Czasem książka jednak hańbi, czyli jesteś tym co czytasz

Składamy się z wyborów, których każdego dnia dokonujemy. Wybór tego, co czytamy jest takim samym, jak wybór tego, co zjemy na śniadanie i jaki film obejrzymy wieczorem. Rzeczy, które wrzucamy do swojej głowy i żołądka kształtują to, kim jesteśmy, jak myślimy, jak czujemy. Dlatego, tak jak nikt nie powie nie ważne co jesz, bylebyś jadł, tak samo nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem nie ważne co czytasz, bylebyś miał jakąś książę w ręku. Bo jak napisała Małgosia z bloga oświaty kaganiec, nie wszystko, co z dwóch stron otaczają okładki, jest literaturą. Jesteś tym, co czytasz.

Jej wczorajszy tekst o elitarności czytania połaskotał mnie w środku i uradował. Lubię kiedy ktoś inny mówi na głos moje myśli (rys narcystyczny). Chodzi o dwie połączone ze sobą kwestie: o to jak przedstawiamy czytanie jako takie oraz co wybieramy na nasze lektury.

Today a reader tomorrow a leader

Wszystko chyba zaczęło się od tego, kiedy razem przysłuchiwałyśmy się spotkaniu blogerów z Anną Dziewit-Meller podczas Literackiego Sopotu 2016. Padło tam stwierdzenie, że promowanie czytelnictwa jako czynności elitarnej, z wyżej półki to błąd. Bo szary Polak się przestraszy i wróci do oglądania Klanu, bo czytanie go przerośnie.  Nie zgadzam się z tym.
Nie możemy stawiać na równi serialowego tasiemca czy telewizyjnego śmietnika w ogólności, z literaturą. Nie możemy promować czytelnictwa mówiąc, że to taka sama rozrywka jak każda inna. Dlatego, że tak nie jest. Czytanie, czytanie literatury, wymaga więcej: zaangażowania, wysiłku, myślenia, uwagi, skupienia.

I bardzo dobrze! Przecież trzeba przed człowiekiem stawiać jakieś wyzwania, ambicje, motywować, aby oczekiwał od siebie więcej. To się nazywa rozwój. Dlaczego mamy nie mówić w mediach, przede wszystkim młodym ludziom: czytaj – stawaj się lepszy?

Czasami jednak lepiej nie czytać wcale

Oczywiście od razu staje przed nami druga kwestia, czy każda książka jest warta tego, aby nazywać ją literaturą. Nie, nie każda. Nie każda lektura ubogaci, pozwoli zrozumieć jakieś zjawisko, nauczy empatii i samodzielnego myślenia. W książkach jest tak samo dużo śmieci, co w kolorowych obrazkach w telewizji i uwierzcie, że czasem przeglądając tytuły w księgarni sieciowej (w której miałam swego czasu nieprzyjemność pracować 5 miesięcy) byłam przekonana, że lepiej nie czytać nigdy nic, niż to, co trzymam właśnie w ręku. Poza tym, w czasie tych samych 5 miesięcy powracającym do mnie codziennie pytaniem było to, dlaczego klienci księgarni mają na ustach wciąż to samo zdanie: poproszę coś lekkiego. Dlaczego w kółko coś lekkiego, dlaczego nikt do mnie nie podchodził i nie mówił poproszę coś dobrego albo poproszę coś ważnego.

Ano dlatego, że tego nauczyła nas kultura masowa – łatwej rozrywki, niewymagającej ani grama myślenia. Nauczyła nas także niewychylania się przed szereg, a zatem między innymi czytania tego, co wszyscy. Z drugiej strony jednak, z każdej reklamy samochodów, ubrań czy kosmetyków uderza w nas hasło o byciu wyjątkowym, należeniu do grona wybrańców. I tutaj to nikomu nie przeszkadza! Jakoś tylko w obszarze kultury elitarność kojarzy się pejoratywnie.

Wspomniany wcześniej rozwój polega na tym, że z pewnych rzeczy się wyrasta, a dorasta do innych. Tak, ja też czytałam Coelho i twierdziłam, że on wie wszystko o życiu; kiedy miałam 14 lat. W psychologii jest takie zjawisko jak moratorium – przedłużający się stan zawieszenia, zwlekanie z wejściem w dorosłość. Może tak samo działa to w obszarach intelektualnych. Z lenistwa?

Zatem bądź wyjątkowy i czytaj dobrą literaturę

Przeglądacie czasami biblioteczki hotelowe złożone z porzuconych książek? Ja tak, żeby sprawdzić co czytają rodacy. Zwłaszcza za granicą, w kurortach w ciepłych krajach. Zgroza. Nie boję się powiedzieć na głos, że znakomita większość tego, co wychodzi dzień w dzień na rynku wydawniczym to bełkot. Jesteśmy zalewani bylejakością. I ktoś to kupuje.

Widzicie, to nie jest tak, że mamy wszyscy czytać to samo. Tylko pewnych rzeczy po prostu czytać się nie powinno. Dlatego, że kształtują fałszywy obraz świata, nadmiernie upraszczają, utrwalają schematy i stereotypy. Ewentualnie po prostu są grafomaństwem ;).

Nie będę tutaj rzucać autorami, tytułami ani gatunkami. Mam dziwne przeczucie, że czytelnicy tego bloga wiedzą, co mam na myśli. I nie to jest tutaj kluczowe. Kluczowy jest, jak napisałam na początku – nasz wybór. A jeśli nie wiemy co wybrać? Szukajmy osób, miejsc w sieci i w naszym mieście, gdzie ktoś nam podpowie co warto.

Aha i może kluczowa uwaga na koniec, żebyście z tego tekstu nie wyciągnęli wniosku, że uważam, że wszyscy jak jeden mąż powinniśmy czytać wyłącznie dla samorozwoju i wiedzy, książki trudne i poważne. Absolutnie nie, nie i jeszcze raz nie! W całym tym moim wywodzie chodzi o to, żeby właśnie czytać dla przyjemności i w tym celu wybierać wartościowe pozycje, które poza rozrywką dadzą nam coś ekstra: lekcję wrażliwości, lekcję empatii, lekcję zrozumienia, czy poczucia humoru. W małych dawkach, tak, że nawet nie zauważycie. Wciąż przyjemność, ale podana może lepszym językiem, mniej schematycznie, z pomysłem.

Już to gdzieś napisałam: szkoda życia na złe książki, słabe filmy, niczego nieuczące nas doświadczenia. Jesteś tym, co czytasz, więc pozwól sobie wypełnić się wartościowymi treściami.

A teraz się pokłóćmy! Jestem pewna, że część z Was się ze mną nie zgodzi i to fantastycznie. W natłoku ohydnych kłótni w sieci, miło by było posprzeczać się o podejście do książek.

A.


W tym temacie również wypowiedziały sie w późniejszym czasie inne blogerki, polecam lekturę, również (a może szczególnie komentarzy) 🙂

  • Między sklejonymi kartkami – o poszukiwaniu złotego środka pomiędzy literaturą ambitna i głupią
  • Skrytka na kulturę – szuka złych książek
  • Booklove – a dziewczyny jednak obstają przy zdaniu, że ważne jest samo czytanie, a co, to już kwestia drugoplanowa