Problemski hotel – Dimitri Verhulst

„Jesteśmy spokrewnieni jedynie z dalą i na dal jesteśmy dożywotnie skazani…”  Dimitri Verhulst 

Aż mi ciśnie się na usta – nigdy nie czytałam nic podobnego. Choć nawet nie umiem tego nazwać, czym jest to dzieło, tak lekkie, kiedy trzymane jest w ręku, a tak dużo znaczące. Bo to nie jest reportaż, ale też nie jest to powieść. Więc proza oparta na prawdziwych sytuacjach i inspirowana realnymi postaciami. Realnymi uchodźcami, z kości i krwi.

Dimitri Verhulst, aby poznać świat osób starających się o azyl w Belgii, pojechał do ośrodka dla uchodźców w Arendonk. I stworzył dla nas gorzką opowiastkę o prawdzie za pomocą sarkazmu, czarnego humoru i ironii. Pokazał, że można jednocześnie śmiać się i dostawać obuchem w głowę, że nie trzeba epatować dramatem, żeby ten dramat dobitnie przedstawić. Autor oddał głos jednemu z mieszkańców ośrodka i w brutalny sposób odarł nas ze złudzeń. W krótkich rozdziałach przedstawił tak wiele historii pojedynczych istnień, jednocześnie nie tracąc oglądu całości, zachowując spójność narracji. Dał nam w pewien sposób przekrój problematyki, charakterów, pokazał nam codzienne życie uchodźcy zaglądając mu do miski, do łóżka, do głowy,  a nawet przeglądając z nim anonse matrymonialne. Poznajemy Masqooda, któremu w ojczyźnie zmasakrowano całą rodzinę, i którego jedyną nadzieją jest znalezienie w Europie żony, co łatwe nie jest bo po sprytnych torturach jakim go poddano, jego oczy przypominają dwa czerwone kawałki mięsa, a już na starcie nie grzeszył urodą, Igora, ukraińskiego osiłka, który czeka na lepsze życie w Legii Cudzoziemskiej, Lidię, która ucieka przed spadającymi do jej łóżka bombami, i małego Stipa, który ma tyle lat ile jego smutki, i któremu pocisk urwał pół twarzy, i Annę i Cherribiego…

Niesamowita jest to książka. Każda z tych cennych 150 stron jest wysycona treścią od pierwszego słowa do ostatniej kropki. Treścią i emocjami. Najkrótsze nawet zdania tną jak nóż po ranie – celnie, trafnie, boleśnie. Sarkazm, on uderza najmocniej, a w głowie kołacze się zdanie, że cóż im właściwie innego pozostało, niż śmiech.

Przez łzy.

„Moim zdaniem, powinni jakoś przeciwdziałać tej wesołości, gdyż w innym razie ci w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych nie uwierzą w ani jedno słowo, gdy im opowiedzą, że tam, skąd pochodzą, ich życie było o wiele gorsze od egzystencji przeciętnego wielbłąda. Asia z bloku 4 na przykład, szelmutka, wywija swym uroczym tyłeczkiem i ze śpiewem na ustach szoruje toalety. (…) Radzimy jej, by przywdziała smutniejszy wyraz facjaty, jeśli ci w Brukseli mają uwierzyć, że jej pochwa została pocięta na strzępy, a ona przypuściła sztorm na Fort Europa w nadziei, że podobny los nie spotka jej córeczek.(…) Asia dostała już dwa negatywy, zostało jej jeszcze ostatnie życie, potem znów wpakują ją do samolotu. Podróże kształcą.” [s. 28]

Czytałam i czułam wstyd. Że tak można, że my tak możemy, decydować, o czyimś życiu i nieżyciu, że to my mamy przywilej wydawania wyroków ostatecznych, my, ludzie Europy Środkowej i Zachodniej. Wstyd, że oni w tych kontenerach, zamarzają na śmierć, pokonują najcięższą podróż w życiu, że tak marzą o lepszym świecie, tym tutaj niby, a tutaj – nie ma nic jednak. Wstyd.

I myślałam sobie, jakie to ważne, żeby przeczytać dziś tę książkę, kiedy tak łatwo przychodzi nam obedrzeć drugiego człowieka, z jego podobieństwa do nas.  

„Siedem przykazań konwencji genewskiej: Będziesz się dalej tłukł z innymi, jeśliś głodny; Nie będziesz grzeszył wolą poprawy swego losu; Nie będziesz tak głupi, by myśleć, że możesz uniknąć kuli, na której widnieje twe imię; Nie będziesz mierzył bezcelowości swej egzystencji normami Zachodu; Nie będziesz naruszał Starego Kontynentu; Będziesz zachowywał się zgodnie z uniwersalnymi prawami kundla; Nie będziesz kompletnie niczego.” [s. 55]

A.

*wszystkie użyte w tekście cytaty pochodzą z omawianej książki.


 

tytuł: Problemski hotel (Problemski hotel)

autor: Dimitri Verhulst

tłumaczenie: Sławomir Paszkiet

wydawnictwo: Claroscuro

rok wydania: 2003

Ilość stron: 152