Dzikość – Nicola Lagioia

dzikość nicola lagioia

Zemsta – skrajny hołd czemuś, czego odwracalność pozbawiła nas złudzeń. [s.406]

Nie wiem z czym Wam kojarzą się Włosi, ale mnie z mówieniem jeden przez drugiego, chaosem, dużym poziomem emocji, głośnym śmiechem i równie głośnym płaczem. Książka Nicola Lagioi jest w swojej formie bardzo włoska. Chwilami trudno zrozumieć co się w niej dzieje, zaraz potem przychodzi moment jasności i klarowności, żeby zaraz potem na nowo wybuchnąć potokiem zdań. Intensywność to słowo, które chyba dobrze oddaje zarówno sposób napisania tej powieści, jak i doświadczenia czytelnika podczas lektury.

Pochopnie można by pomyśleć, że Dzikość to kryminał. Historia rozpoczyna się bowiem od śmierci, faktycznie nieco tajemniczej. Clara, córka potentata budowlanego, zostaje znaleziona martwa obok wielopiętrowego parkingu na obrzeżach miasta Bari. Oficjalnie zostaje ogłoszone samobójstwo, jednak już od początku wiadomo, że kryje się za tym jakaś mroczna tajemnica.
Tutaj powieść mogłaby stać się dość banalnym kryminałem, ale  na szczęście tak się nie dzieje. Śmierć Clary staje się pretekstem do zaprezentowania skomplikowanych relacji rodzinnych, wzajemnych napięć, układów, zależności. Główną rolę w książce gra, moim zdaniem, społeczność jako całość. Zepsuci, skorumpowani ludzie u władzy i ci o władzy jedynie marzący. Brutalne Południe Włoch, bez śladu kręgosłupa moralnego, gdzie absolutnie wszystko i wszystkich można kupić, ewentualnie zastraszyć i zaszantażować.

Saga rodzinna, określenie pojawiające się na okładce książki, to w moim odczuciu określenie nieadekwatne, jednak Dzikość faktycznie daje nam możliwość wejścia do domu rodziny Selvemini i przyjrzenia się każdemu z jej członków z osobna. Lagioia nieustannie zmienia w narracji płaszczyznę czasową, płynnie przemieszcza się między przeszłością, a przyszłością. Zmianie ulegają też punkty ciężkości i głos po kolei przejmują poszczególni bohaterowie rodzinnego dramatu.

Clara czuła się rozdarta przez te same uczucia, których doświadczała wtedy, kiedy rozrabiali z bratem na łóżku. Cudowny spokój chwili, kiedy Michele obserwował, jak ścinała piłkę na siatkę. Szalona ze szczęścia, miała potwierdzenie, że świat nie składa się tylko z materii, że nie jest stworzony nawet z poszczególnych osób, ale z ich obecności. „Ja i on wyzwalaliśmy energię zmarłych”. W niedostępnej przyszłości, ale pewnej jak kłos posianego już ziarna, Clara czuła, że Michele siłą umysłu odczyta wiadomość, że nada jej konkretną postać. I wtedy rozumiała wszystko. Przypominała sobie, że była duchem i że nie spocznie dopóki wszystko nie wróci na swoje miejsce. [s.335]

Intensywne obcowanie z tekstem, gęsto upakowane słowami zdania. Wyobrażam sobie, że praca nad przekładem tej powieści musiała być tytaniczna. Lagioia posługuje się złożonymi frazami, naszpikowanymi niekiedy przedziwnymi sformułowaniami. Są fragmenty, przez które brnęłam jak przez bagno. Czytałam po cztery razy pod rząd, walczyłam z tekstem próbując zrozumieć, co właściwie autor chce mi teraz powiedzieć i często tę walkę przegrywałam.
Mam poczucie, że książka jest nierówna. Chwilami ma się poczucie przerostu formy nad treścią, żeby zaraz potem można było zachwycić się jakąś sceną, dialogiem, porównaniem. Z pewnością na pochwałę zasługuje konstrukcja powieści. Niesztampowa, nieco chaotyczna, ale ostatecznie w tym chaosie uzasadniona.

Autor operuje tyloma zabiegami lingwistycznymi, że momentami bardzo łatwo się w nich pogubić. Jest tu dużo symboliki, metafor, alegorii. Oczywiście można nad nimi swobodnie przepłynąć i podążać tropem fabuły, którą i bez analizy tych zabiegów zrozumiemy w pełni. Niemniej jednak, próba zrozumienia ich daje dużo bogatsze doświadczenie lektury i możliwość prześledzenia opisywanej historii na wielu płaszczyznach.

Ale dla mikroskopijnego roztocza przyssanego do odwłoka osy były to tylko cienie, których odległość nie zamieniła jeszcze w realne zagrożenie. Pomimo że osa była dziesięć razy większa, bezosobowa siła kierująca roztoczem skłoniła je do zaatakowania insekta w momencie, kiedy tylko dostrzegło go w donicy z fiołkami. Osa próbowała się bronić, ale była zbyt powolna. Roztocze złapało jej odwłok swoimi ostrymi ząbkami, wbiło w nią swoje potężne rurkowate wypustki. Nie mogło wiedzieć, że osa jest stara i wyniszczona, i tylko dlatego, mu się udało. Wiedziała to jego siła, i to wystarczyło. [s. 328]

To, czego mi zabrakło, to nieco lepszego zarysowania motywów psychologicznych głównych bohaterów. Bo z jednej strony to wokół ich psychiki kręci się cała warstwa fabularna, a z drugiej, są oni ostatecznie dla mnie lekko niewiarygodni, niepełni, trudno mi ich zrozumieć.

Dzikość to faktycznie książka nieokiełznana. Dzikość przejawia się w jej formie, ale dzicy są też jej bohaterowie. Myślę, że chwilami Lagioi udało się uchwycić istotę szaleństwa, ale i istotę człowieczeństwa – zdeterminowanego przez pierwotne instynkty. Ta włoska powieść to dobra książka na wakacje – odpowiednio obszerna, żeby nie skończyła się w połowie tygodniowego urlopu, angażująca, dostarczająca rozrywki, ale również wymagająca skupienia i uwagi, a gdzie łatwiej o skupienie, jeśli nie na urlopie? 🙂

A.

Dzikość, Nicola Lagioia, przekład z języka włoskiego Anna Wójcicka, wyd. Alter, Kraków 2018


ROZDANIE
PS I tak się składa, że mam dla Was jeden egzemplarz książki do wzięcia na urlop (albo na parkową ławkę) :). Na Wasze zgłoszenia czekam w komentarzach pod wpisem. Powiedzcie mi, czy literatura włoska jest Wam znana, a jeśli tak, to jakich autorów polecacie, bądź nie. Na zgłoszenia czekam do piątku 13 lipca 2018. W poniedziałek na moim profilu facebookowym ogłoszę, do kogo wędruje książka!* 🙂

 

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Alter jako egzemplarz recenzencki.

*Egzemplarz konkursowy sponsoruje wydawnictwo i jest ono odpowiedzialne za wysyłkę książki do zwycięzcy w rozdaniu.