Czytamy klasykę – podsumowanie 2017

Na początku tego roku usiadłam i spisałam swoje czytelnicze postanowienia noworoczne, których nie zrealizuję. W planach między innym znalazła się klasyka literatury. Niedługo potem gdzieś na Facebooku padło hasło, żeby czytać razem Idiotę  Dostojewskiego, że w grupie będzie raźniej i większa motywacja, a i potem podyskutować można o wrażeniach z lektury.

I  tak od słowa do słowa EkrudaPani BookowskaSkrytka na Kulturę i ja, Parapet Literacki, umówiłyśmy się na wspólne czytanie Dostojewskiego w lutym. Założyłyśmy wydarzenie na Facebooku i zaprosiłyśmy znajomych do wspólnego czytania. Kilka osób do nas dołączyło, wspólnie sobie na tego nieszczęsnego Księcia Myszkina narzekałyśmy. Potem zachciało nam się kolejnej klasyki i złapałyśmy się za Flauberta i Panią Bovary, a potem jeszcze Wielkie nadzieje latem i Krystyna córka Lavransa jesienią. Chociaż grupka osób czytających z nami za każdym razem była niewielka, a klasyka nie wywołuje jakiś szczególnie silnych emocji wśród odbiorców naszych blogów i kanałów, to i tak było to miłe doświadczenie. W przyszłym roku mamy plan na kolejne klasyczne tytuły i mamy nadzieję, że ktoś do nas dołączy!

Poza tym wspólnym czytaniem, udało mi się jeszcze kilka tytułów z klasyki przeczytać lub wysłuchać samej.

Nie będę się tutaj porywać na recenzje Flouberta czy Dickensa, bo ani się czuję na siłach, ani też nie mam tyle do powiedzenia. Mam natomiast o każdej z nich kilka zdań w głowie, kilka wrażeń, którymi chcę się z Wami podzielić.


    1.Idiota, Fiodor Dostojewski

Pierwsza i najtrudniejsza książka z klasyki przeczytanej w tym roku. Najpierw czytałam w papierze, potem w ebooku, żeby ostatecznie skończyć ją słuchając audiobooka. Przeprawa była ciężka. Bohaterowie mnie złościli, ich dywagacje o życiu wydawały mi się rozdmuchane, a już Książę Myszkin doprowadzał mnie momentami do obłędu swoją naiwnością i biernością.
Zdaję sobie sprawę, że trochę nie wypada mówić, że mi się Idiota nie podobał, ale cóż… podobał mi się w bardzo niewielkim stopniu i naprawdę cieszyłam się, kiedy dobrnęłam do ostatniego zdania powieści. O ile do Zbrodni i kary chcę wrócić, o tyle do Idioty nie wrócę na pewno, bo drugi raz przez tę historię nie przebrnę. Przede mną w 2018 Biesy i jestem ciekawa jak będzie.


    2.Pani Bovary,Gustave Flaubert

W kontraście do Dostojewskiego, Flauberta czytało mi się znakomicie. Powieść napisana jest lekko, językowo również dużo przystępniej niż Idiota. Głowna bohaterka, Emma, budzi skrajne emocje: złość, współczucie, politowanie, smutek. Kim właściwie była? Wyrachowaną manipulantką? Zepsutą do szpiku kości egoistką? Czy jednak po prostu naiwną młodą kobietą, która szukała miłości jak z kart romansu, a znalazła brutalną rzeczywistość, która doprowadziła ją do ostateczności?Powieść daje ciekawy wgląd w życie francuskiego mieszczaństwa za czasów Napoleona III, szczególnie z kobiecego punktu widzenia. Tak, Pani Bovary mi się podobała. Myślę, że Flaubert pyta nas w tej powieści, co wybieramy: marzenia, czy rzeczywistość, a jeśli marzenia to czy jesteśmy gotowi na cenę, jaką trzeba za nie zapłacić.


    3.Wielkie nadzieje, Charles Dickens

Takich powieści nikt już nie pisze. Nie tylko dlatego, że odchodzimy coraz bardziej od szerokich opisów otoczenia i okoliczności wokół bohaterów, ale głównie chyba ze względu na moralizatorski ton. U Dickensa, i w ogóle u pisarzy XIX-wiecznych, świat jest czarno-biały, istnieje klarowny podział na złe i dobre, właściwe i niewłaściwe. Być może dlatego czyta się Wielkie nadzieje i podobne powieści z lekkim uśmieszkiem na ustach (no przynajmniej na mojej twarzy błądził on cały czas). Czyta się tę historię jak swego rodzaju przypowieść lub baśń z morałem. I dobrze, tego właśnie oczekiwałam od Dickensa i to właśnie otrzymałam. Nie trzeba zatem dodawać, że czytało się miło i szybko. Dobrze znać, ale czy lektura dostarczyła mi jakiś silnych emocji czy ważkich przemyśleń… to niekoniecznie. 😉


    4. Krystyna córka Lavransa, Singrid Undset

Tutaj niestety muszę odtrąbić moją czytelniczą porażkę. Jesienią miałam zbyt wiele lektur na raz i nie skończyłam Krystyny. Powieść ma trzy tomy, a ja ledwo dobrnęłam do końca pierwszego. To wielka saga opowiadająca o Norwegii XIV w. i życiu tytułowej Krystyny – córki bogatego szlachcica. Napisane niespiesznie, ze szczegółami oddającymi codzienność tamtych czasów, tamtego miejsca.  Jest to jednak, ni mniej ni więcej, ale średniowieczny romans, i myślę, że z takim założeniem należy podejść do lektury. Z pewnością skończę i ostatecznie powiem czy mi się podobało już w 2018.


Dodatkowo sama przeczytałam trzy książki, które można zaliczyć do klasyki literatury.

Wilk stepowy, Herman Hesse

Książka, która czytałam latem, a o której zdarza mi się myśleć do dzisiaj. Do wielokrotnego czytania i odczytywania. Dla tych, którzy czują, że trochę nie pasują do dzisiejszego świata. A może do świata w ogóle. Harry Haller… cóż, wciąż się zastanawiam co się z nim stało. Mam nadzieję, że znalazł dla siebie ratunek, bo to by znaczyło, że ja też mogę go znaleźć. Jedna z książek luster, która przychodzi do Was wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujecie.

 

*Trzech panów w łódce, nie licząc psa, Jerome K. Jerome

No a to dla kontrastu nie podobało mi się wcale! Tyle zachwytów na Instagramie i Facebooku, tyle obietnic śmiechu i porywającej lektury! No nie. Nie było ani śmiesznie, ani porywająco.

 

*Imię róży, Umberto Eco

I znów XIV wiek, tyle że tym razem we Włoszech. Jedna ze słynnych książek o książkach. Razem z bohaterem zagłębiamy się w życie i mroczne tajemnice klasztoru benedyktyńskiego. Są morderstwa, jest biblioteka-labirynt i jej zakazane księgi, jest historia miłosna. Przy tym jest też dużo wiedzy na temat ruchów i grup wyznaniowych kształtujących się w tamtych czasach, nawoływania do ubóstwa przez Franciszkanów, a także zarysowany podział sił w ówczesnej Europie. Momentami nużąca kiedy dywagacje się przeciągają, ale w całości warta przeczytania. 🙂

 

A wy? Czytaliście klasykę w 2017? A może planujecie sięgnąć po nią w nowym roku?

A.