Jaka piękna iluzja – Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską

Rzecz dobrze nazwana staje się częścią mojego świata, nawet jeśli to nie jest moja ulubiona rzecz.*

Chyba w tym celu właśnie czytam wywiady-rzeki, żeby poznać człowieka, który stoi za książkami dla mnie ważnymi. Tak było ze Stasiukiem (Życie to jednak strata jest) tak było z Konwickim (W pośpiechu) i teraz, z Magdaleną Tulli. Jest to dla mnie za każdym razem dość duże przeżycie. Człowiek, który do tej pory chował się za swoimi dziełami literackimi, mówił do mnie poprzez książki, teraz staje na scenie sam, już bez pośredników. Są takie momenty, że czuję się onieśmielona, że nagle wiem o autorze tyle prywatnych rzeczy. I zastanawiam się, jak teraz będę go odbierała na spotkaniach autorskich… albo jak coś jeszcze napisze??
Czytając wywiady-rzeki zawsze sobie myślę, że to albo odwaga, albo narcyzm. W przypadku Magdaleny Tulli to odwaga i coś jeszcze. Mianowicie jej kolejna próba odnalezienia porozumienia i wspólnoty doświadczeń z innymi ludźmi, o czym tak wiele mówi.

Jaka piękna iluzja – Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską

Książka, o której tutaj piszę, to rozmowa pisarki Magdaleny Tulli z psychoterapeutką i autorką wywiadów – Justyną Dąbrowską. Moje uczucia podczas lektury zmieniały się co najmniej trzy razy. Najpierw byłam poirytowana i lekko znudzona. Potem zaciekawiona i przejęta. Następnie smutna, bardzo smutna. A teraz? Teraz chyba czuję się pogodzona.
Poziom moich emocji odzwierciedlają notatki na marginesach, podkreślenia i ilość zagiętych rogów. W połowie książki prawie na każdej stronie coś się dzieje. Wykrzyknikami goniłam znaki zapytania, żeby zaraz potem coś podkreślić i dopisać ołówkiem „właśnie tak”.

Każdy rozdział jest na inny temat. Zaczynamy od wychowania dzieci, jej dzieciństwa, szukania zawodu, pisania i posiadania książek, muzyki. Potem robi się trudniej, bo czytamy o ciężarach, o smutku i gniewie, o przemocy. Kończymy miłością, taką raczej gorzką niż słodką, ale jednak miłością.

Poza wątkami osobistymi jest w tej rozmowie tematy uniwersalne, które dotyczą nas wszystkich. Wolność, przemoc, polska polityka, uchodźcy. Oni szczególnie. Tulli mówi w mądry i racjonalny sposób o tych sprawach i bliski jest mi jej sposób pojmowania sytuacji.

Chowanie się za ogólnikami

Dlaczego te pierwsze rozdziały mnie irytowały? Otóż dlatego, że miałam uczucie pływania po płyciźnie. Pisarka wygłasza ogólniki, że jest tak, a tak, ludzie robią takie, a takie rzeczy, a ja nie mogłam zobaczyć jej samej w tym nadmiarze teorii. Niby mówiła o swoich dzieciach i o doświadczeniu bycia rodzicem, ale jakoś w taki sposób, żeby za wiele nie zdradzić.
Moja irytacja wzrosła jeszcze bardziej przy rozdziale o dźwiganiu ciężarów. Znów psychologizowanie, tak jakby wywiad był co najmniej z psychologiem rodzinnym, a nie z pisarką (owszem, po studiach psychologicznych, ale bez czynnej praktyki). I wciąż nie mogłam dostać Magdaleny Tulli, wciąż nie mogłam uchwycić nawet kawałka jej samej.

Aż w końcu się udało. W czwartym rozdziale Tulli zaczyna mówić o pisaniu swoich własnych książek i tam coś odpuszcza. Kontrolę? Grunt, że w nareszcie poczułam połączenie z jej emocjami, już mi tak nie uciekała. Szczerze mówi tam o swoim rozczarowaniu, wywołanym odbiorem jej prozy, odmiennym od tego, jak ona sama ją postrzegała. O tym, że została swego czasu zaszufladkowana jako ta od „rebusów literackich” i „prozy lingwistycznej”, a ona chciała mówić o człowieku, o tym co nas wszystkich dotyka – upokorzeniu i wykluczeniu. Dzięki Szumowi udało jej się nareszcie pozbyć tych etykiet, ale lata niezrozumienia były dla niej bardzo ciężkie.

A później? Później również było mi trudno czytać, ale z zupełnie innego powodu, niż na początku. Ale o tym zaraz.

Wchodzi się w ten ciemny las, zaczynając od wydeptanej ścieżki – a potem wszystko może się zdarzyć. A po latach może powiemy „Nie, to nie była miłość”. Ależ była. Tylko nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Było widać przód, a tył pozostawał z tyłu, niewidoczny. Tył widzimy potem. Oglądając się za siebie.

Zastanów się, czy naprawdę chcemy mieć taki rozdział. Na pewno się przy nim nie uprę.

Justyna Dąbrowska, która zadaje pytania i Magdalena Tulli, która odpowiada. Mam wrażenie, że z początkowej nieufności rozwija się coś żywego, prawdziwego. Pisarka początkowo kluczy, niby odpowiada na pytania, ale niewiele się z tych odpowiedzi dowiadujemy. Powoli i bez nacisku daje się lepiej poznać. Zaczyna być również widoczna sympatia obu kobiet. Między zdaniami daje się zaobserwować interakcję, nie jest to już tylko suchy wywiad.
Tak jak w rozdziale o książkach w domu. Tulli strasznie o tych książkach nie chce rozmawiać. Mówi, że ona czyta powoli i w ogóle książki to nie jest jej temat. No to Dąbrowska ją podchodzi sposobem na lektury z dzieciństwa (a któż nie lubi o tym opowiadać) i jakoś idzie. Znalazła sposób na leśnego zwierza, jakim Magdalena Tulli chyba wciąż jest.

To co najważniejsze – porozumienie

Rozpisałam się już nadmiernie, a nie napisałam o najważniejszym. Magdalena Tulli przy różnych tematach porusza wątek samotności i poszukiwania porozumienia z innymi ludźmi, wspólnego doświadczenia. Temu celowi ma służyć jej pisanie.
Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Jaka piękna iluzja to książka, w której jej się to udało. Udało jej się ze mną znaleźć porozumienie. W rozdziale poświęconym smutkowi i gniewowi zobaczyłam siebie aż nazbyt wyraźnie. To było dziwne i trudne doświadczenie. Miałam przed sobą lustro, ale takie które opisuje, a nie tylko pokazuje jak jest.

Teraz jest mi i ciężko i lekko jednocześnie. Dobrze jest wiedzieć, że inni czują podobnie. Że myślą o wielu sprawach tak jak Ty. Z drugiej strony, kiedy zdanie które czytasz, mówiłeś sam do siebie dziesiątki razy, to co o tym sądzić? Że to zdanie krąży gdzieś we wspólnej kosmicznej przestrzeni? Że wszyscy czerpiemy z jakiegoś jednego, wielkiego worka, więc niespodziewanie możemy trafić na kogoś, kto w tym konkretnym aspekcie czuje to samo?

Koniec końców Jaka piękna iluzja, to mądra rozmowa. Przeczytajcie ją sobie, ale nie w autobusie w pośpiechu, tylko wtedy, kiedy będziecie mieli kilka wieczorów na zatopienie się w fotelu i pomyślenie. Odłożenie lektury na bok i zagapienie się w okno. To nie jest książka do bylejakiego czytania.

A.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Znak.

*wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki


Jaka piękna iluzja, rozmowa Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulli, wydawnictwo Znak, Kraków 2017


  • Bardzo mi się podoba określenie, że to nie jest książka do „bylejakiego” czytania.

    Nigdy nie zgłębiałam się w żadne pisarskie wywiady-rzeki. Czasem wolę po prostu zobaczyć pisarza na żywo albo chociaż na filmie. Czasem można odkryć, że w sumie nie ma co odkrywać (jak miałam przy czytaniu osobistych esejów Murakamiego) albo napotkać maskę (jak w „Dziennikach” Gombrowicza). Ale czasem można spotkać osobę, z którą chciałoby się spędzić kilka lat, tylko słuchając i zaśmiewając się z opowiadanych historii – jak miałam przy czytaniu tych kilku porządnych tomów autobiografii Chmielewskiej.

    Ale bardzo przyjemnie się czyta o Twoich wyważonych, refleksyjnych chwilach spędzonych na czytaniu tego wywiadu z Tulli. Ja czytałam tylko jej „Szum” i nigdy nie napotkałam się na te etykietki, o których wspominasz. Chciałabym przeczytać jeszcze kiedyś „Włoskie szpilki”. Podpowiedziałabyś mi, czy to dobry wybór, czy coś jeszcze dopisać?

  • W moim przypadku lepiej będzie zacząć od którejś z książek Magdaleny Tulli… chociaż podejrzewam, że – podobnie jak wywiad z pisarką – trzeba je czytać w spokoju, bez pośpiechu, mając dużo czasu na zamyślenie się i refleksję. Niestety u mnie to teraz niemożliwe. Może kiedyś…

    • Zdecydowanie bez pośpiechu i z wolnym miejscem w głowie na refleksję 🙂 Może zima da Ci trochę takiej przestrzeni, wtedy polecam 🙂

  • Niespodziegadki

    Którą książkę Tulli polecasz na początek? 🙂

    • Na początek chyba te jej najbardziej „czytelne”, czyli Włoskie szpilki i Szum. A potem te wcześniejsze, Skaza – o uchodźcach i Tryby, wg niej samej jej najlepsza książka. 🙂

      • Niespodziegadki

        Dzięki! 🙂

  • Bardzo lubię sposób, w jaki Justyna Dąbrowska prowadzi rozmowy i jakoś tak zawsze uda jej się znaleźć właściwy klucz do człowieka. Choć mam wrażenie, że ona i Tulli to dwie różne osobowości. Czy w tej książce to widać?

    • Momentami na pewno, a czasami mówią jednym głosem. Chociaż jak się zastanowić, to ten jednogłos chyba wynika prędzej ze zbieżności poglądów na sprawy, niż podobieństwa osobowości. Nie czuć tego za bardzo, ponieważ Dąbrowska wyraźnie ustępuje pola i oddaje je Magdalenie Tulli. Czasem ta druga wręcza mam wrażenie stara się ją wciągnąć do częstszego zabierania głosu.

  • To ja zapytam, po części prowokacyjnie, a po części partykularnie – skąd w Tobie potrzeba poznania człowieka, który stoi za książkami?

    • Tak się zastanawiam… i wiesz co nie umiem jakoś tego uzasadnić. Jest sobie we mnie ta ciekawość kim jest człowiek, który pisze takie rzeczy. Jednak lista pisarzy, o których chciałabym wiedzieć więcej jest dość krotka, Najczęściej są to Ci, w których książkach jakoś wyjątkowo mogę się przejrzeć, które szczególnie poruszają mnie nie ciekawą fabułą czy zabiegami lingwistycznymi, ale emocjami, najczęściej smutkiem, który rezonuje z moim własnym. 🙂

  • Uau. Ale mnie zachęciłaś… Książki o człowieku są zawsze najlepsze <3

    • Cieszę się! Lubię takie książki, przymierzam się do „Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami”, które są prowadzone również przez Justynę Dąbrowską i „Godzina zmierzchu, wielcy pisarze u kresu”