Odgłosy rosnących bananów – Ece Temelkuran

Dzieci na Bliskim Wschodzie kochają swoje zrujnowane państwa tak jak te uliczne wykopaliska. To na nich uczą się tej miłości. Właśnie dlatego, kiedy dorosną, mogą kochać wyłącznie ludzi o złamanych sercach. [s.77]

Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, kto jest prawdziwym bohaterem Odgłosów rosnących bananówCzy wojna, która wciąż coś zabiera i nigdy tak naprawdę się nie kończy. Ludzie, którzy nie potrafią żyć w czasach pokoju, ponieważ stał się on stanem nienaturalnym. Miłość, która w tym niepewnym świecie stanowi jedyny powód by być. Bliski Wschód, ze swoim pięknem, chaosem i okrucieństwem. Czy może tak naprawdę to Bejrut. Miasto, które przyciąga i odpycha, które jest fatamorganą, wszystkim tym, co niemożliwe, ułudą.

Każdy kocha w nim to, co sam przeżył. Zapytaj, a usłyszysz odpowiedź. Że razem z nim przeżyli najważniejszy kawał swojego życia. Bo on odrywa cię od wszystkiego innego. Zostawia cię samemu sobie. Tylko wtedy wiesz, czego pragniesz; on zmusza cię, żebyś wszystko sobie wyjaśnił.
Siedzi gdzieś między nami. Jakby żył pośród nas, ale… Nikt nie jest w stanie pokazać ci gdzie. Każdy z nas ma swoje czułe miejsce. Miejsce, które boleśnie ćmi, kiedy tylko wspomnimy jego imię; kiedy wypowiemy słowo “Bejrut”. [s. 194]

Ece Temelkuran, młoda turecka dziennikarka i pisarka, która na swoim koncie ma dwanaście książek, z czego dwie wydano w Polsce (trzecia w drodze w Książkowych Klimatach). Pisze wnikliwie, uważnie, a jednocześnie metaforycznie. Wymaga od czytelnika zaangażowania, dopytania, przemyślenia. Serwuje nam garść ludzkich losów, jak w wielkim kotle miesza ze sobą różne pochodzenia etniczne, wyznania, statusy społeczne. Stara, zgorzkniała właścicielka kamienicy, jej gosposia z Filipin, syryjski dozorca, homoseksualny były libański falangista, ormiańska aktorka, turecka doktorantka mieszkająca w Oksfordzie. Ich historie łączą się w jedną opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości, o tęsknocie za ciszą, ale przede wszystkim o wojnie i tym, co robi z człowiekiem.

To nie Twoja wina, że jesteś taka. Ten świat wszystkich nas traktuje tak samo. Nie ma się już gdzie ukryć. Wiem, że masz to we krwi. W żyłach każdego z nas tętni wojna. A kiedy nagle wypływa i zostawia nas samych, szukamy jej ze świecą. Ale to już nie te czasu, habibiti. [s.140]

Kolorowe szkiełka

Temelkuran ustami swoich bohaterów mówi nam, że świat zachodni traktuje Bliski Wschód podobnie jak unicestwioną już cywilizację Indian – bierze wszystko, łupi, niszczy, a na końcu oddaje te resztki które zostały i mówi “Proszę, tacy jesteście”. Oddaje kolorowe szkiełka, koraliki. Zabiera historię.

Bliski Wschód nie jest i nigdy nie będzie taki, jakim chciałby go widzieć świat zachodni – uporządkowany, chronologiczny, z wyraźnie widocznym początkiem i zakończeniem. Liban, Syria, Palestyna, Izrael, Iran, Afganistan… te kraje i ich mieszkańcy mają nam do opowiedzenia swoje poszatkowane, wyrwane z kontekstu historie. Nigdy nie opowiedzą nam ich w całości, bo po co. W ich świecie nie ma przyszłości, a i przeszłość zaciera się pod brutalnym naporem teraźniejszości.

Taka też jest książka tureckiej pisarki. Fragmentaryczna, z rwaną fabułą. Właściwie nic nie wiem o jej bohaterach. Ledwo zdążyłam ich poznać, zapamiętać imiona, oni już mi umykają. Zagarnięci przez kolejną wojnę. Z drugiej strony jednak, może wiem wszystko co powinnam? Wiem, że ich życia są dalekie od tych, jakie chcieliby mieć ale jeśli trafia się szansa na chwilę szczęścia, to łapią ją mocno w obie dłonie. Nie puszczają, choćby mieli za nią zginąć.

Co mi przeszkadzało?

To, że cały czas  miałam poczucie zbyt małej wiedzy politycznej i historycznej o Libanie, pomimo, że już po pierwszych kilku stronach otworzyłam przeglądarkę internetową i zrobiłam sobie przypomnienie o wojnie domowej w tym kraju i stronach konfliktu. Trudno mi było nadążyć za nazwiskami przywódców, sympatiami i antypatiami między poszczególnymi narodowościami, wyczuć niuanse, które wydają mi się istotne dla pełnego odbioru powieści. Z drugiej strony, może Temelkuran chciała mi powiedzieć: Właśnie tyle jesteś w stanie zrozumieć z tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Tylko tyle. Nie ma sensu więcej ci tłumaczyć.

Obawiam się, że tekst wyszedł mi niemal równie chaotyczny, jak same Odgłosy rosnących bananów, co nie znaczy, że zły. Chciałabym żebyście pamiętali sięgając po tę powieść, że nie da się do niej zastosować zasady pierwszych 50, a nawet 100 stron (wciągnie/nie wciągnie), jeżeli ktoś takową stosuje (bo ja nie). Dlaczego? Otóż dlatego, że ten składak ludzkich historii nabiera sensu wraz z ostatnim zdaniem. Można powiedzieć, że zakończenie tłumaczy, dlaczego nie da się tego opowiedzieć inaczej.

Czytajcie. To nie będzie łatwa lektura, będzie wymagała skupienia, ale ostatecznie jestem przekonana, że warto. Choćby po to, aby dowiedzieć się jaki odgłos można usłyszeć w sierpniową noc na plantacji dojrzewających bananów.

Właśnie dlatego piszę. Może… Tym razem… Zdołam opowiedzieć, jak jest naprawdę. A nie tak, jak oni chcieliby to widzieć. Opisać zniszczone fragmenty. To mnie interesuje. Chcę je odebrać historii. Oddać kolorowe szkiełka i odzyskać naszą opowieść.  [s. 301]

A.

Ece Temelkuran, Odgłosy rosnących bananów, tłum. Anna Mizrahi, Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2016

*wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki


  • Ja z kolei zainteresowałem się Beirutem po numerze LnŚ poświęconym literaturze arabskiej – zwłaszcza za sprawą osoby Iljasa Churiego.

  • Karolina Nos-Cybelius

    Dokładnie to samo chciałam napisać co Ewelina 😉 Wcale nie chaotyczna, przeciwnie. Treściwa, głęboka i pełna empatii. Słowem – świetna recenzja. Słyszałam wcześniej o książce, tytuł zapada w pamięć. Teraz wiem, że naprawdę warto po nią siegnąć.

  • Wcale nie taka chaotyczna ta recenzja, za to naprawdę piękna! Zachęciłaś mnie, i to bardzo! Zwłaszcza, że od pewnego czasu nieco bardziej interesuję się tym regionem, szczególnie Libanem i Palestyną. Teraz po prostu muszę przeczytać tę książkę! Cytaty też do mnie przemawiają, więc czuję, że to będzie trafiona lektura. 🙂