2016

Moje pierwotne podsumowanie roku skasowałam. Uznałam, że swoje marudzenie jednak ostatecznie zachowam dla siebie. Dość powiedzieć, że 2016 rok nie zawiódł mnie pod względem małych, gorzkich rozczarowań, niezrealizowanych planów, niewykonanych zadań. Nic się nie zmieniło w tematach, w których sobie obiecywałam poprawę. Ktoś by powiedział, że może zatem należy się przestać łudzić, że zmiana nastąpi, jednakże mnie pewne części Mnie doprowadzają do takiego poziomu złości, że wciąż wierzę, że kiedyś dokonam reformy. Samej siebie.

Książki 2016

Książkowo ten rok był bogaty w zakupy i ubogi w zachwyty, jednak oczywiście pojawiły się perełki w morzu przeciętności.

zaskoczeniem roku okazał się być Karl Ove Knausgard i jego wczesna powieść Wszystko ma swój czas. Ta powieść jest czymś zupełnie innym od tego co znamy z Mojej walki. Rozmyślania Knausgarda nad losem aniołów, jego interpretacje opowieści biblijnych i piekący od bolesnych emocji wątek dziejący się we współczesnej Norwegii. Dziwne i ciekawe. Moja mama powiedziała jednak, że wcale jej to wszystko nie dziwi, że już wtedy było widać, że to niezły wariat. Cóż.

czasopożeraczem roku zostaje zdecydowanie Mag Johna Fowlesa. Czytałam tę książkę absolutnie wszędzie. Przed snem, po przebudzeniu, do obiadu, w przerwie od wszystkiego. Niesamowicie wciągająca, to pierwsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy.

odkrycie roku to bezkonkurencyjnie algierski autor Yasmina Khadra. Nie będę pisała żadnych recenzji jego książek, przynajmniej na ten moment tak uważam. Są tak dobre, że nie wiem co mam o nich napisać. Może tylko tyle, że jeżeli potrzebujecie takiej dawki emocji, która zwali was z nóg, lekcji pokory i lekcji tolerancji w jednym – to proszę, porwijcie się na Zamach, Jaskółki z Kabulu czy też O czym marzą wilki.

wzruszenie roku to po namyśle Życie to jednak strata jest . Stasiuk dał mi dużo do myślenia, dużo go czytaliśmy sobie na głos. Pomimo, że czasem mnie złości swoją przesadną pewnością siebie w niektórych tematach i mam dziwne poczucie, że wchodzenie z nim w dyskusję byłoby równie bezcelowe, co z moim teściem, to i tak ten wywiad rzeka dał mi bardzo dużo do namysłu, zostawił w głowie wiele pięknych zdań.

reportażem roku miałam problem bo chciałabym wyróżnić i Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz Polska odwraca oczy Justyny Kopińskiej ale jednak stawiam na Katarzynę Boni i jej Ganbare! Warsztaty umierania. Za zwrócenie mojej uwagi na kraj, który na ogół mojej uwagi nie ma. I jeszcze za wrażliwość i wyczucie.
„Czas wcale nie leczy ran. Sam w sobie nie ma właściwości uzdrawiających. Jedyne co potrafi to mijać. To od nas zależy, jak go wykorzystamy.”

najlepszą krótką historią był Problemski Hotel. Dimitri Verhulist za pomocą ironii, sarkazmu i czarnego humoru jak nikt pokazał bolesną rzeczywistość uchodźcy zamkniętego za siatką ośrodka dla takich uciekinierów jak on. I wstydziłam się za nas. Bardzo. (a recenzja była TU)

powieści roku  nie przeczytałam. Może mogłaby to być Opowieść o miłości i mroku Oza, którą czytam już od 2 tygodni, albo Beatlesi Christensena, która była tak dobra, że musiałam ją przerwać żeby zaczekała sobie na lepszy czas w głowie. Zbyt dużo ciągłych chybotliwych zmian było w moim życiu, żeby spokojnie czytać powieści.

 

                         Instagramowy #2016bestnine
Parapet

Cały czas szukam pomysłu na tego bloga (podobnie jak na siebie). Powoli, gdzieś mgliście łapię swój kierunek, dojrzewa we mnie zarys bardziej konkretny niż do tej pory. Krokiem w tym kierunku był cykl wpisów o niszowych wydawnictwach, który rozpoczęłam w połowie listopada (kto nie czytał, ten trąba, i może nadrobić TUTAJ). Żaden z wpisów do tej pory nie wzbudził takiego zainteresowania. Forma cyklu zmobilizowała mnie również do prawie że regularnych postów, co jest w moim przypadku nie lada sztuką. 

Poza tym współpracowałam z Książkowymi Klimatami (i mam nadzieję, że to nie jest nasze wspólne ostatnie słowo) i położyłam pierwszą cegiełkę pod współpracę z Claroscuro i Wydawnictwem Afera.

Udało mi się napisać coś na kształt pierwszej relacji z książkowego wydarzenia, a mianowicie Festiwalu Conrada (o tu) i pokazałam wam jak sobie uszyłam książkę (dokładnie tak). 

Co teraz

To co się szykuje, to zmiana wizualna Parapetu, której nie mogę się doczekać. Logo zostaje, bo je lubię 🙂 Kiedy już to nastąpi, napiszę więcej o tym w jakim kierunku chcę iść z blogiem (żebyście potem mogli mnie rozliczyć z niespełnionych obietnic i takie tam).

Czytam jednocześnie dwie gruubaśne książki – wspomnianą Opowieść o miłości i mroku i słucham jak Filip Kosior opowiada mi Shantaram. Kiedy je skończę, zabieram się za Wydawnictwo Afera!!.

Zrobiłam także plan lektur (ha ha ha). Nawet wam go pokażę w weekend. Kilka nowości, które szykują swoją premierę na nadchodzący rok i kilka wcale-nie-nowości :).

Na koniec

Cytatem roku zostało zasłyszane kilka dni temu w Shantaram zdanie, że „przyjaźń to coś, jakby klasówka z algebry, której nikt nie zdaje”. Jakoś trudno mi się nie zgodzić.

Może znowu zrobię jakieś postanowienie. Choć znam te wszystkie psychologiczne sztuczki, które powinny zbliżać do realizacji postawionych sobie celów, jakoś nigdy nie chce mi się ich zastosować do siebie. Wewnętrzne sumienie podpowiada mi, że to z lenistwa.

A.