Plan lektur na 2017, czyli czego pewnie nie przeczytam

Generalnie zwykle tego nie robię.  O ile lubię planować swój czas i przynajmniej starać się tego planu tyle o ile trzymać, to z książkami i planami czytelniczym zwykle wychodzi tak, że czytam zupełnie nie to co wcześniej chciałam.

W tym roku postanawiam (ha ha ha), że będzie inaczej. Zatem bez przedłużania. Kilka dni temu wystawiałam rachunek dwa tysiące szestastemu (tutaj), a dziś przedstawiam moje plany.

Klasyka

Po pierwsze w końcu muszę się zmierzyć z kilkoma tytułami z klasyki literatury, które obiecuję sobie przeczytać od paru lat. 

F. Dostojewski „Biesy”, wyd. Znak

To wielka powieść o Rosji XIX wieku, o myśli społecznej i politycznej tamtych czasów. Uważny czytelnik dostrzeże w niej zapowiedź koszmarów wieku XX i ostrzeżenie o niebezpieczeństwie marzeń o szczęściu dla wszystkich ludzi. Omotanie jednostki przez ideologie, o tym pisze Dostojewski w „Biesach”.

 

L. Tołstoj „Anna Karenina”, wyd. Znak, 2012 

Tak, wciąż jej nie przeczytałam. Tak, kupiłam ją w antykwariacie dwa lata temu i kurzy się od tamtej pory na regale. Tak, jest mi z tego powodu wstyd.
„Anny Kareniny” nikomu przedstawiać nie muszę. Ponadczasowa historia o zakazanej miłości, dla której poświęcamy wszystko i która kończy się źle. I to właśnie lubimy w niej najbardziej ;).

Ch. Dickens „Wielkie nadzieje”, wyd. Prószyński i S-ka, 2009

Kolejny wyrzut sumienia. Z tą powieścią Dickensa jakoś mi zawsze było nie po drodze. Czytałam książkę o „Wielkich nadziejach”, obejrzałam dwa razy film, a w tym roku czas w końcu na spotkanie z Pipem twarzą w twarz (czy raczej twarzą w kartkę). Słynna historia o miłości , wielkich rozczarowaniach i wielkich (oczywiste) nadziejach. W tle Anglia XIX wieku.

 

T. Mann „Czarodziejska góra”, wyd. Muza, 2008

Podobno najważniejszy głos na temat kondycji moralnej i intelektualnej Europy XX wieku. Obraz Starego Kontynentu na chwilę przed wybuchem wojny. Kontemplacyjna lektura o relacji Ja-Świat. Jedni mówią o czytaniu „Czarodziejskiej góry” jako o największej przygodzie intelektualnej życia, inni o mozolnej przeprawie bez celu. Zobaczymy :).

Z domowej półki

Herbjorg Wassmo „Księga Diny”, wyd. Smak Słowa, 2014

Opowieść o kobiecie łamiącej wszelkie zakazy na tle norweskich fiordów. Wassmo uwielbiam za „Stulecie” i „Te chwile”, na żywo miałam okazję posłuchać jej głosu na Big Booku i jestem totalnie zauroczona tą pisarką. 

Feridun Zaimoglu „Leyla”, wyd. Czarne, 2008

Powieść, której akcja rozgrywa się w Anatolii w latach ’50 XX wieku. Zupełnie nieznana nam rzeczywistość wschodniej Turcji, małego, ksenofobicznego miasteczka, widzianego oczami małej dziewczynki. Szabłowski pisze o tej książce tak: Ale jeszcze bardziej patologiczne jest to, jak dobrze Zaimgolu wtopił się w Leylę. Jak doskonale opisał jej najbardziej intymne myśli i chwile. Albo ukradł te opowieści jakiejś małej dziewczynce i wydał pod swoim nazwiskiem, albo niemiecko-turecki Allah dał mu naprawdę wielki talent. 

Astrid Lindgren, Dzienniki z lat wojny 1929-1945, wyd. Nasza Księgarnia, 2016

Niewiele osób wie, że podczas całego okresu drugiej wojny Astrid pisała dziennik, w którym opisywała to co dzieje się na świecie, w jej domu, w jej Sztokholmie. Unikatowy osobisty opis, jak sytuacje globalne wpływają na życie jednostki. No i to przecież Astrid Lindgren, jestem jej „Dzienników” bardzo ciekawa.

Herta Muller, „Król kłania się i zabija”, wyd. Czarne, 2009

Na tą pisarkę trafiłam dzięki Ekrudzie, która pisała o Hercie już dawno temu. W tym momencie mam jej cztery książki i żadnej przeczytanej. Hit. Zatem „Król…” idzie na pierwszy ogień. To dziewięć esejów noblistki, tworzących jej prywatną i polityczną autobiografię. Jestem pewna, że to będzie piękne i wzruszające spotkanie.

Pavel Kohout, „Kacica”, wyd. Dowody na Istnienie, 2015

Wznowienie powieści czeskiego prozaika, poety i dramaturga. Coś dla wielbicieli czarnego humoru i złośliwej groteski. Ameryka wychodzi naprzeciw równouprawnieniu i przyjmuje do szkoły katów pierwszą dziewczynkę. Wprowadzają egzekucje za pomocą gazu i elektryczności, które kobiety znają przecież z kuchni. Szczygieł mówi, że to trzeba przeczytać, a ja mu wierzę :).

Rabih Alameddine „Hakawati”, wyd. Znak, 2009

Arabska baśń 1000 i jednej nocy osadzona w Bejrucie. Opowiada o słynnym libańskim hakawatim, co oznacza ni mniej ni więcej, tylko opowiadacza historii. O powrocie do korzeni, rodzinie, pięknym świecie arabskich opowieści. Poleciła mi Natalia z Kroniki Kota Nakręcacza i kiedy trzymam książkę w rękach, już nie mogę doczekać się czytania.

Goran Rosenberg „Krótki przystanek w drodze do Auschwitz”, wyd. Czarne, 2014

Przymierzam się już długo do tej książki. To autobiograficzna opowieść o odkrywaniu pamięci osób, pamięci miejsc naznaczonych traumą. Autor wyrusza śladami ojca, który co prawda Auschwitz przeżył, lecz do końca życia się z niego leczył i na Auschwitz umarł. Rosenberg stara się odtworzyć wysiłek budowania nowego życia w cieniu tragedii i świadomości, że cały świat odwrócił się plecami do ocalonych. Stoi na półce obok „Oskarżam Auschwitz” Grynberga. Może na nie w końcu czas.

Kateřina Tučková, „Boginie z Žítkovej”, wyd. Afera, 2014

Połączenie powieści historycznej z fikcją. W Białych Karpatach, na pograniczu Moraw i Słowacji żyły wyjątkowe kobiety. Leczyły ziołami, przepowiadały przyszłość, panowały nad żywiołami. Ich sztukę nazywano „bogowaniem”. Bohaterka książki, ostatnia z rodu bogiń, nie chce praktykować magii. Zaczyna natomiast badać ich fenomen od strony naukowej, społecznej.
Mówią na mieście, że to świetna książka, a ja już ją dostałam od wydawnictwa, czeka tylko na przeczytanie :).

I do tego…

Do tego jeszcze będę czytała dużo książek od Wydawnictwa Książkowe Klimaty i od Wydawnictwa Afera, a może i od Claroscuro i będę tu Wam o nich opowiadać.
Będę także co miesiąc czytała jedną lekturę lektura naszego tajnego domowego klubu książki/klubu gospodyń książkowych 🙂
Oczywiście to więcej niż pewne, że wpadnie mi w ręce coś nieprzewidzianego, co wypchnie to co zaplanowane.
No i jeszcze są premiery. Zaczęłam wymieniać je tutaj, ale zmieniłam zdanie 🙂 Zbyt dużo treści na raz nie robi dobrze czytelnikowi, zatem premiery pierwszego kwartału 2017 na które czekam, będą w kolejnym wpisie :).

A jak jest u Was? Robicie plany lektur, a jeśli tak, to czy udaje wam się je choć w jakimś stopniu zrealizować? Coś Was z mojej listy zaciekawiło?

A.


  • Moja kolejka w miarę się realizuje, bo ustawiam książki, które chcę przeczytać koło siebie, ale niestety nie ma żadnych żelaznych zasad kolejności w której je czytam, więc to później różnie bywa. Na kartce to prawdopodobnie musiałabym robić jeszcze kolejkę do kolejki;) Parę razy do roku też zaglądam do pliku w stylu „100 książek, które musisz przeczytać wg BBC”, które sobie odhaczam. Niby ciągle do przodu, ale i tak mam wrażenie, że więcej ich przybywa w tej kolejce niż ubywa;))

    • A może to dobrze, że nie masz żadnej żelaznej zasady kolejności, bo przecież to wszystko zależy od humoru, nie? 🙂 Mnie ta lista BBC przyprawia o zawrót głowy i wyrzuty sumienia, ale może niesłusznie, Twoja metoda na spokojne odhaczanie kolejnych pozycji jest lepsza 😀

  • Ja w tym roku też po raz pierwszy zrobiłam sobie małą listę książek, które chcę przeczytać/ nadrobić i mam nadzieję, że uda mi się zrealizować przynajmniej część z tego, co zaplanowałam. (Swoja droga, też mnie kusi, żeby podzielić się nią na blogu ;)). Z Twojej listy na pewno interesuje mnie Mann, którego ciągle nie przeczytałam i właśnie przypomniałaś mi, że warto byłoby w końcu sięgnąć po coś Herty Müller. 🙂

    • Podziel się, ja lubię czytać takie listy, choć z drugiej strony wywołują one reakcje pt. „i jeszcze to!!”, no i ostatecznie lista staje się nierealnie długa. Herta to mój wyrzut sumienia, bo uzbierałam jej 4 książki po antykwariatach i żadnej nie przeczytałam. Życzę nam obu powodzenia w relizacji planów! 😀

  • Pingback: Premiery literackie pierwszego kwartału 2017. | parapet literacki()

  • Ciekawa lista. Niczego z niej nie przeczytałam, ale w zasadzie każda pozycja wzbudza moje zainteresowanie 🙂

    • Cieszę się, że mogła podrzucić coś nowego 🙂 Jak sięgniesz po jakis tytuł to daj znać!

      A.

  • Z klasykami to i ja muszę sie pogodzić:) na swoich półkach tez mam mnóstwo zaleglosci… Powodzenia!

  • Dzienniki Lindgren brzmią bardzo interesująco!
    Ja w zeszłym roku przeczytałam „Annę Kareninę” i jak dla mnie w porządku, ale książka byłaby dużo lepsza z samymi wątkami Lewina, bez Anny Kareniny 😀 Tych pierwszych było chyba nawet więcej, więc nie wiem, dlaczego to nazwisko Anny znalazło się na okładce.
    (Albo gdyby Anny było jeszcze mniej, bo sama końcówka jej wątku była bardzo dobra)

    • Ha, powiem Ci więcej, moja ulubiona vlogerka z vloga, który niestety już dawno zaprzestał swojej działalności, powiedziała, że czytając „Anne…” myślała tylko o tym, kiedy w końcu „ta głupia krowa już popełni samobójstwo” ;D Ale ale, poczytamy zobaczymy 🙂

  • No własnie, „Bracia…”. Ta powieść chodzi za mną odkąd przeczytałam biografię Marilyn Monroe, która tak bardzo chciała w nich zagrać. Nie obiecuję sobie że w tym roku, ale może w 2018? Trzeba będzie dopisać do listy.
    Cudnie, jestem ogromnie ciekawa tych Dzienników 🙂

    Na pewno Cię odwiedzę :):)

    Pozdrowienia,
    A.

  • Oooch ile świetnych planów 🙂 W zeszłym roku czytałam „Wielkie nadzieje” Dickensa i czyta się je naprawdę wyśmienicie! Nie wiedziałam za to, że jest film – muszę nadrobić. Polecasz?

    • Tak! Film jest naprawdę całkiem nieźle zrobiony, no i moja ukochana Helena Bonham Carter, która gra pannę Havisham jest tam (jak zwykle) genialna.
      Plany, też uważam że świetne, obym je zrealizowała 😀

  • Robienie planów to świetna rzecz. 🙂 Ja na pewno będę robić takie, ale dopiero po studiach – teraz zbyt często mam zadawane jakieś lektury, więc jeśli uda mi się wcisnąć między nie cokolwiek, to chwytam ze swojej półki jedną z książek, które czekają na przeczytanie. A jest ich ponad 20, więc szkoda mi, że leżą nieprzeczytane i mają pierwszeństwo.

    Z książek, które pokazujesz, najbardziej chciałabym przeczytać Biesy. 🙂

    • Martyno, doskonale rozumiem, chociaż ja chyba więcej czytałam na studiach. Teraz walczę z zasmarkaną rzeczywistością o czas dla siebie. Ha, skąd ja to znam. Dlatego część wpisu pt „z domowej półki” to wszystko co leży od miesiecy w mieszkaniu i czeka na mnie 🙂
      Powodzenia w czytaniu Twojej kupki nieprzeczytanych 🙂

      • Dziękuję! Postaram się ją zmniejszać, a nie zwiększać. 🙂

  • Karola

    Bardzo interesująca lista 🙂 Widzę, że sięgasz też po tytuły, które obracają się w tematyce czasów wojny, mogę Ci więc polecić „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego.

    • Dobry wieczór, dziękuję! 🙂 Tak, ta tematyka mnie interesuje, mam duużo tytułów w kolejce. Wstyd przyznać, ale „Szkicie piórkiem” obiły mi się gdzieś o uszy, ale nie wiedziałam dokładnie cóż to jest. Już wiem, poczytałam sobie i wiem, że napewno sięgnę. Dziękuję, więcej takich poleceń! 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      A.

      • Karola

        Ja przepraszam, że od razu na wstępie przeszłam na „Ty” – takie skrzywienie z fb, gdzie większość osób tak się do siebie od razu zwraca 😉
        W takim razie śmiało mogę jeszcze polecić „Dymy nad Birkenau” i „Niewinnych w Norymberdze” Seweryny Szmaglewskiej oraz „Pamiętniki” Emilie Schindler, w których autorka pokazała swojego męża, Oscara, z nieco innej perspektywy.

        Również cieplutko pozdrawiam 🙂

        • Ale nie ma za co przepraszać, przecież i ja piszę na „Ty” 🙂
          Bardzo dziękuję za polecenia, wszystko sobie posprawdzam i poodkładam na półkę „chcę przeczytać” 😀

  • Świetna lista! „Annę Kareninę” czytałam, wspaniała powieść i chętnie przeczytałabym ją jeszcze raz! „Czarodziejska góra” stoi na półce:-) „Dzienniki” A. Lindgren bardzo Ci polecam, a ja sama zabieram się wkrótce za listy z podróży Agaty Christie:-)

    • Też mi się podoba! 😀 Za „Annę..” chcę sę zabrać w pierwszym kwartale, bo czuję właśnie, że będzie to wspaniala uczta.
      Tych Dzienników Lindgren nie mogę się doczekać. Ah Agatha pisze cudownie, pamiętam że kiedyś czytałam taką jej wspomnieniową książkę… o tym jak wyjechała na wyprawę archeologiczną ze swoim mężem do Syrii i Iraku, kojarzysz może? O już pamiętam! „Opowiedzcie jak tam żyjecie” . To rewelacyjna książka!

      • Nie znam tej książki Christie…. Zaczęłam od jej kryminałów, nie wiem, czego się spodziewać w tych listach z podróży, bo nawet za bardzo nie znam biografii autorki:-(

        • To musisz poznać! Była ogromnie ciekawa, przybliżała właśnie tą część biografii autorki, która jest ludziom nieznana, a przy okazji przemycała wiele ciekawych informacji o tych krajach. „Opowiedzcie jak tam żyjecie” polecam z czystym sumieniem 🙂

  • O, to ja się przyłączam, jeśli chodzi o „Biesy” i „Wielkie nadzieje”. Razem może będzie łatwiej się zmotywować :). Dostojewskiego planuję nadrobić już od dłuższego czasu, no a Dickensa uwielbiam, ale akurat „Wielkie nadzieje” jeszcze do tej pory nie wpadły w moje ręce. „Czarodziejską Górę” też wypadałoby mi odświeżyć, bo czytałam ją ze sto lat temu, ale jeszcze nie wiem, czy mam ochotę.

    Też zamierzam czytać dużo książek od Afery i Książkowych Klimatów ;). To będzie u mnie bardzo czeski rok. A co do samego planowania, u mnie to też z reguły nie wychodzi, zawsze coś się wpycha na bieżąco i spycha z listy to, co w planach. Ale z drugiej strony upublicznianie swoich planów może być w pewien sposób motywujące – świadomość, że słowo się rzekło, ktoś wie, ktoś pamięta :). Myślę, czy tego nie wypróbować z planami krótkoterminowymi, jak to niektórzy blogerzy czynią – zapowiedź, że w tym miesiącu będzie to, to i to. A nuż to zadziała!

    • O, to świetnie! Razem z pewnościa będzie łatwiej 😀 A jakie miałaś wrażenia po „Czarodziejskiej górze” te sto lat temu? 🙂

      No właśnie u mnie zawsze jest tak jak u Ciebie – coś wiecznie wpada innego niż planowałam. Ale dziś mam plan trzymać dyscyplinę! Co do planów krótkoterminowych, jezusie chyba byłoby mi jeszcze trudniej. Tak to mam 12 miesięcy na wywiązanie się z publicznych obietnic, po drodze mogę zboczyć ze ścieżki, a potem szybko nadrobić 😀

      • Ciężka, trudna lektura. Chyba za wcześnie jeszcze wtedy było na nią dla mnie, ale starałam się ambitnie podchodzić do lektur. Dyskusje Naphty i Settembriniego to była dla mnie męka. Chętnie bym więc wróciła, żeby się przekonać, czy faktycznie byłam wtedy zbyt młoda i głupia, czy to jednak aż tak trudna książka jest :).

        Ha, no a z długoterminowymi u mnie jest tak, że o nich zapominam, „bo jeszcze tyyyle czasu”, i albo się budzę dopiero w grudniu, kiedy już nie ma fizycznie możliwości się wyrobić, albo się nie budzę wcale :D. A w ogóle każdy mój plan jest tak naprawdę dla mnie kłopotliwy, bo jestem w tych projektach strasznie ambitna, wydaje mi się, że mogę czytać w takim tempie jak niektórzy blogerzy, dziesięć książek na miesiąc, no a niestety, u mnie to niewykonalne :).

        Mała uwaga – popraw sobie błąd przy Dickensie, Prószyński :).

        • Spodziewam się po Mannie niełatwiej lektury, cóż może jakoś przebrnę 🙂

          Ja wiem, że przeginam w swoich planach i niepomna ich kupuję co chwilę coś nowego, albo dostaję… no mam wrażenie, że przez ostatni rok dosłownie utonęłam w nieprzeczytanych książkach, które leżą w domu.

          Małą uwagę poprawiłam… ludzie jestem niemożliwa, zawsze robię błąd w tej nazwie. Dzięki za czujność 😉

  • ewelina

    Ciekawe pozycje 🙂 Dołączam do grona tych, którzy obiecali sobie na ten rok trochę klasyki, u mnie m.in. „Sto lat samotności” i Dickens. Wassmo też muszę koniecznie nadrobić. Jestem ciekawa Twojej opinii o „Kacicy”, bo niestety nasłuchałam się, jak bardzo nie warto w tym przypadku kierować się poleceniem Szczygła…;)

    • Wiesz co ja kiedyś zaczęłam „Kacicę” – egzemplarz biblioteczny, i podobała mi się już po pierwszych 20 stronach. Zaraz po tym Wrzenie Świata zrobiło mega promocję wakacyjną i sprzedwało książki Dwodów na Istnienie po 20 zł i szybciutko ją kupiłam. Zatem jestem już z góry na TAK. Ja chyba jednak bardziej ufam ostatnio poleceniom Szczygła niż red. Nogasia, po paru literackich niewypałach 🙂

      • ewelina

        No to czekam z niecierpliwością na Twoją recenzję! 🙂 Z Nogasiem to prawda, ja nie mogę mu wybaczyć polecania „Małego życia”, które nie podobało mi się ani trochę (no ale rozumiem, że jest mnóstwo osób, które się jednak zachwycają). A ostatnio tych recenzowanych przez niego książek jest tyle, że przestałam nadążać. Za to Szczygieł opowiada w sposób absolutnie urzekający i ma się ochotę czytać wszystko, o czym wspomni 😀

        • No właśnie. Ja się naciełam nie tylko na polecane przez redaktora „Małe życie”, ale jeszcze „Fatum i Furię” i „Syna”. No to nie jest tak, że poleca złe książki… ale każdą jedną nazywa objawieniem, powieścią totalną, wybitną… dla mnie to nadużywanie wielkich słów, razi mnie to. I co prawda, teraz jak jest w GW to tyle recenzuje i poleca, że nie sposób tego ogarnąć i w zasadzie przestałam to robić.
          A polecenie Szczygła (i Krzysztofa Vargi, moja dużoformatowa miłość :D) bardzo cenię.

          • ewelina

            „Fatum i Furia” – właśnie dobrnęłam do połowy i nie wiem, co dalej począć. Liczę (chyba naiwnie), że w pewnym momencie nastąpi jakiś przełom, o którym wszyscy mówią. Dorzucam sobie postanowienie na 2017 – nie sugerować się masowymi poleceniami nowości wydawniczych! 😉

  • Piękne plany. Też mam w planach odświeżanie klasyki. Zaczynam od „Idioty” Dostojewskiego. Potem nowe tlumaczenie „Pani Bovary”. ? „Boginie z Żitkovej” – porywająca historia (z drobnym zastrzeżeniem 😉 ) .

    • A tak, „Pani Bovary” też nade mną „wisi”. „Boginie…”…hmm, ciekawa jestem z jakim zastrzeżeniem, ale może nie mów, ja przeczytam i wtedy pogadamy 😀

  • Pamiętaj, żeby mieć zaparzoną mocną kawę, kiedy będziesz czytać „Wielkie nadzieje”. 🙂

  • Podobają mi się te czytelnicze plany, zwłaszcza, jeśli chodzi o klasykę. Życzyłabym sobie w tym roku również przeczytania „Anny Kareniny” i czegokolwiek Dickensa. Tobie zaś życzę, żeby Twoje plany zostały zrealizowane, a przy okazji żebyś miała czas i chęci na wiele innych, wspaniałych lektur.

    • Dziękuję 🙂 I Tobie życzę tego samego, mam nadzieję że klasyka nas nie zawiedzie 🙂