Literatura kobieca na Dzień Kobiet? Proszę, nie.

Jak co roku Dzień Kobiet staje się dla mnie rewelacyjnym pretekstem do odrobiny marudzenia. Od kilku dni obserwuję akcje marketingowe księgarń sieciowych kuszących swoich klientów rabatami na „literaturę kobiecą”. Zdecydowanie zgadzam się, że książka do dobry prezent z tej okazji. Tylko może niekoniecznie taka, którą proponują nam owe sieciówki.

„Odkrywamy kobiecy świat”. No chyba jednak nie.

Empik mówi do mnie z różowego baneru na swojej stronie internetowej że „odkrywa kobiecy świat”. Mhm, no zobaczmy. Po kliknięciu pokazują mi się ciekawe propozycje: „Sekrety urody Koreanek”, „Żona na pełen etat, „Hygge” i „Lykke” (wiadomo, kobiety kochają świeczki), „Magia sprzątania” i zaraz obok „Magia olewania”, „Jak szyć: spódnice i sukienki”, jeszcze jedna (tym razem japońska) magia sprzątania, „Eat Pretty – jedz i bądź piękna”, „Sekrety piękna”, „Elementarz stylu”… Macie już dość? To tego stosu poradników dział marketingu Empiku dorzucił porcję romansów z paniami hasającymi po łąkach i zapatrzonymi w ocean na okładce. Do tego (dla zmyłki) dwie książki E. Strout, Małecki (ale on jest przystojny, więc dla kobiet się nadaje), jeden Murakami (co on tam robi??) i „Opowieść podręcznej” (szczyt emancypacji).

To jest już nużące. Nie pojmuję dlaczego od lat nic nie zmienia się w definicji pojęcia „literatura kobieca”. Według niej kobiet nie interesuje nic poza garami, własnym wyglądem i romantyczną miłością. Zdaniem działów marketingu potężnych firm w Polsce i na świecie na tym kończą się nasze horyzonty. Drogie panie, czytelniczki tego bloga, serio nie interesuje Was nic więcej?

Pytanie jest prowokacyjne, ponieważ znam swoich czytelników i wiem, że tak nie jest. Wkurzam się, ponieważ nie ma we mnie zgody na sprowadzanie kobiet i ich literackich horyzontów do wyżej przedstawionej płycizny. Nie chodzi mi w dzisiejszym tekście o roztrząsanie zasadności wydawania poradników, czy też powieści obyczajowych, które wylewają się na księgarniane półki w hurtowych ilościach. Moim celem jest natomiast zwrócenie uwagi na fakt, że wiodące sieciówki mające dostęp do masowego klienta wykorzystują okazję jaką jest Dzień Kobiet do powielania wciąż tego samego schematu. Czyli nie wykorzystują wcale.

Dość narzekania.

Niech marzec będzie szczególnie miesiącem kiedy mówimy o kobietach w literaturze. O wspaniałych pisarkach, o inspirujących bohaterkach. O książkach poruszających istotne, współczesne problemy kobiet, zabierających głos w dyskusji na aktualne tematy. Zachęcajmy, my blogerzy, niezależni dziennikarze, księgarze, ludzie od książek – do sięgania zarówno po mądre eseje jak i wartościowe powieści. Pisane przez kobiety i o kobietach. Dla ludzi.

Szukajmy poza głównym nurtem.


Poniżej zatem prezentuję moją listę poleceń. Starałam się, aby przepleść Wam świat europejski z arabskim. Myślę, że zauważanie kobiet w świecie muzułmańskim i ich walki o siebie, jest dzisiaj bardzo ważne. No a poza tym, są one po prostu ogromnie ciekawe.

1.  Kobiety bez mężczyzn, Shahrnush Parsipur,
tłum. Alicja Farhadi, wyd. Claroscuro, 2010

Książka irańskiej pisarki o imieniu i nazwisku, których nawet nie próbujcie wymówić. Książka wydana pierwszy raz w ’89 roku, a jej autorka aresztowana krótko po publikacji. Parsipur kwestionuje utartą rolę kobiet w kulturze irańskiej, zwraca uwagę na hipokryzję zarówno mężczyzn jak i kobiet w podejściu do tradycji. Do tego piękny język. Must read.

2. Mężczyźni objaśniają mi świat, Rebecca Solnit,
tłum. Anna Dzierzgowska, wyd. Karakter, 2017

Zbiór esejów amerykańskiej historyczki i feministki, o którym w zeszłym roku w książkowych kręgach było nawet dość głośno. Aktualne, napisane potoczystym stylem, momentami jak na mój gust zbyt agresywne, ale na pewno ważne. Autorka pokazuje aktualną sytuację kobiet i wpisuje ją w szerszy kontekst. Lektura dla kobiet i mężczyzn. Więcej możecie przeczytać w mojej recenzji TUTAJ.

3. Sendlerowa. W ukryciu, Anna Krystyna Bikont,
wyd. Czarne, 2017

Chcecie się zainspirować? Sendlerowa to przykład biografii kobiety niezłomnej. Polka, która ratowała podczas wojny żydowskie dzieci. Wydawca pisze tak: Irena Sendlerowa, kobieta, która niewątpliwie robiła rzeczy wielkie, zasługujące na podziw, i to w najtrudniejszych czasach, wyłania się w tej książce powoli spośród grona ludzi, których złączył wspólny los – ratujących i ratowanych. Tych, którzy udzielali schronienia, i tych, którzy schronienia szukali.
Ja jeszcze nie czytałam, ale z pewnością sięgnę po ten tytuł w bieżącym roku.

4. Piąta łódź, Monika  Kompaníková, tłum. Izabela Zając,
wyd. Książkowe Klimaty, 2016

Niezwykła proza, bardzo plastyczna i przemawiająca do wyobraźni. Historia zwykła i wstrząsająca jednocześnie, o dziewczynce która próbuje odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, o kompletnie pogubionych dorosłych w jej otoczeniu, o byciu kobietą, które trwa od pierwszego dnia po urodzeniu. O książce tej krytycy mówią, że to proza zaangażowana społecznie, ja od siebie dodam, że stawia wiele pytań, każe nam myśleć. Jeśli chcecie poczytać więcej, napisałam kiedyś o Piątej łodzi tekst (KLIK).

5. Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie,
Jenny Nordberg, tłum. Justyn Hunia, wyd. Czarne, 2015

Rodzina w społeczeństwie afgańskim, która nie doczekała się męskiego potomka, odczuwa wstyd. Było tak kiedyś i jest tak nadal. Dlatego też powszechnie akceptowanym, choć ukrywanym procederem jest przebieranie małych dziewczynek za chłopców. Oczywiście jest to czasowe i trwa dopóty, dopóki pozwoli na to proces dojrzewania. Jenny Nordberg pokazuje współczesny obraz tej starej afgańskiej tradycji i jej kluczowy aspekt: bycie mężczyzną daje „chłopczycom” wolność, możliwość korzystania z przywilejów. To powrót do własnej, kobiecej tożsamości, jest dla nich najtrudniejsze.

6. Virginia Woof, cokolwiek, a może Eseje wybrane,
tłum. Magdalena Heydel, wyd. Karakter, 2015

Moja ulubiona feministka. Moja ulubiona kobieta zaraz obok Marilyn Monroe i Oriany Fallaci. Czytanie jej to miód na oczy, serce i duszę. To intelektualna wyżerka. Woolf w swoich esejach podróżuje, czytam, pisze, domaga się, argumentuje, szuka, chodzi do kina, angażuje się. Jeśli szukacie inspiracji to jest właściwy adres.

7. Dziewczyny z Rijadu, Radża as-Sani,
tłum. Eryka Lehr, wyd. Smak Słowa, 2012

Na wstępne poproszę, żebyście nie czytali opisu na okładce, bo trochę on marketingowcom moim zdaniem nie wyszedł.
To historia czterech kobiet, które każda na swój sposób stawiają czoła tradycyjnemu społeczeństwu Arabii Saudyjskiej. Kraj ten jest wyjątkowo hermetyczny nawet jak na bliskowschodnie realia. Wciąż stosuje się tam brutalną karę śmierci przez ukamienowanie (z resztą nie tylko tam, hej – wiecie co się dzieje w Idiach z wdową po zmarłym mężu?) czy ścięcie głowy mieczem. Jednocześnie jest to kraj w którym kobiety jak w każdym miejscu na ziemi starają się walczyć o swoje prawa na tyle, na ile jest to możliwe.

8. Dobra powieść o kobietach

Długo zastanawiałam się którą powieść mam polecić. Czy to ma być Stulecie Herbjorg Wassmo, prawdziwa saga trzech pokoleń kobiet napisana z maksymalną wrażliwością, wyczuleniem na ich dylematy, czułością i wrażliwością. Czy może Zapach mężczyzny Agnety Pleijel, historia o ciągłym dopasowywaniu się do społecznych oczekiwań, wątpieniu we własną wartość, ocenianiu się przez odbicie w oczach innych ludzi, przecież tak dobrze to znamy. A może osadzona w końcówce lat ’30 powieść Urodzić dziecko Kristiny Sandberg, która doprowadza do szału właśnie przez to, jak jest prawdziwa, bezpośrednia i jak bez zahamowań pokazuje przymus dostosowywania się do wszechobecnych zasad i powinności. Wszystkie trzy są dobre, wszystkie skandynawskie, możecie losować. 🙂

Dzień Kobiet jutro. Jeśli ma być okazją do książkowych prezentów (a umówmy się, każdy pretekst jest dobry aby kupić nową książkę), to niech będzie to książka z głową. 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jakie książki o kobietach chcecie czytać. Co chcielibyście znaleźć na półce pt. Książki na Dzień Kobiet? Mówcie do mnie! 🙂

 

PS Nie napisałam o wielu ważnych tytułach, m.in o nowym zbiorze reportaży Justyny Kopińskiej Z nienawiści do kobiet  albo o wstrząsającej książce Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim Jona Kraukera. Nie napisałam wyłacznie dlatego, że te książki dobrze sobie radzą w social mediach, dość wyraźnie je widać moim zdaniem (i słusznie!).

A.