Książki tego lata, o których nie napisałam

 

Wiele z moich lektur ostatnich, letnich miesięcy nie wylądowało do tej pory na blogu.  W większości przypadków nie miałam aż tyle do powiedzenia, żeby poświęcać im cały tekst. Mowa tutaj zarówno o tych dobrych, jak i nieco mniej entuzjastycznie przeze mnie przyjętych tytułach. Poniżej 4 z nich. Przy okazji pisania tego tekstu okazało się, że bardzo mi taka forma odpowiada (pod względem ilości treści na temat poszczególnych książek). Jeśli Wam również, to przygotuję część drugą książek lata. 🙂


1. Patti Smith Obłokobujanie, tłum. Maciej Świerkocki, wyd. Czarne 

Zawsze marzyłam, że kiedyś napiszę książkę, niechby i niegrubą, która porwie czytelnika, przeniesie go w inny świat, niedający się zmierzyć ani nawet zapamiętać. 

Tymi słowami Patti rozpoczyna swój zbiór impresji, jakim jest Obłokobujanie. Kiedy obracam sobie powyższe zdanie na języku to stwierdzam, że tylko po części udało jej się to osiągnąć. Czynnikiem wspólnym, spoiwem wszystkich tekstów tworzących Obłokobujanie jest proces stawania się artystką, który rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Wtedy mała Patti Smith obserwuje nocą z okna sypialni łąkę po drugiej stronie domu i trzepotu ptasich skrzydeł i pasm mgły tworzy „obłokobujaczy – wełnozbieraczy”, z którymi błąka się (…) nie mając nic lepszego do roboty, niż tylko ocalić jakąś ulotną myśl niczym kłębek wełny ze zgrzebła wiatru. Z sielanki dzieciństwa dość nagle wpadamy w odmęty depresyjnych i mrocznych wspomnień z dorosłego już życia, żeby chwilę potem znowu wydobyć się na powierzchnię.

Wydawało mi się, że cały boży świat został rozrysowany w górze niczym mapa, a mnie od śmiechu pozostałych dzieci ciągnęło coś w tę ciszę, do której opanowania dążyłam. Bo w niej było słychać, jak kiełkuje ziarno albo jak dusza składa się w kostkę niczym chusteczka do nosa. 

Ta nieduża książeczka ma swoje wzloty i upadki (podobnie jak nastrój narratorki), i taką sinusoidą prowadzi nas od pierwszej, do ostatniej strony. Poetyckość i kwiecistość charakteryzujące pisanie Smith, momentami przybiera tak na sile, że przestaje ono być strawne i zrozumiałe, a staje się nazbyt artystyczne i nieco pretensjonalne. Przerost formy nad treścią, chciałoby się rzec. Nie mniej jednak, są w tej książce fragmenty wyjątkowo piękne, plastyczne. Patti potrafi mieć bardzo celne obserwacje, które, kiedy nie sili się na nadmierne środki stylistyczne, czyta się z wielką przyjemnością.

Podsumowując – owszem, Obłokobujanie przenosi w inny świat, którego nie mogłam zmierzyć i którego faktycznie nie zapamiętałam. Pozostało mi w głowie jedynie wrażenie. Natomiast porywające są jedynie fragmenty, a szkoda.

W końcu udaje nam się to rozgryźć. Dostrzegamy  w sobie rękę matki, jakieś fizyczne podobieństwo do ojca. Ale umysł to całkiem inna sprawa. Jego nigdy nie można być pewnym. 

2. Julian Barnes Jedyna historia, tłum. Dominika Lewandowska-Rodak, wyd. Świat Książki

Złudzenie, któremu ulegają wszyscy zakochani – że wymykają się zarówno kategoriom, jak i opisom.

Bardzo podobała mi się zdystansowana, lekko ironiczna i naznaczona typowym angielskim poczuciem humoru postawa Barnesa wobec swojego bohatera. Czy może należy powiedzieć, postawa bohatera wobec wspomnienia o samym sobie z młodości. Pretekstem do napisania powieści jest historia romansu młodego chłopaka i dojrzałej kobiety. Owszem, nieco może banalna, nieco naiwna, ale pokażcie mi historię miłości, która jest tych cech pozbawiona. Zwłaszcza, że powieść napisana jest z pozycji starca wspominającego swoje młode lata, więc zanim uznacie, że książka składa się z oklepanych złotych myśli i zalatującej kiczem historii, to zastanówcie się, kto jest narratorem. Poza tym, że opowiada o miłości, Barnes w tle roztacza widok na brytyjską klasę średnią, jej przywary, różnice między pokoleniami.

Mam poczucie, że dzisiaj czytelnicy owładnięci manią fabuły zapominają o tak ważnej kwestii, jak warsztat pisarski. A tego Barnesowi można zazdrościć. Powieść jest bardzo sprawnie napisana, przez tekst się przyjemnie płynie, a nie brnie, jak to niekiedy bywa. Jest w niej wiele pięknych fragmentów, życiowych mądrości niemalże, ale podanych na szczęście z przymrożeniem oka (nie ze śmiertelna powagą krynicy wiedzy a’la Paulo Coelio). Dzięki temu wzięłam Jedynej historii coś dla siebie, kilka razy solidnie się zamyśliłam. Myślę sobie, że odbiór tej powieści zależy również od naszego doświadczenia w miłosnej materii i od miejsca w życiu, w którym się aktualnie znajdujemy. Ale to jak z większością przecież, prawda?

– Powiedziała, że chce spocząć na moim ramieniu jak ptak. Pomyślałem, to brzmi poetycko. Oraz że to świetnie, że tego właśnie mi trzeba. Nigdy nie lubiłem takich, co się uwieszą.
Mężczyzna przerwał. Paul zawsze chętnie służył podpowiedzią.
– Ale nic z tego nie wyszło?

– Dwa problemy. – Mężczyzna zaciągnął się, po czym wypuścił dym w aromatyczne powietrze. – Po pierwsze, ptaki zawsze odlatują, prawda? To leży w ich ptasiej naturze, prawda? A po drugie, zanim odlecą, zawsze nasrają ci na ramię.
Z tymi słowy zgasił papierosa, skinął głową i ruszył plażą ku łagodnym falom. s. 258

3. Sofi Oksanen Norma, tłum. Katarzyna Aniszewska, wyd. Znak

Trzecia przetłumaczona na język polski książka fińskiej pisarki, Sofi Oksanen, to bardzo nieudany eksperyment.

W Normie Oksanen porwała się na powieść gatunkową (thriller, czy coś w ten deseń) nie wiedząc kompletnie jak to zrobić. Wyszedł nieznośny chaos, płascy bohaterowie pozbawieni zrozumiałych dla czytelnika motywacji postępowania, sama historia sensacyjna niewiarygodna i poplątana tak, że mam wątpliwości, czy sama autorka do końca ogarnęła stworzone przez siebie wątki, konotacje i intrygi.

Dołóżmy do tego dziwaczny wątek z gatunku realizmu magicznego i otrzymamy mieszankę niestrawną.
Niestety, do tego wszystkiego, książka jest słabo przetłumaczona. Fińskim nie władam, ale jeśli potykam się o każde niemal zdanie w polskim przekładzie, to coś jest nie tak.

Często zdarza się, że pisarzom udaje się tworząc powieść gatunkową przemycić pod/obok warstwy fabularnej ciekawe wątki społeczne, psychologiczne, egzystencjalne (chociażby Jean-Claude Izzo czy Henning Mankell). W Normie, mimo dobrych chęci, nie znalazłam nic.

Ktoś, kto nazwał tę powieść „feministycznym manifestem”, albo jej nie przeczytał, albo upadł na głowę. 😉

4. Marie Darrieussecq  Świństwo (truizmy), tłum. Barbara Walicka, wyd. Karakter

To prawdopodobnie najdziwniejsza książka, jaką w życiu przeczytałam. Marie Darrieussecq  napisała ją w bardzo młodym wieku (mając 27 lat), co też jest moim zdaniem bardzo istotnym czynnikiem przy ocenie powieści.

W Polsce Świństwo zostało pierwszy raz wydane w latach ’90, teraz wznowiło książkę wydawnictwo Karakter. Jednak zarówno wtedy, tak i teraz, publikacja tytułu przeszła bez większego echa. Zaskakujące, zważywszy na kontrowersyjność powieści. Być może jesteśmy na nią tak bardzo niegotowi, a treścią tak skonfundowani, że uciekamy od jakichkolwiek ocen i recenzji.

Darrieussecq w swojej debiutanckiej powieści opowiada nam historię dziewczyny, która funkcjonuje w skrajnie szowinistycznym świecie, traktującym kobiety okrutnie i przedmiotowo. W pracy i w życiu prywatnym oferuje mężczyznom swoje ciało i jest to jedyna wartość, jaką sobą przedstawia. Nie byłoby to pewnie jakoś szczególnie nietypowe, gdyby nie to, że w wyniku tego jak jest traktowana (a przynajmniej ja tak to odbieram), zaczyna przeistaczać się… w świnię. Tak, właśnie tak.

Książka obfituje w dość perwersyjne, momentami aż niesmaczne opisy fizjonomii głównej bohaterki. Czytelnik ma się krzywić i wiercić w fotelu. Bynajmniej podczas lektury nie poczuje odprężenia ani przyjemności. Oczywiście, całą opowieść należy czytać jako metaforę i satyrę na sytuację kobiet w społeczeństwie, autorka wyszła daleko poza ramy powieści realistycznej.

Faktycznie ciężko Świństwo ocenić. Z jednej strony mam w kącie głowy, że jest to książka w Europie szeroko omawiana, klasyka literatury feministycznej, tłumaczona na wiele języków. Z drugiej, cały czas zastanawiałam się, czy to o czytam to już grafomania, czy celowe zabiegi stylistyczne. Cały czas nie wiem, co o tej książce myśleć. Czytaliście?


A wy? Co ciekawego czytaliście tego lata? Jeśli podoba Wam się taka forma wpisu, w którym piszę krótsze opinie o kilku książkach jednocześnie – dajcie znać. Przygotuję część drugą 🙂

A.