięki miłości możemy żyć. Turecki reżyser obala mit osobności, bycia samemu sobie dla siebie samego. I chyba to właśnie mówi mi autor w swojej pierwszej i jedynej książce i dokładnie to samo mówi mi w swoich filmach. A ten wątek fikcyjny? Może po to, aby się za nim częściowo schować jak za okiem kamery? Żeby nie obnażyć się przed nami za bardzo, przypadkiem za wiele nie powiedzieć o sobie?

Rosso Istanbul to książka elegancka, wysmakowana. Warto ją przeczytać choćby po to, żeby sprawdzić co w was obudzi, może nie od razu, ale po jakimś czasie. Być może będzie to coś zupełnie innego, niż we mnie. No i oglądajcie jego filmy, są takie… ciepłe :).

W tym momencie Stambuł to każde miejsce na Ziemi, a historia Anny jest jedną z wielu. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy znajdziesz odwagę, by opowiedzieć swoją własną. W chwili, w której życie przechodzi w opowieść, ciemność przechodzi w światło i wskazuje ci drogę. Wtedy już wiesz, że ciepłe miejsce, miejsce na południu, to ty. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Claroscuro, to była przyjemność.

A.

Ferzan Özpetek, Rosso Istanbul, tłum. Gabriela HałatClaroscuro, Warszawa 2013.

*cytaty pochodzą z omawianej książki


  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Skoro autor wierzy w ludzi, pozostawia czytelnika z pewną nauką czy ważnym przeświadczeniem – to i ja mogę wierzyć w tego autora i sprawdzić książkę, którą napisał, bez wyrzutu i z przyjemnością 🙂

    • Sprawdź i koniecznie napisz jak Ci się podobało 🙂 To taka prosta – nieprosta opowieść.

  • myslobook.pl

    Który jego film polecisz mi na początek? 🙂

    • Myślę, że zacznij od tego filmu, od którego ja zaczęłam „Mine Vaganti. O miłości i makaronach”, a potem może „On, ona i on” i „Saturno contro” koniecznie. Czasem lecą na Ale Kino, trzeba polować 🙂

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Lubię takie ambitne książki, które pobudzają do refleksji i zostają z nami na dłużej.

  • Muszę tę książkę przeczytać. I to jak najszybciej.

    • Zachęcam 🙂 Jak się wciągniesz to do przeczytania w jedną noc 🙂

  • U Ciebie zawsze można znaleźć coś nieoczywistego i świeżego. Z każdym wpisem zyskuję kolejną porcję wiedzy o literaturze, jakiej nie znam:-)

    • Fantastycznie, o to mi właśnie chodzi, żeby wynajdować ciekawe perełki i Wam podsuwać.
      Serdeczne pozdrowienia,

      A.

  • Od razu przypomniał mi się „Stambuł. Wspomnienia i miasto” Orhana Pamuka. Głównym elementem skojarzenia jest na pewno samo miasto, ale po chwili zastanowienia przypomniałem sobie, że o Pamuk pisał trochę bardziej dla siebie niż dla czytelnika.

    • Coś takiego chyba jest w tym mieście, że każdy chce je mieć dla siebie.
      Taka myśl mi przyszła do głowy.
      Ja, chociaż byłam w Turcji osiem razy i widziałam obydwa wybrzeża, Kapadocję, Efez i stolicę, do Stambułu nigdy nie dotarłam i jest on w mojej głowie takim miastem tajemnicą, o którym marzę i które wciąż jest jakoś bardzo odległe.

  • Rzadko chyba zdarzają się takie książki, jak ta. Pierwszy cytat już sprawił, że łzy stanęły mi w oczach. Przeczytam z wielką chęcią!
    Serdeczne pozdrowienia!

    • Mi to właśnie zdanie, o którym mówisz, wciąż chodzi po głowie. Czytaj i pooglądaj filmy Ozpetka 🙂
      Uściski w ten deszczowy początek tygodnia,
      A.