Niszowe wydawnictwa robią dobrą robotę. Podsumowanie cyklu.

Właściciele małych oficyn wydawniczych niemalże jednym głosem mówią, że tym, co w pracy pociąga ich najbardziej, jest niezależność. I choć utrzymanie się na rynku i dotarcie do czytelnika jest nie lada wyzwaniem, to chyba trudno wyobrazić sobie – przynajmniej mi – ciekawsze zajęcie niż wydawanie książek, które po prostu mi się podobają. – czytajnik.pl

Wspólnie dotarliśmy do końca pierwszego cyklu w parapetowej historii. Od ponad miesiąca opowiadałam Wam o wydawnictwach, które nie są promowane w księgarniach sieciowych i giną w cieniu gigantów wydawniczych. W tych mniejszych i większych, ale zawsze niszowych oficynach znajdziecie pokłady wspaniałej literatury. Takiej dla smakoszy pięknych słów, ważnych tematów społecznych, faktycznie ciekawych debiutów, wiedzy  i nieznanych literacko regionów.

Myli się ten, kto sądzi, że w księgarni sieciowej dostanie wszystko (bo duża). Dostanie starannie wyselekcjonowany zestaw (takich samych w każdej jednej księgarni z sieci) książek, za których promowanie wydawnictwo zapłaciło. Tytuły lądujące na półkach TOP 10 nic nie mówią nam o różnorodności rynku literackiego. To tylko wąski wycinek, lecz prawda jest taka że trzeba włożyć trochę wysiłku, aby dokopać się do skarbów ukrytych pod spodem.

Cztery wpisy z serii opowiadały o jedenastu różnych wydawnictwach, które łączy podstawowa cecha – pasja i miłość do dobrych książek. Z czytelnikami bloga doszliśmy do wniosku, że małe wydawnictwa starają się bardziej; że ponieważ wydają nieporównywalnie mniej tytułów, to do każdego z nich przykładają maksimum uwagi: dopracowują je edytorsko i wizualnie, dobierają ciekawe tytuły. Stawiają zdecydowanie na jakoś, a nie na ilość. Często pracuje w nich zaledwie kilka osób, które zajmują się wieloma rzeczami jednocześnie (w odróżnieniu od wielkich wydawnictw, gdzie pracują sztaby grafików i korektorów). Ktoś może powiedzieć, że ceny ich książek są wysokie. Cóż, trudno się dziwić, że przy kolosalnie mniejszym budżecie, małe oficyny nie mogą sobie pozwolić na 50% zniżki na tytuły (choć i tak się zdarza, jak na przykład w ostatni Black Friday kiedy Smak Słowa i Książkowe Klimaty miały ooogromne rabaty; co do innych – nie wiem, bo skończyły mi się środki ;)).

źródło: unsplash.com

Niszowi wydawcy często, choć nie zawsze, mają swojego rodzaju specjalizacje. Skupiają się na literaturze z danego regionu, albo o konkretnej tematyce. Koniec końców, kiedy już znajdziemy swoje ulubione oficyny, wiemy, że to co wydają będzie nam się podobało z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa. Ja takie znalazłam i odkrywam teraz kolejne. Mogę zaufać im z zamkniętymi oczami, i tak, zaczęłam kupować książki „po wydawcy”, nie tylko po autorze, czy regionie skąd pochodzi.

To co jeszcze istotne to to, że małe domy wydawnicze otwierają przed nami drzwi do nieznanych lądów literackich. Dzięki nim sięgamy po egzotycznie brzmiących z nazwiska pisarzy afrykańskich, arabskich, , izraelskich, meksykańskich, czeskich, węgierskich… Mamy szansę sięgnąć po tytuł spoza powszechnie dostępnej kultury anglojęzycznej.

Poniżej podsumowanie. Wydawnictwa, o których pisałam naprawdę lubię. Za różne rzeczy:

Tekst #1

Wydawnictwo w Podwórku za wykłady Cortazara zwłaszcza i Islandzkie kino

Wydawnictwo Aferaza czeską prozę w nowoczesnym wydaniu i piękne okładki

Biuro Literackie za bałkańskich pisarzy, których wciąż tak rzadko się u nas wydaje

Tekst #2

Claroscuroza to, że każda książka przez nich wydana jest zupełnie inna i zupełnie wyjątkowa, i za Tel Aviv

Wydawnictwo Pograniczeza Arabowie tańczą i znów nostalgiczne Bałkany

Słowo/obraz terytoriaza wspaniałą literaturę dla humanistów

Tekst #3

DodoEditorza norweskie powieści rozpoczynające się już na okładce i wyjątkowe kobiety

Korporacja Ha!art za naszych polskich świetnych debiutantów i ciekawy magazyn

Karakterza fantastyczne książki o designie, afrykańskie powieści i znów, piękne okładki

Tekst #4

Wydawnictwo Niszaza książki dla dzieci, Alicyjkę i izraelskie opowiadania

Smak Słowaza arabskich pisarzy i norweskie smutki

 

Uważam, że naszym zadaniem blogerów i świadomych czytelników jest pomoc tym perełkom wydawniczym. Faktem jest, że wszystko rozbija się o fundusze, a małych oficyn najczęściej nie stać nie większą promocję niż sponsorowane posty na Facebooku. Próbują docierać do klientów na targach książki, spotkaniach autorskich, akcjach organizowanych wspólnie z kameralnymi księgarniami (które to księgarnie są z resztą często miejscem gdzie te wartościowe książki jednak weźmiemy do ręki, obejrzymy i kupimy :))

Wszystkich zainteresowanych ciągiem dalszym uspokajam – to nie jest moje ostatnie słowo. W lutym planuję wrócić do Was z kolejną porcją małych wydawnictw i ich niebanalnych książek. Już zbieram kandydatów. Jeśli chcielibyście jakieś zobaczyć w zestawieniach – piszcie koniecznie. Jeśli macie swoje ulubione małe wydawnictwo, które wypuściło w świat trzy książki (ale za to jakie) – piszcie też. Wspólnie promujmy niszę 🙂

 

A.

 

*Nawigacja dla zagubionych – wszystkie wpisy z cyklu do tej pory:

Tekst #1

Tekst #2

Tekst #3

Tekst #4