Jak zaprzyjaźnić się z audiobookami? Część 1

źródło: unsplash.com

Przez lata byłam osobą, która twierdziła, że nie zapamiętuje ze słuchu. Jednym skutecznym kanałem przyswajania treści zawsze były oczy i ręce. Czytając uważnie i powoli, zapamiętuję znaczne części tekstu, a jeśli robię z niego notatki, to już w zasadzie można uznać, że się go nauczyłam na pamięć. Moją metodą na niewyłącznie się podczas wykładów na studiach i jako takie podążanie za myślą mówiącego, było ciągłe robienie notatek – najpierw ręcznie, potem na laptopie. Jeśli miałam tylko siedzieć i słuchać, po 10 minutach zupełnie traciłam wątek.

I jak to jest, że ktoś taki jak ja, w chwili obecnej słucha nieustannie audiobooków? Skończy jeden, a kolejnego dnia zaczyna następny? Że jeśli mam wyjątkowo długą i rozbudowaną fabularnie lekturę przed sobą, to WOLĘ ją przesłuchać niż przeczytać?

Często słyszę od ludzi, że audiobooki, to forma nie dla nich. Być może, ale równie możliwe jest to, że nigdy się do tego właściwie nie zabrali. W tym i kolejnym tekście postaram się zatem nieprzekonanych do audiobooków przekonać, a przekonanych zapytać o ich sposoby na słuchanie książek.

źródło: unsplash.com

Audiobook – dlaczego warto spróbować?

Zacznę może od własnego doświadczenia. Pierwszy audiobook był trudny. Często łapałam się na tym, że nie słucham, musiałam cofać nagranie o kilka minut, odtwarzać ponownie. Irytowałam się, robiłam przerwy po kilka dni. Z drugim szło łatwiej, skupiałam uwagę na czytanym tekście i nie wypadałam tak często z wątku. Z trzecim i kolejnymi nie miałam już żadnych kłopotów, a zauważyłam nawet coś jeszcze. Otóż, że więcej zapamiętuję. Kiedy słucham, a nie czytam, moja wyobraźnia pracuje na zwiększonych obrotach, obrazy przesuwają się w głowie jak w filmie. I zupełnie nieważne jest, że słuchając, równocześnie coś robię.
Z czasem okazało się, że książki słuchane dużo dłużej pamiętam: postaci, imiona, poszczególne wydarzenia. Nawet jeśli słucham jej trzy miesiące, jak było w przypadku Shantaram, pamiętałam wszystko i nie miałam problemu z wracaniem do słuchania książki po tygodniu przerwy.
Wiem, że kiedy robię tak z książkami tradycyjnymi i czytam je po dwa-trzy miesiące (bo np. w trakcie sięgam po coś innego) później mam problem z wróceniem do lektury, gdyż fabuła mi się zaciera.
Pokazuje mi to jak na dłoni, że część mózgu odpowiedzialna za pamięć słuchową po prostu podlega ćwiczeniu i doskonaleniu.

źródło: unsplash.com

Poza tym audiobook odpowiada na moją potrzebę lepszego spożytkowania czasu, który codziennie tracę na zmywanie naczyń, drogę do pracy czy sprzątanie. Nadrabiam wtedy te książki, których pewnie długo jeszcze nie przeczytałabym w papierze, z braku czasu oczywiście.

Dlaczego więc warto?

  • stymulujemy mózgu wielokanałowo
  • ćwiczymy pamięć słuchową
  • dajemy szerokie pole do popisu naszej wyobraźni
  • możemy wykorzystywać czas domowych obowiązków i jednocześnie „czytać” książkę
  • „czytamy” wszędzie, nie tylko w komunikacji i przy zmywaniu naczyń, ale także biegając czy pływając

Jak zacząć przygodę z audiobookami?

Jak z wieloma rzeczami, trzeba dobrze zacząć, żeby się nie zniechęcić. Dlaczego wypunktowałam moje subiektywne zalecenia.

1. książka
Pierwsze książki do słuchania powinny mieć wartką akcję, w którą z łatwością się w1ciągniesz. Wątki w miarę proste i nie za dużo głównych postaci. Tak, świetnie na początki przygody z audiobookami nadają się kryminały i thrillery!

2. głos
Dobrze jest, przed kupieniem audiobooka w całości, wypróbować jak nam się słucha danego lektora. Głos jest w audiobooku podstawą tego, jak dużą przyjemność czerpać będziemy z książki. Czasem ważniejszym niż sama fabuła!
Jak to sprawdzić? Nic trudnego! Księgarnie i wydawnictwa sprzedające audiobooki niemal zawsze oferują darmowy fragment do przesłuchania, najczęściej kilkadziesiąt minut nagrania. To spokojnie wystarczy aby sprawdzić, czy głos w słuchawkach nas nie drażni.*

3. czas
Zaczynaj od słuchania audiobooka po ok. 30 minut. To optymalny czas aby nie znużyć się podążaniem za głosem lektora i trzymaniem się wątku. Później to w ogóle przestanie mieć znaczenie, natomiast na początku zdaje mi się istotne.

4. okoliczności
Nie próbuj przy pierwszych książkach robić zbyt wiele jednocześnie. Zacznij od chodzenia, weź audiobook na spacer do parku,  albo wróć z nim z pracy do domu. Im mniej rozpraszaczy na początku, tym lepiej. Prowadzenie auta, jazda na rowerze, sprzątanie mieszkania – na to jeszcze przyjdzie czas.

5. wspomagacze
Jeśli jesteś osobą, której naprawdę trudno się skupić i zapamiętywać ze słuchu, rób króciutkie notatki. Kto jest kim, kluczowe wydarzenia, hasłowo. Tak abyś mógł/mogła zerknąć do nich w momencie, kiedy pogubisz się w akcji książki.

 

*A czasem drażni jak cholera! Bardzo chciałam przesłuchać książkę Vernon Subutex, ale nie jestem w stanie znieść sposobu czytania Rocha Siemianowskiego.

źródło: unsplash.com
Na koniec 3 propozycje tytułów, od których możesz zacząć swoją przygodę z audiobookami!

Pierwszy śnieg Jo Nesbo, czyta Mariusz Bonaszewski

Zaginiona dziewczyna Gillian Flynn, czyta Zbigniew Dziduch

Zanim zasnę S.J. Watson, czyta Joanna Jeżewska

Z drugiej części wpisu dowiecie się jakie widzę wady audiobooków, skąd je w ogóle brać oraz które książki poleciłabym różnym typom audiobooko-słuchaczy 🙂
A może jest jeszcze coś o czym chcielibyście przeczytać? Co myślicie o o audiobookach? Próbowaliście kiedyś czytać uchem? Czekam na wasze komentarze!


  • Audioteka

    Świetny post, dokładnie tak jest, że do audiobooków trzeba się trochę przyzwyczaić, posłuchać bezpłatnych fragmentów, ale zdecydowanie warto! Bardzo dziękujemy za polecenie naszych audiobooków 🙂

    • Nie ma za co! Korzystam z Państwa aplikacji i bardzo ją sobie chwalę 🙂
      Zdecydowanie trzeba się przyzwyczaić i nauczyć nasz mózg przyswajania fabuły tym kanałem.
      A możliwość przesłuchania darmowych fragmentów jest świetna, dzięki temu wiem, czy głos lektora mnie nie drażni i wciągnie w fabułę 🙂

      Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do przeczytania drugiej części tekstu w najbliższy weekend!

      • Audioteka

        Bardzo nam miło 🙂
        Oczywiście czekamy na drugą część wpisu i również pozdrawiamy serdecznie!

  • Ciekawe rzeczy piszesz o tym zapamiętywaniu. Na chłopski rozum pomyślałbym, że jest odwrotnie. Ja czas na słuchanie mam albo w pracy albo podczas pracy po pracy – słucham dużo, ale mam momenty, że skupienie nad pracą przeważa i uciekają mnie fragmenty tego, co słucham. Do tego dochodzi fakt, że lubię skupiać się na języku i po kilka razy czytać niektóre zdania. Cóż… Mogę sobie tu pisać, ale bez spróbowania będzie to pisanie po próżnicy.

    • No właśnie ja też na ten chłopki rozum myślałam, że to niemożliwe, a tu jednak!

      W pracy próbowałam słuchać, ale nawet przy monotonnych zajęciach się nie da. Opcja przy sprzątaniu, drutowaniu, chodzeniu dużo lepiej się u mnie sprawdza.

      Co do tego języka, zdecydowanie się zgadzam, będę o tym pisała w drugiej części tekstu w akapicie o książkach, których w audiobooku nie czytam 🙂

  • Dobre wskazówki, zgadzam się, że pamięć słuchową wypadałoby ćwiczyć. Na razie jeszcze się nie przekonałam do audiobooków, bo każdy, jak na mój gust, jest czytany za wolno… Ale np. lubię słuchowiska. Inna sprawa, że na codzień słucham wielu podcastów.

    • Ja to chyba lubię tę niespieszność audiobooków szczerze mówiąc 🙂 Może gdyby były czytane szybciej to bym wypadała z wątku. Ja z kolei podcastów nie słucham, wolę nadrabiać książki 🙂

      • Ja zaś wyłączam się, gdy ktoś do mnie za wolno mówi 😉

        • sh pd

          Ja zawsze słucham ze zwiększoną prędkością – w zależności od oryginalnego tempa oraz dykcji lektora przyspieszam odtwarzanie od 1,5 do 2,5 raza – oryginalne tempo też jest dla mnie zbyt wolne…

          • Hmmm…. pamiętam, że u kogoś czytałam, że jest jakaś aplikacja na telefon pozwalająca na przyspieszanie nagrania. Tylko, że ta opcja zadziała w momencie kiedy mamy kupionego audiobooka na płycie i zgranego w formacie MP3 na telefon lub kupionego od razu w mp3. Ja słucham w aplikacji Audioteki i u nich kupuję książki więc opcja skorzystania z takiej dodatkowej aplikacji odpada 🙁

          • sh pd

            Ale audioteka daje możliwość słuchania do 2,5 x szybciej. Jak włączysz audiobooka to wystarczy dotknąć okładki i na środku pojawia Ci się info o słuchanym pliku, a odrobinę wyżej z jednej strony masz możliwość ustawienia drzemki (np. wyłączenie słuchania po kolejnym rozdziale – genialne przed snem 😉), a z drugiej jest opcja ustawienia prędkości 😀

          • O ludzie, niech Cię ozłoci!! 😀 Używam Audioteki od miesięcy i nigdy nie zainteresowałam się tymi ikonkami i co one właściwie oznaczają.
            Cała ja 😀

          • sh pd

            🙂 ja z kolei cały czas liczę, że audioteka doda opcję ładowania własnych audiobookow lub natknę się na jakiś program do audiobooków, który oferowałby równocześnie opcje drzemki i szybszego odtwarzania – niestety-stety mam sporo audiobooków kupionych poza audioteką lub na CD, a niestety często słuchanym przed snem i zdarza mi się przysnąć w trakcie…

          • No tak, rozumiem, ja mam zaledwie 4 na płycie już kiedyś przesłuchane. Stosunkowo niedawno się w audiobooki wciągnęłam i już zaczęłam używać Audioteki i u nich w tym pakiecie subskrypcyjnym kupuję książki.
            Myślę, że są jakieś apki na smartfona do wyłączenia odtwarzania za X minut 🙂

  • Audiobooki ratują mnie w podróży! Na krótkie wyjazdy zawsze wrzucałam do bagażu 2-3 książki, ale teraz od dawna żyję w plecaku i nie ma mowy o noszeniu połowy biblioteki 😉
    Jedyny minus to kiedy zdarza mi się zasnąć przy książce – papierowa zostaje na właściwej stronie, a lektor się jakoś nigdy nie może połapać, że może przestać czytać 😉

    • Ha ha, co racja to racja. Też mi się zdarza przysnąć jeśli słucham przed snem i potem poszukiwanie miejsca gdzie się jeszcze było duchem z lektorem, jest trudne 🙂
      Generalnie audiobooki i ebooki ratują w podróży. Nie wyobrażam sobie już jeżdżenia z książkami w bagażu.

      • Olka

        to polecam korzystania z drzemki, wspomniana apka Audioteki ma taką funkcję.
        Jak czuję, że sen się zbliża, a chcę jeszcze posłuchać… nastawiam na 5,10 min. i po tym czasie audiobook jest pauzowany ;]

        • Dobra metoda, będę stosować, skoro już zostałam oświecona i wiem o tej funkcjonalności 😀

  • ewelina

    Moja ulubiona forma słuchania audiobooków, to jednoczesne kolorowanie kolorowanek dla dorosłych – mogłam tak siedzieć godzinami (od kiedy mam dziecko, to jednak chwilowo odeszło w zapomnienie). Najlepiej mi się słuchało „Przestępstwa” Ferdinanda von Schiracha w wykonaniu Rocha Siemianowskiego właśnie – uważam, że w tym przypadku doskonale wprowadza słuchacza w świat kryminalnych opowiadań, kreując głosem odpowiedni nastrój i znakomicie oddając narrację. Do słuchania świetnie nadaje się też Agatha Christie. Z audiobookami jednak często mam tak, że jak już dana książka mi się spodoba, to zaraz szukam egzemplarza do czytania, żeby było szybciej 😀

    • Uwielbiam kolorowanki! 😀
      Może pan Siemianowski po prostu nie jest dla mnie, choć niewykluczone, że po prostu do Vernon Subutex jakoś nie pasuje (mi), a w czymś innym by nie przeszkadzał.

  • Właśnie kilka dni temu pomyślałam, że stworzę podobny wpis, bo wyliczyłam, że stuknął mi 23 audiobook, a sama byłam nie tak dawno wielką przeciwniczką 😉 Zgadzam się w wielu kwestiach z Twoim wpisem (i uważam, że warto mówić o audiobookach), ale w kilku pokręcę nosem 🙂 Myślę, że na początek przygody z audio nie są zbyt dobre te wielowątkowe tomiszcza — chyba bym się od razu poddała 😉 Ale doczytałam, że piszesz o sobie 🙂 Za to zgadzam się, że świetnie sprawdzą się kryminały i thrillery z wartką akcją. Kolejna kwestia sporna — 30 minut na początek. Ja w drodze do pracy słucham te 30 minut i 30 minut w powrotnej i taka norma mi odpowiada… teraz, po tych 23 przesłuchanych audiobookach. Wydaje mi się, że 30 minut na początek to długi czas. Głos lektora za to jest chyba najistotniejszy! Szczególnie dla opornych słuchaczy, bo ci, którzy nie mają problemu z audio, czasem nie zwracają na to uwagi, niekiedy nawet przyspieszają ścieżkę (co jest dla mnie niepojęte! jak słuchać na przyspieszonych obrotach?). Ja zaczynałam od Miłoszewskiego (dołączam do @niekonieczniepapierowe:disqus, już o tym dyskutowałyśmy :)) i to był strzał w dziesiątkę, bo Robert Jarociński to znakomity lektor (to, co on zrobił z trylogią o Szackim… <3). Również polecam "Zaginioną dziewczynę". A jeśli chodzi o reportaże. Słuchałam Hugo-Badera i było ok. Bardziej przeszkadza brak możliwości robienia notatek, a to w czytaniu reportażu jest dla mnie niemal nieodzowne (za dużo informacji, które warto zapamiętać). Właśnie dlatego już ich nie słucham;)

    PS. Na początku myślałam, że to Twoje zdjęcia, bo nie ma informacji o źródle, i już chciałam pytać o słuchawki 😉 Chyba że górne (albo wszystkie) są Twoje, to daruj 🙂

    • Właśnie dokonała edycji tekstu i wyrzuciłam w ogóle ten akapit, bo może być mylący. W drugiej części wpisu napiszę więcej o własnych preferencjach :).
      Zdecydowanie na początek fajnie sprawdzają się książki z wciągającą, ale jednak w miarę prostą akcją, te wielowątkowe może później :).

      Mi się akurat 30 minut wydaje optymalne.
      Miłoszewskiego nie słuchałam, ale jak tak zachęcacie, to spróbuję! Hugo-Badera słuchałam „Białą gorączkę” i pomimo, że autor czyta rewelacyjnie, był to mój trzeci audiobook i zostawiłam go w połowie, żeby przeczytać książkę w papierze. Nie mogłam zapamiętać wystarczająco treści, których w tym reportażu jest dużo.

      PS Skutki wrzucania wpisu w pośpiechu, nie podpisałam zdjęć. Źródłem wszystkich w tym tekście jest unsplash.com, już poprawiłam :). Niestety nie jestem posiadaczką takich fajnych słuchawek 🙁

    • Audioteka

      …Słuchawki to Beats by Dr. Dre 😉

      • Eh może ktoś z mojej rodziny wpadnie kiedyś na taki pomysł i mi je kupi 😀

  • Och, a gdzie prokurator Szacki? 😉 Gdyby nie głos Roberta Jarocińskiego nie wiem czy zakochałabym się w audiobookach.

    I zgadzam się ze wszystkimi Twoimi punktami, może poza kolejnością. Myślę, że na pierwsze przygody głos jest jednak najważniejszy.

    • Jarociński <3 Ale Jarociński pasował mi chyba tylko u Miłoszewskiego.

      • A mi pasuje też z Ketchumem. A właśnie… porwałam się z motyką na słońce i próbuję słuchać „Dziewczyny z sąsiedztwa”. Próbuję bo po pierwsze, początek był bardzo ciężki, po drugie mogę słuchać tylko rano i tylko w dni, o których wiem, że wieczorem nie będę sama w domu. Normalnie się boję!

        • Ketchumowe „Jedyne dziecko” przeczytał poprawnie, ale szału nie było 😉 A „Dziewczyna” jest potworna nawet w papierze. Odważna jesteś, że słuchasz 🙂

  • Pamięć słuchowa to dobra rzecz, wyćwiczyłam ja sobie kiedyś przez prosty fakt, że jako dziecko nie widziałam liter na tablicy i musiałam wszystko pisać ze słuchu. Bardzo polecam, dzisiaj jestem osobą, która zawsze zdąży zrobić notatki. Słowa piosenek też pamiętam całkiem dobrze. Co ciekawe, słuchając muzycznej wersji wiersza jestem w stanie lepiej go przeanalizować i więcej z niego wychwycić, niż czytając go. W ogóle optuję za tym, by wierszy słuchać. Ale do audiobooków jeszcze przez długi czas się nie przekonam, bo słucham muzyki. I we wszystkich sytuacjach, w których mogłabym słuchać książki, wolę puścić sobie muzykę i wreszcie zatonąć we własnych myślach, a nie w kolejnej książce, którą mam przeczytać 😛
    Gdy słucham książki też jakoś bardziej przeżywam. Gdy mama czytała mi książkę, i działo się w niej coś żenującego albo emocjonalnego, wręcz nie mogłam wytrzymać z emocji, wkurzałam się i siedziałam z głową pod kołdrą 😛 Czytając, mam wrażenie „zamknięcia myśli” w swojej głowie i bardziej intymnej relacji z tekstem. I wolę to drugie mimo wszystko.

    • Monika Badowska

      Zaczynałam od słuchowisk: „Karaluchy” Nesbo, „Gra o tron”, polecam☺️

    • A to bardo trafne co napisałaś 🙂 Ja mam podobnie, jakoś bardziej przeżywam kiedy ktoś mi czyta (czy to była mama, czy teraz lektor w słuchawce), to tak jakby te emocje i wydarzenia z książki już nie były tylko moje, a wspólne… Ciekawe, nigdy o tym nie myślałam w ten sposób.

      Będę o tym pisała w części drugiej tekstu, ale skoro już to poruszyłaś – książki, które wiem, że będą bardzo ważne, emocjonujące, w których spodziewam się pięknego języka – zawsze czytam, nie słucham. Właśnie chyba ze względu na tą intymność i „zamknięcie myśli”, jak to ładnie nazwałaś 🙂