Mid Year Book Freak Out Tag, czyli podsumowanie czytelniczego półrocza 2018

 mid year bookf reak out tag

Mid Year Book Freak Out Tag – brzmi dość zabawnie. Ale dobra, zróbmy to.

Pół roku 2018 już za nami. Szczerze mówiąc, nie wiem gdzie się podziało.  Gdybym miała zrobić życiowe podsumowanie tego półrocza, to byłby to bardzo smutny i gorzki wpis. Nie zrobię tego jednak, a na pewno nie dzisiaj.
Dzisiaj mam dla Was szybkie, czytelnicze podsumowanie pierwszych sześciu miesięcy, w formie ciekawego tagu, który podpatrzyłam u dziewczyn z kanału książkowego na Youtube – Krótka Przerwa.


Najlepsza książka przeczytana w pierwszym półroczu

Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl, Javier Marias, tłum. Carlos Marrodán Casas, wyd. Sonia Draga

Nie będzie przesadą powiedzieć, że Marias pisze mistrzowsko. Wspaniale obchodzi się z językiem, bawi się słowami, kontekstem ich użycia. Czaruje czytelnika, uwodzi, żeby zaraz dać mu lekko w twarz. Uprzytamnia, że nic w jego prozie nie jest lekkie i niewinne. Autor pisze obrazami, wyobraźnia podczas lektury działa na najwyższych obrotach. Warstwa fabularna dość prosta, ale to nie ma znaczenia. Mam wrażenie, że Marias byłby w stanie napisać 200 stron o gotowaniu fasolki szparagowej i zrobiłby to tak, że nie można by się od tego oderwać. Fascynująca lektura, choć wymagająca skupienia na tekście i pewnie nie dla wszystkich.


Najlepsza Najgorsza kontynuacja serii

Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante, tłum. Lucyna Rodziewicz-Doktór, wyd. Sonia Draga

Jedyną kontynuacją serii czytaną przeze mnie w tym roku była druga część trylogii neapolitańskiej Eleny Ferrante, czyli Historia nowego nazwiska. Niestety, nie należę do grona fanów tej włoskiej pisarki (czy też może jednak pisarza, tożsamość Ferrante wciąż pozostaje w kręgu spekulacji). Telenowela brazylijska przełożona na formę pisaną, tym dla mnie są jej powieści.
Myślę sobie, że ja  bym się może nawet chętnie zanurzyła w telenoweli raz na rok, ale żeby ona chociaż miała ręce i nogi. Tutaj mamy do czynienia z mało wiarygodnymi bohaterami, sztucznymi dialogami i mniej lub bardziej absurdalną fabułą. A może taka jest specyfika telenowel? 😉

W moim odbiorze seria jest dość infantylna, ALE w pewien pokrętny sposób, mimo tego wszystkiego co napisałam powyżej, wciągająca. Kiedy kończyłam Historię… mówiłam, że absolutnie Ferrante nigdy więcej nie przeczytam. Po 3 miesiącach kiełkuje mi w głowie myśl, żeby jednak sprawdzić, jak skończy się ta opera mydlana. Doprawdy, zaskakuję sama siebie ;),


Nowość, której jeszcze nie zdążyłam przeczytać, a bardzo bym chciała

Świństwo (Truizmy), Marie Darrieussecq, tłum. Barbara Walicka, wyd. Karakter

Klasyka literatury feministycznej napisana w 1996. Dzięki wydawnictwu Karaker, od końca stycznia możemy czytać książkę po polsku. Darrieussecq pyta o kondycję kobiety we współczesnym świecie ogarniętym manią poszukiwania przyjemności i sztywno pojmowanego piękna. Pisze o ciele, o metamorfozie, o przekraczaniu granic. Pyta, czy ciało jest jedynie źródłem opresji, czy też może być dla nas wyzwoleniem. Jestem ogromnie ciekawa, pozycja z pewnością do nadrobienia w najbliższym czasie.


Książka, na którą czekam w drugiej połowie roku

Ucho igielne, Wiesław Myśliwski, wyd. Znak

Czekam na nową powieść Wiesława Myśliwskiego, która ma się ukazać 17 września. Myśliwski z pewnością ma potoczysty styl, umiejętność opowiadania historii i nienachalnego wplatania w nie różnych prawd życiowych. Czytając opis wydawcy dowiadujemy się, że Ucho igielne to powieść o spotkaniu młodości ze starością i piętnie, jakie upływający czas na nas odciska. Mnie, pomimo relatywnie młodego wieku, takie wątki zawsze poruszają. Dokładając do tego umiejętność autora do wnikliwej obserwacji i pewnej powolnej medytacji nad życiem, czuję, że to będzie książka dla mnie.


Największe rozczarowanie

Patrick Melrose, Edward St Aubyn, tłum. Łukasz Witczak, wyd. W.A.B.

Jeśli chodzi o rozczarowania, to pewnie mogłabym wymienić te książki, które zaczęłam, nie zmogłam i nie skończyłam. Tak się rzecz miała z Mirandą July i jej Pierwszym bandziorem (bo chaos i poczucie przytłoczenia, które niczemu nie służy, a poziom literacki w moim odbiorze marny), podobnie było z Moją najdroższą  Gabriela Tallenta (bo erotyzowanie przemocy i kazirodczej relacji, nierealistyczni i drewniani bohaterowie, a poziom literacki znów wątpliwy). Natomiast powieścią, którą przeczytałam do końca i która była rozczarowaniem, jest Patrick Melrose, o którym pisałam już w osobnym tekście. Znam wiele osób, którym ta książka się podobała. Wciąż nie rozumiem, z jakiego powodu ;). Mnie nie porwał ani styl, ani konstrukcja, ani historia.


Największe zaskoczenie

Pojutrze. O miastach przyszłości, Paulina Wilk, wyd. Wydawnictwo Literackie

Zaskakujące było dla mnie to, jakim plastycznym językiem książka Pauliny Wilk jest napisana. Z łatwością przeniosłam się w wyobraźni do Seulu, Kopenhagi, Dubaju, Limy czy Bombaju. Razem z autorką podnosiłam wzrok na monstrualne wieżowce, pędziłam pustym metrem, chodziłam po mieście niedokończonym, wdychałam intensywne zapachy Indii. Po lekturze czułam się zarówno intelektualnie, jak i literacko dopieszczona, choć to przecież reportaż/relacja z podróży z elementami eseju. Poza tym, zapragnęłam przygody. Paulinie udało się zasiać we mnie chęć dowiedzenia się o tych miejscach więcej, jednocześnie nie zostawiając z poczuciem powierzchownego liźnięcia tematu. To moje pierwsze spotkanie z pisarką i przyznam, że byłam zaskoczona, iż ta książka jest tak… dobra. 🙂


 mid year bookf reak out tag
Ulubiony nowy dla mnie autor

Marias/Barnes

Trudno mi tutaj mówić o „ulubionym”, bo pisarz/pisarka staję się ulubionym raczej po przeczytaniu więcej, niż jednej jego/jej książki. Zatem mogę napisać o potencjalnych ulubionych i wymienić Javiera Mariasa (patrz punkt 1) oraz Juliana Barnesa. Najnowszą powieść tego drugiego, Jedyną historię, właśnie skończyłam czytać i pozostaję pod wrażeniem lekkości pióra i umiejętności pięknego opowiadania historii. Chociaż mam uczucie (dzielone z innymi czytelnikami), że tłumaczenie momentami zawiodło, to lektura była dla mnie dużą przyjemnością i z pewnością sięgnę teraz po wcześniejsze książki autora. 


Mój książkowy crush

Król, Szczepan Twardoch, wyd. Wydawnictwo Literackie

Dobra. Powiem to. Moim książkowym crushem (których generalnie nie miewam zazwyczaj), jest Jakub Szapiro z Twardochowego Króla.
Bandzior z zasadami, postać niejednoznaczna, budząca różne emocje, ale jednak z przewagą sympatii. To bohater, któremu naprawdę kibicowałam i chyba się też w nim lekko podkochiwałam, jak wszystkie kobiety, które go spotykały. 😉
Sama książka, tak na marginesie, jest moim zdaniem bardzo dobra w swoim gatunku. Podeszłam do Króla jak do powieści rozrywkowej i to właśnie otrzymałam. Być może głosy osób rozczarowanych (a nawet mówiących o grafomanii – uważam, że gruba przesada to jest), wynikają z nieadekwatnego oczekiwania, że oto mają w rękach literaturę piękną, z kategorii powieści Myśliwskiego, powiedzmy.
Ja się natomiast nie zawiodłam. Dostałam żywą, pełnowymiarową powieść, przy której się dobrze bawiłam, która mnie wciągnęła w swój świat, a potem z ostatnią stroną, wypuściła.


Ulubiony bohater

Urodzić dziecko, Kristina Sandberg, tłum. Elżbieta Frątczak-Nowotny, wyd. Prószyński i S-ka

Przez długi czas towarzyszyły mi mieszane uczucia co do Maj, głównej bohaterki książki Urodzić dziecko. Początkowo złościła mnie jej nieporadność, bierność, brak zdecydowania. W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, jak prawdziwa to jest postać i jak prawdziwy jest jej los, nie bójmy się tego powiedzieć, los kobiety. Bohaterka z krwi i kości, szczególnie biorąc pod uwagę czasy, w których powieść się rozgrywa (lata ’30 XX wieku) i społeczne oczekiwania nałożone na młodą dziewczynę na prowincji. Kończąc czytać byłam już przyjaciółką Maj i strasznie chciałam jej pomóc, jednocześnie mając świadomość, jaką drogę obierze i że tej mojej pomocy nie przyjmie. Chociaż może się mylę. Czas, a w zasadzie drugi tom, pokaże.
Wydawnictwo Prószyński puściło już w świat kolejną część cyklu o Maj, Być rodziną, i nie mogę się doczekać, żeby wziąć ją do ręki.


Książka, przy której płakałam

Jedna księżycowa noc, Caradog Prichard, tłum. Marta Listewnik, wyd. Officyna

Płakałam sobie pod koniec tej książki po cichu, w milczeniu. Piękna, smutna, ale nie przygniatająca, historia. Trudno napisać mi coś więcej o tym płaczu bez zdradzania fabuły. Dość powiedzieć, że Prichard, jako poeta, operuje językiem w sposób wyjątkowy. Żadne słowo nie jest przypadkowe, a ich dobór w tym, a nie innym kontekście ma zawsze znaczenie. Plastycznie, miękko prowadzi nas przez noc. Więcej napisałam w osobnym tekście, o tutaj. Bardzo chciałabym zwrócić na tę książkę Waszą uwagę, ponieważ wydana przez niszową oficynę, zaginęła pod stosami nowości wielkich wydawnictw.


Książka, która mnie uszczęśliwiła

Nie ma żadnego konkretnego tytułu, który by mnie faktycznie uszczęśliwił, w takim znaczeniu, że poprawił mi humor. Zapewne wynika to w zasadniczej mierze z doboru czytanych książek, jakiego dokonuję. Owszem, można powiedzieć, że podniosła mnie na duchu lektura Antaktycznej podróży sir Ernesa Shackletona Alfreda Lansinga, bo ona tak pięknie i prawdziwie pokazuje siłę i niezłomność człowieka. Śmiałam się kilkukrotnie przy Królu Twardocha.
Generalnie jednak, mnie czytanie samo z siebie uszczęśliwia, ponieważ każda książka czegoś mnie uczy, coś mi pokazuje.


A wy? Podzielcie się ze mną swoim podsumowaniem roku w formie Mid Year Book Freak Out Tag, co wy na to? Kategorie już znacie i będzie mi bardzo miło przeczytać o waszych lekturach i się nieco zainspirować. 🙂

 

A.