Przepraszam nie mam czasu, nie mam siły

Jest źle. Siedzę przed klawiaturą i chce mi się płakać. I tym razem nie dlatego, że życie dało mi po dupie. Tym razem ze zmęczenia. Jestem tak potwornie zmęczona ostatnimi tygodniami, że z dnia na dzień robię coraz mniej, a ono rośnie. Zmęczenie.

Powiększające się worki pod oczami, na które, mam wrażenie w odstępach półgodzinnych, nakładam krem pod oczy na noc. Tak zauważam pędzące dni. Po tym cholernym nakładaniu kremu. Robię to bez przerwy. Poniedziałek, wtorek, czwartek, już sobota. Ciągle wyjmuję z szafeczki z lustrem krem lawendowy, odkręcam ciężko chodząca pokrywkę i nakładam żółto białą maź na powieki.

Jak za machnięciem różdżki od początku października moje powroty do domu z 20-minutowych stają się godzinne. Najpierw uparcie idę na autobus, łudząc się, że dzisiaj nie będzie korka na odległości tych 4 przystanków które dzielą mnie od celu. Dojeżdżamy do pierwszego w miarę bez trudu. A potem się zaczyna. Klnę pod nosem, czekam do następnego przystanku oceany minut żeby wysiąść i resztę drogi pokonać pieszo. Gdybym zrobiła tak od razu, byłabym już w domu. Ale nie. Niczego się nie uczę, codziennie popełniam dokładnie ten sam błąd.

Cholerny dzień świstaka.

Nagle codziennie mam coś – spotkanie z jedną koleżanką, drugą, lekarz, angielski, tańce, warsztaty kulinarne, klub książkowy, wyjazd do szkoły, wyjazd do rodziców. Jezu. Tak to wszystko lubię i tak teraz nie znoszę. Nie mam siły, dajcie mi spokój.

W mieszkaniu od ponad tygodnia nie jestem w stanie wstawić prania ani wymienić żarówki w sypialni. Zatem codziennie dziwię się, że widzę ciemność kiedy naciskam włącznik, ale wciąż nie dotarłam do szafki pod zlewem, gdzie prawdopodobnie leży zapasowa żarówka. Wracam do domu o 19 z poczuciem, że to już noc, że nie dam rady nic już zrobić, więc siadam na brzeżku kanapy zrezygnowana i wkurwiona i  skrolluję Instagram.

Nie wiem kiedy mija godzina.

Drzemka o 20 stała się normą, wstaję o 21 i nie wiem co ze sobą zrobić. Nie robię nic. Zmywam naczynia, zdobywam się na szczyt swoich możliwości i pół godziny ćwiczę w ciszy jogę.

Koniec dnia. Znowu nic nie napisałam, nie załatwiłam połowy rzeczy, nie wrzuciłam nic na blogowy profil na mediach społecznościowych, nie wysłałam CV do poradni, nie schowałam letnich ubrań do pawlacza, nie wysłałam kilkunastu maili, nie pomalowałam paznokci, nie podlałam kwiatów, nie odebrałam paczki z poczty. Nawet nie skończyłam rozpoczętego odcinka serialu.

Magicznym sposobem wybija północ.

Nie mam siły, jestem taka zmęczona. Tylko właściwie czym? Przecież właściwie nic takiego nie robię. Idę spać.

A.


  • Pingback: Jestem zmęczona()

  • Pati Rzucidlo

    Jak ja cie doskonale rozumiem. Na paznokciach resztka lakieru do paznokciu … z sierpnia, góra prasowania z czerwca… a góra książek nieprzeczytanych prawie pod sufit …
    coś jest nie tak z tym czasem, bo chyba nie z nami?:))

    • Chciałabym powiedzieć, że z czasem, ale chyba jednak z nami. 😀 Jeszcze mi przypomniałaś o prasowaniu – oczywiście na podłodze w salonie stoi kosz wiklinowy z ciuchami, uwaga, letnimi. Wyciągnęłam je w czerwcu z pawlacza, posegregowałam i zostawiłam większość w tym koszu na prasowanie. Lato się skończyło, pora wyjąć z pawlacza swetry, a ja nadal nie uprasowałam tych letnich sukienek. Czy może być gorzej? 😛

      Ja już napisałam gdzieś niżej, może listopad nas zaskoczy i nas jakoś odciąży. Tak dla odmiany 🙂

  • Życzę szczerze i mocno wyrwania się z tego cyklu. U mnie brak czasu notoryczny, ale większość jego spędzam na rzeczach, które lubię. Praca jest spoko, czas z dzieciakami, czytanie, praca po pracy bywa męcząca, bo do bardzo późnych godzin, ale daje nieco satysfakcji i spokoju. A weekendy poza siecią niemal.

    Ale z nieco wcześniejszych czasów wiem, że takie robienie/nierobienie bywa bardzo męczące, a marazm potrafi wyrwać z kalendarza długi dni.

    • Własnie wiesz co Jakubie, myślę, że muszę sobie własnie zorganizować weekendy poza siecią. czuję, że dobrze mi to zrobi, bo Internet zjada mi masę czasu.
      Mam taki plan, że oby przeżyć nadchodzący tydzień, a potem już z górki – od środy 25 urlop w Krakowie na Conrad Festiwalu 🙂

  • Anna Kotlińska-Bubała

    Ola, mnie też taka niemoc ogarnęła. Nie jestem w stanie zmusić się ani do nauki ani do napisania wreszcie posta na temat starej winorośli w Mariborze, czytać też nie czytam. O 21 kładę Julkę spać, usiłuję posprzątać porozwalane zabawki (coraz częściej to olewam, a rano potykam się o klocki albo zaliczam jazdę na jakiejś książeczce dziecięcej), a potem mówię sobie no to teraz poczytam, biorę jedną z 5 rozpoczętych książek i bach, zasypiam. A w ciągu dnia zamiast coś zrobić scrolluję instagrama albo facebooka.

    • No no, brzmi podobnie. Może to niemoc październikowa Aniu. Może mój ulubiony miesiąc (zaraz po wrześniu) obrócił się złośliwie przeciwko nam. Może paradoksalnie listopad nas odciąży 🙂 kto wie, staram się dziś odpędzić czarne chmury.

  • Jesteś zmęczona, bo nie masz czasu dla siebie, żeby się usiąść i zrelaksować 😉

    • Nawet gorzej – nawet trochę czasu mam, ale na tyle jestem rozbita i zmęczona, że nie umiem tego czasu na relaks wykorzystać. Nic to, po weekendzie jestem trochę w lepszej formie, mam nadzieję, że nadchodzący tydzień jakoś lepiej sobie ogarnę 🙂

  • Trzymam kciuki za powrót mocy <3 zabawny fakt wczoraj wymieniłam żarówki (2!), które czekały dłuuugo 😉

    • No ja cholera wciąż nie, bo okazało się, że jedna nie mam w domu żadnej zapasowej 😀
      Kupić, jutro kupić!

  • Ja miałam podobnie. Psychiatra nazwał to depresją.

    • Agato, to znaczy, że Twój stan był dużo poważniejszy, niż mój. Wiem o czym mówię, bo z racji swojego wykształcenia pracowałam z osobami chorującymi na depresję. Mam nadzieję, że aktualnie czujesz się lepiej. Wyjście z depresji to oczywiście długa podroż, często dwa kroki do przodu i trzy do tyłu, ale najważniejsze to nie odmawiać sobie prawa do szukania pomocy.
      Przesyłam moc uścisków (bo z energią u mnie cienko)!
      A.

  • Jak wiesz, mam to samo. Dziś trochę lepiej. Dlaczego? Wczoraj byłam wykończona i stwierdziłam, że mam dość ciągłych prób zrobienia czegokolwiek i jeszcze w pracy obiecałam sobie, że jak wrócę, to NIC nie zrobię! Przecież ostatnio też tak właśnie było. Nic nie robiłam, ale zasypiałam późno, wycieńczona tym, że non stop bezskutecznie próbuję COŚ zrobić.

    Ciężko było wytrwać w tym postanowieniu nicnierobienia, ale dzięki temu dziś wreszcie przerwałam moje pasmo bezmocy.

    Polecam, życzę powodzenia i przesyłam uściski!

    • No i bardzo dobrze zrobiłaś 🙂 Już serio lepiej przyjść do domu z założeniem, że NIC dziś nie zrobię, zamiast próbować zrobić COKOLWIEK, rzucać się po domu jak ryba wyrzucona przez morze na ląd. Dziś jest niedziela, oczywiście nie wypełniłam swoich weekendowych założeń (napisać dwie recenzje i skończyć w końcu poduszkę na drutach – nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego #śmieszek), ale za to wydaje mi się, że chociaż trochę odpoczęłam 🙂

  • Dominika Ławicka

    Te wstrętne żarówki! Znam ten ból, bo ostatnio przez tydzień nie wkręciłam nowej, aż wreszcie mąż postanowił zająć się tym arcyważnym zadaniem. Co do reszty, czasem tak bywa w życiu, że kręćka można dostać i ma się wrażenie, że kalendarz sfiksował. No, ale głowa do góry i zmień żarówkę 🙂

    • Okazało się, że nie ma zapasowej pod zlewem 😀
      Jeszcze tylko następny tydzień taki będzie, a potem już daję sobie spokój, czyszczę kalendarz ze wszystkiego, co można z niego usunąć 🙂

  • myslobook.pl

    Aż poczułam to na własnej skórze…