Niszowe wydawnictwa robią dobrą robotę. Podsumowanie cyklu.

 

źródło: unsplash.com

Właściciele małych oficyn wydawniczych niemalże jednym głosem mówią, że tym, co w pracy pociąga ich najbardziej, jest niezależność. I choć utrzymanie się na rynku i dotarcie do czytelnika jest nie lada wyzwaniem, to chyba trudno wyobrazić sobie – przynajmniej mi – ciekawsze zajęcie niż wydawanie książek, które po prostu mi się podobają. – czytajnik.pl

Wspólnie dotarliśmy do końca pierwszego cyklu w parapetowej historii. Od ponad miesiąca opowiadałam Wam o wydawnictwach, które nie są promowane w księgarniach sieciowych i giną w cieniu gigantów wydawniczych. W tych mniejszych i większych, ale zawsze niszowych oficynach znajdziecie pokłady wspaniałej literatury. Takiej dla smakoszy pięknych słów, ważnych tematów społecznych, faktycznie ciekawych debiutów, wiedzy  i nieznanych literacko regionów.

Myli się ten, kto sądzi, że w księgarni sieciowej dostanie wszystko (bo duża). Dostanie starannie wyselekcjonowany zestaw (takich samych w każdej jednej księgarni z sieci) książek, za których promowanie wydawnictwo zapłaciło. Tytuły lądujące na półkach TOP 10 nic nie mówią nam o różnorodności rynku literackiego. To tylko wąski wycinek, lecz prawda jest taka że trzeba włożyć trochę wysiłku, aby dokopać się do skarbów ukrytych pod spodem.

Cztery wpisy z serii opowiadały o jedenastu różnych wydawnictwach, które łączy podstawowa cecha – pasja i miłość do dobrych książek. Z czytelnikami bloga doszliśmy do wniosku, że małe wydawnictwa starają się bardziej; że ponieważ wydają nieporównywalnie mniej tytułów, to do każdego z nich przykładają maksimum uwagi: dopracowują je edytorsko i wizualnie, dobierają ciekawe tytuły. Stawiają zdecydowanie na jakoś, a nie na ilość. Często pracuje w nich zaledwie kilka osób, które zajmują się wieloma rzeczami jednocześnie (w odróżnieniu od wielkich wydawnictw, gdzie pracują sztaby grafików i korektorów). Ktoś może powiedzieć, że ceny ich książek są wysokie. Cóż, trudno się dziwić, że przy kolosalnie mniejszym budżecie, małe oficyny nie mogą sobie pozwolić na 50% zniżki na tytuły (choć i tak się zdarza, jak na przykład w ostatni Black Friday kiedy Smak Słowa i Książkowe Klimaty miały ooogromne rabaty; co do innych – nie wiem, bo skończyły mi się środki ;))

źródło: unsplash.com

Niszowi wydawcy często, choć nie zawsze, mają swojego rodzaju specjalizacje. Skupiają się na literaturze z danego regionu, albo o konkretnej tematyce. Koniec końców, kiedy już znajdziemy swoje ulubione oficyny, wiemy, że to co wydają będzie nam się podobało z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa. Ja takie znalazłam i odkrywam teraz kolejne. Mogę zaufać im z zamkniętymi oczami, i tak, zaczęłam kupować książki „po wydawcy”, nie tylko po autorze, czy regionie skąd pochodzi.

To co jeszcze istotne to to, że małe domy wydawnicze otwierają przed nami drzwi do nieznanych lądów literackich. Dzięki nim sięgamy po egzotycznie brzmiących z nazwiska pisarzy afrykańskich, arabskich, , izraelskich, meksykańskich, czeskich, węgierskich… Mamy szansę sięgnąć po tytuł spoza powszechnie dostępnej kultury anglojęzycznej.

Poniżej podsumowanie. Wydawnictwa, o których pisałam naprawdę lubię. Za różne rzeczy:

Tekst #1

Wydawnictwo w Podwórku za wykłady Cortazara zwłaszcza i Islandzkie kino

Wydawnictwo Aferaza czeską prozę w nowoczesnym wydaniu i piękne okładki

Biuro Literackie za bałkańskich pisarzy, których wciąż tak rzadko się u nas wydaje

Tekst #2

Claroscuroza to, że każda książka przez nich wydana jest zupełnie inna i zupełnie wyjątkowa, i za Tel Aviv

Wydawnictwo Pograniczeza Arabowie tańczą i znów nostalgiczne Bałkany

Słowo/obraz terytoriaza wspaniałą literaturę dla humanistów

Tekst #3

DodoEditorza norweskie powieści rozpoczynające się już na okładce i wyjątkowe kobiety

Korporacja Ha!art za naszych polskich świetnych debiutantów i ciekawy magazyn

Karakterza fantastyczne książki o designie, afrykańskie powieści i znów, piękne okładki

Tekst #4

Wydawnictwo Niszaza książki dla dzieci, Alicyjkę i izraelskie opowiadania

Smak Słowaza arabskich pisarzy i norweskie smutki

 

Uważam, że naszym zadaniem blogerów i świadomych czytelników jest pomoc tym perełkom wydawniczym. Faktem jest, że wszystko rozbija się o fundusze, a małych oficyn najczęściej nie stać nie większą promocję niż sponsorowane posty na Facebooku. Próbują docierać do klientów na targach książki, spotkaniach autorskich, akcjach organizowanych wspólnie z kameralnymi księgarniami (które to księgarnie są z resztą często miejscem gdzie te wartościowe książki jednak weźmiemy do ręki, obejrzymy i kupimy :))

Wszystkich zainteresowanych ciągiem dalszym uspokajam – to nie jest moje ostatnie słowo. W lutym planuję wrócić do Was z kolejną porcją małych wydawnictw i ich niebanalnych książek. Już zbieram kandydatów. Jeśli chcielibyście jakieś zobaczyć w zestawieniach – piszcie koniecznie. Jeśli macie swoje ulubione małe wydawnictwo, które wypuściło w świat trzy książki (ale za to jakie) – piszcie też. Wspólnie promujmy niszę 🙂

 

A.

 

*Nawigacja dla zagubionych – wszystkie wpisy z cyklu do tej pory:

Tekst #1

Tekst #2

Tekst #3

Tekst #4


  • myslobook.pl

    Fantastyczna inspiracja 🙂 Zabieram się za poszukiwania…

    • Wspaniale <3 W drugiej połowie tego miesiąca cykl powraca, więc szybciutko nadrabiaj to co było do tej pory :):)

  • ewelina

    I jeszcze wydawnictwo „Wiatr od morza” za świetną literaturę i doskonałe tłumaczenia! 🙂

    • No właśnie. Mam wyrzuty sumienia bo chyba zwyczajnie o nich zapomniałam!! Na szczęście wszystko do nadrobienia 🙂

  • Niespodziegadki

    Z niecierpliwością czekamy na następną porcję!

  • Dziękuję za ten cykl. Właśnie go odkryłam.!

    • To ja dziękuję za nowego gościa na Parapecie! 🙂 Proszę się częstować odkryciami 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      A.

  • Powtórzę się, ale w takich sytuacjach powtarzać się warto: cykl świetny.

    Ale, ale. Pozwolę sobie na drobne czepialstwo w ramach podsumowania. Sumiennie odwiedzam strony tych wydawnictw i napotykam na nich problem z aktualizacjami. Zwłaszcza, jeśli chodzi o zapowiedzi. Domyślam się, że witryny mogą nie być priorytetem, ale chyba warto byłoby to usprawnić.

    • I ja się powtórzę i po raz kolejny baaardzo dziękuję 🙂 Co by nie mówić, to ja bloga piszę dla odbiorcy, a nie dla siebie 🙂

      Co do czepialstwa – ja też się tego czepiam 😉 Zauważam, że czy to z braku osoby odpowiedzialnej czy braku czasu – strony, jak również często profile facebookowe są zaniedbywane, a nie ma co się oszukiwać – przy małych funduszach na promocję uważam, że strona i fanpage stają się wizytówką.

      • Zdecydowanie. Zresztą jest też bardzo dużą szansą. W sytuacji, gdy bardzo trudno znaleźć takie książki w „standardowych” księgarniach, fanpage i strona są chyba głównymi sposobami dotarcia do odbiorców.

  • Olu, czuję się w obowiązku stanąć w obronie księgarni. Bo piszesz, że „w każdej jednej” można znaleźć tylko te same tytuły, ale tak nie jest, bo znam w Krakowie kilka bardzo fajnych księgarenek, tych kameralnych właśnie, w których można kupić książki niszowych wydawnictw, także tych, o których pisałaś w swoich cyklu. Oczywiście nie ma takich miejsc za wiele, i jeśli chodzi o sprzedaż książek, są zdecydowanie zdominowane przez Empiki i Matrasy, ale protestuję przeciwko wrzucaniu wszystkich do jednego worka :). Za to z całą resztą się zgadzam, i raz jeszcze gratuluję świetnego pomysłu na cykl! Oraz przypominam się ze swoją propozycją, Toczką (http://toczka.pl/). Pozdrawiam, wesołych Świąt :).

    • Aniu! Tak to jest jak się pisze tekst w pośpiechu, jednocześnie ubierając drzewko u rodziców, pilnując ciastek w piekarniku i odpowiadając na pytania „kiedy skończysz?!”. Oczywiście, że chodziło mi o sieciowki ksiegarniane, przecież kilkakrotnie pisalysmy sobie o kameralnych księgarniach z fantastycznymi książkami. Moją ostatnio odkrytą jest warszawską Radio Telewizja.Już poprawilam co trzeba. Dobrze że stanęłaś w obronie, mogłam zorientować się co napisałam 😀
      Pozdrawiam Cię świątecznie i czekam na Twoje odwiedziny stolicy 🙂

      • O, rany, ależ ja znam ten pośpiech i popędzanie ;). Więc rozumiem doskonale. A o tej księgarni Radio Telewizja gdzieś już ostatnio słyszałam, muszę ją odwiedzić, może razem się tam wybierzemy, jak przyjadę? 🙂 Ściskam! Spokoju i wytchnienia na najbliższe dni! 🙂

        • No więc sama widzisz! Nie ma spokoju w święta 😉

          Oczywiście, że się wybierzemy. Ta księgarnia jest na Muranowie, więc niedaleko miłe miejsca do spacerowania 🙂

          I ja ściskam, dziś już nieco więcej wytchnienia, chyba nawet poczytam 😀

  • Trynidad i Tobago

    Wydawnictwo Kwadratura. Nisza nisz. Poezja! „Pański płaszcz” np.

    • Super, dziękuję za polecenie, na pewno się przyjrzę 🙂

      Pozdrawiam świątecznie i zapraszam częściej,

      A.

  • ktrya

    Ostatnio odkryłam Officynkę, która wznawia klasyki i oferuje literaturę dla humanistów, nieco inną niż słowo/obraz terytoria, ale też przydatną i ciekawą.

    • A czy to przypadkiem nie Officyna? Bo Oficynka, tak jak teraz patrzę, to chyba kryminały i horrory wydają 🙂

      • ktrya

        Tak, Officyna 🙂

        • A to się zgadza 😀 Mam w domu wydany przez nich Kafkowski „Proces” ale przyznam się, że zupełnie zapomniałam o tym wydawcy. No i proszę zbiera się już pokaźna lista na drugą edycję wpisów 🙂
          Dziękuję 🙂

          Pozdrawiam,

          A.