Burza, huragany, grom.

 

1. Jesień zawsze lubiłam najbardziej, nie znoszę za to niepewności. Jesienią wszystko jest tym czym jest, nic niczego nie udaje. Kontrasty są wyraźne, noc jest nocą, a dzień dniem. Poranek przychodzi nagle. Zimny i trzeźwiący, zdecydowanym ruchem przegania ciemność. Wieczór przychodzi równie szybko. Żadnego łagodnego przechodzenia jednego stanu w drugi, niczego, co mogłoby niedostrzegalnie zmienić się w coś innego. 

My też jesteśmy bardziej. Oddzieleni wyraźniejszą kreską od tła. Powietrze już nie oblepia, myśli z powrotem krążą w swoim normalnym rytmie. 

Jesienią dużo tęsknię. Zatapiam się w przeszłość i momentami ciężko mi się niej wydostać. Tęsknię za miejscem z dala od świata, miejscem bez znaczenia, miejscem bez przyszłości. Tęsknię za ciszą i niebyciem. Paradoksalnie im bardziej zatapiam się w niebyciu, tym bliżej jestem otaczającego mnie świata, jego zapachów, smaków, wszystkich bodźców. Więcej widzę, więcej czuję. Jakby to we mnie wschodziło i zachodziło słońce, we mnie zmieniały się kolory.

Jesień. Jak tylko wygrzebię się z mojego egzystencjonalnego dołka, to z powrotem będę ją kochać. Choć jak się zastanowić, i jak lepiej mi z nią, niż bez niej.

2.”I wtedy zrozumiałem: właśnie od ludzkości pragnąłem uciec. Nie od ludzi samych w sobie, tylko od całego buszu uczuć który rozrastał się we mnie, gdy przebywałem w ich towarzystwie. Uczucia sprawiały, że byłem taki miękki i niewyraźny, tak słaby i ulegający wpływom, tak rumieniąco się podlotkowaty. Były one winne wszystkim nieszczęściom mojego życia.”*

3. Przypomniałam sobie, że to blog o książkach. Skończyłam czytać o aniołach Knausgarda i wciąż pozostaję pod dziwnym wrażeniem. Ta książka, którą po drodze prawie dwa razy porzuciłam, zostawiła we mnie jakiś specyficzny osad. Jeszcze tego nie zrozumiałam. Teraz Papusza, żeby pozostać w klimacie nieradości. I Wassmo. Księga Diny będzie moją książką października. W końcu.

Dochodzę do wniosku, że tak naprawdę, to najlepiej mi wychodzi pisanie o niczym.

A.

*Karl Ove Knausgard „Wszystko ma swój czas”

**Już drugą jesień z rzędu śpiewa mi Skubas. Jest niezastąpiony. Kto chce wiedzieć skąd tytuł wpisu – musi posłuchać. 😉